Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Od sanacji do neosanacji

Od sanacji do neosanacji

Jacek Bartyzel

W tym roku przypada setna rocznica przewrotu majowego, który wyniósł do władzy Józefa Piłsudskiego i jego obóz polityczny. Ocena tego wydarzenia oraz jego skutków dla Polski zawsze dzieliła i zapewne będzie dzielić polskie środowiska opiniotwórcze, również konserwatystów i monarchistów, z których jedni przewrót poparli, inni przeciwnie – bronili legalizmu. Nas interesuje tu jednak to, czy i co z dziedzictwa sanacji pozostało do dzisiaj?

Klęska wrześniowa okazała się również końcem jej władzy, nawet w tej szczątkowej postaci, jaką były instytucje państwa na wychodźstwie. Obciążani powszechnie (i przesadnie) odpowiedzialnością za klęskę piłsudczycy, zostali pozbawieni wpływu na politykę rządu emigracyjnego. Wprawdzie prezydentem RP został związany z obozem sanacyjnym Władysław Raczkiewicz (1885–1947), ale został zmuszony do podpisania tzw. umowy paryskiej, która przelewała większość jego konstytucyjnych prerogatyw na premiera. Premier i zarazem Wódz Naczelny, gen. Władysław Sikorski, wręcz szykanował oficerów-piłsudczyków, osadzając wielu z nich nawet w obozie koncentracyjnym w Szkocji. Wprawdzie po tragicznej śmierci Sikorskiego Wodzem Naczelnym został gen. Kazimierz Sosnkowski (1885–1969), ale i jego pod naciskiem Brytyjczyków zmuszono do rezygnacji, kiedy zaprotestował przeciwko bierności aliantów wobec powstania warszawskiego. Niemal samotną walkę publicystyczną przeciwko Jałcie i zdradzie sojuszników toczył z Nowego Jorku Ignacy Matuszewski (1891–1946).

Również w kraju piłsudczycy znaleźli się w politycznej izolacji, aczkolwiek jeśli chodzi o pion wojskowy Polskiego Państwa Podziemnego, to mieli znaczący udział w kierownictwie Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej. Nie posiadali natomiast reprezentacji politycznej w pionie cywilnym. Polityczny Komitet Porozumiewawczy (następnie Krajowa Reprezentacja Polityczna, a wreszcie Rada Jedności Narodowej) utworzony został pod dyktando tzw. Rombu, czyli reprezentacji czterech stronnictw przedwojennej opozycji, czyli PPS-WRN, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Narodowego i Stronnictwa Pracy. Zmarginalizowani piłsudczycy zorganizowali się podczas okupacji niemieckiej w dwa konkurencyjne ośrodki, z których pierwszy – Obóz Polski Walczącej (OPW), którego komendantem był inż. Julian Piasecki (1896–1944), stanowił kontynuację przedwojennego Obozu Zjednoczenia Narodowego, drugi zaś – Konwent Organizacji Niepodległościowych (KON), skupiał dawnych zwolenników płk. Walerego Sławka. O ile OPW przestał praktycznie istnieć po klęsce powstania warszawskiego, w którym zginęła większość jego czołowych działaczy, o tyle istotną rolę w drugiej – antykomunistycznej – konspiracji odegrał jeden z przywódców KON-u, doc. ppłk Wacław Lipiński (1896–1949), który jako założyciel Stronnictwa Niezawisłości Narodowej stanął w marcu 1946 na czele Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Polski Podziemnej, do którego weszły również Stronnictwo Narodowe i Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, lecz na początku 1947 został aresztowany i skazany w procesie pokazowym na karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie; osadzony we Wronkach, został tam zamordowany przez funkcjonariuszy UB.

