Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Pułapka panslawizmu

Pułapka panslawizmu

Adam Danek

Niektóre polskie środowiska prawicowe lubią często posługiwać się określeniem „słowiański”. Z reguły zresztą są to te same środowiska, które lubują się w używaniu, i nadużywaniu, przymiotnika „narodowy”. W odwoływaniu się do Słowiańszczyzny nie ma bynajmniej nic zdrożnego; przeciwnie, stanowi ono zrozumiały i zdrowy odruch w erze, gdy znaczna część naszych rodaków bezkrytycznie i w sposób nacechowany nieuzasadnionym kompleksem niższości wpatruje się w Zachód, a opiniotwórcze kręgi i instytucje nachalnie propagują kosmopolityzm oraz tzw. multikulturalizm. Nawet jednak najbardziej uzasadnionym odruchom nie należy ulegać zupełnie bezrefleksyjnie, nie zbadawszy, dokąd mogą one zaprowadzić. W nie tak znowu dawnej historii, także Polski, słowiańskie ciągoty skrystalizowały się w ideę, będącą w rzeczywistości maską dla zupełnie innych – i czyich innych – dążeń.

Świadome zainteresowanie Słowiańszczyzną upowszechniło się, a nawet przybrało postać trendu intelektualnego, w XIX wieku. Romantyczna reakcja przeciw „oświeceniu” i jego kosmopolitycznym zapędom wyrażała się m.in. w nawoływaniach do powrotu do tego, co swoiste, do własnych korzeni, kultur rdzennych. Szczególnie inspirująco oddziaływała na tej płaszczyźnie filozofia kultury Johana Bogumiła von Herdera, który dokonał rewaloryzacji słowiańskiego wzoru kulturowego. Słowiańskie poszukiwania znajdowały wyraz na polu filozoficznym w takich nurtach, jak rosyjskie słowianofilstwo. Ujawniły się również w polskim mesjanizmie, a ściślej w filozofii narodowej, zrodzonej z krytycznej recepcji myśli Hegla na polskim gruncie. Tworzące ją koncepcje historiozoficzne m.in. zapowiadały doniosłą rolę, jaką mieli odegrać Słowianie w nadchodzących przełomach historii. Zygmunt hrabia Krasiński (1812-1859) w traktacie „O stanowisku Polski z Bożych i ludzkich względów” (1846-1847) wieszczył, że po epokach „plemienia romańskiego”, czyli „plemienia politycznego”, oraz „plemienia germańskiego”, czyli „plemienia filozoficznego”, nastanie epoka „plemienia słowiańskiego”, czyli „plemienia religijnego”, które zrealizuje w doczesności prawdziwie chrześcijański porządek rzeczy. Piszący z odmiennych pozycji mason Bronisław Trentowski (1808-1869) dostrzegał u ludów romańskich jednostronną skłonność do realizmu i empirii, u ludów germańskich – do idealizmu i metafizyki, zaś Słowianom przypisywał dziejowe zadanie dokonania syntezy owych duchowych przeciwieństw. Słowiańska historiozofia przewija się też przez dzieła najoryginalniejszego polskiego filozofa epoki – Józefa Marii Hoene-Wrońskiego (1778-1853). Tymczasem w połowie XIX wieku na wschodzie Europy objawił się prąd umysłowy pretendujący do objęcia i zjednoczenia w sobie wszelkich dążeń do przebudzenia czy odrodzenia Słowiańszczyzny – panslawizm.

Często używa się wymiennie terminów „słowianofilstwo” oraz „panslawizm” – i jest to błąd. Panslawizm – jak pokazuje prof. Andrzej Walicki w monumentalnej pracy „W kręgu konserwatywnej utopii. Struktura i przemiany rosyjskiego słowianofilstwa” – powstał bowiem z rozkładu rosyjskiego reakcjonizmu, jakim było słowianofilstwo, poprzez jego wulgaryzację, spłycenie zawartych w nim myśli. W prosty, pozbawiony niuansów sposób przeciwstawiał on sobie z jednej strony zdrowy pod względem moralnym i kulturowym świat słowiański, z drugiej zaś zgniły, pogrążający się w coraz głębszej dekadencji świat Zachodu. Niestety, zachodnie zepsucie stopniowo przenika do krajów Słowiańszczyzny, stwarzając zagrożenie dla samych podstaw ich tożsamości. Największą odporność na toksyny z Zachodu wykazuje Rosja – państwo, gdzie kultura słowiańska osiągnęła szczyt rozwoju. Na Rosji, jako na najpotężniejszym z krajów Słowiańszczyzny, ciąży zarazem obowiązek objęcia nad pozostałymi przywództwa w walce o zachowanie własnej odrębności. Właściwym wyborem będzie zjednoczenie całego świata słowiańskiego we wspólne imperium, pod rosyjską władzą. Powracając do swych korzeni i zrzucając z siebie zachodnie naleciałości, wszyscy Słowianie zleją się w jeden lud poddany jednemu ośrodkowi władzy politycznej.

