Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Rewolucja konserwatywna w Polsce – casus Tadeusza Hołówko

Rewolucja konserwatywna w Polsce – casus Tadeusza Hołówko

Adam Danek

Wszyscy badacze prądu intelektualnego, jakim była Rewolucja Konserwatywna nieodmiennie zwracają uwagę na jej problematyczność z prawdziwie zachowawczego punktu widzenia. Idee środowisk, które ją tworzyły – tzw. żołnierskich nacjonalistów, narodowych rewolucjonistów czy volkistów – plasują się daleko od klasycznego konserwatyzmu. A cóż dopiero powiedzieć o narodowym bolszewizmie, przez niektórych historyków myśli politycznej również zaliczanym do Rewolucji Konserwatywnej jako jej najskrajniejszy odłam?

Identyczne paradoksy zachodziły w innych krajach Europy nurtowanych przez tendencje rewolucyjno-konserwatywne; rewolucja konserwatywna1 nie stanowiła przecież w burzliwej epoce międzywojnia lokalnego kolorytu weimarskich Niemiec, ale zjawisko ogólnoeuropejskie – na co zwracają w swych pracach uwagę prof. prof. Jacek Bartyzel i Adam Wielomski. Rewolucyjny konserwatyzm ze swoimi sprzecznościami nie ominął i Polski. Pokazać je spróbujemy na przykładzie człowieka, który sam się za konserwatystę nigdy nie uważał – Tadeusza Hołówko (1889-1931), jednego z czołowych polityków obozu legionowego, zamordowanego przez terrorystów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów podczas pobytu w pensjonacie prowadzonym przez greckokatolickie zakonnice w Truskawcu.

Hołówko przez długie lata pozostawał związany z PPS. Należał do nielicznych piłsudczyków, którzy po zamachu majowym zachowali członkostwo w partiach politycznych – porzucił je dopiero w październiku 1927 r. Czytając jego pisma polityczne, znajdujemy nieustanne zapewnienia, że autor jest lewicowcem, demokratą i socjalistą. Jeżeli jednak weźmiemy je za dobrą monetę, reszta zawartości prac Hołówki wyda się cokolwiek konsternująca. Oznajmia on bowiem następnie, iż każdy socjalista powinien szanować tradycję i historię własnego narodu, czcić tradycyjne symbole, a w państwach monarchicznych zachowywać lojalność wobec monarchii i aktualnego panującego. Nazywając się demokratą, zarazem obnażał bezlitośnie demoliberalną ideologię „opinii publicznej”, głoszącą, że aby skutecznie rządzić, trzeba zaskarbić sobie poparcie amorficznej „opinii publicznej”, co w praktyce sprowadza się do uprawiania populistycznego lizusostwa wobec tłumów. Hołówko wskazywał na odwrotną prawidłowość – każdy rząd w dziejach Polski, który zabiegał o popularność, nie umiał rządzić, zaś każdy rząd, który miał wyrazistą wizję polityczną i zdecydowanie ją realizował, nie był popularny i sam o popularność nie dbał. Pisał:

„Polacy bardzo lubią tych, którzy wszystkich chcą pogodzić i wszystkim dogodzić, ale zupełnie tych ludzi nie szanują, a co najważniejsza, nie słuchają. Natomiast bardzo nie lubią, ale za to bardzo szanują i słuchają tych, którzy im się przeciwstawiają. Polacy bardzo kochali Zygmunta Augusta, który im ustępował na każdym kroku, ale zatruli mu życie i nie pozwolili choć w połowie zrealizować jego planu naprawy Rzeczypospolitej. Nienawidzili Stefana Batorego, ale za to jak go szanowali, jak skwapliwie słuchali go pod koniec rządów”.

Co znamienne, werbalny socjalista i demokrata odwołuje się do przykładów nie polityków nowoczesnych, lecz polskich monarchów – podobnie, jak wiele lat wcześniej inny werbalny socjalista objął redakcję lewicowej, demagogicznej gazetki „Robotnik”, po czym napełnił jej szpalty opowieściami nie o twierdzeniach Marksa czy Bernsteina, lecz o wielkich książętach Litwy, hetmanach i wiktoriach sarmackiego oręża.

