Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Anonim: Roger Degueldre i OAS

Roger Degueldre i OAS

Anonim

Gdy Wilhelm Levy opuścił swój apartament w Algierze wieczorem 19 listopada 1961 roku, nie zauważył dwóch ludzi rozpierających się nonszalancko na skuterze pół bloku od jego drzwi. Gdy Levy szedł ulicą, skuter ruszył i zaczął bardzo powoli jechać za nim. Kiedy się z nim zrównał, mężczyzna siedzący za kierowcą wyciągnął rewolwer i trzykrotnie wystrzelił w głowę Levy’ego. Levy, natychmiast martwy, upadł do rynsztoka. Nim egzekutorzy odjechali, rozrzucili obok ciała Levy’ego czarne, kartonowe trójkąty.

Wilhelm Levy powinien bardziej uważać. Jako sekretarz generalny Francuskiej Partii Socjalistycznej w Algierze i nieprzejednany przeciwnik białych kolonistów w Algierii, nieuchronnie musiał ściągnąć na siebie gniew mężczyzny, którego symbolizowały czarne trójkąty: Rogera Degueldre’a, dowódcy komandosów Delta OAS. Degueldre skazał Levy’ego na śmierć dwa miesiące wcześniej. W tygodniu, w którym zginął Levy, wielu Żydów i francuskich liberałów, którzy sprzeciwiali się ostatnim desperackim próbom zachowania Ojczyzny, podejmowanym przez europejskich mieszkańców Algierii, zostało bez miłosierdzia zastrzelonych.

OAS (Organisation d’Armée Secrète – Organizacja Tajnej Armii) – ruch, na którym opierały się nadzieje europejskich osadników – został założony we wczesnych miesiącach roku 1961 przez grupę francuskich wygnańców z Algierii i oficerów armii. Najskuteczniejsi aktywiści OAS – Degueldre i jego komando Delta – kierowali się zimną i nieustępliwą nienawiścią ludzi zdradzonych. Uderzali raz po raz, nie w muzułmanów z algierskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN), których prawie pokonali, ale w rząd Karola de Gaulle’a – człowieka, który dał im uroczyste przyrzeczenie, że Algieria pozostanie w sposób naturalny częścią Francji teraz i na zawsze.

Dziwnym może się wydawać, że formalny dowódca OAS – generał Raul Salan – ostro zareagował na egzekucję Levy’ego. Salan, jak wielu wysokich oficerów dowodzących OAS, postrzegał siebie bardziej jako polityka niż jako człowieka czynu. Uważany był po trosze za socjalistę i żywił nadzieję, że odwoła się do opinii liberałów i Żydów z metropolitalnej Francji. Krzyk, jaki francuscy politycy podnieśli z powodu śmierci Levy’ego, przeraził generała, który pośpiesznie napisał list do Gwidona Molleta, przywódcy socjalistów, w którym potępiał ów czyn.

Rozbieżność zdań co do egzekucji Levy’ego wśród wysokich kadr OAS była zjawiskiem typowym dla cechującego tę organizację rozdwojenia jaźni w czasie jej krótkiej i gorzkiej historii. Od początku w pierwszych miesiącach 1961 roku aż do agonii w nieco ponad rok później OAS cierpiała z powodu tego samego pogmatwanego sposobu myślenia i niedoboru rewolucyjności, jaki cechował każdy „biały” wysiłek polityczny od końca II wojny światowej. Niemniej jednak, mimo wad, OAS w swoim oporze przeciw zdominowanemu przez obcych rządowi Francji zbliżyła się do sukcesu bardziej niż jakikolwiek inny powojenny biały ruch oporu aż do dziś.

Roger Degueldre był antytezą rozpolitykowanych oficerów i cywilnych teoretyków, których rozkazów słuchał. Deugeldre lekceważył podejmowane przez swoich przywódców próby racjonalizacji oporu OAS przy pomocy terminologii filozoficznej i systemów moralnych. Jako człowiek cechujący się pierwotnymi instynktami i lojalnością, wprost wyłożył kierujące nim motywy swemu oficerowi przełożonemu ponad rok przed tym, jak dołączył do OAS: Wszyscy przysięgaliśmy utrzymać Algierię jako ziemię francuską. Jeśli o mnie chodzi, trzymam się mojej przysięgi. To znaczy, że trzymam się jej do końca.

