Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Rozważania o przemocy politycznej

Rozważania o przemocy politycznej

Adam Danek

W okresie poprzedzającym ostatnie wybory parlamentarne ogromną popularność zyskało enigmatyczne słowo „brutalizacja”. Popularne tytuły prasowe i stacje telewizyjne ze zgrozą informowały o narastającej z dnia na dzień „brutalizacji życia politycznego” lub „brutalizacji języka polityki”. Na czym polegał ów złowieszczy proces, który wywoływał trwogę wszystkich dyżurnych komentatorów polskich przepychanek politycznych ? Zgodnie z logiką demokratycznego (nie)porządku członkowie klasy politycznej w okresie przedwyborczym pod przymusem porzucają zwykłe nieróbstwo i pozorują aktywność, starając się w ten sposób przekonać rządzonych, aby pozwolili im pozostać u żłobu na kolejną kadencję. Dlatego też parlamentarne pyskówki nabrały intensywności. Niemal codziennie któryś z protagonistów sceny politycznej rzucał obelgę, przytyk czy oskarżenie pod adresem jednego z konkurentów. Jego adwersarz zwoływał następnie konferencję medialną, podczas której żalił się do kamer i mikrofonów: „To był brutalny atak na moją osobę.”, po czym incydent nie schodził z pierwszych stron gazet przez dobrych kilka dni.

Ta domniemana „brutalizacja języka polityki” (w istocie będąca logiczną konsekwencją demokratycznych procedur) wypada nader mizernie w porównaniu ze słynnymi sejmowymi bon motami epoki Drugiej Rzeczypospolitej. Celował w nich zwłaszcza Marszałek Józef Piłsudski, który w swych wypowiedziach dla mediów radził „panom posłom kury szczać prowadzać” zamiast uprawiać politykę, panujący w kraju anty-porządek opisywał jako „pierdel, serdel i burdel”, zaś jego dokument fundacyjny nazywał „konstytutą-prostytutą” . (Z tego też powodu wszelkie co bardziej soczyste wypowiedzi zaczęto potocznie nazywać marszałkowskimi słówkami.). Kiedy w 1928 r. otwierał posiedzenie Sejmu nowej kadencji, komunistyczni posłowie, wrzeszcząc „Precz z faszystowskim rządem Piłsudskiego !”, usiłowali zablokować trybunę sejmową. Po kilku bezskutecznych ostrzeżeniach do Sali obrad wmaszerował oddział policji. „Chłopcy, ci sk…syny komuniści przeszkadzają mówić Komendantowi. Wyrzucić ich. Za mną !” – krzyknął idący na czele minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj-Składkowski1. Na jego rozkaz policjanci wynieśli czerwonych parlamentarzystów, co dało pretekst do oskarżenia rządu o złamanie immunitetu poselskiego. Na próżno – w momencie policyjnej interwencji wyniesieni nie byli jeszcze zaprzysiężeni na posłów, więc nie chronił ich immunitet.