Hołówko surowo oceniał ustrój, w którym legitymizacja rządów daje się sprowadzić do sztuki uzyskiwania przejściowej popularności.

„Jest faktem dziś niezbitym, że rządy parlamentarnej większości rządzą źle, a często i nieuczciwie. Nic w tym dziwnego. Jeśli prywatny właściciel wielkich majątków i przedsiębiorstw co kilka miesięcy będzie zmieniał plenipotentów, to na pewno gospodarka jego szybko znajdzie się w stanie ruiny. Dlatego też narody widząc, jak ruinuje się ich gospodarstwo i bogactwo narodowe, a nie mając sił położyć kresu niedołężnym rządom parlamentarnym – oddają rządy w ręce silnych jednostek i ich zwolenników, chociażby za cenę ograniczenia swych swobód obywatelskich. Tak stało się we Włoszech, Hiszpanii, Litwie, tak było w Grecji”.

Sposobu na wyciągnięcie państwa z demoliberalnego, parlamentarnego bezhołowia upatrywał autor jedynie w zaprowadzeniu rządów silnej ręki, sprawowanych przez przywódcę panującego przez długie lata. Nie mogło przy tym wystarczyć faktyczne stworzenie takiego systemu rządów w sferze pozaprawnej. W opinii Hołówki nieodzowna była ich instytucjonalizacja, dlatego intensywnie orędował za wprowadzeniem w Polsce dożywotniej prezydentury. Zastanawiał się:

„Na jak długo prezydent powinien być wybierany? Jeśli chcemy, aby był otoczony istotnym powszechnym szacunkiem, aby istotnie był uniezależniony od wpływów partii, aby był całkowicie bezstronny i niezależny w swych sądach i swej działalności, musi być wybierany dożywotnio. Tak każe logika i interes państwa. Jeśli chcemy, aby naród istotnie szanował swojego prezydenta i widział w nim pierwszego obywatela swego kraju, należy stworzyć fikcję nieomylności narodu. To znaczy, że naród nie myli się i istotnie wybiera na prezydenta najlepszego w całym narodzie”.

Podnosił postulaty połączenia dożywotniego urzędowania głowy państwa z zasadą powoływania ministrów wyłącznie przez prezydenta i drugą, zgodnie z którą uchwalenie przez parlament votum nieufności dla rządu miało oznaczać zarazem rozwiązanie parlamentu. Odrzucał tedy stanowczo demoliberalny model ustrojowy, choć chciał utrzymania demokratycznej legitymizacji rządów. Rządy mocnego człowieka poparte wolą narodu – w tej formule zawierała się istota cezaryzmu demokratycznego, który tak mocno zaważył na międzywojennej historii Europy. Hołówko wieszczył rychłe zmiecenie przez niego świata liberalnego parlamentaryzmu:

„Tam, gdzie będą takie parlamenty, jak były w Rosji, Polsce, Włoszech, Hiszpanii, Grecji, Litwie, tam przyjdzie gwałtowna reakcja. Narody będą woleć inne rządy, rozumnych «cezarów», ludzi wielkiej miary, aniżeli rządy klik partyjnych, gdzie ministrami z woli tych klik mogą być sprytni aferzyści i tępi demagodzy. I dlatego takie parlamenty, w obronie których kilkadziesiąt lat temu budowano barykady, dziś upadają bezsławnie w atmosferze ogólnej pogardy lub wiodą smutny, suchotniczy żywot w zaułkach wiejskich ulic, w atmosferze ogólnej obojętności, zawdzięczając swój żywot wspaniałomyślności tych, w ręce których naród oddaje faktycznie swoje losy”.

Jego deklarowany demokratyzm krył więc w sobie zupełnie inną treść, niż ta, z jaką po dziś dzień wiążą się wyobrażenia demokratów.