Roger Degueldre urodził się w roku 1925 w małym miasteczku niedaleko granicy belgijskiej. Do dziś dnia pozostaje niejasnym, czy Degueldre był członkiem francuskiego ruchu oporu, jak utrzymywał, czy – jak twierdził francuski rząd – walczył jako ochotnik w walońskim legionie SS. O przeszłości mówić nie lubił, pytających zbywał stwierdzeniem: Żadnych zdjęć, żadnych listów, żadnych wspomnień.

Po wojnie Degueldre zgłosił się do Legii Cudzoziemskiej – pod pseudonimem, pod którym funkcjonował aż do roku 1958. Przez następnych 15 lat brał udział w nieprzerwanej walce, najpierw w Indochinach, potem w Algierii. Przez ten czas wyróżnił się bohaterstwem i umiejętnościami wojskowymi, awansując poprzez korpus szeregowych do stopnia starszego sierżanta, co jest rzadkością w Legii.

Podobnie jak jego towarzysze, Degueldre był oburzony polityczną sprzedażą francuskich żołnierzy w Indochinach. Gdy Arabowie i Berberowie z FLN rozpoczęli kampanię terroru przeciwko Algierii francuskiej w roku 1954, armia francuska walczyła z powodów bardziej nawet przekonujących niż duma żołnierska i honor narodowy.

Żołnierze armii francuskiej – w szczególności ci z Legii Cudzoziemskiej, która była zakwaterowana w Algierii – byli blisko związani z ponad milionem francuskich Algierczyków. Wielu legionistów poślubiło tutejsze dziewczęta i planowali pozostać w Algierze czy Oranie po zakończeniu służby. Pieds noirs, jak mówiono na białych z Algierii (wywodzi się to z legendy, jakoby ich bezrolni pradziadowie przybyli do Algerii bez butów, stąd ich „czarne stopy”), uwielbiali francuskich żołnierzy, w szczególności stanowiących elitę spadochroniarzy i legionistów.

Gdy w maju 1958 roku stało się oczywiste, że przywódcy skorumpowanej IV Republiki gotowi są negocjować z FLN, wojskowi zadziałali zdecydowanie. Generał Salan, naczelny dowódca francuskich sił w Algierii, postawił przed rządem sprawę jasno: armia nie będzie tolerować kolejnego sprzedania sprawy, takiego jak w Indochinach cztery lata wcześniej. IV Republika rozpadła się. Przed końcem maja władza we Francji była w całości w rękach jedynego człowieka, któremu zarówno francuscy osadnicy w Algierii oraz armia ufali, że utrzyma Algierię francuską: Karola de Gaulle’a.

Apel de Gaulle’a do francuskich nacjonalistów był oparty na wielu mitach, mitach propagowanych przez małą grupkę obcych intruzów, którzy sprawowali prawdziwą władzę w powojennej Francji. Jeden z najskuteczniejszych mitów odwoływał się do przeświadczenia, że Karol de Gaulle w pojedynkę „uratował honor Francji”, wszczynając rebelię przeciw legalnie ukonstytuowanemu rządowi marszałka Petaina i stając po stronie anglo-sowieckich aliantów przeciw Europie w trakcie II wojny światowej. Był to fałsz, podobnie jak koncepcja, jakoby de Gaulle, przewodnicząc krwawym czystkom dokonywanym po wojnie na antykomunistach i anty-gaullistach, „oczyścił” w ten sposób Francję.

Nikt nie wierzył w te nonsensy bardziej gorliwie niż oficerowie armii francuskiej – ci, którzy byli dość starzy, by garnąć się do de Gaulle’a i Ruchu Oporu w czasie wojny. Zrozumiałe więc, że w szeregach powojennej armii francuskiej byli tylko nieliczni petainiści. Jeśli nawet francuscy żołnierze byli zakłopotani faktem, że ich żydowscy i lewicowi sojusznicy w II wojnie światowej okazali się w późniejszych latach najgorszymi wrogami Francji, to wciąż nie mieli wątpliwości co do szczerości de Gaulle’a.

