Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Płatne donosy czyli szmalcownictwo na wspak

Płatne donosy czyli szmalcownictwo na wspak

Jacek Bartyzel

Jak podały 15 czerwca różne stacje telewizyjne, żydowskie Centrum Szymona Wiesenthala uruchomiło specjalną infolinię, umożliwiającą składanie doniesień na obywateli polskich, podejrzewanych o współudział w mordowaniu podczas wojny Żydów, bądź wydawanie ich Niemcom, czyli tzw. szmalcownictwo. Co najważniejsze, informatorom, których doniesienia zostaną ponoć — acz nie wiadomo jakim trybem i przez kogo — zweryfikowane, obiecano wypłacenie znacznej, zwłaszcza jak na nasze warunki, kwoty w wysokości 10 000 jednostek waluty okupacyjnej, tj. euro.

Nasze skundlone, „niezależne” media podały tę rewelację z właściwym im tonem uniżonej pokory wobec możnych tego świata, a poza tym jako rzecz najnormalniejszą w świecie. Ot, tak jakby było rzeczą zupełnie zwyczajną namawianie obywateli jakiegoś państwa, aby składali donosy na swoich współrodaków (oraz przyjmowali za to, mówiąc żargonem prawniczym, korzyści majątkowe) do zagranicznej i międzynarodowej instytucji, zajmującej się od lat polowaniami na ludzi, a kierującej się wyłącznie kryterium rasowym. Owszem, łaskawie dopuszczono do głosu przedstawiciela Instytutu Pamięci Narodowej, który w najdelikatniejszy z możliwych sposób wyjaśnił, że śledczym tegoż instytutu nie jest znany ani jeden przypadek ukrywania się rzeczywistego winowajcy tego rodzaju czynów, ale widać było jasno, że to tylko tak pro forma, dla zamarkowania „bezstronności”. Tym bardziej, że błogosławieństwa ogłoszonej nagonce udzielił natychmiast „sam” p. Konstanty Gebert, (samo)obdarzony, jak wiadomo, przywilejem przemawiania do tubylczej, antysemickiej dziczy ex cathedra i z gwarancją nieomylności.

Tylko Marsjanin mógłby oczekiwać, że na tę bezczelną prowokację zareagują jacyś urzędowi przedstawiciele warszawskiego namiestnictwa Eurolandu. Również każdy reżimowy żurnalista wolałby się udławić we własnych wymiocinach, niż podjąć „dziennikarskie śledztwo” w, bądź co bądź, ciekawym przedmiocie, jakim jest wieloletnia działalność owego Centrum, a zwłaszcza postać jego założyciela i patrona — jednego z największych hochsztaplerów XX wieku. Szczególnie owocna jest „literacka” działalność Szymona Wiesenthala, jako autora bodaj tuzina życiorysów własnych, które mają tylko jedną cechę wspólną: pozbawiony fałszywej skromności opis nadludzkich czynów jego bohaterstwa. Poza tym nie zgadza się, jak w starych dowcipach Radia Erewań, nic: daty, miejsca, wydarzenia. Dla każdego historyka jest jasne, że Wiesenthal musiał być agentem niejednego wywiadu i niejednej tajnej policji — w tym na pewno NKWD i najprawdopodobniej także Gestapo.

O co zatem w tej kolejnej hucpie chodzi i dlaczego polowanie zostało odtrąbione właśnie teraz, w dzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego? Przecież nie o prawdę materialną, bo jest oczywiste, że gdyby naprawdę znalazł się jakiś szmalcownik, który jeszcze zipie, to prof. Leon Kieres zaniósłby go Centrum Wiesenthala we własnych zębach i nie tylko, że nie wziąłby za to jednego euro, ale jeszcze sam by dopłacił.

Cel tego przedsięwzięcia zdaje się być podwójny. Pierwszy, ogólniejszy i zasadniczy, wpisuje się w ogłoszoną już przed laty strategię „upokarzania Polaków”, przynajmniej dopóty, dopóki nie „zwrócą” Żydom mienia w ilościach i zakresie przez nich wskazanym. Skoro nie udał się do końca humbug z Jedwabnem, to może w celu odpowiedniego „wstrząśnięcia sumieniami” podziała przynęta pieniężna. Nie trzeba być specjalnie głębokim i wyrafinowanym znawcą natury ludzkiej, żeby wiedzieć, że niechybnie znajdą się tacy, którzy dla jednej dziesiątej takiej „kasy” gotowi będą nie tylko wydać, ale własnoręcznie poderżnąć gardło rodzonemu ojcu. Tak było zawsze, a cóż dopiero w naszych wyjątkowo znikczemniałych czasach, kiedy rodzice potrafią zrobić ze swoich dzieci kiszonkę. Sponsorzy z Centrum Polowania mają zatem pełną gwarancję powodzenia: liczba polskich „sprawców Holocaustu” będzie teraz rosnąć bez opamiętania. Tyle tylko, że głowy szmalcowników będą im przynosić właśnie… nowi szmalcownicy, tym się jednak różniący od dawnych, że oprócz gotówki, czeku lub przelewu na konto dostaną jeszcze certyfikat wyższej moralności.

Drugi powód wydaje się bardziej doraźny. Siły postępu muszą być bardzo zaniepokojone nadspodziewanie dobrym rezultatem wyborczym jedynej polskiej partii niepodległościowej (LPR), której — w przeciwieństwie, niestety, do UPR — udało się wprowadzić swoich reprezentantów do parlamentu w Strassburgu, czego nie może osłodzić nawet jeszcze mniej spodziewany sukces „partii oświeconych” (UW). W przewidywaniu możliwych kłopotów trzeba zatem przygotować zaporową kanonadę, której ogniem da się skosić „polskich antysemitów” mających czelność kazić samą swoją obecnością sanktuarium europejskiej d***kracji.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.