Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Recenzje styczniowe

Recenzje styczniowe

Adam Tomasz Witczak

Ve Europa — „Heiliges Europa! Visionen einer zukünftigen Gesellschaft”

Materiał ten, wydany na siedmiocalowym winylu, ukazał się w roku 1996. Na okładce trębacz zwiastujący zapewne bitwę, na płycie zaś militarny industrial w manierze bliskiej wczesnym dokonaniom Der Blutharsch czy Krępulca. Chodzi mi tu o koncepcję łączenia sporej ilości historycznych sampli (pieśni, przemówień, wspomnień etc.) z przemysłowo-bitewnym zgiełkiem, darkambientowym tłem i dziarskimi, marszowymi rytmami. Tak właśnie jest na „Visionen…”.

Pierwszy utwór wita nas gęstym, ponurym tłem, z którego raz po raz wynurzają się fragmenty niemieckich pieśni żołnierskich z II wojny światowej oraz deklamacje w tymże języku. Wszystko to nakłada się na siebie i przybliża historyczną atmosferę, by w końcu ucichnąć, przechodząc w stonowany utwór drugi. Mamy tu dronowe tło, dźwięk maszerujących, podkutych butów i werble wybijające rytm. Rytm — prosty i natarczywy — jest osią trzeciej kompozycji. W tle ponure, hipnotyczne dźwięki, elektroniczna melodia i powtarzana w kółko fraza o Europie. I wreszcie dochodzimy do ostatniego, czwartego kawałka. Tym razem w „mrocznym sosie” osadzono smutne melodie, momentami z posmakiem militarnym, które w końcu wybrzmiewają, znacząc tym samym finał albumu. Podsumowując: krótkie, zamglone wspomnienie z wojny o kształt Europy…

Ve Europa – „Heiliges Europa! Visionen einer zukünftigen Gesellschaft”, wyd. Mjölnir Tonkunst 1996

A1. Untitled, A2. Untitled, B1. Untitled, B2. Untitled

Allerseelen — „Alle Lust Will Ewigkeit / Traumlied”

„Alle Lust Will Ewigkeit / Traumlied” to EPka klasycznego już austriackiego projektu Allerseelen pod dowództwem Gerarda Petaka. Allerseelen w dość intrygujący sposób łączy w swojej twórczości poetyckie recytacje, hipnotyczne pętle rytmiczne i melodie inspirowane zarówno muzyką ludową, jak i klasyczną oraz elektroniczną. Wielu uważa, że zespół ten bardzo mocno wpłynął na ukształtowanie się militarnego industrialu, aczkolwiek twórczość Gerarda dość mocno odbiega od schematów typowych dla tego gatunku.

Na „Alle Lust…” znajdują się dwie bardzo sympatyczne piosenki. Pierwsza oparta jest o zagrany na instrumentach dętych prosty motyw, który (w moim odczuciu) ma w sobie zarówno coś bojowego, jak i subtelnie dekadenckiego. Melodia przewodnia opatrzona jest dobrze dopasowanym beatem, a całości towarzyszy bardzo ładny kobiecy śpiew, rytualny — można rzec. Utwór trwa nieco ponad 4 minuty — tak w sam raz, by się w niego wczuć, a jednocześnie nie znudzić monotonnym schematem.

Druga piosenka, „Traumlied”, jest bardzo cicha i spokojna, choć pod tym spokojem czai się trudne do uchwycenia podskórne napięcie, jak w tajemniczym śnie. Osią utworu znów jest prosta, jednostajna melodyjka i delikatny, stukoczący beat. Tempo jest umiarkowane, nastrój oniryczny, co jakiś czas jakby z oddali dobiega smutna melodia fletu i ludzki głos, szepczący coś w języku niemieckim. Bardzo ładny w swej prostocie utworek, kojarzący się z odległym, rozmytym wspomnieniem, nie wiadomo, czy realnym, czy tylko wyśnionym.

Album dedykowany jest Leni Riefenstahl, której fotografia zdobi okładkę.

