Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Od magii do techniki i z powrotem

Od magii do techniki i z powrotem

Adam Tomasz Witczak

Dawid Livingstone należy do grona autorów specjalizujących się w badaniu różnego rodzaju teorii spiskowych. Nie jest to oczywiście najlepsza rekomendacja. Banałem będzie przecież stwierdzenie, że conspiracy theorists słyną z epatowania tanią sensacją tudzież rozgłaszania informacji niepełnych, słabo udokumentowanych, zmyślonych, a niekiedy – zwyczajnie niedorzecznych.

Sam Livingstone prezentuje się na swojej witrynie jako autor poruszający tematy nieobecne w dyskursie akademickim, ale starający się robić to przy zachowaniu możliwie daleko idącego rygoru naukowego, bez pochopnych uogólnień. Zdaje się, że to prawda – tak przynajmniej można wnosić z książki, o której będziemy mówić. Jest ona opatrzona dużą liczbą przypisów i rozbudowaną bibliografią.

Nie jesteśmy w stanie zweryfikować prawdziwości wszystkich prezentowanych wiadomości, choćby dlatego, że na czterystu stronach zamieszczono ich naprawdę sporo – niemniej na pierwszy rzut oka kompilacja zebrana przez Livingstone’a przedstawia się rzetelnie. Przy uważniejszej lekturze można znaleźć pewne nieścisłości czy „prawdy obiegowe”, jak np. tę o rzekomym wsparciu Piusa XII dla procedury ewakuowania hitlerowców z Europy do Ameryki Południowej (choć oczywiście nie przeczymy temu, że byli duchowni zaangażowani w tę sprawę). Czytelnik winien więc zachowywać czujność, nawet jeśli takich fragmentów jest mało.

Formalnie rzecz biorąc, Transhumanism. The History of a Dangerous Idea ma być książką na temat transhumanizmu. Ten zaś zdefiniować można (w uproszczeniu) jako modną w ostatnich dekadach koncepcję (z pogranicza filozofii, socjologii i paru innych dziedzin), w myśl której człowiek może i powinien dzięki zaawansowanej technologii modyfikować w znaczący sposób nie tylko środowisko naturalne, ale i samego siebie. Na pozór brzmi to jak truizm, bo nawet motyka i maszynka do golenia jakoś „modyfikują” nas lub nasze otoczenie. Wiadomo jednak, że chodzi o coś innego. Transhumanizm odnosi się do takich obszarów badań jak sztuczna inteligencja, robotyka, informatyka, automatyka, biotechnologia czy inżynieria genetyczna. Mowa jest nie o protezach zębowych czy okularach, ale o daleko idącej ingerencji w organizm człowieka – w stopniu umożliwiającym praktyczne usunięcie większości chorób i ich przyczyn, a nawet osiągnięcie nieśmiertelności. Oczywiście gwiazdy kiedyś zgasną, ale przy marności naszej obecnej egzystencji wizja życia trwającego setki czy tysiące lat i wspomaganego elektroniką tudzież zaawansowanymi manipulacjami genetycznymi – to całkiem niezłe przybliżenie nieśmiertelności.

Transhumaniści dopuszczają zresztą myśl, że człowiek przekształci się w pełnowartościowego cyborga – ze wszczepionymi procesorami przyspieszającymi myślenie czy wyostrzającymi zmysły; z egzoszkieletem umożliwiającym nadzwyczajne wyczyny fizyczne; i tak dalej. Mało tego, wielu z nich uporczywie trzyma się wizji „skopiowania” ludzkiego umysłu na pokład komputera, co zwie się mind uploadingiem. Oczywiście nasuwa to problemy praktyczne. W gruncie rzeczy nie wiemy, co właściwie miałoby być kopiowane, biorąc pod uwagę, że w mózgu nieustannie zachodzą jakieś procesy, a poza tym nie mamy nawet pewności, czy faktycznie nasza osobowość jest zakodowana jedynie pod czaszką. Co więcej, z perspektywy osób wierzących, a w każdym razie wyznających metafizykę typową dla chrześcijaństwa i paru innych religii, problematyczne jest samo postrzeganie osobowości jako czegoś czysto materialnego, co można oddzielać i kopiować. Co z duszą? – moglibyśmy zapytać.

Nie będziemy jednak wchodzić w te rozważania, wykraczałoby to przecież poza ramy recenzji. Wypada dodać jedynie, że transhumanizm głosi nie tylko możliwość i konieczność (a na pewno słuszność) wielkiej transformacji człowieka, ale również gorąco kibicuje wizjom wykreowania sztucznej inteligencji przerastającej wszelkie możliwości homo sapiens. Moment osiągnięcia takich możliwości przez maszyny zwany jest Osobliwością Technologiczną i jawi się jako swoista parodia Paruzji. Po Osobliwości życie na Ziemi ma już być czymś zupełnie innym, nowym, nieprzewidywalnym.

