Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Krzysztof Bokwa: Requiem Cesarzowi

Requiem Cesarzowi

Krzysztof Bokwa

4 lipca Roku Pańskiego 2011 zmarł Otton von Habsburg.

Ze śmiercią tego „zwykłego człowieka” (według jednych) bądź „prawowitego cesarza i króla” (według drugich), czy wreszcie „ostatniego następcy tronu” (według nastawionych kompromisowo) zakończyła się pewna epoka. Domknęło się wieko trumny nad austro-węgierską monarchią, nad epoką walca i kolorowych mundurów, staromodnych cukierni i jeszcze bardziej staromodnego honoru.

Ottonowi nigdy nie dane były objąć schedy przodków, był już właściwie jej pogrobowcem. Niemniej, jeśli uświadomimy sobie, że jeszcze kilka tygodni temu żył wśród nas człowiek, który siadywał na kolanach u Najjaśniejszego Pana, Franciszka Józefa, i którego na poważnie portretowano w sposób kojarzony dziś raczej z filmowymi bajkami Disneya  — wówczas pojmiemy, że coś zakończyło się bezpowrotnie.

Bo Otton był takim właśnie „Francem Jozefem naszych czasów” — jedno pokolenie zdążyło się narodzić, dojrzeć, zestarzeć i umrzeć, a Otton trwał. Minęły wszystkie butne Masaryki, Benesze i Trumbicie, minął zdrajca Seyss-Inquart i Szálasi, minęły kolejny totalitaryzmy, tłamszące ziemie jego przodków — a Otton trwał. Jego legalne panowanie było prawdopodobnie najdłuższe w dziejach świata — od roku 1922, gdy zmarł bł. Karol I, jego ojciec, minęło 89 lat! Lecz czwartego lipca puściła i ta ostatnia klamra, łącząca nas ze starymi czasami.

Parafrazując znany wiersz Mariana Hemara:

W dzień lipcowy nagle powiało
Listopadem płaczącym w niemocy.
To cesarz Franciszek Józef
Po raz wtóry umarł tej nocy.

W swym długim życiu Otton nie poszedł ścieżką Don Carlosa czy hrabiego Chambord; nie odwrócił się od świata. W okresie drugiej wojny światowej był aktywnym działaczem politycznym, mającym swój udział m.in. w przekonaniu generała Franco do zachowania neutralności czy w niedopuszczeniu do zajęcia Austrii przez Sowietów. Utrzymywał bliskie kontakty z polskim rządem emigracyjnym, głęboko zszokowało go sprzedanie Polski Sowietom — jak później mówił, mogła mieć w tym jakiś udział osobista, ideologiczna nienawiść, jaką żywił do Polski brytyjski minister i szara eminencja, ateista Antoni Eden.

Po wojnie dokonał Otton swoistego wyczynu — pozostając ikoną dla wiernych poddanych (Otto, treu in festen Banden, steh'n zu Dir wir felsengleich!, śpiewano w dedykowanej mu zwrotce hymnu cesarskiego), zrobił karierę w „nowym świecie”, patronując jednoczeniu się Europy. Może ktoś powiedzieć — jednoczeniu masońskiemu, obcemu duchowi łacińskiej cywilizacji. Nie można jednak winić arcyksięcia za owoce — on sam wielokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do chrześcijaństwa i jego poczesnej roli w Europie.

Mówił m.in. tak:

Nie ulega wątpliwości, że chrześcijańska tradycja będzie grała decydującą rolę w przyszłej Europie. Odwiedzając jakiekolwiek miasto europejskie zdajemy sobie sprawę, że bez chrześcijaństwa nasza kultura nie istnieje. Jednym z najważniejszych dni w życiu był dla mnie powrót do Europy po trzech latach, które spędziłem w Stanach Zjednoczonych z powodu wydarzeń drugiej wojny światowej. Zobaczyłem wówczas znowu miasto, w którego centrum stała katedra, a nie wielki bank czy biurowiec. Tradycja chrześcijańska stanowi niewątpliwie najważniejszy czynnik jednoczenia Europy.

(http://www.paneuroparsm.org/intervistaOtto.htm)

W istocie więc, angażując się w jednoczenie Europy oraz walkę z narodowym socjalizmem i komunizmem, Otto kontynuował dzieło swoich przodków, od czasów Karola V kierujących się chrześcijańskim uniwersalizmem (może z niechlubnym wyjątkiem Józefa II). Szkoda tylko, że wymarzona przez arcyksięcia zjednoczona Europa poszła w innym kierunku.

Demoliberalne elity odwdzięczyły się Mu na swój sposób, godząc się na uroczysty pogrzeb, zgodny z habsburskim rytuałem — z uroczystym requiem w wiedeńskiej katedrze św. Szczepana i potężnym konduktem przez dziedziniec Hofburga, aż do Krypty Cesarskiej w klasztorze kapucynów. Przybyły najwyższe władze Republiki Austriackiej z prezydentem na czele, koronowane głowy z całej Europy, liczni purpuraci, arystokraci i kontynuatorzy wojskowych tradycji Monarchii pod bronią i w mundurach — a także lekko chyba zagubiony gruziński prezydent Saakaszwili, samotny podobnie, jak rok wcześniej na Wawelu. Nie brakło salw armatnich na dziedzińcu Hofburga, a nawet gromko odśpiewanego cesarskiego hymnu Boże wspieraj, Boże ochroń — najpierw na zakończenie requiem, a następnie już przy krypcie kapucynów.