No właśnie: II RP często służy za obiekt pozytywnych odniesień i porównań współczesnym politykom tak z lewa, jak i (samozwańczego) prawa, chociaż pod względem brutalności życia politycznego Republika Okrągłego Stołu nie dorasta jej do pięt. Ze względu na działalność radykalnych sił politycznych, zrodzonych w płomieniach I wojny światowej, tamte czasy znamionowała nie werbalna, lecz rzeczywista „brutalizacja polityki”. Jej obraz w polskiej literaturze nakreślił Juliusz Kaden-Bandrowski (1885-1944; zginął w powstaniu warszawskim). Utrwalone przezeń w utworach Generał Barcz czy Mateusz Bigda wewnątrz- oraz międzypartyjne rozgrywki przypominają bardziej porachunki gangów niż dominujący w dzisiejszym życiu publicznym melanż żałosnych intryg i cyrkowych błazeństw. Wówczas każda znacząca partia utrzymywała zbrojną organizację bojową, przeznaczoną do rażenia konkurentów i ochrony przed atakami z ich strony. Fizyczna przemoc (zwana akcją bezpośrednią dla odróżnienia od oficjalnych działań partyjnych) stanowiła codzienny element procesów politycznych. W publikacjach pisanych obecnie wedle wzorów narzuconych przez modnych, lewicowych intelektualistów przypisuje się stosowanie siły wyłącznie (luźno pojętej) prawicy, zniekształcając prawdę historyczną. Oto kilka przykładów. W 1937 r. Stronnictwo ludowe pod wodzą Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka zorganizowało antyrządowy strajk rolników polegający na odcięciu dostaw żywności do miast. Kontrolę nad strajkującymi wsiami przejęły partyjne milicje, które zajmowały się m.in. karaniem łamistrajków. Chłopów nieposłusznych polityce stronnictwa bito, niszczono ich zbiory i zasiewy oraz narzędzia i maszyny rolnicze, zabijano zwierzęta gospodarskie2. Z kolei Polska Partia Socjalistyczna dysponowała kilkoma bojówkami, choć oficjalnie wypierała się ich istnienia. Początkowo wykorzystywała do takich zadań Organizację Młodzieżową Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, później powołała do życia „Akcję Socjalistyczną” (utworzoną specjalnie do walki z Obozem Narodowo-Radykalnym, stąd jej formalna nazwa: Antyoenerowski Komitet Akcji Socjalistycznej) i „Czerwoną Strzałę”3. Młodzi socjaliści staczali na ulicach albo w budynkach uniwersyteckich czy lokalach partyjnych regularne bitwy z członkami innych partii. W 1930 r. w Częstochowie zamordowali trzy osoby w odwecie za zdemolowanie tamtejszego biura PPS przez bojówki obozu rządowego4. Innym razem ostrzelali z karabinu maszynowego manifestację komunistów na placu Grzybowskim w Warszawie. Komuniści nie zostawali w tyle: w 1938 r. krajem wstrząsnęło morderstwo ks. Stanisława Streicha, zastrzelonego na ambonie podczas Mszy św. w Luboniu k. Poznania przez wysłannika Komunistycznej Partii Polski5.

Rządzący państwem piłsudczycy naturalnie nie pozostawali dłużni opozycji, co ta odczuła na własnej skórze już w pierwszych miesiącach po zamachu majowym. Przeforsowanie wniosku o obcięcie funduszy Ministerstwa Spraw Wojskowych (zajmowanego wtedy przez samego Piłsudskiego) endek Jerzy Zdziechowski przypłacił ciężkim pobiciem przez grupę oficerów, którzy wtargnęli z zaskoczenia do jego mieszkania. Adolf Nowaczyński, znany z ostrego pióra publicysta obozu narodowego, został porwany z ulicy i wywieziony za miasto, gdzie wybito mu oko6. Piłsudczycy odpowiadają także za los gen. Włodzimierza Zagórskiego, jednego z dowódców wojsk rządowych podczas zamachu majowego, przez kilkanaście miesięcy więzionego bez wyroku ani nawet postawienia zarzutów. Generał twierdził, iż jego przeciwnicy „(…) do sądu nie dopuszczą, bo wyświetliłbym takie ich sprawy, że sąd wydałby wyrok potępienia nie na mnie, ale na nich, moich oskarżycieli.” W dniu zwolnienia z więzienia gen. Zagórskiego pod strażą przewieziono do Warszawy, gdzie po wyjściu z dworca zaginął bez wieści7. Głównym elementem kampanii wyborczej 1930 r. stały się napady sanacyjnych bojówek na lokale opozycyjnych partii oraz siedziby redakcji ich organów prasowych. Jak wiadomo, kampanię poprzedziło aresztowanie i uwięzienie w twierdzy w twierdzy w Brześciu Litewskim wybranych polityków opozycji, którzy byli tam na różne sposoby maltretowani (m.in. bici pasami lub metalowymi prętami przez mokre prześcieradło)8. Po śmierci Marszałka i wywołanym przez nią rozpadzie obozu rządowego piłsudczycy nie wahali się stosować tego rodzaju metod wobec siebie nawzajem, o czym przekonał się płk Walery Sławek, kiedy postanowił konkurować o władzę z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Edwardem Śmigłym-Rydzem. Stracił kolejno wszystkie stanowiska polityczne, a w 1939 r. rzekomo popełnił samobójstwo. Na rewolwerze, z którego miał się zastrzelić, nie znaleziono jednak odcisków palców9.