Z początku de Gaulle pobudzał te złudzenia, podróżując do Algierii tuż po swoim wyborze na prezydenta i zapewniając ludność francuską o swoim nieustającym poparciu. Za kulisami natomiast przygotowywał się do wykonania poleceń ludzi, którym zawdzięczał swoją pozycję: małej grupki żydowskich „doradców”, baronów medialnych i innych pociągających za sznurki, którzy nadawali ton we Francji i reszcie zachodniego świata – w 1958 roku i dziś.

Przez dwa lata de Gaulle z pomocą „carów prasy”, takich jak Piotr Lazareff zwany „Napoleonem francuskich gazet”, oszukiwał francuski naród i wymanewrował swoich bardziej przenikliwych oponentów. Stopniowo de Gaulle osłabiał swoje zapewnienia co do przyszłości Algierii. W styczniu 1959 roku mówił o przyszłości Algierii ściśle związanej z Francją. We wrześniu tego roku wyraził swoją sympatię dla rządu Algierii złożonego z Algierczyków. Po każdym takim balonie próbnym oficerowie armii, którzy protestowali, byli przenoszeni albo zmuszano ich do przejścia na emeryturę.

W styczniu 1960 roku de Gaulle przeniósł w inne miejsce popularnego dowódcę żołnierzy algierskich, generała Massu, za to, że ten kwestionował jego zamiary dotyczące Algierii. Pieds noirs wyszli na ulice wraz z dyskretnie asystującymi im antygaullistowskimi oficerami. De Gaulle przeczekał ich, a podczas „tygodnia barykad” (tak później nazwanego) nie udało się go obalić. Ale w kolejnych miesiącach prowodyrzy „tygodnia barykad” — podobnie jak pewna dodatkowa liczba zniechęconych oficerów — przenieśli się do Madrytu, gdzie położyli podwaliny pod OAS.

Na początku roku 1961 de Gaulle w dużej mierze oczyścił armię Francji z osób podejrzewanych o wrogi do niego stosunek i był gotów postąpić naprzód w kwestii rzucenia Algierii na żer FLN. W tym momencie napotkał nieoczekiwany opór.

Ludzi, którzy utworzyli OAS, trudno określić jako „faszystów” czy „militarystów” według lewicowego stereotypu. Prócz oficerów, którzy parali się lewicową polityką, jak generał Salan czy pułkownik Józef Broizat (późniejszy wydawca OASowskiej gazety „Centurions”), byli też entuzjaści guerilli w stylu maoistowskim (jak pułkownicy Iwo Godard i Roger Gardes) oraz chłodny „mózgowiec”, przywódca studencki z Algierii francuskiej i teoretyk polityczny, Jan Jakub Susini, z rozkoszą opisujący siebie jako komunistę.

Ideologicznie podzielona grupa dowodząca OAS była zjednoczona jeszcze w jednym aspekcie oprócz swojej nienawiści do de Gaulle’a i poświęcenia dla Algierii francuskiej: wszyscy deklarowali swoją opozycję wobec wszelkich form rasizmu. Polityką OAS od samego początku było przekonanie, że algierskie problemy rasowe i kulturowe mogą zostać rozwiązane jedynie przez całkowitą integrację dziesięciu milionów Arabów i Berberów ze wspólnotą francuską.

Liderzy OAS prezentowali wyraźnie filosemickie nastawienie. Zakładano, że francuskich Żydów można przeciągnąć na stronę OAS z powodu ich współczucia dla losu 300 tysięcy algierskich Żydów, którzy przez tutejszych muzułmanów opisywani byli jako chciwi lichwiarze. Jan Jakub Susini, który stał się głównym teoretykiem i propagandzistą OAS, zatrudnił nawet Żyda Andrzeja Saadę jako swego sekretarza.

Wiosną i wczesnym latem 1961 roku OAS zorganizowała się w podziemiu na terenie Algierii. Pułkownik Godard i porucznik Degueldre, który w lutym opuścił Legię dla OAS, stworzyli sprawne sekcje operacyjne i wywiadowcze w Algierze oraz Oranie. Również w miastach metropolitalnej Francji powołano komórki. W połowie lata OAS była gotowa do działania.

