Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Raszewski: „Jestem politykiem III RP. Jestem populistą”

„Jestem politykiem III RP. Jestem populistą”

Adam Raszewski

Kto mnie zna, wie, iż nie jestem apologetą rządzącego obozu. Szczerze nie znoszę najbardziej bezideowej formacji na scenie politycznej, z szeregów której rekrutuje się obecny premier państwa polskiego (po Traktacie Lizbońskim należałoby mówić raczej: administrator wschodniego landu Unii Europejskiej), gospodarczego pseudoliberalizmu, wiecznego orientowania się według słupków sondaży, wreszcie polityki nagradzania stanowiskami zaplecza własnej partii (w myśl wywodzącej się z PRL, ale konstytutywnej także dla III RP zasady: tak czy owak – sierżant Nowak) i rozrostu administracji. Lidera PO nie uważam za katechona, ale destruktora fundamentów państwa i portfeli obywateli, szkodnika, który swych dni powinien dopełnić za kratami. Jestem minarchistą i marzy mi się rząd pełniący funkcję jedynie nocnego stróża, surowo egzekwujący reguły prawa i ograniczony do utrzymywania ładu w państwie, czyli będący dokładnym przeciwieństwem obecnej ekipy zarządzającej republiką kolesiów. Jednakże w kwestii planowanego podwyższenia wieku emerytalnego jako próby (wielce niedoskonałej i wciąż mało liberalnej, gdyż optimum stanowiłoby zniesienie kategorii wieku emerytalnego i pozostawienie decyzji o kontynuowaniu aktywności zawodowej bądź jej zawieszeniu w gestii jednostki, utrzymującej się od momentu przejścia na emeryturę z zaoszczędzonych w toku lat pracy środków) ratowania systemu emerytalnego, uczciwość nakazuje przyznać rację rządowi Donalda Tuska (mając oczywiście świadomość, iż reforma ta nie stanowi żadnego remedium na tragiczną sytuację instytucji emerytalnych, lecz doraźną próbę zapobieżenia ich zawaleniu) i zwrócić uwagę na reakcję opozycji, zwłaszcza SLD na zamysł autorstwa PO.

Szczególnie znamienna jest idea SLD przeprowadzenia referendum z zapytaniem Polaków o zdanie w sprawie emerytur. Sojusz sprzeciwia się propozycjom premiera Donalda Tuska, by zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn i wydłużyć go do 67. roku życia. Chce przeprowadzenia w tej sprawie referendum, w którym Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie, czy są za podwyższeniem i wyrównaniem wieku emerytalnego1. Politycy tej partii widać w sposób szczególny upodobali sobie tę formę demokratycznej partycypacji społeczeństwa w sprawowaniu władzy, gdyż jest to kolejna – po potencjalnych referendach w sprawie odwołania prezydentów Łodzi i Poznania – szarża przedstawicieli Sojuszu zmierzająca do potwierdzenia ich wiary w polityczne kompetencje suwerennego ludu. Przekonanie, iż lewica zdaje sobie sprawę z niekompetencji de publicis ogromnej większości społeczeństwa, wydaje się nieuzasadnione – oni autentycznie wierzą, iż Polacy merytorycznie i z uwzględnieniem najlepszego interesu Polski (nawet kosztem własnych wyrzeczeń – niczym Brytyjczycy w 1940 r. w krwi, pocie i łzach) wypowiedzą się na temat emerytur. W działaniu SLD widać paradoksalną syntezę irracjonalnego zaufania do wyborczego ludu z cynicznym, podświadomym przekonaniem, iż decydujący w referendum z pewnością reformę rządu Tuska odrzucą. Straci na tym państwo, nadwątleniu ulegnie nienajlepsza i tak sytuacja systemu emerytalnego i finansów publicznych, ale zyska SLD jako obrońca ludzi pracy i socjalnych przywilejów.