Jak widać, scena polityczna II RP stanowiła arenę walki bynajmniej nie w przenośni. Partie urządzały między sobą strzelaniny, po bruku toczyły się bomby i granaty z gazem. Życie polityczne uległo militaryzacji; na ulice wyszły umundurowane paramilitarne organizacje bojowe: sanacyjny Legion Młodych, socjalistyczne TUR, chłopski „Siew”, syjonistyczny Bethar etc.10 Największy spośród nich rozgłos zyskali pałkarze z Obozu Narodowo-Radykalnego, jedynej organizacji, jaka otwarcie proklamowała wykorzystanie przemocy do celów politycznych: „Siłą jedynie utorujemy sobie drogę do zwycięstwa. Słowa i drukowane hasła przekonają, że mamy rację, ale i przelana krew przekona także, że mamy siłę realizacji haseł i siłę do zwycięstwa, a źródłem tej siły jest głęboka wiara w wielkość narodu”11. Funkcję zbrojnego ramienia ONR, a następnie tzw. ONR-Falangi pełniła zakonspirowana Narodowa Organizacja Bojowa „Życie i Śmierć dla Narodu”, stworzona przez Andrzeja Kułakowskiego, dowodzona następnie przez osławionego Zygmunta Przetakiewicza (1917-2005). Wspierał ją szereg nieregularnych Drużyn Towarzyskich – „grup ulicznych typu gangowego”12. Za atrybut narodowych radykałów uchodziła pałka lub laska z zatkniętą na końcu żyletką. Pałkarze (zwani też, od beżowych mundurów, jasnymi koszulami lub, od znaku organizacji, mieczykami) operowali półjawnie; wypadali na ulicę, uderzali, poczym znów schodzili do podziemia. Na ich celowniku znajdowała się przede wszystkim lewica wszelkich odcieni, od PPS, przez komunizujący (oficjalnie — sanacyjny) Legion Młodych po komunistów, m.in. rokrocznie rozbijali pierwszomajowe pochody i wiece. Najgłośniejszy z tych ataków nastąpił 1 maja 1937 r., kiedy maszerującą ulicami Warszawy kolumnę żydowskich socjalistów z Bundu i komunistów (ochranianą zresztą przez własne milicje) ostrzelał oraz obrzucił petardami i świecami dymnymi oddział bojowców Falangi pod osobistym dowództwem Przetakiewicza; ich kule raniły wielu uczestników pochodu i zabiły znajdujące się wśród nich kilkuletnie dziecko13. Narodowi radykałowie postępowali tak wobec wszystkich przeciwników politycznych, zaś kiedy w ONR nastąpił rozłam, oba jego odłamy – Falanga i ABC – zaczęły się zwalczać równie bezwzględnymi środkami. Czołowy publicysta Falangi Wojciech Wasiutyński (1910-1994) otarł się o śmierć, gdyż niedawni koledzy z ONR-ABC zmiażdżyli mu czaszkę, bijąc go po głowie łomami. W odwecie egzekutorzy Falangi postrzelili członka ABC, który zorganizował napad. Ponadto gdy Wasiutyński walczył w szpitalu o życie, przywódca Falangi Bolesław Piasecki (1915-1979) rozkazał śledzić dziesięciu najważniejszych działaczy ABC: w razie, gdyby Wasiutyński zmarł, mieli oni zostać wymordowani14. Naturalnie, jasne koszule wywoływały też regularnie ekscesy antyrządowe; spośród nich do historii przeszła zwłaszcza trzydniowa okupacja Uniwersytetu Warszawskiego w 1936 r. przez ONR-Falangę pod wodzą Przeatakiewicza, zakończona policyjną pacyfikacją (funkcjonariusze policji wybili okna za pomocą armatek wodnych, wstrzelili przez nie pociski z gazem łzawiącym, a na końcu specjalny oddział policjantów w pancerzach ochronnych wziął budynek szturmem)15. Z drugiej strony, po zawarciu tzw. układu Piasecki-Koc (bardzo krótkotrwałego zresztą) w 1937 r. niektórzy przywódcy sanacji rzekomo rozważali możliwość użycia pałkarzy do celów bojowo-politycznych. Mówiono wtedy, że marszałek Śmigły-Rydz ze swym najbliższym współpracownikiem pułkownikiem Adamem Kocem w tajemnicy przygotowuje nowy zamach stanu zwrócony przeciw lewicy (także sanacyjnej), w którym bojówki Falangi miałyby odegrać rolę szwadronów śmierci przeznaczonych do jej eksterminacji – czemu jednak domniemani zamachowcy kategorycznie zaprzeczali16. Także w 1937 r. z Piaseckim skontaktowali się podobno funkcjonariusze II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego (kontrwywiadu), prosząc o zorganizowanie napadu na warszawską siedzibę pewnego biura turystycznego, mieszczącego w rzeczywistości rezydenturę sowieckiego wywiadu; obiecali ze swej strony zablokować ewentualną interwencję policji i zapewnić brak konsekwencji karnych. Istotnie, narodowi radykałowie wrzucili do biura bombę oszałamiającą i splądrowali wnętrze, a wszystkie znalezione dokumenty przekazali „dwójce”17.