Komandosi Delta Degueldre’a uderzyli wpierw w policję de Gaulle’a. Inspektor Gavoury został zasztyletowany w swoim mieszkaniu w Algierze. Inspektor Goldenberg został zastrzelony, gdy jechał do domu tunelem Uniwersytetu Algierskiego. Wkrótce gaullistowskie działania wymierzone w OAS w Algierii stanęły w martwym punkcie.

Gdy komando Delta rozpoczęło ataki na politycznych przeciwników Algierii francuskiej, łagodniejsi członkowie wysokiego dowództwa OAS obrazili się. Reakcja prasy na śmierć Levy’ego zaalarmowała Salana, którego radowały oznaki lewicowego poparcia w jego walce z de Gaulle’em. Salan jednak nawet nie chciał ryzykować próbą ataku na samego de Gaulle’a. Gdy grupa prawicowych wolnych strzelców, niepowiązanych z OAS, o włos chybiła, strzelając do prezydenta we wrześniu, Salan prędko zapewnił prasę, że jego ludzie nie odegrali żadnej roli w tej operacji.

Podczas gdy liberalni przywódcy OAS próbowali uspokoić „opinię publiczną” we Francji, to poplecznicy de Gaulle’a przygotowywali nową, morderczą broń przeciw Organizacji. Barbouzes („brodaci” albo też „zjawy”), jak ich nazywano, byli zorganizowani pod egidą Gaullistowskiego Ruchu Współpracy1, którego oficjalnym celem było promowanie przyjaźni europejsko-muzułmańskiej. Rekrutowali się w dużej mierze ze Służby Akcji Cywilnej2 – prywatnej armii zbirów, których fanatyczne oddanie de Gaulle’owi było użyteczne przy zastraszaniu wrogów politycznych. Wspomogła ich pewna liczba zawodowych zabójców, głównie Arabów i Wietnamczyków, ludzkich szumowin z byłych kolonii francuskich, okraszona pospolitymi przestępcami z marsylskiego nabrzeża. Tylko nieliczni z nich nie mieli dotąd do czynienia z torturami i morderstwami.

Zabójcy nie mieli umocowania w prawie, nie byli też ograniczeni prawem. Rząd zaprzeczał w ogóle ich istnieniu. Ślubowali lojalność tylko de Gaulle’owi, a ich misją było zniszczenie OAS.

Gdy wieści o istnieniu i celu barbouzes wyciekły w połowie listopada, krótko przed ich przybyciem do Algieru, Degueldre zadziałał szybko i zdecydowanie. Gdy barbouzes przechodzili przez odprawę celną na podmiejskim lotnisku Maison Blanche, sfotografowano ich ukrytymi aparatami, a urzędnicy sympatyzujący z OAS zapisali nazwiska z ich paszportów. W najbliższych godzinach na ścianach i płotach w całym Algierze pojawiły się plakaty ze zdjęciami barbouzes i personaliami przez nich stosowanymi oraz mrożącym krew w żyłach podpisem „Barbouzes – poszukiwani żywi lub martwi”.

Z początku Delta i barbouzes krążyli wokół siebie ostrożnie, wypatrując dobrego momentu do uderzenia. Szybko jednak barbouzes spostrzegli, że są de facto otoczeni w swoich kwaterach (dwóch algierskich willach) – raczej w roli zwierzyny niż łowczych. 11 grudnia drużyna Delta zaczaiła się na dwóch przywódców barbouzes – Lucjana Bitterlina i Jakuba Goulaya – przed ich willą, po czym ostrzelała ich samochód z pistoletów maszynowych. Cudem tylko Goulay został ranny.

Wieczorem 31 grudnia barbouzes w willi Bitterlina zdecydowali się zmniejszyć ochronę w czasie wigilii Nowego Roku. Gdy świętowali, Degueldre i jego ludzie, uzbrojeni w karabiny maszynowe i prowizoryczne bazooki, zajęli pozycje na sąsiednich dachach. Chybiony atak kilku pierwszych rakiet sprawił, że imprezujący barbouzes szybko sięgnęli po broń. Nim jednak zdołali odpowiedzieć na atak, w dom uderzyła rakieta. Trafiła w skrytkę, w której barbouzes przechowywali granaty ręczne, te zaś rozprysły się w mnóstwo śmiercionośnych odłamków. Równocześnie strzelcy Degueldre’a wzięli obrońców w morderczy ogień krzyżowy. Delta rozpłynęli się w mroku, pozostawiając dwudziestu barbouzes martwych lub rannych.

