Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Prawicowy antylegalizm

Prawicowy antylegalizm

Adam Danek

Perditissima respublica plurimae leges.

Współcześnie miesza się ze sobą wiele błędnych opinii odnoszących się do tego, czym w swej istocie jest Prawica. Niektóre z tych opinii do jej ponadhistorycznych podstaw wliczają akcydentalne cechy ruchów prawicowych, występujące w poszczególnych epokach i miejscach, z czego wynika wiele nieporozumień. Inne chcą widzieć w ideowym jądrze Prawicy elementy w rzeczywistości jej obce, a nawet sprzeczne z jej pryncypiami. Fałszywe wyobrażenia na temat charakteru Prawicy powtarzane przez jej adwersarzy nikogo nie dziwią. Niemal równie często różne mylne schematy powielają jednak, lub wręcz propagują, środowiska podające się za prawicowe. Wśród tych ostatnich błędów do najczęściej spotykanych należy wiązanie z prawicowością pojęcia legalizmu – nakazu bezwzględnego przestrzegania aktualnie obowiązującego prawa stanowionego w każdych okolicznościach. Mniema się tu, że każdego prawicowca powinno cechować nastawienie legalistyczne, czy – więcej – że legalizm wypływa wprost z rdzenia prawicowości, jakim jest konserwatyzm.

To fundamentalne nieporozumienie stanowi skutek nagminnego wymieniania obok siebie dwóch kategorii – prawa i porządku, bez należytego rozróżnienia ich do siebie. W rzeczywistości prawo (lex) i porządek (ordo) to zupełnie odmienne rodzaje norm, pomiędzy którymi nie zachodzi żaden konieczny związek. Konserwatywna i tradycjonalistyczna filozofia polityczna ogniskuje się przede wszystkim w pojęciu porządku, nie zaś prawa (jak ma to miejsce w przypadku stanowiska legalistycznego, gdzie porządek nie odgrywa istotnej roli). Prawo, tworzone przez człowieka, może pokrywać się z porządkiem, realizując i chroniąc normy prawa Boskiego (objawionego i naturalnego), a także normy i wzorce ukształtowanej historycznie (partykularnej) tradycji, właściwej dla poszczególnych wspólnot politycznych. Z drugiej strony, możliwa jest również sytuacja, gdy prawo nie chroni porządku lub wręcz służy siłom, które zdołały zdobyć władzę w danym państwie, jako narzędzie rozmyślnego niszczenia porządku i rugowania go z życia społecznego. W takiej sytuacji okazuje się, iż ocalić o destrukcji lub przywrócić porządek da się jedynie poprzez wystąpienie przeciw prawu stanowionemu i złamanie jego norm.

Ta ostatnia sytuacja staje się standardem w państwach demokratycznych. Już kilkadziesiąt lat temu znany zachodnioeuropejski politolog Maurycy Duverger wykazał, że wewnętrzna logika ustroju demokratycznego sprawia, iż musi on stawać się coraz bardziej lewicowy: „Jest zjawiskiem dość ogólnym, że partia reformistyczna lub rewolucyjna staje się konserwatywna, gdy przeprowadzi reformę lub rewolucję, którą głosiła; przesuwa się ona od lewicy ku prawicy, pozostawiając za sobą próżnię, którą wypełnia pojawienie się nowej partii lewicy, a ta ulegnie również podobnej ewolucji. W ten sposób, po upływie 20 lub 30 lat lewica jednej epoki staje się prawicą epoki następnej: to przesuwanie się dawnej lewicy w prawo jest właśnie następstwem ››parcia w lewo‹‹, czyli ciągłego narastania nowej lewicy”. Demokratyczna klasa polityczna musi realizować postulaty kolejnych, coraz radykalniejszych grup roszczeniowych, ponieważ nie dysponuje instrumentami pozwalającymi im się przeciwstawić, a ze strachu przed brakiem wyboru na następną kadencję sama skwapliwie spełnia ich żądania, by zapchać gęby niezadowolonym i kupić sobie ich poparcie. W rezultacie prawo stanowione pełni w coraz większym stopniu funkcję rewolucyjną, sankcjonując i egzekwując przepisy paraliżujące tzw. rdzeniowe funkcje państwa, socjalistyczne rozwiązania ekonomiczne, walkę z religią, dzieciobójstwo, morderstwa na zlecenie (zwane eufemistycznie eutanazją), zakaz wychowywania dzieci w wierze i obyczajach przodków, zabieranie ich rodzicom przez urzędników, wydawanie sierot w łapy homoseksualnych zboczeńców, poddawanie uczniów przymusowej lewackiej indoktrynacji w szkołach itd. Legalizm nakazuje przestrzegać podobnych regulacji prawnych. Takie prawo, choćby pozostawało legalne (uchwalone zgodnie z obowiązującymi w danej chwili procedurami prawodawczymi) utraciło jednak całkowicie swą prawowitość. Nie zawiera ono już praktycznie żadnych treści godnych respektowania i nie urzeczywistnia w żaden sposób (nawet pośrednio) dobra wspólnego, przeciwnie – uderza w nie z premedytacją. Przez wzgląd na dobro wspólne powinno więc zostać zlikwidowane, i to za pomocą metod z nim niezgodnych, ponieważ tylko takie metody jawnie wykazują niesprawiedliwość i bezpodstawność owego prawa. Odpowiedź Prawicy na „parcie w lewo” demokratycznego systemu prawnego polegać może wyłącznie na „rewolucji ładu” (według określenia Maurycego Barrèsa, 1862-1923), „rewolucji tradycjonalistycznej” (według określenia Juliusza barona Evoli, 1898-1974) czy też „rewolucji przeciw rewolucji” (według określenia Karola Maurrasa, 1868-1952) 1. Analiza prawodawstwa reżimów demokratycznych prowadzi tą drogą do postawy nazwanej przez wybitnego historyka idei prof. Andrzeja Walickiego „prawicowym antylegalizmem” – i jest to droga nieunikniona.

