Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Saluto romano

Saluto romano

Adam Danek

Pewien gest wywołuje burzę w mediach, ilekroć się gdzieś pojawi. Jego demonstrowanie podlega penalizacji, a w publicystyce roi się od głosów albo z tego zadowolonych, albo narzekających, że podlega za słabej penalizacji. Chodzi oczywiście o rzymskie pozdrowienie, uznawane przez autorów medialnych komunikatów – a więc zapewne i przez wszystkich nieszczęsnych ludzi, którzy swą wiedzę o świecie czerpią głównie z telewizora i/lub gazet – za symbol nazistowski. Reporterzy TVN zwykli je nawet nazywać robieniem ‘hajhitla’. Cóż, jeśli ktoś ma pracowników p. Waltera (oraz innych prasowych i telewizyjnych bonzów) za autorytety w dziedzinie historii czy nauk politycznych, pozwolę sobie już na wstępie niniejszego tekstu wyzwać go od naiwniaków. Jeśli zaś któryś z czytelników tego artykułu uważa salut rzymski za propagowanie nazizmu, to po pierwsze też jest naiwniakiem, a po drugie niech nie traci czasu na dalszą lekturę, tylko natychmiast telefonuje na policję, pisze zawiadomienie do prokuratury i szuka sposobu na zaalarmowanie ABW. Oświadczam bowiem, iż będąc w pełni świadomym swego działania, wielokrotnie wykonywałem saluto romano, także publicznie i w obecności mediów. I uczynię to jeszcze nieraz.

Za każdym razem, kiedy wybucha kolejna – pożal się, Boże – afera, bo w gazecie lub telewizyjnym serwisie zamieszczono zdjęcie, na którym nieznani nikomu młodzi ludzie (nierzadko w stanie dalekim od trzeźwości) wyciągają ręce w rzymskim pozdrowieniu, obok głosów niebotycznego oburzenia odzywają się i inne, tłumaczące incydent dogłębną ignorancją sprawców zamieszania w zakresie najnowszej historii. Mówią: to wygłup, wyrostki nie zdają sobie sprawy, z czym się wiąże taki gest i kto go używał, trzeba ich uświadomić. W większości przypadków niewątpliwie należy przyznać im rację, jednak ignorancję wypada wypomnieć również każdemu, komu rzymski salut kojarzy się wyłącznie z wyjątkowo antypatycznym krzykaczem o charakterystycznym, kwadratowym wąsiku, konwulsyjnie wymachującym prawym ramieniem w opasce ze swastyką. Ów nieciekawy typek nie wynalazł saluto romano i nie on uczynił go symbolem politycznym, skoro używali go już starożytni Rzymianie. Uzasadnianie tego pozdrowienia sympatię dla antycznego Rzymu – co czynią niektórzy „przyłapani” – ma jednak wydźwięk tragikomiczny, kiedy posługuje się nim Anglik, Hiszpan czy Polak. Tradycję polityczną, do której odwołuje się rzymski salut, znajdujemy nie w Antyku, lecz w dwudziestoleciu międzywojennym.