W odradzającej się od lat 70. ubiegłego wieku opozycji antykomunistycznej i niepodległościowej rodziła się, zwłaszcza pośród ówczesnej młodzieży, postawa fascynacji i pewnej nawet idealizacji Drugiej Rzeczypospolitej, nie tyle może ówczesnego (po 1926 roku) systemu rządzenia, ile samej osoby marszałka Józefa Piłsudskiego, postrzeganego jako heroiczny symbol walki o niepodległość i pogromca bolszewików, tym bardziej że w komunistycznej propagandzie i edukacji był on „szwarccharakterem”, przede wszystkim oczywiście ze względu na swą antyrosyjskość, kojarzoną z „antyradzieckością”. Ten kult widoczny był już w pierwszej organizacji skupiającej prawie wszystkie nurty nielewicowej opozycji, czyli w utworzonym w 1977 roku Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), gdzie pierwsze skrzypce grali bracia Czumowie z Andrzejem na czele, synowie współtwórcy sanacyjnej Konstytucji Kwietniowej i profesora KUL-u, Ignacego Czumy (1891–1963). Jednak bez wątpienia stricte piłsudczykowski charakter miała utworzona w 1979 roku Konfederacja Polski Niepodległej (KPN), której przewodził inny rzecznik ROPCiO, Leszek Moczulski (1930–2024). Dowodzą tego następujące cechy: jawnie i bezkompromisowo formułowany program niepodległości państwowej oraz przemyślana strategia zmierzania do tego celu (wyłożona w tekście Moczulskiego Rewolucja bez rewolucji); autorytarna wizja porządku ustrojowego z władczą rolą Głowy Państwa (Prezydenta), zawarta w KPN-owskim projekcie konstytucji, również autorstwa Moczulskiego; „wodzowska” struktura i mentalność ruchu; podobna do idei przedwojennego BBWR koncepcja tworzenia ruchu wokół osoby przywódcy i na tyle niedookreślonego ideowo, że mającego zarówno skrzydło prawicowe, jak i lewicowe społecznie. Wyrazistsza jednak była KPN-owska „prawica”, pod nazwą Związek Narodowy Katolików z Romualdem Szeremietiewem, który zresztą później, w latach 80., odłączył się od KPN, tworząc Polską Partię Niepodległościową. Z różnych powodów, na których opisywanie nie ma tu miejsca, KPN, choć odgrywała dość znaczącą rolę w pierwszych latach Trzeciej Rzeczypospolitej, uległa później dezintegracji i zniknęła ze sceny politycznej.

Po opróżnieniu miejsca przez KPN pojawiały się różne, mniej lub bardziej efemeryczne, partie i ruchy kojarzone z tradycją piłsudczykowską. Ostatecznie jednak niemal powszechna stała się opinia, że współczesną „neosanacją” jest założona w 2001 roku przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich partia Prawo i Sprawiedliwość, sprawująca rządy w latach 2005–2007 i 2015–2023. Czy ta kwalifikacja jest zasadna?

Prima facie mogłoby się tak wydawać. PiS często (choć nieprzesadnie) odwołuje się do tradycji piłsudczykowskiej, deklaratywnie jest bardzo „niepodległościowe” i propaństwowe; jest partią „wodzowską”, opartą na niekwestionowanej woli Prezesa, Jarosława Kaczyńskiego, i wierze w jego polityczny geniusz (choć w kulcie tym nie może być, z oczywistych powodów, pierwiastka militarnego); jego propagandowym szlagwortem była zawsze „dekomunizacja” i lustracja (co nie przeszkadza, aby eksponowane stanowiska i w partii, i w aparacie państwowym zajmowali ludzie z legitymacjami PZPR-owskimi w szufladach i z praktycznie zszarganą kartą), a także – walka z korupcją, co przypomina hasło „sanacji moralnej” głoszone przez obóz rządzący po 1926 roku.