Gdy wśród barbouzes zwiększyły się straty, ich niechęć do OAS eksplodowała obłędną orgią morderstw i tortur. Jako że ich wysiłki mające na celu wyeliminowanie dowództwa OAS spełzły na niczym, wyładowywali swoją furię na przypadkowych pieds noirs, którzy wpadli im w ręce – niezależnie od tego, czy byli oni członkami OAS, czy nie.

29 stycznia barbouzes porwali Alexandra Tislenkoffa, syna carskiego oficera, który służył w OAS jako radiotechnik. Tislenkoff został zabrany do szopy za drugim domem barbouzes (tym, który się ostał) na wzgórzach wokół Algieru. Tam był torturowany przez dwóch Wietnamczyków i Tunezyjczyka.

Męka, jakiej poddano Tislenkoffa, została przerwana, ponieważ do willi przywieziono wielką skrzynię, którą dostarczono z Paryża. Oprawcy Tislenkoffa pospieszyli pomóc w jej odbiorze. Skrzynia zawierała wielką prasę drukarską, której spodziewano się przysłania. Za jej pomocą barbouzes mieli przygotować setki tysięcy plakatów i ulotek anty-OASowskich a promuzułmańskich.

Barbouzes zgromadzili się dookoła, chętni do przebadania nowej maszyny. Gdy arabski barbouze otworzył łomem skrzynkę, uruchomił zapalnik 60-funtowego ładunku plastiku, który Delta zamontowali, gdy skrzynia leżała w algierskich dokach.

Dom został całkowicie zdemolowany w wyniku eksplozji. Barbouzes stojący w pobliżu maszyny zostali dosłownie rozerwani na strzępy. Pozostali zostali zgnieceni na miazgę przez tony gruzu. W sumie niemal 40 doborowych katów de Gaulle’a zostało wyeliminowanych w jednym, silnym uderzeniu, a wśród nich szef barbouzes Mariusz Lobianco, fanatyczny lewicowiec, który służył w komunistycznej Brygadzie Międzynarodowej w czasie wojny w Hiszpanii.

Tislenkoff i inny uwięziony pied noir zbiegli po wybuchu, ale Jakub Gosselin, francuski Algierczyk nie powiązany z OAS, zmarł w piwnicy domu, gdzie trzymano go jako jeńca.

Pozostali barbouzes przegrupowali się, aby stawić ostatni opór w Hotelu Rajah w śródmieściu Algieru. Niedługo potem komandosi Delta przybyli do ich nowej siedziby.

19 lutego dwa wojskowe pojazdy półgąsienicowe zatrzymały się przed Hotelem Rajah. Barbouzes niczego się nie spodziewali, dopóki komandosi Delta, którzy kierowali wojskowymi pojazdami, nie skierowali miażdżącego ostrzału na fasadę Rajah. Słabsi pod względem siły ognia, ci barbouzes, którzy mieli taką możliwość, uratowali się, uciekając tylnymi drzwiami i przez okna.

Wśród tych barbouzes, którzy uciekli, był ciężko ranny Wietnamczyk. Jego towarzysze zabrali go do szpitala Maillot, niedaleko silnie pro-OASowskiej dzielnicy Bab el Oued. Następnego dnia wrócili po niego.

Gdy odjeżdżali z terenu szpitala swoim peugeotem, napastnicy z Delty otworzyli ogień. Samochód wypadł z jezdni, kierowca stracił nad nim panowanie, opony pękły i pojazd wjechał wprost w mur. Zbiornik z paliwem zapalił się i wybuchł. Gdy gaullistowscy zabójcy przerażeni drapali w drzwi, Delta okrążyli pojazd i ostrzelali pechowych okupantów z broni maszynowej. Wkrótce było po wszystkim. Kiedy płomienie buchnęły z płonącego peugeota, ciekawscy pieds noir z Bab el Oued zgromadzili się dokoła. Nie przejawiali żadnej sympatii dla gwałtownie zwęglonych barbouzes.