* * *

Gotowe na wszystko partie, przy pomocy prywatnych armii prowadzące prywatne wojny na śmierć i życie, od których trzeszczy i chwieje się nawa państwa – ta wizja budzi grozę, nieprawdaż ? Oto jaki obraz miał przed oczami czołowy myśliciel niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej prof. Carl Schmitt (1888-1985), gdy pisał swe nowatorskie traktaty polityczne. Jego ojczyznę również rozsadzały międzypartyjne konflikty zbrojne; również w jego kraju partie – takie jak komuniści czy NSDAP – formowały organizacje bojowe, oddziały szturmowe, milicje, sztafety ochrony i straże, zmilitaryzowane młodzieżówki i organizacje kobiece, konspiracyjne komórki i struktury, własne szkoły wraz z aparatem indoktrynacji i propagandy – a bezbronne państwo, którego ręce krępowały procedury liberalnej demokracji, zostało zdegradowane do roli pola walki i łupu18. Patrząc, jak rozwija się sprężyna przemocy politycznej, napędzana obłąkanymi ideologiami oraz ambicjami partyjnych bonzów, Schmitt próbował dociec, czy bezpośrednia przemoc stanowi normalną składową życia politycznego, czy jego element patologiczny.

Według Schmitta polityczne jest wszystko to, co wywołuje podział ludzi na przyjaciół i wrogów. „Wróg to walcząca lub co najmniej gotowa do walki,  zorganizowana grupa ludzi, która stoi na drodze innej, podobnie zorganizowanej grupy”19. Terminy wróg i walka mają tu znaczenie dosłowne – wiążą się z zastosowaniem wobec przeciwnika fizycznej przemocy, łącznie z zabijaniem: „W rzeczywistości takie pojęcia jak przyjaciel, wróg czy walka mają realne znaczenie właśnie dlatego, że związane są z faktyczną możliwością fizycznego unicestwienia.” Polityczność zawsze występuje więc w sytuacji konfliktowej, lecz nie jest przypisana do żadnej konkretnej sfery życia wspólnoty; może wystąpić w każdej sferze – każda sprawa i każdy konflikt czy różnica między ludźmi, które sprawiają, że są oni gotowi zwalczać się siłą automatycznie stają się polityczne: „Każde przeciwieństwo religijne, moralne, ekonomiczne, etniczne lub jakiekolwiek inne przekształca się ostatecznie w przeciwieństwo polityczne, o ile jest dostatecznie silne, by faktycznie podzielić ludzi na przyjaciół i wrogów”20. (Schmitt mawiał też, że każda sprawa posiada potencjalnie wagę polityczną)21. Ale polityczność nie zawsze oznacza bezpośrednią przemoc: „Polityczność nie polega na samej walce. (…). Istota polityczności tkwi w działaniach wynikających z realnej możliwości walki. Polityczność to wyraźne rozpoznanie własnej sytuacji wobec możliwości konfliktu; trafne odróżnienie przyjaciela od wroga”22. Ludzie działają politycznie, gdy w swych działaniach biorą pod uwagę możliwość bezpośredniej walki z wrogiem – nawet jeżeli jeszcze z nim nie walczą.