Wielu oburza – i słusznie – niekompetencja kolejnych gwiazd Platformy Obywatelskiej na ministerialnych i dyrektorskich stanowiskach, polityka rozdawnictwa nagród urzędnikom własnej partii (vide słynny już casus Rafała Kaplera, prezesa Narodowego Centrum Sportu, spółki nadzorującej budowę Stadionu Narodowego, który za wzniesienie – jak się o nim mówi – najdroższego stadionu w Europie ma otrzymać premię w wysokości ponad 500 tys. zł2), nepotyzm i beztroska urzędników, z jaką wydają publiczne pieniądze na reprezentacyjne cele. Ale chyba jeszcze bardziej przerażające jest przekonanie, iż to nie system jest zły, tylko ludzie zawiedli, a wystarczy suwerennemu ludowi oddać władzę, by ten wreszcie zaprowadził prawe i skuteczne rządy. Na wiarę taką choruje właściwie cała parlamentarna lewica – od SLD do PiS. Jaka jest prawdziwa, lecz ukryta intencja wszystkich tych szczerych demokratów, którzy potępiają obsadzanie przez polityczną konkurencję państwowych synekur? Otóż oni nie są wcale zainteresowani likwidacją administracji, lecz zastąpieniem innych własnymi ludźmi – z definicji uczciwymi i pretendowanymi do pełnienia danej funkcji. Jak powtarza często Janusz Korwin-Mikke: inne partie mówią <<my was wyrzucimy od koryta, ale koryto zostanie i za chwilę czasu wy znowu koryto będziecie mieli>>3. Tymczasem my chcemy koryto zlikwidować. I ot, esencja prawdziwej reformy. Nie idzie o to, by dokonać rewolucji personalnej, ale by o 80-90% etatów odchudzić biurokratyczny aparat, pozbywając się bizantyńskiej narośli i uwalniając społeczną energię wolnych od urzędniczego knuta jednostek.

Populistyczne zapędy polskich polityków po 1989 roku przestały szokować, stając się normą parlamentarnych i medialnych dysput. Nikt nie pyta o źródła finansowania kolejnej darmowej usługi obiecanej przez polityków. Wszyscy znamy hasła o 3 milionach mieszkań, bezpłatnym Internecie, polityce miłości czy laptopie dla każdego ucznia. O rozdawaniu jabłek czy robieniu zakupów pod okiem kamery nie wspominając. Pięknie brzmiące slogany pojawiają się regularnie, raz mając bardziej, raz mniej socjalistyczne zabarwienie. Zawsze przywracają do życia zgłaszających je polityków, a partii pozwalają poprawić swe notowania w sondażach (niezawodny przykład takiego działania stanowi podjęcie tematu kary śmierci i dyskusji nad możliwościami jej wprowadzenia – wówczas jest pewne, iż sondaże zanotują wzrost poparcia dla formacji domagającej się włączenia do systemu prawnego kary głównej). Niekiedy stanowią klucz do zwycięstwa w wyborach – jak w przypadku nowej Irlandii czy IV RP, której zasięg w ostatecznym rozrachunku sprowadził się jedynie do zmiany rządu i powołania na kluczowe stanowiska w państwie osób związanych z PiS. Nie poparta została pełna ochrona życia poczętego (gdyż – w tłumaczeniu niektórych polityków PiS – większość Polaków popiera aborcyjny kompromis), nie dokonano nawet – sztandarowej przecież dla partii Jarosława Kaczyńskiego – lustracji i dekomunizacji. Co jakiś czas po lewicowy populizm sięga SLD (przy okazji kolejnych kampanii wyborczych – na szczęście na ogół tylko wtedy – zgłaszając projekty ustawodawcze odnośnie aborcji, związków homoseksualnych, in vitro etc) i Ruch Palikota (legalizacja marihuany4). Wydaje się, iż formacja kierowana przez byłego posła Platformy Obywatelskiej zapomniała już o stosunkowo wolnorynkowej części swego programu przewidującej między innymi redukcję administracji i wprowadzenie uproszczeń w procedurach dla firm, skupiając się na walce kulturowej i próbując na szokowaniu zbić polityczny kapitał.

Populizm polski po 1989 roku ma wiele przyczyn. Wydaje się, iż do najważniejszych determinant tego typu zachowań należy zaliczyć brak elit z prawdziwego zdarzenia (kwiat społeczeństwa polskiego został ścięty w hitlerowskich obozach, radzieckich łagrach i ubeckich kazamatach) i półwiecze komunizmu, które przyzwyczaiło ludzi do bycia takimi, jak zuniformizowana, szara większość, często niszcząc w nich wszystko to, co ponadprzeciętne, twórczo oryginalne i niebanalne. Doktryna egalitaryzmu w ramach wspólnoty ludzi pracy i oficjalna propaganda ukształtowały wśród Polaków mentalność zachowawczą i bierną, właściwą bardziej homogenicznej wspólnocie jednakowych Spartiatów niż dumnych Rzymian gotowych na podjęcie wyzwania w imię wyznawanej idei.