Słowianofilstwo stanowiło filozofię polityczną i społeczną, nakierowaną na obronę przed zachodnim relatywistycznym indywidualizmem, przed liberalizmem i atomistycznym widzeniem rzeczywistości, Boskiego porządku o transcendentnym pochodzeniu, urzeczywistnionego w pradawnych instytucjach i organicznych wspólnotach spajanych przez liturgię, rytuały, święte symbole. Panslawizm był już tylko zewnętrzną formułą ideową dla rosyjskiego nacjonalizmu, wyrosłego na pożywce ogólnonarodowego upokorzenia, jakie w połowie XIX wieku przyniosła Rosjanom wojna krymska. Notabene, od początku posiadał on wyraźne ostrze antypolskie. Rosyjscy panslawiści traktowali Polaków jak piątą kolumnę wśród Słowian – jak zdrajców, którzy zaprzedali się „łaciństwu”: odwrócili się od Słowiańszczyzny na rzecz zachodnich obyczajów i od prawdziwego (wschodniego) chrześcijaństwa na rzecz rzymskiego „papieżnictwa”. Wybuch powstania styczniowego posłużył im za idealne potwierdzenie zarzutów przeciw Polsce i zachęcił do układania mniej lub bardziej wymyślnych uzasadnień dla zdecydowanego rozwiązania przez Petersburg kwestii polskiej.

Mimo nietrudnego do rozszyfrowania charakteru panslawizm znalazł zwolenników, także i w Polsce. Wzbudził zainteresowanie nielicznych spośród konserwatystów, którzy w odrodzeniu Słowiańszczyzny pod wodzą Rosji upatrywali ochronę przed napierającymi z Zachodu siłami rewolucji. Na takich pozycjach stał Walery Wielogłowski (1805-1865). Ten organicznik, ultramontanin i „brat zewnętrzny” Zgromadzenia Zmartwychwstania Pańskiego w latach sześćdziesiątych wydawał pismo „Ognisko”, gdzie przedstawiał panslawizm jako lepszą alternatywę w stosunku do katastrofy, jaką ściągają na Polskę inicjatorzy desperackich powstańczych zrywów w rodzaju styczniowego. Nie pamiętał o przestrogach innego ultramontanina i „brata zewnętrznego” zakonu zmartwychwstańców, Jana Koźmiana (1814-1877), który kilkanaście lat wcześniej w eseju „Dwa bałwochwalstwa w Polsce niebezpieczne” (1849) dowodził, iż „bałwochwalstwo słowiańskiej idei” prowadzi do tego samego, co „bałwochwalstwo rewolucji” – do zatracenia ducha narodu.

Kilkadziesiąt lat później na gruncie panslawizmu zdecydowała się stanąć endecja; w pierwszej dekadzie XIX wieku jej przedstawiciele wzięli np. udział w panslawistycznym zjeździe w Pradze. Od strony teoretycznej uzasadniał to stanowisko Roman Dmowski, przekonując, iż zbliża się wielka wojna pomiędzy światem germańskim a światem słowiańskim, grożąca położonej na pierwszej linii frontu Polsce zniszczeniem, jeżeli ta nie uzna potrzeby solidarności Słowian. Niebezpieczeństwa owej orientacji demaskował m.in. Tadeusz Grużewski (1870-1938) – były endek, członek Ligi Narodowej i Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego oraz publicysta „Przeglądu Wszechpolskiego”. W 1908 r. na łamach „Votum Separatum”, antyrosyjskiego pisma wydawanego w Petersburgu (!) przez Władysława Studnickiego (1867-1953), pisał on: „Panslawizm to nie jest wcale stara ››ugoda‹‹, to nie redukcja aspiracji narodowych do legalnych ram danego ustroju, to coś znacznie głębszego i zasadniczego. To podporządkowanie poczucia narodowego poczuciu plemiennemu, to nie początek końca, ale sam koniec zbiorowej samowiedzy narodu historycznego. To degradacja narodu do stanowiska szczepu słowiańskiego”.

Co znamienne, mimo wszelkich różnic oddzielających go od Rosji, panslawizmem dla własnych celów usiłował się posługiwać również i Związek Sowiecki. Służył temu aparat propagandowy w postaci tzw. komitetów wszechsłowiańskich, powołanych po II wojnie światowej we wszystkich demoludach. To, co błyskotliwy pisarz (i faszyzujący nacjonalista) Jan Emil Skiwski (1894-1956) określał złośliwie jako „idejki słowiańskie”, pod sowiecką okupacją nie posiadało już żadnych pozytywnych odniesień. Przeistoczyło się w jad wstrzykiwany przez truciciela.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.