W państwie z zasady nie występują podziały polityczne, ponieważ państwo to właśnie „całkowita jedność polityczna narodu”. Schmitt definiuje też państwo jako „polityczny status narodu, zorganizowanego na określonym, zamkniętym terytorium” 23 i dodaje „(…) że narody jednoczą się wokół przeciwstawnych pojęć przyjaciela i wroga i że również dzisiaj to przeciwieństwo zachowuje znaczenie dla każdego narodu jako politycznego bytu”24. Wewnątrz państwa nie ma miejsca na różnice polityczne: stojący na jego czele suweren ma monopol na decydowanie, kto jest przyjacielem, a kto (wewnętrznym lub zewnętrznym) wrogiem – monopol na decyzje polityczne. Nie są więc konfliktami politycznymi partyjne przepychanki, które Schmitt określa pogardliwie jako „(…) jakiś cień antagonizmu, wyrażający się w taktycznych rozgrywkach, intrygach, konkurencji i wszelkiego rodzaju podobnych praktykach. Najdziwniejsze układy i manipulacje traktuje się jako ‘politykę’”25. Jednak podziały polityczne mogą pojawić się wewnątrz państwa: „Utożsamienie polityczności z partyjną polityką jest możliwe dopiero wtedy, kiedy państwo traci znaczenie jako jedność polityczna, obejmująca wszystkie wewnętrzne polityczne stronnictwa i łagodząca ich przeciwieństwa. Wówczas różnice wewnątrz państwa zyskują na intensywności i zaczynają dominować nad przeciwieństwami w polityce zagranicznej, a więc w relacjach z innymi państwami. Jeśli sprzeczności o charakterze partyjno-politycznym stają się w państwie stricte polityczne, wówczas osiągnięty zostaje najwyższy stopień napięć ‘wewnątrzpolitycznych’ i wewnątrz państwa powstają ugrupowania, które formują się według kryterium przyjaciela i wroga. Takie wewnętrzne podziały mają kluczowe polityczne znaczenie ze względu na możliwość wybuchu zbrojnego konfliktu”26. Wystąpienie podziałów politycznych wewnątrz państwa grozi zatem jego rozpadem – wybuchem wojny domowej. Dotyczy to zwłaszcza państw demokratycznych, ponieważ brak w nich prawdziwego suwerena: organu (i zarazem osoby) zdolnego trafnie wskazywać wroga, to znaczy podejmować decyzje polityczne zgodne z dobrem państwa (nie własnym interesem, jak to czynią partie) i skutecznie je egzekwować27. Dlatego też liberalno-demokratyczne pomysły ustrojowe uważał Schmitt za śmiertelnie niebezpieczne dla wspólnoty państwowej28.

Przechodząc do wniosków, państwo potrzebuje skutecznych środków obrony przed partiami lub innymi, podobnymi organizacjami, które swymi ekscesami demolują je od środka, stwarzając niebezpieczeństwo jego rozbicia. Rzecz jasna, w dzisiejszych czasach partie niezmiernie rzadko uciekają się do przemocy fizycznej. Nadal jednak kierują się swym egoistycznie pojmowanym interesem: dążą do zapewnienia sobie przywilejów prawnych (co znalazło wyraz w konstytucji 1997 r. i wielu ustawach), do przejęcia z budżetu możliwie największej ilości pieniędzy podatników, wreszcie do opanowania państwowych służb i struktur, którymi mogłyby się posłużyć do prywatnych celów. Nie ulega wątpliwości, że każde państwo musi posiadać sprawną, zdyscyplinowaną policję polityczną (w II RP rolę tę z dużym powodzeniem spełniał II Oddział). W normalnych warunkach jej zadania ograniczają się do biernej kontroli życia politycznego, lecz gdy zachodzi konieczność zdyscyplinowania partii lub innych organizacji podejmujących groźne dla państwa działania, dokonuje ona sankcjonowanych przez państwo aktów przemocy politycznej. Nie stanowią one przestępstwa, lecz właśnie realizację naturalnego władztwa państwa, podobnie jak represje stosowane w prawie kryminalnym czy akty przemocy wykonywane przez inny organ państwa – siły zbrojne. Oczywiście policja taka nie może być dowodzona przez ciała wyłaniane w powszechnych wyborach, ponieważ każdorazowy zwycięzca wyborów używałby jej do zwalczania konkurencyjnych partii, czego namiastkę oglądaliśmy w Polsce w postaci tzw. inwigilacji prawicy. Tego rodzaju służba powinna podlegać bezpośrednio ponadpartyjnej, niewybieralnej Głowie Państwa – i nikomu innemu.