Za wypromowanie saluto romano odpowiada wybitny włoski poeta, dramaturg i powieściopisarz Gabriel D’Annunzio (1863-1938), podczas I wojny światowej wsławiony jako bohater walk na morzu, lądzie i w powietrzu. W 1919 r., w proteście przeciw nienależytemu wykorzystaniu przez Włochy ich drogo okupionego krwią udziału w wojnie („kalekie zwycięstwo”) oraz powojennemu upadkowi ducha wśród rodaków, D’Annunzio na czele awanturniczych oddziałów zwanych arditi („śmiałkowie”), złożonych z wojennych weteranów oraz politycznych radykałów różnej maści, opanował adriatycki port Fiume (ob. Rijeka), nad którym zwierzchnictwo włoski rząd daremnie usiłował uzyskać drogą dyplomatyczną. Zająwszy miasto, proklamował powstanie na jego terenie nowego państwa – Regencji Carnaro – stając na jego czele z tytułem Komendanta. Za hymn służyła żołnierzom D’Annunzia pieśń „Giovinezza” („Młodość”). Romantyczny poeta-wojak wprowadził w swym państewku bogaty ceremoniał, obejmujący m.in. salut dłonią trzymającą sztylet, bojowe okrzyki (np. „A noi!” – „Do nas!” – było zawołaniem eskadry lotniczej, w której walczył podczas wojny) oraz, oczywiście, rzymskie pozdrowienie. To ostatnie, znane Włochom ze starożytnych posągów cesarzy, budziło jednoznaczne sentymenty. Gest zdobywców – centurionów i prokonsulów – przypominał czyny z epok największej świetności Rzymu. Przywoływał mocarstwową, imperialną wizję państwa. Wyrażał chęć odrodzenia rzymskich cnót i ducha niepokonanych legionów… Rządy włoskiego warlorda w Fiume po niespełna półtora roku zlikwidowała interwencja wojsk regularnych, lecz całą stworzoną przezeń symbolikę zdążył przejąć ruch faszystowski, dynamicznie rozwijający się pod wodzą Benita Mussoliniego. Przywódca faszystów błyskawicznie odniósł oszałamiający sukces: nie kłaniając się masom wyborczym ani tzw. liczącym się partiom politycznym stanął na czele rządu, po czym skutecznie przywrócił porządek w państwie, które w okresie powojennym trzeszczało coraz głośniej w szwach pod ciśnieniem nadchodzącej rewolucji społecznej. Nowy premier Włoch zyskał za granicą ogromną popularność (hołdy składali mu m.in. Freud, Ghandi i Shaw, nie wspominając o Churchillu, który układał na jego cześć całe peany). Nic więc dziwnego, że wizualny styl jego ruchu ochoczo zapożyczały ugrupowania podobnego typu w innych państwach, łączące rewolucyjne i paramilitarne metody działania z nowym, antymaterialistycznym rodzajem nacjonalizmu. Tych zaś nie brakowało; I wojna światowa gwałtownie podniosła temperaturę życia politycznego w Europie.

Symbolikę z Włoch skopiowali między innymi naziści (np. tak zwana niemiecka wrona to podróbka rzymskiego orła legionowego) i tylko o nich się w tym kontekście pamięta. To rażąca deformacja historii, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż rzymskim pozdrowieniem posługiwały się liczne nurty narodowo-radykalne, odległe ideowo od nazistowskiej „rewolucji nihilizmu” – rumuński prawosławny Legion Michała Archanioła czy katolickie: polski RNR Falanga i belgijski Christus Rex. Salutu rzymskiego używano również w opartych na chrześcijańskim solidaryzmie, zachowawczych państwach autorytarnych: królestwie Węgier pod rządami regenta adm. Mikołaja Horthy’ego (1868-1959), Austria kanclerzy Engelberta Dollfussa (1892-1934) i Kurta von Schuschnigga (1897-1977), Portugalii Antoniego Salazara (1889-1970) oraz Hiszpanii gen. Franciszka Franco (1892-1975). Stanowił ona także organizacyjne pozdrowienie Frontu Odrodzenia Narodowego, utworzonego w 1938 r. przez rumuńskiego króla Karola II (1893-1953) jako ruch jedności narodu – przeciwwaga dla partii, anarchizujących życie polityczne swymi utarczkami; Front głosił ideę budowy silnego państwa i wzmocnienia autorytetu monarchy (na czele popieranego przezeń rządu stanął cerkiewny dostojnik, patriarcha Miron Cristea). Z mniej głośnych ugrupowań stosujących rzymski salut wymienić można łotewskich nacjonalistów znanych jako Perkonkrusts (Krzyże Błyskawicy). Założył je na początku lat trzydziestych Gustaw Celminš, weteran ochotniczej kompanii studenckiej z czasów wojny między narodami Europy Wschodniej a bolszewikami (1918-1920); jego członkowie, umundurowani w szare koszule, pozdrawiali się, wznosząc prawe ramię z okrzykiem „Cześć walce!”. W Polsce saluto romano przyjął też działający na Śląsku, chrześcijańsko-socjalistyczny Radykalny Ruch Uzdrowienia, w późnych latach trzydziestych współpracujący z sanacyjnym Ozonem.

