Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Precz z Oświeceniem!

Precz z Oświeceniem!

Jacek Bartyzel

Jak było do przewidzenia, euromędrcy opracowujący „konstytucję” dla Unii Europejskiej pod przewodem znanego miłośnika diamentów i innych drogich prezentów od murzyńskich kacyków — p. Walerego Giscarda (na przyszywkę d`Estaing), nie znaleźli powodu dla umieszczenia w tym elaboracie odwołania ani do tradycji chrześcijańskiej, ani tym bardziej wprost do Boga. Hiobowa ta wieść bardzo poruszyła nawet tak gorliwych „braci najmłodszych w wierze”, jak p. poseł Józef Oleksy czy JE Aleksander Kwaśniewski (który, notabene, właśnie zamienia posadę, bądź co bądź, Prezydenta RP na gubernatora lokalnej administracji polskiej prowincji Eurosocu). Tym rzewniejsze łzy jęli wylewać i lamenty czynić akurat ci dostojnicy Naszej Matki Kościoła, którzy nieomal całe swoje duszpasterzowanie poświęcili ostatnimi laty na akty strzeliste do brukselskiego Cielca i homiletykę prounijną, na czele z JE ks. abpem Józefem Życińskim, który zresztą nawet łkając z bólu nigdy nie zapomni stosownej dawki samouwielbienia.

Wyznam szczerze, że te dziecinne dąsy naiwnych dzieci, zaciskających piąstki z płaczu, że niedobry tatuś (w masońskim fartuszku) nie dał ulubionego cukierka na osłodę gorzkiego lekarstwa, nie poruszają mnie zbytnio. Uderza mnie natomiast co innego. We wszystkich tych protestach nawet najwyżej postawionych hierarchów Kościoła nie usłyszałem ani jednej — powtarzam: ani jednej! — wypowiedzi, która by w ogóle zakwestionowała taką sekwencję tradycji i wartości, jaką zapisano w projekcie p. Giscarda. Jest przeto oczywiste, że naszych dzisiejszych nauczycieli wiary w zupełności satysfakcjonowałoby wtrynienie pomiędzy Grecję i Rzym a Oświecenie wagonika z chrześcijaństwem do pociągu historii, który unijna lokomotywa i tak popędzi tam, dokąd zechce brukselski konduktor.

Otóż temu właśnie ja, rzymski katolik, łaciński tradycjonalista i polski konserwatysta mówię veto! Co do Grecji i Rzymu to oczywiście zgoda. Grecka sztuka i filozofia, rzymskie prawo i imperialny budowniczy mostów (pontifex maximus) to naturalne objawienie ładu, przygotowujące grunt pod Objawienie nadprzyrodzoności. Jak ktoś pięknie powiedział — Akropol, Kapitol i Golgota to trzy wzgórza, na których wzniesiony został gmach Christianitas. Ale Oświecenie? Przecież to świadome i nieubłagane anty-chrześcijaństwo, które autorytet świętej i prawdziwej wiary zastąpiło ateistycznym, indywidualnym rozumem, boskie prawo królów — wolą nikczemnego motłochu, ład — anarchią, miłość — nienawiścią i zbrodnią. Logicznym i nieuchronnym zwieńczeniem Oświecenia jest Rewolucja z jej terrorem i anty-boskimi „prawami człowieka”. Wiem, uczeni historycy idei będą rozdzielać włos na czworo i wynajdywać niuanse, dowodzić, że były różne „oświecenia” — radykalne i umiarkowane, francuskie i szkockie, takie, siakie i owakie. Jednak kwintesencją Oświecenia pozostanie zawsze hasło Dionizego Diderota, że nie będzie dobrze na świecie, póki „na kiszkach ostatniego króla nie powiesi się ostatniego klechy”. Jak zatem można czcić jednocześnie Chrystusa Króla Wszechświata i lucyferycznego „Wielkiego Architekta Świata”? Jak to możliwe stawiać obok siebie św. Pawła i Woltera, męczenników Dioklecjana i jakobińskich rzeźników, naukę św. Augustyna o wzrastaniu Civitas Dei i laicki „postęp” Condorceta?

Mówiąc wprost: purpuraci tacy, jak JE Życiński gotowi byliby zamieszkać w takim europejskim „wspólnym domu”, na którego frontonie umieszczono by obok siebie Krzyż, kielnię i gilotynę oraz składać pokłon takiemu Suwerenowi, który Koronę Cierniową nałożyłby na czerwoną czapkę frygijską. To coś więcej niż tylko błędne rozeznanie polityczne. To konsekwencje rewolucji „w tiarze i kapie” dokonanej już wtedy, kiedy „Ren wlał się do Tybru” podczas obrad Vaticanum II. Dlatego mówiąc Oświeceniu „nie”, mówimy „nie” zarówno Anty-Europie, jak zwyczajnemu bałwochwalstwu.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.