Allerseelen – „Alle Lust Will Ewigkeit / Traumlied”, wyd. Aorta 1999

1. Alle Lust Will Ewigkeit, 2. Traumlied

Ludola – „Przedwiośnie”

Ludola określa swoją twórczość jako ckliwą piosenkę ludowo-żołnierską z brzozowego lasu i zdaje się to być nader trafny opis. Członkami zespołu są podobno ułani z fantazją i wiejskie dziewoje, ale w rzeczywistości jest to projekt jednoosobowy, jak zresztą dowiedzieć można się z okładki debiutanckiego albumu „Przedwiośnie”. Fantazji natomiast faktycznie Ludoli nie brak. Wydawca – wrocławska wytwórnia Bunkier Productions – reklamuje materiał jako jedyny jak dotąd polski projekt grający neofolk. Jest to trochę nieścisłe, choćby dlatego, że wyraźne oblicze neofolkowe przybrał swego czasu zespół Krępulec (płyta „New Radical”, koncerty w Poznaniu i Warszawie), a i np. u „tożsamościowego” barda Dawida Hallmana można doszukać się inspiracji tym gatunkiem. Na pewno jednak Ludola jest jednym z pierwszych projektów neofolkowych w naszym kraju.

Ludola gra tę muzykę na sposób rodzimy, słowiański, lechicki. Płytę zdobi zatem romantyczne zdjęcie ułana i dziewoi na polnej drodze (ona rzuca mu się w ramiona), sama muzyka to natomiast akustyczne piosenki, na przemian melancholijne i zadziorne.

Skoro niemieccy artyści mogą wykorzystywać wiersze Gotfryda Benna, Jerzego Trakla, Fryderyka Hielschera czy Stefana George – to nic nie stoi na przeszkodzie, by do skarbca poezji narodowej sięgnęli polscy muzycy. Tak właśnie czyni Ludola, czego efektem są piosenki do tekstów Marii Konopnickiej, Teofila Lenartowicza („Na lipę słowiańską”) i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego („Elegia o… [chłopcu polskim]”).

Bez wątpienia najlepsze utwory z płyty to wspomniane „Na lipę słowiańską” i „Elegia o…” oraz „Gdy Janeczek z wojny wróci” – żartobliwa przeróbka znanego amerykańskiego (a u źródeł – irlandzkiego) motywu „When Johnny comes marching home”. W tych trzech piosenkach melodia jest najbardziej chwytliwa, w pozostałych można się natknąć na pewne nużące dłużyzny. Ogólne wrażenie jest jednak pozytywne – „Przedwiośnie” to solidna porcja rześkiego, polskiego neofolku, z której przebija romantyczna i być może nieco naiwna tęsknota za bliższymi i dalszymi czasami chłopców malowanych w mundurach, z szablą przy boku… Nic dziwnego, że na portalu facebookowym jako swoje inspiracje projekt podaje po prostu przedział dat: 1830-1939…

Ludola – „Przedwiośnie”, wyd. Bunkier Productions 2011

1. A kiedyż błyśnie nowy wschód…, 2. Elegia o… [chłopcu polskim], 3. Na lipę słowiańską, 4. Nie płaczcie po nas brzozy, 5. Przedwiośnie, 6. Odnajdziemy nasz spokój, 7. Sztandar wysoko, 8. Gdy Janeczek z wojenki wróci…

Argentum – „A New Rome is Coming”

Argentum to argentyński projekt postindustrialny, o tyle szczególny, że gra zarówno pompatyczne kompozycje neoklasyczne, pełne grzmiących werbli i podniosłych melodii, jak i surowy, siarczysty noise/power electronics. Ideologia grupy jest bardzo eklektyczna — są w niej obecne wątki faszyzmu, anarchizmu, narodowego bolszewizmu, tradycjonalizmu integralnego, sytuacjonizmu etc. W repertuarze Argentum znajdują się choćby kompozycje dedykowane kapitanowi Codreanu czy Józefowi Antoniemu Primo de Riverze, a także album, który za chwilę omówimy — zwiastujący (zapewne) nadejście bliżej nieokreślonego Nowego Rzymu.