Co ciekawe, rzymskie pozdrowienie obowiązywało również w żydowskim Związku Trumpeldora (Brith Trumpeldor, w skrócie Bejtar), założonym w 1923 r. przez Włodzimierza Żabotyńskiego. Bejtar działał w szeregu państw europejskich, propagując koncepcję uzyskania niepodległego państwa dla Żydów metodą walki zbrojnej. Jego działacze wykonywali salut rzymski z okrzykiem „Tej Haj” (była to nazwa kolonii w północnej Palestynie, gdzie w walce z Arabami poległ patron organizacji, były oficer rosyjskiej armii Józef Trumpeldor). Związek oficjalnie współpracował z włoskimi faszystami (np. organizował obozy szkoleniowe wspólnie z faszystowską młodzieżówką — Balillą), a jego umundurowanie obejmowało charakterystyczne, brunatne koszule (sic!). Spośród wszystkich narodowo-radykalnych ruchów międzywojnia to właśnie żydowski Bejtar jako jedyny był ideologicznie pokrewny nazistom. O ile bowiem nacjonalizm innych narodowych radykałów osadzony był wyraźnie w kontekście chrześcijańskim (co odróżniało go także od antychrześcijańskiego faszyzmu włoskiego), o tyle Bejtar – podobnie jak naziści – wyrastał ze światopoglądu ateistycznego i materialistycznego, który wiódł go do deifikacji własnego narodu (lider Bejtaru Żabotyński mawiał: „Jedynym bogiem jest Izrael”). Do obcych Związek nastawiony był szowinistycznie, co w latach czterdziestych znalazło wyraz w zbrodniach popełnianych przez jego bojówkę (Irgun Cwai Leumi, znaną bardziej po prostu jako Irgun) na każdym, kogo postrzegano jako przeszkodę na drodze do stworzenia państwa Izrael. (Zbrodnie te były tak okrutne, że działalność Irgunu potępiała nawet główna żydowska organizacja paramilitarna – Hagana.). Można by rzec: chichot historii…

Przytaczając powyższe fakty, zawsze słyszę tę samą, płaczliwą odpowiedź: „No dobrze, ale co z tego, skoro wszystkim ten gest kojarzy się jednoznacznie?”. Cóż, w takim razie kojarzy się błędnie i czas już najwyższy, by przestał się tak kojarzyć. Mnie rzymskie pozdrowienie kojarzy się bardzo pozytywnie: z integryzmem religijnym, bojowym antykomunizmem, porządkiem autorytarnym, sprzeciwem wobec partyjnictwa, silnym państwem etc. Na próby moralnego szantażu z Hitlerem w tle najlepszej odpowiedzi udzielił zaś prezes Organizacji Monarchistów Polskich p. Adrian Nikiel, kiedy – polemizując z pewnym „antyfaszystą” – napisał: „Jeżeli p. Lechicki tak obawia się określonych ruchów ręką, informuję, że np. Hitler podawał rękę na powitanie, a zatem Autor musi się tego wystrzegać, bo zostanie nazistą”.

Niniejszy artykuł stanowi reakcję na pocieszną w gruncie rzeczy próbę rozpętania afery przez innego „antyfaszystę” po tym, jak w moim rodzinnym Krakowie działacze Narodowego Odrodzenia Polski wykonali ponoć rzymski salut pod Krzyżem Katyńskim. Ów zatroskany społecznik złożył do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa, lecz sąd umorzył sprawę z uwagi na „niewykrycie sprawców”. Gdyby jednak tych tak zwanych „sprawców” (może od razu „zbrodniarzy”?!) znaleziono, czy powinni być ukarani? I za co? Za to, że „nawiązują do nazizmu” – co jest zwykłym łgarstwem (NOP nawiązuje do przedwojennego, patriotycznego ONR, nie antypolskiego totalitaryzmu zza zachodniej miedzy)! A dlaczego nie podlega penalizacji, dajmy na to, noszenie tzw. pacyfy, nawiązującej jednoznacznie do ruchów, które głosiły libertynizm, apologię „poszerzaczy świadomości” i sekt oraz postulaty antypaństwowe (wszędzie, gdzie działały), a w praktyce ciągnęły młodzież w bagno prostytucji, narkotyków lub pospolitych przestępstw? Tymczasem saluto romano odwołuje się do tradycji ideowej nieporównywalnie wspanialszej niż ten lewacki znaczek – do tradycji znaczonej nazwiskami takich mężów stanu jak Horthy, Dollfuss, Salazar czy Franco.

Pozdrawiam wszystkich czytelników. Na sposób rzymski.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.