Pojęcie porządku w ogóle nie mieści się w systemie ideologicznym, z jakiego wyrasta reżim demokratyczny, ani też we wspierającej go odmianie filozofii prawa – tzw. miękkim pozytywizmie prawniczym. W jednym i w drugim występuje jedynie pojęcie „porządku publicznego”, rozumianego jako stan, w którym nie jest naruszane aktualnie obowiązujące prawo, bez względu na treść tego ostatniego. Z konserwatywnego punktu widzenia, w sytuacji ewidentnego konfliktu norm prawnych z normami wyższego rzędu, zachowywanie takiego beztreściowego „porządku” nie ma jednak żadnej wartości. Sytuację tę trafnie opisują rozważania polskich przedstawicieli „prawicowego antylegalizmu” doby międzywojennej. „Legalność i prawo nie zawsze związane są ze słusznością. Prawo może być czasem środkiem do niemoralnego nadużycia sprzecznego ze sprawiedliwością.” – pisano w czerwcu 1926 r. w piłsudczykowskim piśmie „Głos Prawdy”. Wcześniej, w burzliwym maju 1926 r. konserwatywny myśliciel Władysław Studnicki-Gizbert (1867-1953) w artykule pod wymownym tytułem „Uganianie się za legalizmem” zamieszczonym na łamach monarchistycznego „Słowa” wskazywał, że nieraz „legalność musi być uchyloną na pewien czas do wykonania reformy zbawczej, która drogą legalną nie mogłaby być wykonaną”. System prawny nowoczesnego państwa został kompletnie oderwany od jakiegokolwiek wyższego porządku normatywnego, co umożliwia wykorzystanie pierwszego z nich do walki z drugim. Odpowiada za to demokracja, z jej indyferentyzmem religijnym, etycznym, historycznym i kulturowym, a także z jej wewnętrzną logiką skazującą ją na ciągłą ewolucję w lewo – ewolucję ku roli narzędzia do niszczenia porządku. Przyczyny owego stanu tak wyjaśniał katolicki konserwatysta prof. Ignacy Czuma (1891-1963): „Gdyby chcieć zamknąć sens tego przekroju filozofii prawno-państwowej, zdaje się, że dałoby się to uskutecznić w dwóch słowach, tak dobrze znanych Francuzowi, ale równie dobrze znanych reszcie narodów, których urządzenia polityczne wykazują pokrewieństwo i wspólność idei prawnej. Volonté gènérale! Zbiorowa wola, powszechna wola! (…) Ten woluntaryzm ustrojowy w najgłębszym pokładzie porównawczym odsuwa na bok intelektualizm ustrojowy, intronizując prymat woli przed prymatem rozumu. W swojej naturalnej konsekwencji nie mógł też nie doprowadzić do innego punktu, jak uświęcenia się, jak odsunięcia pierwiastka moralnego, polegającego na rozróżnianiu dobra i zła, na plan dalszy w rozważaniach i decydowaniu zagadnień ustrojowych”. Demokratyczna ideologia „woli większości” wyniosła woluntaryzm, amoralny i relatywistyczny, do rangi zasady ustrojowej, eliminując z ustroju pierwiastek rozumności – moralność. Demokratyczne prawo nie ma być rozumne; ma być takie, jakiego akurat zażąda bieżąca większość ustawodawcza. Problemów stwarzanych w ten sposób przez demokrację nie da się rozwiązać na drodze legalistycznej, a jedynie poprzez umotywowane normatywnie, pozaprawne użycie siły w celu przywrócenia państwu funkcji ochrony porządku, a następnie stopniowego uzgodnienia na powrót treści prawa z tym ostatnim. Rosyjski reakcjonista Konstantyn Leontjew (1831-1891), reprezentant „prawicowego antylegalizmu”, zamknął to w lapidarnej formule: „Prawo rozumnej siły stawiam wyżej od siły głupich praw”.

Podsumowując, legalizm wskazuje właściwą drogę wyłącznie w epokach, kiedy prawo opiera się na poprzedzającym je porządku i ochrania go. Jako taki może on stanowić tylko historyczny (podrzędny), a nie metahistoryczny (obowiązujący zawsze) składnik ideowego oblicza Prawicy. W realiach reżimu demokratycznego kontrrewolucja jawi się jako konieczność restaurowania porządku w jego społeczno-politycznym wymiarze z naruszeniem prawa stanowionego. Łamanie demoliberalnego prawa w imię obrony porządku lub jego przywrócenia powinno się w środowiskach i ruchach prawicowych postrzegać nie jako ostateczność, ale jako normę.


1 Terminy zebrane i przełożone przez Adama Wielomskiego.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.