Rzeczywistość jednak mocno i wielokrotnie „skrzeczy”, kiedy konfrontuje się z nią deklaracje. Nie kto inny przecież, jak śp. prezydent Lech Kaczyński i bez wątpienia z poparciem swego brata podpisywał traktat lizboński, ograniczający wydatnie suwerenność państwa polskiego, a stałą taktyką rządów PiS-owskich, zwłaszcza Mateusza Morawieckiego, było krzykliwe demonstrowanie „eurosceptycyzmu” przy jednoczesnym podpisywaniem po cichu wszystkich, nawet najbardziej niekorzystnych dla Polski, jak na przykład dotyczących przyjmowania imigrantów, dyrektyw narzucanych przez Komisję Europejską. Jeszcze gorzej wygląda „niepodległościowość” PiS w relacjach z hegemonem amerykańskim, wobec którego wykazuje ono budzącą wprost zażenowanie swoim serwilizmem wiernopoddańczość, posuwającą się aż do wspierania wszystkich awantur wojennych wywoływanych przez USA (i Izrael, co właściwie na jedno wychodzi), a całkowicie sprzecznych z naszymi interesami, jak ostatnia napaść na Iran. Ten wasalny proamerykanizm przypomina raczej politykę antysanacyjnych premierów emigracyjnych z czasów II wojny światowej, Sikorskiego i Mikołajczyka. Oczywiście wszystkie te postawy wynikają z frenetycznej wręcz nienawiści do Rosji i strachu przed nią; teoretycznie mieści się to w tradycyjnej dla piłsudczyków antyrosyjskości, niemniej to, że Piłsudski potrafił mimo wszystko zawrzeć pakt o nieagresji z Rosją Sowiecką, aby przynajmniej odsunąć w czasie zagrożenie z tej strony, świadczy, że nigdy nie doprowadziłby do takiej sytuacji, aby zamykać sobie rozgrzaną do białej gorączki retoryką (jak PiS) możliwość osłabienia napięcia i normalizacji stosunków. Rewersem tej wrogości jest równie bezgraniczna „miłość” PiS-u do Ukrainy, posunięta nawet do faktycznego przemilczania nierozliczonych rachunków zbrodni UPA na Polakach i współczesnych antypolskich posunięć neobanderyzmu. Jeśli nawet ta proukraińskość ma swój wzór w polityce Naczelnika Państwa w 1920 roku, czyli sojuszu z Ukrainą Petlury, to przecież Piłsudski nigdy nie postawiłby interesów ukraińskich nad polskimi i nie miał zahamowań, aby porzucić sprawę niepodległości Ukrainy (oczywiście zadniestrzańskiej), kiedy okazała się niemożliwa do zrealizowania.

Jeśli z kolei porównać dorobek ustrojowy sanacji i PiS-owskiej „neosanacji”, to porównanie to wypada dla tej drugiej wręcz żałośnie. O ile Konstytucja z 1935 roku – najlepsza ze wszystkich, jakie w historii mieliśmy, zrywająca z demoliberalizmem i sztuczną separacją „władz”, a oparta na suwerennej władzy zwierzchniej Głowy Państwa oraz będąca w gruncie rzeczy owocem myśli prawno-politycznej związanych z sanacją konserwatystów, z prof. Władysławem Leopoldem Jaworskim na czele – stanowiła najbardziej dodatnie dzieło obozu pomajowego, o tyle dorobek PiS-u w tej materii jest praktycznie żaden, nawet teoretycznie, bo w praktyce, jak wiadomo, PiS nigdy nie dysponowało większością, która pozwoliłaby mu przeforsować zmianę konstytucji.

Co się tyczy zwalczania korupcji i w ogóle naprawy moralnej państwa, to dokonania sanacji i neosanacji na tym polu są mniej więcej takie same, to znaczy żadne. Tak jak sanacji nie udało się rozliczyć żadnych złodziei mienia publicznego, że aż samo określenie „sanacja” stało się rychło po prostu szydercze, tak samo PiS nie tylko, że nie rozliczyło żadnych afer – naprawdę przecież mnogich i gigantycznych – ale niejedni jego umocowani we władzy i spółkach skarbu państwa działacze zaczęli sami kraść na potęgę, nad czym Prezes, osobiście uczciwy, a nawet abnegat, albo nie panuje, albo to toleruje. Nawiasem mówiąc, w porównaniu ze szczerze antypartyjnickim nastawieniem Marszałka Piłsudskiego i jego akolitów, PiS jest typową demoliberalną, parlamentarną partią ze wszystkimi najgorszymi cechami tego tworu.

Nieco lepiej, ale tylko nieco, wypada porównanie co do fundamentalnych kwestii moralnych i zasad prawa naturalnego. O ile za indyferentnej religijnie sanacji Kodeks Karny z 1932 roku jednocześnie legalizował zabójstwo prenatalne w wypadku, gdy ciąża pochodziła z czynu zabronionego oraz depenalizował sodomię, o tyle PiS deklaratywnie broni życia i sprzeciwia się promocji homoseksualizmu czy uznawaniu tzw. związków partnerskich, ale czyni to bardzo niekonsekwentnie, z ociąganiem i nigdy w pełni. Podsumowując, można rzec, że PiS-owska „neosanacja” jest raczej karykaturą czy też parodią sanacji przedwojennej aniżeli polityczną kontynuacją.

Pierwodruk w: „Polonia Christiana”, nr 110, maj-czerwiec 2026, ss. 55-57.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2026 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.