Płyta podzielona jest na dwie części. Pierwszych siedem kompozycji utrzymanych jest w stylistyce neoklasycznej. Argentum nie wybiega poza gatunkowe standardy, ale słucha się tego przyjemnie, mamy wszystko, co potrzebne — czyli syntetyczne brzmienia kotłów, werbli, trąb, chórów i klawiszy, układające się w proste, acz przemawiające do wyobraźni rytmy i melodie. Jest monumentalnie, wzniośle, momentami nieco nostalgicznie. Imperium nadchodzi, słońce jaśnieje na niebie, legiony maszerują… aż nagle brzmienie zmienia się rażąco — druga połowa płyty (również siedem utworów) to industrial. Znikają elementy muzyczne, wkraczamy w świat dźwięków nieprzyjaznych. Argentum atakuje elektronicznymi zgrzytami, piskami, niskimi buczeniami, białym szumem i krzykliwymi, przesterowanymi wokalami, zwiastującymi — sądząc po tytułach – „Święty Opór”, „Duchową Broń”, „Ludzkie Poświęcenie” i tytułowe „Nadejście Nowego Rzymu”… Brzmi to jak wojna o Tradycję w realiach technologicznego świata robotów i maszyn. Krótko mówiąc: archeofuturyzm pełną parą. Inna sprawa, czy fajnie się tego słucha… Owszem, „A New Rome…” to ciekawy album, złożony z dwóch zupełnie różnych części, które jednak można przy odrobinie dobrej woli uznać za dopełniające się — na zasadzie alchemicznego połączenia biegunów… Tylko że ja na słucham prawie wyłącznie utworów z pierwszej połowy — ta druga jest być może intrygująca na zasadzie kontrastu, ale jakoś niezbyt mnie pociąga, coś mnie w niej odstręcza. Przesadna ostrość? Przesadna jednostajność? De gustibus non disputandum…

Argentum – „A New Rome is Coming”, wyd. SkullLine 2008

1. Vientos Del Sur, 2. A Roma Marchamos, 3. Lovotropia Activa, 4. La Batalla Del Espíritu, 5. Sacrificio Triunfal, 6. Ser El Fin, 7. Ur-Folk, 8. The South Emerge, 9. A New Rome is Coming, 10. Sacred Resistance, 11. Spiritual Warfare, 12. Human Sacrifice, 13. The End, 14. Restoration

Ryr – „Avvertimento 1909”

Rosyjski Ryr to projekt niejakiego Sergiusza Ilczuka, który poza tym występuje też pod kilkoma innymi nazwami. „Avvertimento 1909” to — jak można się domyślić — płyta inspirowana Manifestem Futurystycznym Marinettiego, opublikowanym 5 lutego 1909 roku w bolońskiej „Gazzetta dell’Emilia”.

Materiał Ryr to połączenie faszyzującego militaryzmu, ciężkoprzemysłowego bruityzmu i urokliwych, dekadenckich piosenek kawiarniano-kabaretowych sprzed stulecia. Czyli standard. Fragmenty hałaśliwe przywodzą na myśl proletariacki industrial spod znaku Liniji Mass czy fabryczne poszukiwania Vivenzy, militaryzm przejawia się natomiast w postaci samplowanych utworów żołnierskich i licznych przemówień politycznych, przede wszystkim w języku włoskim. Wspomniane smętne przyśpiewki łagodzą tę brutalność i dodają całości pewnej ekstrawaganckiej pikanterii. 21 minut muzyki, w której przeplatają się rozmaite nastroje. Fin de siècle, schyłek rozleniwionej la belle époque, widmo wojny w stalowych burzach i nadciągającej ery totalnej mobilizacji.

Ryr – „Avvertimento 1909”, wyd. Neuropa 2006

1. Stato Forte, 2. Fasci Di Combattimento, 3. Le Arti, 4. Oath

Spreu Und Weizen – „Gott vergelt’s!”