Społeczeństwu polskiemu brak polityków, przywódców obdarzonych wizją i gotowych ponieść konsekwencje swoich działań. Poniekąd postawę taką kształtuje ustrój demokratyczny, świadomość kolejnych wyborów i uzależnienia posiadania władzy od decyzji wyborczej elektoratu. Exemplum – Jarosław Kaczyński, polityk uznawany za silnego i zdecydowanego, a jednak zdecydował się paktować z okupującymi gmachy ministerstwa pielęgniarkami z tzw. białego miasteczka zamiast przy pomocy wojska i policji wyrzucić stamtąd uczestników strajku, a następnie przedstawić im zarzuty karne, dając tym samym przykład stanowczości władzy wobec wszystkich tych, których najdzie ochota, by łamać prawo. A przecież była okazja, by zademonstrować swą niezgodę na warcholstwo i przywiązanie do praworządności. To jednak ze strony rządzących wymagałoby stanowczości i odrobiny politycznej odwagi.

Warto wspomnieć także o kryzysie przywództwa pośród polskich polityków i pewnej niechęci demokracji, faworyzującej przez swą linię symboliczno-ideologiczną i ordynację proporcjonalną rządy miękkie i słabe, do samej instytucji przywódcy, kojarzącego się z złowrogim autorytaryzmem albo niektórym – nie daj Boże – z faszyzmem. Choć ograniczony kadencyjnością i uzależniony od wyborczego vox populi, demokratyczny polityk jest w stanie zrobić sporo dla swego kraju, czego przykładem są rządy Margaret Thatcher czy Ronalda Reagana. Jakkolwiek zrealizowali oni tylko pewną część spośród tego, czego oczekiwałby katolicki tradycjonalista i autorytarysta, to jednak bez wątpienia byli to ludzie świadomi własnej roli, którą wyznaczyła im historia, i gotowi do podjęcia politycznego ryzyka. Postrzegali służbę publiczną jako misję, żyli dla polityki, nie zaś – z niej. Polskiej klasie politykierów bardzo brakuje właśnie tych cech, co czyni debatę o sprawach ważnych dla kraju krzykliwą i niemerytoryczną. Jak dotąd, zdecydowanej większości partyjnych liderów obca jest wola działania i świadomość konieczności zmian, a niejednokrotnie także i posiadana wiedza ekonomiczna nie znajduje odzwierciedlenia w momencie głosowania, gdy zwycięża interes formacji i oczekiwanie wyborców. Polityczni decydenci nad Wisłą nie są mężami stanu, to wciąż dzieci odsuwające od siebie świadomość tego, kim są i odpowiedzialność, to zakochane podlotki, które pragną się podobać i poświęcą wiele, by przypodobać się obiektowi swych westchnień. Nie są zdolni do stanowczych decyzji, wolą podlizywać się tłumom i uprawiać socjalną demagogię. Parafrazując Maurrasa, jestem politykiem. Jestem populistą. Dwie identyczne propozycje.


1 Za: http://www.polskatimes.pl/artykul/507661,bedzie-referendum-ws-emerytur-sld-ma-100-tys-podpisow,id,t.html?cookie=1 [15 II 2012].

2 Za: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Tusk-o-bulwersujacej-sprawie-jaka-sa-premie,wid,14252980,wiadomosc.html [15 II 2012].

3 Za: http://www.ithink.pl/lokalne/podkarpackie/aktualnosci2/wladze/my-chcemy-koryto-zlikwidowac-wywiad-z-januszem-korwin-mikkem/ [15 II 2012].

4 O ile państwo nie powinno w ogóle ingerować w to, co palimy lub używamy, można przewidzieć, że działania Ruchu doprowadzą do ośmieszenia choćby najsłuszniejszych postulatów – przypis redaktora naczelnego.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.