Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Putin, gender, eurazjatyzm!

Putin, gender, eurazjatyzm!

Jacek Bartyzel

Obejrzałem sobie i odsłuchałem filmik relacjonujący pikietę – uwzględniając proporcje należałoby chyba rzec: pikietkę – poparcia dla Rosji przed konsulatem rosyjskim w Poznaniu, która zyskała sobie już niejaką sławę, przynajmniej jako medialna łątka – jednodniówka.

Jako że to i owo słyszałem wcześniej o planowanej manifestacji i jej pomysłodawcy, trochę zdziwiło mnie, że jej ciężar spadł ostatecznie na – przyznajmy to – raczej wątłe barki p. Tomasza Wiśniewskiego. Trzeba wszakże przyznać, że chociaż p. Tomasz, cherubinkowaty młodzian o inteligentnej buzi pilnego studenta – pochłaniacza książek (którym jest w rzeczywistości), raczej nie sprawia wrażenia groźnego wojownika Solarnego Imperium, toteż wydaje się mało prawdopodobne, aby na jego widok miały ze wściekłości toczyć pianę z pyska zachodnie elity (a choćby i zachodnie pospólstwo), to jednak nie speszyło go to, że z szumnie ogłaszanej pikiety wyszedł taki mały pikuś i do końca, czyli przez całe dziewięć minut, odgrywał rolę chwackiego zucha. Nie miał tylko dobrego pomysłu na to, co zrobić z nóżętami, więc niezdecydowanie zakładał je sobie jak nimfetka, której rodzina wyznaczyła zadanie wręczenia babci jubileuszowej laurki. Za to jako retor poradził sobie całkiem dobrze. Niewykluczone, że ten występ przed kamerami to pierwszy krok ku błyskotliwej karierze celebryty i public intellectual, choćby jako Sierakowskiego „czwartej teorii politycznej”.

Dotychczas bowiem p. Tomasz znany był jedynie w bardzo wąskich kręgach, a chociaż mimo młodego wieku z pieca niejednej doktryny już jadał, to stosunkowo największy rozgłos zyskał sobie artykułem o „sakralnej logice” koreańskiej kimokracji. Dodajmy, że nawet i z przemówienia na pikietce można wysnuć wniosek, że to człowiek głęboko religijny. Przed winszowaniem mu z tego powodu musi nas jednak powstrzymać niejaki dysonans w przedmiocie rozpoznania tego, kto jest Zbawicielem świata. My, chrześcijanie, wierzymy, że to Jezus Chrystus zbawi świat, natomiast p. Tomasz – że to Rosja, na domiar ontycznie tożsama z pięknem. No cóż, może to tylko chwilowe przeciążenie pewnymi lekturami i jak myśli się uporządkują, to sprawa się wyjaśni.

Mimo wszystko, musimy wyznać, że występ p. Wiśniewskiego nieco nas rozczarował. Czy to wypada, na przykład, aby żarliwy duginista powoływał się na takie zgniło-liberalne slogany, jak „prawo do publicznego demonstrowania swoich poglądów” albo „prawo do samostanowienia”? Lecz przede wszystkim żałować wypada, że mówca nie wykorzystał całej, naprawdę rozległej palety swoich przekonań, które wykraczają daleko poza utarte schematy „skrajnie prawicowe”. P. Tomasz dał się przecież już poznać nie tylko jako wróg „lubieżnego satyra atlantyzmu”, ale także jako człowiek mocno zakotwiczony w postmodernizmie (wielbiciel Michela Foucaulta!), obrońca i zwolennik gender, queer, otwarty nawet na perspektywę transhumanizmu. Tymczasem w swoim przemówieniu poszedł po linii najmniejszego oporu, czyli skojarzeń zupełnie jednoznacznych i jednostronnych. Gdyby tak na przykład zakończył swoją mowę gromkim okrzykiem: „PUTIN, GENDER, EURAZJATYZM!”, to byłoby coś naprawdę niekonwencjonalnego, przekraczającego utarte schematy i linie podziału, transgresyjnego. Wtedy mógłby rzeczywiście zdezorientować i zbić z pantałyku tych dziennikarzy, którzy pytali go, czy on tak to na serio wszystko mówi. Natomiast okrzyk: „PUTIN, ROSJA, EURAZJATYZM!”, to zero niespodzianki, oczywistość, slogan płaski jak wielkopolska równina, na którą p. Wiśniewski szerokim gestem zaprasza tanki „Rosyjskiego Marsa” w jego „wyzwoleńczym marszozrywie”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.