Oglądając cały ten splendor, transmitowany na żywo przez ORF i możliwy do zobaczenia w Sieci, odnosiło się miłe dla serca wrażenie, że jednak „non omnis moriar” — pod skorupą naszej szarej, miałkiej, popkulturowej codzienności tli się, widać, płomień starej, dobrej Austrii i Europy. Ale jest też druga strona medalu, uparcie cisnąca się przed oczy i gryząca w nos fetorem „hipokryzji do nieba śmierdzącej”. Bo oto w kraju, gdzie głoszenie idei monarchicznej na forum parlamentu jest zakazane, gdzie osoba o nazwisku „Habsburg” (bo „von” użyć, oczywiście, nie wolno) nie może do owego parlamentu nawet kandydować, i gdzie sam Otton był „persona non grata”, aż zrzekł się formalnie pretensji do tronu — oto w tym kraju urządza się spektakularne widowisko w cesarskich barwach czerni i złota, z asystą wojskową i republikańskim, socjalistycznym prezydentem w pierwszej ławce katedry (który jednak do śpiewania cesarskiego hymnu, z frazą bo z Habsburgów tronem złączon jest na wieki Austrii los, się nie posunął).

Z czym mamy tutaj do czynienia? Na pewno z zakłamaniem, i to tak wielkim, że przebijającym się przez powagę habsburskiego rytuału pogrzebowego jako makabryczne szyderstwo. Bo tylko dla garstki ludzi stanowił ten pogrzeb to, na co wyglądał — czyli pogrzebem, jeśli nie Cesarza, to następcy tronu. Zasadniczo natomiast była to jeszcze jedna masowa impreza, historyczna rekonstrukcja podobna do odbywającej się w tym samym czasie bitwy pod Grunwaldem. A więc atrakcja dla gawiedzi i turystów, którzy przecież przyjeżdżają do Wiednia głównie po to, aby zobaczyć zabytki związane z Habsburgami. Dopatrzyć można się tu też swoistego triumfatorstwa „tolerancyjnych i pluralistycznych” sił republikańsko-demokratycznych, które czują się, widać, tak pewnie, że dobrotliwie pozwalają ekscentrycznym monarchistom na tego typu wybryki — w ten mniej więcej sposób zinterpretował odśpiewanie u trumny Ottona hymnu cesarskiego spiker ORF.

Cóż powiedzieć, jak skomentować? Starczy chyba przytoczyć słowa z „Misia” Barei — to jest nasza codzienność, w której my żyjemy. Nam pozostaje, mimo wszystko, cieszyć oko habsburskim przepychem i nie tracić nadziei, że Jego Cesarska, Królewska i Apostolska Wysokość Otton I (II na Węgrzech) znajdzie godnych następców, którym dane będzie wrócić na trony Wiednia, Budapesztu, Pragi i — no, niechby i jako wielki książę! — Krakowa.

A więc: niech żyje cesarz i król Karol II (V)! Także i do niego możemy się zwrócić ostatnimi słowami zwrotki hymnu, poświęconymi jego ojcowi:

Dir, mein Kaiser, sei beschieden
Alter Ruhm und neues Glück!
Bring den Völkern endlich Frieden,
Kehr zur Heimat bald zurück!

Westchnijmy też czasem za Ottona — grzesznego, śmiertelnego człowieka, bo jako takiego powołał go przed swe oblicze Pan i jako taki (zgodnie z prastarym „Anklopfritual”) znalazł wieczysty spoczynek w wiedeńskiej krypcie kapucynów. 

Od Redakcji: W uzupełnieniu artykułu p. Krzysztofa Bokwy należy zwrócić uwagę, że przejawem swoistego nakładania się i mieszania porządków był sam Novus Ordo Missae sprawowany w katedrze św. Szczepana. Transmisja austriackiej telewizji bezlitośnie obnażyła fakt, że Nowa Msza po raz kolejny stała się także okazją do nadużyć, takich jak komunia na rękę.

Na uroczystościach żałobnych w Wiedniu obecni byli m.in.:

JCiKM Karol II (V), cesarz Austrii, król Węgier, Czech, Chorwacji, wielki xiążę Krakowa etc. etc. oraz ICiKW następca tronu arcyxiążę Ferdynand Zvonimir, dzieci i wnuki zmarłego cesarza, dalsi krewni

IKM król Szwecji Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia

JKM król Prus Jerzy Fryderyk

JKM król Rumunii Michał

JKM car Bułgarii Symeon II

JKM król Sardynii Wiktor Emanuel IV

JKM król Portugalii Edward III

JKM król Czarnogóry Mikołaj II

IKW xiążę Parmy i Piacenzy Karol i xiężna Anna Maria oraz następca tronu Jakub, hrabia Bardi

IKW wielki xiążę Luxemburga Henryk i wielka xiężna Maria Teresa

IXW xiążę Liechtensteinu Jan Adam II i xiężna Maria

ICiKW xiążę Modeny Wawrzyniec i xiężna Astrid, arcyxiążęta Austria-Este

JKW wielki xiążę Badenii Maxymilian i JCiKW wielka xiężna Waleria

JKW xiążę Leopold z Bawarii

JCW xiążę Asfa-Wossen Asserate z Etiopii

IKW xiążę Hassan bin Talal i xiężna Sarvath El Hassan z Jordanii

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.