Po incydencie w Hotelu Rajah barbouzes zostali zniszczeni jako skuteczna siła w Algierii, ale mimo błyskotliwych sukcesów Degueldre’a sytuacja OAS zaczęła się pogarszać. De Gaulle i ci, którzy za nim stali, wciąż trzymali niemal wszystkie karty, a teraz knuli nowe i brutalne działania.

Pierwszym krokiem de Gaulle’a, 7 marca, było rozpoczęcie negocjacji z FLN. Chociaż FLN od dawna stracił na znaczeniu militarnym w Algierii, to jednak francuska prasa kontrolowana przez obcych sławiła krok de Gaulle’a jako mistrzowskie posunięcie, uprzedzając o 11 lat niemal identyczną reakcję prasy amerykańskiej na zawarty przez Nixona i Kissingera „honorowy pokój” w Wietnamie. W większości apatyczni i skupieni na sobie biali z Francji metropolitalnej byli pewni, że kłopotliwe wydarzenia w Algierii szybko się skończą i nie będą ich dłużej niepokoić. Większość Francuzów zaaprobowała plan de Gaulle’a: oddanie Algierii za darmo.

Propagandyści OAS jednak w dalszym ciągu apelowali do poczucia przyzwoitości ludzi, którzy w istocie byli zaprzysięgłymi wrogami białej Algierii. Salan, na przykład, zdawał się być całkowicie zaskoczony, gdy pirackie stacje radiowe OAS, sugerujące, że siły de Gaulle’a to nowe SS i Gestapo, nie natrafiły na przyjaźnie nastawione żydowskie uszy. Analogicznie, gdy Jerzy Bidault zorganizował pro-OASowską Narodową Radę Oporu, wzorowaną na Resistance, którym dowodził w czasie wojny, nie znalazł żadnego wsparcia.

Gdy de Gaulle był już pewien bierności francuskiej opinii publicznej, zajął się ofensywą przeciw OAS. Ponieważ postępy jego sił bezpieczeństwa w niszczeniu infrastruktury OAS były niewielkie, stratedzy de Gaulle’a opracowali plan zwrócenia się przeciw oddolnej, cywilnej bazie organizacji.

Z początku trudno było znaleźć oficerów i żołnierzy chętnych do walki z OAS, pomijając już cywili z francuskiej Algierii, ale gdy stało się jasne, że szala zwycięstwa prawdopodobnie przechyli się na stronę de Gaulle’a, znalazł on oddanych wspólników wśród co bardziej cynicznych wojskowych karierowiczów.

Gaullistowski dowódca w Oranie, generał Józef Katz, wykazał się szczególną bezwzględnością w walce z OAS. To Katz obiecał jeden dzień urlopu dla każdego żołnierza, który wyeliminuje terrorystę. Katz rozwinął szczególnie brutalne i skuteczne metody walki z OAS. To jego sposoby stosowano przeciw cywilom w Algierze.

23 marca francuskie czołgi i samochody pancerne zadudniły na ulicach Bab el Oued. Przeszukiwano dom po domu z zupełnym lekceważeniem praw pieds noirs jako obywateli francuskich. Dziewczęta i kobiety były rozbierane do naga przez chciwie wpatrujących się rekrutów. Europejscy mężczyźni, którzy budzili podejrzenia, byli wiązani, bici i zabierani celem dalszych przesłuchań. Wielu algierskich Francuzów, w tym kobiety i dzieci, zostało zastrzelonych przez nazbyt chętnie sięgających po broń żołnierzy.

Kilka dni później tysiące algierskich Francuzów zebrało się na Rue d’Isly w śródmieściu Algieru, by protestować przeciwko brutalności armii. Stanęli naprzeciw oddziałów arabskich żołnierzy armii francuskiej. Gdy pokojowi demonstranci odmówili rozejścia się, Arabowie we francuskich mundurach otworzyli ogień. Strzelanina trwała niemal osiem minut. Gdy się zakończyła, 50 mężczyzn, kobiet i dzieci leżało martwych na ulicy, setki było rannych.

Gdy de Gaulle przysyłał coraz więcej policjantów i żołnierzy do Algierii, a wsparcie mediów i obojętność ludu dały mu wolną rękę, OAS zaczęła pękać pod naciskiem. Niżsi szczeblem działacze okazywali się coraz bardziej podatni na policyjne łapówki. Jeden po drugim przywódcy OAS byli aresztowani.