Pamiętam, że na początku Spreu Und Weizen bardzo mnie zaintrygował — pobieżne przeklikanie paru rzeczy na youtube wzbudziło we mnie przekonanie, że to mocna i nawet dość nowatorska rzecz na scenie. Ściągnąłem materiał „Gott erhalt’s!”, który jednak zdał mi się jakiś „nie taki”. Z grubsza wszystko w porządku, a jednak czegoś tu brakuje. Nieco później zakupiłem elegancki oryginał albumu „Gott vergelt’s!”, ozdobiony złotymi myślami kolumbijskiego reakcjonisty Mikołaja Gómeza Dávili, odpaliłem, przesłuchałem parę razy… i dalej coś mi nie pasuje.

Nie twierdzę, że to zła muzyka. Niby jest wszystko, co ma być — potężne trąby, jak z filmów o Cezarze czy Conanie, dudniące kotły i werble, kapka rocka, doza elektroniki, rzewny zew neofolkowej ballady, historyczne sample, wokale śpiewane i mówione. Jest patos, jest monumentalizm, próby naśladowania Von Thronstahl. Jasne. A jednak brakuje tu polotu. Ja bardzo lubię prosty, toporny martial, inaczej jednak rzecz się ma, kiedy „czuje się”, że muzycy chcieli zamachnąć się na coś więcej, a wyszło im lekkopółśrednio. Pewnym tropem może być tu fakt, że lider Spreu Und Weizen, niejaki Sig P., odpowiedzialny jest także za projekt Seuchensturm, który lokuje się właśnie w obszarze schematycznego, wręcz sztampowego martialu w stylu Waffenruhe, Bunkergeist, Argentum etc. Czyżby więc nie starczyło „pary”?

Brzmienie Spreu Und Weizen jest nawet niezłe, nie trąci przesadnie plastikiem. Ba, grupie udaje się właściwie w każdym numerze „złapać” jakiś fajny, chwytliwy motyw melodyczny… i tu tkwi problem, bo później wszystko kręci się wokół tego jednego motywu. Utwory są przez to bardzo monotonne, ma się nadzieję, że coś czai się za progiem, że może za chwilę coś wybuchnie, a tymczasem niekoniecznie tak się dzieje… Do tego utwór z gościnnym udziałem Rose Rovine e Amanti brzmi właściwie jak RReA, a kawałek z Józefem Klumbem przywodzi na myśl po prostu Von Thronstahl z ostatnich płyt.

Nie jest to muzyka koszmarna, nie odradzam jej, wydaje mi się jednak, że to, co zespół zaprezentował, powinno być jedynie wstępnym szkicem, a nie trzecim czy czwartym albumem w dorobku. Jakiś pomysł jest, brzmienie jest, ok — ale trzeba to wszystko ogarnąć, jak mawia młodzież. I wtedy będzie to naprawdę niezła Militant Christian Music (bo tak swoją twórczość określa Spreu Und Weizen). Życzę powodzenia!

Spreu Und Weizen – „Gott vergelt’s!”, wyd. Lichterklang 2011

1. Căpitanul, 2. Deus Lo Vult, 3. Madre Di Salvezza, 4. Lady in White, 5. Europa der Freiheit, 6. Alles Licht!, 7. Rome’s Calling [Thronerben Version], 8. Gesänge zur Nacht, 9. Dreams of Rome, 10. Marienburg [Imperator Version]

Truart – „Der Arsch der Welt”

Ukraiński Truart gra muzykę dziwaczną. Tak, „dziwaczna” — to właściwe określenie na ten osobliwy i całkiem oryginalny mix skocznego folku, zmilitaryzowanej neoklasyki, industrialnego hałasu oraz elektronicznych beatów, prostych i połamanych. Jeśli miałbym do czegoś porównać „Tyłek Świata” (swoją drogą, cóż za prowokacyjnie mało wzniosły tytuł dla płyty, było nie było, martialowej), to do „New Radical” naszego Krępulca (ze względu na bogate wykorzystanie akordeonu) oraz — w mniejszym stopniu — do pierwszej płyty Kreuzweg-Ost (z powodu nagromadzenia sampli, groteskowej aury i ogólnie chaotycznej, rozwichrzonej struktury). Hm, no dobra: powiedzmy, że w jakiś odległy sposób jest to też ścieżka starego Dernière Volonté, czyli militaryzm zwiewny, melodyjny, wpadający w ucho, do potupania i pokiwania głową.