Werbalny lewicowiec, demokrata i socjalista Tadeusz Hołówko był nie tylko zwolennikiem dożywotniości głowy państwa, rządów silnej ręki oraz cezaryzmu, ale również zaciekłym antykomunistą. Oglądał na własne oczy wojnę domową przeciw bolszewikom w Rosji. Z jej piekła wyniósł przekonanie, które miał nosić w sobie do końca życia: że Sowiety trzeba rozbić lub przynajmniej odepchnąć jak najdalej na wschód, odgradzając je od Polski możliwie największą liczbą niekomunistycznych państw. Od chwili odrodzenia Państwa Polskiego należał do czołowych eksponentów prometeizmu: geopolitycznej koncepcji rozsadzenia Rosji Sowieckiej za pomocą narodowo-niepodległościowych rewolucji zamieszkujących ją ludów. W latach 1918-1921 nawoływał do wspólnej antysowieckiej krucjaty narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Niestety, idea ta została pogrzebana z chwilą zawarcia przez polskich parlamentariuszy smutnego pokoju z bolszewikami w Rydze. Hołówko nie zszedł z pozycji prometejskich. Przebywając w latach dwudziestych we Francji, prowadził akcję na rzecz zjednoczenia różnych odłamów białej emigracji rosyjskiej na bazie wspólnej wrogości do czerwonych okupantów Kremla. Był współzałożycielem organizacji „Prometeusz” – zawiązanego na początku 1926 r. w Paryżu międzynarodowego antysowieckiego ruchu, zrzeszającego zwłaszcza przebywające na wychodźstwie elity polityczne narodów ujarzmionych przez ZSRS. W latach 1927-1930 jako naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ koordynował tajne operacje animowania ruchu prometejskiego, współpracując w tym zakresie ze Sztabem Głównym Wojska Polskiego.

Jako geopolityk szczególną wagę przywiązywał do znaczenia wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Wskazywał, iż polityka wewnętrzna Państwa Polskiego powinna zmierzać do organicznego związania wielonarodowych ziem wschodnich z Polską, albowiem w przeciwnym wypadku pozostaną one obszarem zapalnym, pozwalającym Związkowi Sowieckiemu ingerować w wewnętrzne sprawy Polski, aż w końcu staną się bramą, która pozwoli mu otwarcie wkroczyć na jej ziemie. W jego oczach Kresy, jako integralną część Państwa Polskiego, miały się zamienić w najdalej wysuniętą na wschód warownię Okcydentu. Takie też przesłanie zadźwięczało w przemowie posła Hołówki, wygłoszonej z trybuny sejmowej w lutym 1931 r.:

„Dziś nie można podchodzić do Kresów, jak do czegoś, co jest jeszcze ciężarem dla państwa polskiego. Kresy – to nasze płuca. Jeśli chcemy być mocarstwem, to musimy na Kresach mocno utrwalić nie tylko państwo polskie, ale i kulturę polską. Jeśli chcemy być mocarstwem, to musimy dążyć, aby tam, gdzie stoją dziś słupy graniczne między Polską a Rosją Sowiecką, była jednocześnie granica zachodniej Europy”.

Tak oto w słowach byłego socjalisty zmartwychwstawała wzniosła idea antemurale Christianitatis – przedmurza Chrześcijaństwa.

Tadeusz Hołówko – rzecznik rządów silnej ręki i cezaryzmu, antykomunista i antysowiecki geopolityk, mocarstwowiec, obrońca polskości Kresów – odszedł do Pana zbyt wcześnie. Zginął z rąk wrogów Państwa Polskiego, którym w historii pisana była rola „pożytecznych idiotów” pracujących na korzyść III Rzeszy bądź ZSRS.

Współczesne wznowienia pism Tadeusza Hołówko

  • „Tadeusz Hołówko o demokracji, polityce i moralności życia publicznego”, opr. Andrzej Chojnowski, wyd. Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1999.

Biografia Tadeusza Hołówko

  • Iwo Werschler „Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko, życie i działalność”, Warszawa 1984.

1 Dla odróżnienia pojęcia od nazwy własnej termin ten piszę minuskułą (rewolucja konserwatywna), odwołując się do zjawiska ogólnego, natomiast majuskułą (Rewolucja Konserwatywna), odnosząc się do jej partykularnego, choć najbardziej znanego, kręgu niemieckiego.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.