Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Eric Hofbauer Quintet — „Prehistoric Jazz Volume 2”

Eric Hofbauer Quintet — „Prehistoric Jazz Volume 2”

Adam Tomasz Witczak

Kwartet na koniec czasu Oliwera Messiaena to dzieło, którego pobieżne, hasłowe opisy mogą wprowadzać w błąd słuchacza. Weźmy sam tylko tytuł utworu, dodatkowo wspierając go apokaliptycznymi, monumentalnymi w wyrazie okładkami niektórych wydań płytowych, jak też i komentarzami licznych krytyków. W pierwszej chwili moglibyśmy spodziewać się potężnej, orkiestralnej kompozycji, przywodzącej na myśl największe z klasycznych symfonii muzyki klasycznej, kompozycji w pompatyczny sposób obrazującej kres dziejów, Sąd Ostateczny i inne tego rodzaju motywy.

Ale oczywiście prawda jest nieco inna, ujmując rzecz delikatnie. To prawda, że osią tego opus magnum Messiaena jest Apokalipsa. Trzeba jednak uwzględnić dwie rzeczy. Po pierwsze, kompozytor zdaje się traktować ją z nadzieją, patrząc na zagadnienie w dużej mierze przez pryzmat chrześcijańskiego optymizmu i koncentrując się bardziej na wątkach odkupienia i pochwały Boga niż na ogniu i zniszczeniu (choć nie jest to absolutną regułą, por. choćby część szósta). Po drugie, ograniczone instrumentarium (utwór, jak wiemy, pisany był w obozie jenieckim i miał wykorzystywać te środki, które były tam podówczas dostępne) powoduje, że to, co być może powinny w normalnych okolicznościach wyrażać mocarne partie orkiestry, tu zaprezentowane jest na sposób symboliczny. Tak na przykład owych „siedem trąb gniewu” ze wspomnianej części szóstej zobrazowano klarnetem i smyczkami, tak samo jak i wszystko inne (dochodzi do tego jeszcze fortepian).

Panowie, o których dziś mówimy, zebrali się w czterech (instrumentarium różni się od oryginalnego – mamy tu trąbkę, dwa klarnety, wiolonczelę, perkusję oraz gitarę) i wraz z wiolonczelistką, panią Junko Fujiwarą, postanowili zrealizować klasyczny evergreen Messiaena w manierze jazzowej. Przedsięwzięcie to było zapewne ryzykowne, choćby dlatego, że sam Messiaen nie był jakoś szczególnie zainteresowany tym gatunkiem muzyki, a chyba nawet nie przejawiał dlań zrozumienia czy tym bardziej sympatii. Poza tym jazz – nawet w swych formach awangardowych i eksperymentalnych – ma w sobie pewien potencjał rozrywkowy, ludyczny i synkopowy, raczej obcy poważnej, stonowanej, sakralnej sztuce Messiaena.

A jednak nasz kwintet wybrnął z zadania w ciekawy sposób. Zacznijmy od tego, że to z całą pewnością jest Messiaen – a nie jakaś daleka, luźna impresja na jego temat. Mogę się mylić, jako laik i prostak, ale na oko (na ucho) wszystko, co miało być zagrane – zagrano precyzyjnie, w zgodzie z nutami. Na tyle precyzyjnie, że niektóre partie brzmią trochę sztywno, ale to niuans.

Z drugiej strony, to niewątpliwie jest Messiaen jazzowy – czuć to specyficzne, zadziorne podejście do gry, przebija się kołysanie o afrykańskim rodowodzie, partie instrumentów dętych wiją się zaś niczym kolorowe węże czy wręcz salamandry. Wyjątkowo wyraźne jest to w przywoływanej już wcześniej części szóstej, która chwilami brzmi jak naprawdę szalony jam free-jazzowy. Być może zresztą to pewien nieoczekiwany potencjał, który muzycy wydobyli z kompozycji Messiaena, a który zawsze w niej podskórnie był.

Dziwny eksperyment, ale nie na tyle dziwny, by schodził w błahą ekstrawagancję czy tym bardziej w wulgarność. Rzecz ciekawa, choć nastrój apokaliptyczny, o ile w ogóle pozostał, jest bardzo nieoczywisty.

Eric Hofbauer Quintet – „Prehistoric Jazz Volume 2”, wyd. Creative Nation Music 2014

1. Liturgie de cristal; 2. Vocalise, pour l’Ange qui annonce la fin du Temps; 3. Abîme des oiseaux; 4. Intermède; 5. Louange à l’Éternité de Jésus; 6. Danse de la fueur, pour les sept trompettes; 7. Fouillis d’arcs-en-ciel, pour l’Ange qui annonce la fin du Temps; 8. Louange à l’Immortalité de Jésus

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.