Lekceważenie znaczenia policji politycznej źle się dla państwa kończy. Po obaleniu prawowitego monarchy podczas tzw. rewolucji lutowej 1917 r. jedną z pierwszych decyzji nowego, republikańskiego rządu Rosji było rozwiązanie carskiej Ochrany, co zaowocowało komunistycznym spiskiem, przewrotem (rewolucją październikową) i zagarnięciem władzy przez Lenina. Bolszewicy mieli więcej pomyślunku od miękkich, niezdecydowanych republikanów: natychmiast przystąpili do budowy nowego aparatu policji politycznej, bez którego ich krwawe, zbrodnicze rządy nie mogłyby się utrzymać, ani tym bardziej utrwalić na kilka dekad.


1 Andrzej Ajnenkiel Polska po zamachu majowym. Zarys dziejów politycznych Polski 1926-1939 Warszawa 1980, s.100

2 Czesław Brzoza Polska w czasach niepodległości i II wojny światowej Kraków 2003, s.234-235

3 Miłosz Sosnowski Krew i Honor. Działalność bojówkarska ONR w Warszawie w latach 1934-1939 Biała Podlaska b.d.w. [2005 ? – A.D.], passim.

4 Cz. Brzoza Polska w czasach niepodległości…, s.180

5 Marian Zdziechowski Widmo przyszłości Warszawa 1999, s.219-226

6 Cz. Brzoza Polska w czasach niepodległości…, s.153

7 Tamże; Marian Zdziechowski Ze wspomnień o Piłsudskim i jego epoce, [w:] tenże Widmo przyszłości, s.140-141

8 Cz. Brzoza Polska w czasach niepodległości…, s.178-180, 187

9 Sławka, jeszcze żywego, znalazła z kulą w głowie służąca, która natychmiast powiadomiła jego przyjaciela, sędziego Bohdana Podoskiego. Kiedy Podoski zjawił się w mieszkaniu Sławka, funkcjonariusze policji i prokuratury zażądali, by je niezwłocznie opuścił, lecz sędzia nie dał się wyprosić. Mimo przewiezienia do szpitala, konającego Sławka nie dało się już uratować. (Stanisław Cat-Mackiewicz Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r. Londyn b.d.w., s.320)

10 Wojciech Wasiutyński Prawą stroną labiryntu. Fragmenty wspomnień Gdańsk 1996, s.145

11 M. Sosnowski Krew i Honor, s.13

12 W. Wasiutyński Prawą stroną labiryntu, s.93-94, 102,108

13 M. Sosnowski Krew i Honor, s.29-32

14 Tamże, s.94-97; W. Wasiutyński Prawą stroną labiryntu, s.106

15 M. Sosnowski Krew i Honor, s.77-80

16 Andrzej Jaszczuk Ewolucja ideowa Bolesława Piaseckiego 1932-1956 Warszawa 2005, s.26

17 M. Sosnowski Krew i Honor, s.60-61

18 Adam Wielomski Aksjologiczne fundamenty dyktatury u Carla Schmitta, [w:] „Pro Fide, Rege et Lege” nr 2-3(52)/2005, s.10

19 Carl Schmitt Pojęcie polityczności, [w:] tenże Teologia polityczna i inne pisma Kraków 2000, s.200

20 Tamże, s.208

21 Bogdan Szlachta Konserwatyzm. Z dziejów tradycji myślenia o polityce Kraków-Warszawa 1998, s.132

22 C. Schmitt Pojęcie polityczności, s.208

23 Tamże, s.191

24 Tamże, s.200

25 Tamże, s.202

26 Tamże, s.203-204

27 B. Szlachta Konserwatyzm, s.131

28 Kurt Lenk Carl Schmitt jako protagonista „rewolucji konserwatywnej”, [w:] Barbara Markiewicz (red.) Konserwatyzm. Projekt teoretyczny Warszawa 1995, s.57

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.