Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Mortiis – „Eras”

Mortiis – „Eras”

Adam Tomasz Witczak

We wczesnym dzieciństwie, kiedy miałem sześć lat, Telewizja Polska raczyła wyemitować na antenie cykl ekranizacji opowiadań grozy Edgara Allana Poe, wyreżyserowany w latach sześćdziesiątych przez Rogera Cormana. Gwiazdą tych filmów był niezapomniany Vincent Price, akcja zaś rozgrywała się albo w średniowieczu, albo w epoce wiktoriańskiej. Corman wykorzystywał najbardziej standardowe rekwizyty gatunku — ponure zamczyska na skałach, nocne burze z piorunami, zarośnięte cmentarze i mroczne, podziemne krypty. W tamtych czasach filmy te robiły na mnie ogromne wrażenie, wydawały się nieprawdopodobnie realistyczne i sugestywne, kreowały nastrój czegoś tajemniczego i śmiertelnie poważnego. Dopiero kilkanaście lat później, oglądając je ponownie, tym razem na komputerze, uświadomiłem sobie wszystkie ich mankamenty, nieścisłości, tanie chwyty i niskobudżetowe efekty. Okazało się jednak, że wystarczy „kupić” konwencję, wczuć się w to, co dzieje się na ekranie, przymknąć oko na niedociągnięcia — i trik znów działa. Byle tylko nie zwiększać dystansu…

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Ano dlatego, że z Mortiisem rzecz wygląda podobnie. W wieku trzynastu, czternastu lat usłyszałem jego nagrania w lokalnej audycji metalowej — i szybko wyobraziłem sobie, że to arkana muzyki (neo)klasycznej, subtelne dzieła przerastające o rząd wielkości wszelki rock, metal i podobny łomot. Minęło kilka lat i czar w dużej mierze prysł — okazało się, że na tle sceny martial / neofolk Mortiis ze swoim plastikowym brzmieniem i topornymi aranżacjami wypada tak sobie, nadrabiając ubytki groteskowym (by nie rzec — błazeńskim) wizerunkiem scenicznym. A jednak coś wciąż mi w duszy gra, kiedy słyszę np. pierwsze dźwięki „Keisern av en dimensjon ukjent”… Kwestia zgody na przyjętą konwencję, podobnie jak w przypadku starych horrorów z Wincentym Price’em.

„Eras” to zestaw trzech płyt Mortiisa z pierwszego okresu jego twórczości, to znaczy z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to nie udawał jeszcze ani gwiazdy rocka gotyckiego („Smell of Rain”), ani drugiego Marylina Mansona („The Grudge” i późniejsze rzeczy), tylko kreował za pomocą keyboardu pompatyczne imitacje muzyki klasycznej, inspirowane zapewne muzyką z „Conana Barbarzyńcy” i innych filmów fantasy. W pakiecie znajdujemy „Fodt Til A Herske”, „Crypt of the Wizard” i „Stargate”. Dlaczego właśnie te albumy? Nie wiem, ale możemy próbować się domyślać.

„Fodt Til A Herske” to pierwsza oficjalna, w miarę profesjonalnie nagrana płyta Długonosa, zawierająca dwa utwory, razem trwające ponad 50 minut. To muzyka niesłychanie monotonna, prosta (by nie rzec — banalna) w swej strukturze, oparta głównie o trąby jerychońskie z keyboarda, zawodzące monumentalne melodie na trzech dźwiękach. Ciekawostka, ale warta przypomnienia jako wstęp do twórczości Mortiisa.

„Crypt of the Wizard” to pierwszy album, na którym Havard Elefsen zrezygnował z niemożliwie długich, smętnych suit na rzecz krótkich, odrębnych utworów (zresztą pozbieranych z kilku wcześniejszych singli).

„Stargate” to z kolei opus magnum Mortiisa — wreszcie płyta o naprawdę przyzwoitym brzmieniu, ciekawych aranżacjach, dość rozbudowanej strukturze, wpadająca w ucho i wykorzystująca nie tylko dźwięki różnych instrumentów, ale także głosy męskie i damskie oraz sample bitewne i pokrewne.

Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że dobór płyt do trylogii mógłby być inny (w grę wchodzą jeszcze trzy tytuły z tego „heroicznego” okresu), ale cóż — coś trzeba było wybrać. W każdym razie za bardzo niską cenę (3 płyty de facto w cenie jednej) można otrzymać eleganckie, oryginalne wydania klasycznych pozycji z dyskografii Mortiisa. A potem nie pozostaje już nic innego, jak tylko zaprzestać kręcenia nosem, zawiesić na kołku wysubtelnioną wrażliwość i poddać się muzycznemu wyobrażeniu zamków, smoków, magów i bitew — niczym z malunków Vallejo i Frazetty.

CD 1. Fodt Til A Herske, CD 2. Crypt of the Wizard, CD 3. Stargate

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.