Degueldre został zatrzymany 7 kwietnia. Został zdradzony przez Franciszka Lecca, podobnie jak Degueldre byłego legionistę. Salan został schwytany 20 kwietnia.

Gdy OAS upadła, jej mniej honorowi członkowie zaczęli uciekać. Andrzej Saada, Żyd, który był sekretarzem Susiniego, próbował zbiec wraz z zawartością skarbca OAS. Nie dotarł dalej niż do stacji kolejowej w Algierze, gdzie następnego dnia znaleziono jego ciało podziurawione kulami.

Wraz ze zgonem OAS, armia francuska, dostosowując się do rozkazów de Gaulle’a, odmówiła przejęcia roli OAS w ochronie Francuzów algierskich. Terroryści z FLN, ośmieleni uznaniem, z jakim traktował ich francuski rząd, rozpoczęli krwawą kampanię terroru przeciw uciekającym Europejczykom. Podczas ostatnich tygodni pobytu Europejczyków w Algierii ponad 3 tysiące białych zaginęło – tę stratę można porównać z porwaniem 0,75 miliona Amerykanów w ciągu miesiąca. Niewielu z nich potem znaleziono, a byli to np. wielokrotnie zgwałcona i potem ukamienowana w lesie pod Algierem uczennica, potwornie torturowany i okaleczony sklepikarz. Daje to dobre pojęcie o naturze ludzi, którym de Gaulle poddawał Algierię.

Algierska tragedia zbliżała się do końca wraz z exodusem prawie miliona Europejczyków. Pozostała jedynie ostateczna czystka.

Schwytanym przywódcom OAS wytoczono przed wojskowymi sądami we Francji procesy, w których groziła im kara śmierci. Generałowie i pułkownicy cieszyli się pewną sympatią we francuskich kręgach wojskowych i elitach społecznych. Zapewniono im najlepszą z możliwych pomoc prawną. Niektórych, tak jak Salana, wprost uniewinniono3, podczas gdy wyroki innych wysokich oficerów de Gaulle zmienił na dożywocie. Niemal wszyscy pozostali więźniowie z OAS zostali ułaskawieni w czasie lewicowych zamieszek studenckich w Paryżu w 1968 roku, kiedy to – w oczach wielu wcześniejszych zwolenników OAS – de Gaulle po raz kolejny ocalił Francję.

Roger Degueldre nie cieszył się jednak dużym poparciem wśród modnych Paryżan. Ci zwolennicy OAS, którzy postrzegali siebie jako „odpowiedzialnych”, trzymali się z dala od przywódcy budzących grozę komandosów Delta. Adwokat Degueldre’a Jan Ludwik Tixier-Vignancour, który wykazał się błyskotliwością, osiągając uniewinnienie Salana4, beznadziejnie sfuszerował obronę Degueldre’a. 28 czerwca Degueldre został uznany za winnego dziesięciu morderstw.

O świcie 6 czerwca 1962 roku Degueldre został przyprowadzony na plac egzekucji w Fort d’Ivray pod Paryżem. Powiedział swoim katom: Chcę powiedzieć wszystkim moim towarzyszom oficerom, że jestem dumny, iż docieram do końca i umieram za to, że trzymałem się przysięgi, którą złożyłem, [a] którą każdy walczący oficer składał przynajmniej raz – nie oddać Algierii FLN. Odmówił założenia opaski. Gdy sześć karabinów szczęknęło, Degueldre zaczął śpiewać Marsyliankę.

tłumaczenie: Adam Tomasz Witczak

Za: Roger Degueldre & the OAS z 6 lipca 2011 roku. Pierwodruk: publikacja anonimowa w piśmie „Attack!”, nr 57 z 1977 r.


1 Mouvement Pour La Cooperation – przypis tłumacza.

2 Service d’Action Civique – przypis tłumacza.

3 To nieścisłość. W istocie Salan również został skazany – mianowicie (w 1962) na dożywocie. Opuścił więzienie w roku 1968, w wyniku amnestii – podobnie jak większość innych uwięzionych członków OAS — przypis tłumacza.

4 Jw.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.