Padły tu przymiotniki „groteskowy” i „dziwaczny”. Cóż, zdają się tu one być bardzo na miejscu. Ta muzyka o wojennej przecież tematyce ociera się momentami o lekkość pijackiej biesiady, przeplatanej niemieckimi i rosyjskimi komendami, przemówieniami i deklamacjami. Zgoła frywolne melodyjki akordeonu sąsiadują z odgłosami rodem z pola bitwy, a typowy dla gatunku marszowy rytm przekomarza się z jakimiś koszmarnymi break-beatami czy diabli wiedzą czym. Wojna okiem szeregowca Dolasa lub wojaka Szwejka? Być może to jakiś trop… A, no i jeszcze w temacie ideologii: projekt zalicza się do tego odłamu sceny, który co prawda epatuje na wszystkie strony fotografiami żołnierzy Tysiącletniej Rzeszy, adekwatnymi tytułami utworów i historycznymi samplami, ale poza tym głośno odcina się od wszelkiej „polityki”, deklarując wierność jedynie sztuce. Ot, co kto lubi.

Truart – „Der Arsch der Welt”, wyd. UFA Muzak 2009

1. Vorspiel, 2. Der Arsch der Welt!, 3. Der Manifest I, 4. Deutsche Okkupanten in Ukraine 5. Der Manifest II, 6. Die Komposition (Tanz), 7. Der Manifest III, 8. Der Manifest IV, 9. Die Komposition 2, 10. Der Manifest V (Hekate’ Cover Version), 11. Die Komposition 3

Le Silence des Ruines – „Le Silence des Ruines”

Le Silence des Ruines to młody francuski projekt, którego muzyka oscyluje na pograniczu dark ambientu i militarnej neoklasyki. Mikołaj F., człowiek kryjący się za tym szyldem, występował także jako Jörvallr, to jednak odrębna historia. Odnotujmy tu jeszcze, że po internecie krąży pogłoska, jakoby debiutancki EP Le Silence des Ruines był hołdem dla Karola Peguy (1873-1914), francuskiego myśliciela o poglądach jednocześnie nacjonalistycznych, socjalistycznych i katolickich — sam Mikołaj F. dementuje jednak te pogłoski. W każdym razie we wkładce na pewno znajduje się cytat z Peguy.

Jeśli miałbym porównać tę muzykę do czegoś bardziej znanego, to przywołałbym album „Aurore de Gloire” wydany kilka lat temu przez Un Défi d’Honneur. To niewątpliwie martial — ale odarty z orkiestralnej bombastyczności i przepychu. To dark ambient — ale uzupełniony motorycznym, marszowym rytmem werbli i kotłów. Nie spodziewajcie się złożonych aranżacji i wyszukanych technik kompozytorskich. Le Silence des Ruines operuje prostymi, wręcz banalnymi środkami. Posępne melodie kreują atmosferę osaczenia, klimat wypalonego pobojowiska. Surowy rytm przypomina o widmie wojny, słychać także głos deklamujący coś w języku francuskim.

Czy efekt jest wybitny? Nie, ale czasami warto zanurzyć się w takiej prostocie, uwierzyć w nią i spróbować wyobrazić sobie to, co sugerują tytuły — przynajmniej, jeśli jest się miłośnikiem gatunku… Nieco ponad dwadzieścia pięć minut smutnej, przytłaczającej i jednostajnej muzyki ze zgliszcz i okopów. Pożółkła pocztówka wysłana z frontu, odległe wspomnienie koszmaru. Na Zachodzie bez zmian.

Le Silence des Ruines – „Le Silence des Ruines”, wyd. Marbre Negre 2010

1. La Mort Noire, 2. Le Déclin de nos Sentiments, 3. Le Chant du Souvenir, 4. Retour au Front, 5. La Marche des Damnés, 6. Le Lion et l’Aigle

Recenzje (w nieco innych wersjach) ukazały się na stronie www.postindustry.org w styczniu 2012 roku.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.