Rzecz jasna, transhumanizm dopuszcza i aprobuje nie tylko technologiczną modyfikację człowieka tudzież zaistnienie prawdziwej sztucznej inteligencji, ale także wszelkie inne kierunki rozwoju cywilizacji technicznej. Kontrola pogody, koniec pracy (ludzkiej), kolonizacja kosmosu (w tym terraforming planet), likwidacja niesprawiedliwości i zabobonów na Ziemi, powszechna obfitość dóbr – wszystkie te motywy przewijają się w transhumanistycznej narracji Raya Kurzweila, Maxa More’a, Mikołaja Bostroma czy Fereidouna Esfandiarego. Co ciekawe, narracja ta może być zarówno socjalistyczna (wówczas nośnikiem postępu staje się dochód gwarantowany i rząd światowy), jak i libertariańska, zgoła anarchokapitalistyczna (no cóż, każdy będzie mieć swoją drukarkę 3D, o piętnastu minutach sławy nie wspominając).

Wizje transhumanistów pełne są rozmachu, ale dla nas ważniejszy jest ich prometeizm. W gruncie rzeczy ta doktryna (no dobrze, luźny zespół głównych i pobocznych motywów) wpisuje się w długą historię ludzkiego marzenia o osiągnięciu doskonałości, nieśmiertelności i boskości – ale nie poprzez pokorne poddanie się transcendentnemu Bogu, lecz przez eksplozję własnych ambicji i możliwości.

O tym właśnie jest książka Livingstone’a. Dla niektórych będzie to rozczarowanie. Oto bowiem transhumanizmowi w ściślejszym tego słowa znaczeniu poświęcono raptem ostatnich 50 stron, a i tak wliczamy w to rozdziały na temat cyberpunku czy technologicznego neopogaństwa. Z drugiej strony, ma to być w zamierzeniu historia nurtu – i jeśli patrzeć na to w ten sposób, to książka broni się całkiem nieźle. Trzeba jednak mieć świadomość, że autor nie ogranicza się tylko do tych organizacji, osób czy idei, które bezpośrednio wpłynęły na kształt obecnego transhumanizm. Jest wręcz przeciwnie.

Otóż tak naprawdę Livingstone naszkicował historię niemal wszystkich ważniejszych doktryn, w każdym razie tych ze świata Zachodu, których celem było samozbawienie i przebóstwienie człowieka. Jak wiadomo, aż do XIX wieku, kiedy rewolucja przemysłowa nabrała mocy, jedyną drogą tej „lewej ręki ciemności” była szeroko pojęta magia. Magia, okultyzm, alchemia, gnoza – te pojęcia nie są tożsame, ale dla naszych rozważań możemy je uznać za bliskie sobie. O tym jest w rzeczywistości ta książka: o wielowiekowych wysiłkach, których celem było przechytrzenie Demiurga i przebicie się o własnych siłach do doskonałości, poza śmierć, poza dobro i zło, poza wszelkie ograniczenia.

Livingstone uważa, że transhumanizm bardziej niż pozytywistyczną filozofią racjonalnie myślących geeków jest kolejnym wcieleniem tego magiczno-alchemicznego marzenia. Ta konstatacja jest słuszna. Transhumaniści zresztą świadomie wpisują się w ten prometejski poczet ludzi, którzy uznali, że Bóg, człowiek i świat to za mało, przynajmniej w aktualnej postaci. Każdy człowiek jest gwiazdą, a wola twoja niech będzie prawem jedynym – nauczał Crowley.

Przedsięwzięcie Livingstone’a było ambitne, a czy wywiązał się z niego należycie? Przede wszystkim jest to książka faktograficzna. Refleksji teoretycznej mamy tu stosunkowo mało, pojawia się ona zazwyczaj wtedy, gdy trzeba zarysować zależności pomiędzy poszczególnymi bohaterami bądź też przedstawić ich poglądy. Jeżeli więc ktoś liczy na pogłębione – filozoficzne, psychologiczne, socjologiczne czy teologiczne – studium myśli transhumanistycznej, to raczej się rozczaruje. Ale jeśli ktoś szuka kompendium wiedzy o prometejskich nurtach, które od stuleci (albo i tysiącleci) buzują pod powierzchnią zachodniej kultury, to wówczas książka Livingstone’a może być dlań pomocna.

Trudno byłoby wymienić wszystkie tematy, które porusza nasz autor. Jest ich naprawdę dużo – i dlatego też większość z nich została opisana skrótowo. To po prostu przegląd, bieg przez wieki i dekady, pełen szybko znikających nazwisk, nazw i terminów. Wymieńmy jednak choćby część z nich, by dać czytelnikowi pewien przedsmak. Na kartach książki Livingstone’a pojawiają się m.in. alchemicy, różokrzyżowcy, angielscy jakobici (w roli prekursorów masonerii, o której rzecz jasna jest sporo), oświeceniowi iluminaci, Karol Marks, Fryderyk Nietzsche, Helena Bławatska, Annie Besant, Aleister Crowley, francuscy i angielscy dekadenci, Antoni La Vey i Kościół Szatana, beatnicy i Wilhelm Burroughs, badania CIA nad mind control, okultystyczny hitleryzm, Juliusz Evola i Renat Guenon, Savitri Devi i Michał Serrano, dyskordianizm, magia chaosu, postmodernizm (Michał Foucault, Jakub Derrida, Jan Baudrillard), sytuacjonizm, libertarianizm, Genesis P-Orridge, Psychic TV, Coil, Current 93 i muzyka industrialna, Filip K. Dick, markiz de Sade, scjentologia i Ron Hubbard, Alfred Korzybski, Alan Watts, doktor Tymoteusz Leary, Karol Manson, operacja Babalon, misteria orfickie, asasyni i Starzec z Gór, templariusze, Kabała, Hakim Bey, hermetyzm renesansowy, frankizm (Jakuba Franka), Józef Hoene-Wroński (Andrzeja Towiańskiego wszelako brak, przewija się natomiast Adam Mickiewicz), rosyjscy nihiliści, spirytyzm i wirujące stoliki, syjonizm, Jerzy Gurdżijew, Swami Vivekananda, dadaizm i surrealizm, Era Wodnika, antypsychiatria, komiksowi superbohaterowie Marvela, hipoteza Gai, Maurycy Barres i martyniści, Śri Aurobindo, Instytut Esalen, DMT i psychologia transpersonalna. Oraz mitologia Cthulhu.

Moglibyśmy tak wymieniać jeszcze przez dobrych kilka stron. Jak widać, jest to niesamowity, wielobarwny, obłędny kalejdoskop. Sceptyczny czytelnik mógłby powiedzieć, że Livingstone rozstawił stragan z tysiącem zupełnie różnych osobliwości (nomen omen), które jednak niewiele łączy. Nie do końca tak jest. Jeśli będziemy pamiętali, że w ostateczności chodzi o nurty mające na celu przekształcenie predysponowanej istoty ludzkiej w nadczłowieka, że mowa o doktrynach obiecujących raj na Ziemi tudzież uwolnienie ukrytego (rzekomo?) w człowieku potencjału – wówczas dojrzymy zbieżność nawet między renesansowym hermetyzmem a superbohaterami Marvela; między sabrą syjonizmu a übermenschem Nietzschego; między doktorem Learym a baronem Evolą. Tego rodzaju podobieństwa, często nieprzypadkowe, są szczególnie ważne i ciekawe w kontekście rozpoznawania prądów dominujących we współczesnej kulturze – popularnej i wysokiej.

Całość przedstawiona jest dość spójnie, to znaczy w zgodzie z chronologią, z zaznaczeniem przynajmniej głównych powiązań i wynikań. Jak na publikację z kręgu conspiracy theories, jest to rzeczywiście książka napisana przyzwoicie. Niekiedy autor oczywiście prezentuje pewne domysły, niepewne sugestie czy nie do końca potwierdzone zależności, ale takie momenty najczęściej są zaznaczane. Na przykład w akapicie na temat rzekomych żydowsko-afrykańskich korzeni Adolfa Hitlera przywołane są pewne źródła; można im wierzyć lub nie. W ogóle zresztą książka jest potężną kompilacją wiadomości z rozmaitych innych publikacji, od książek naukowych po fanziny i witryny internetowe. Część informacji to rzeczy powszechnie znane, przynajmniej tym, którzy mają jako takie pojęcie o omawianych zagadnieniach. Tak czy inaczej, warto się z tym wydawnictwem zapoznać, zachowując oczywiście należyty dystans i krytycyzm.

Książkę można zakupić albo też pobrać za darmo (na stronie autora).

Cóż, straszne idee zrodziły przynajmniej jedną pożyteczną: infoanarchizm.

David Livingstone, Transhumanism. The History of a Dangerous Idea, Sabilillah Publications, 2015.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.