Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Na ścieżkach antykomunizmu

Na ścieżkach antykomunizmu

Adam Danek

Do kryteriów prawicowości zalicza się zazwyczaj antykomunizm. Bywa on akcentowany słabiej lub mocniej (zarówno przez zwolenników, jak i przeciwników prawicy); niekiedy zauważalnie góruje nad wszystkimi pozostałymi komponentami, w skrajnych zaś przypadkach wypiera je i jest traktowany jako synonim prawicowości. Czujność powinien budzić zwłaszcza ten ostatni pogląd – niestety dość rozpowszechniony – ponieważ regularnie służy za pretekst do oskarżania prawicowców o ubóstwo intelektualne, a także przypisywania im wyłącznie negatywnego charakteru ich przekonań (czyli w lewicowej nowomowie – „nienawiści”).

Redukcja prawicowości do antykomunizmu ma szkodliwe skutki, niezależnie od tego, kto jej dokonuje. Przede wszystkim zamazuje ideową tożsamość prawicy, umożliwiając przy jej definiowaniu liczne nadużycia. Jędrzej Giertych w swych przedwojennych publikacjach kreślił wizję swoistego frontu kierunków politycznych walczących w całej Europie przeciw zniewieściałemu światu mieszczaństwa i demokracji. Zaliczył do niego: karlizm i Falangę w Hiszpanii, ruch Salazara w Portugalii, polski obóz narodowy, faszyzm we Włoszech oraz nazizm w Niemczech – których jedyne wspólne cechy to antyliberalizm i, zwłaszcza, antykomunizm. Osobiście byłbym skłonny wybaczyć Giertychowi – jednemu z najbardziej krzykliwych, a przy tym najpłytszych wśród naszych publicystów narodowych – postawienie w jednym szeregu z rycerstwem w czerwonych beretach ruchów, które ani nie były prawicą, ani nawet się za nią nie uważały (faszyści i Falanga Hiszpańska – w Hiszpanii bili się przynajmniej po jednej z karlistami stronie), ale jednoznacznie lewicowy nazizm to już przesada. Nie chodzi tylko o formę („Socjalistyczną Partię Robotniczą” w nazwie, czerwone flagi i opaski etc.), lecz i o treść. Z krypto-komunistycznej natury nazizmu zdaje sobie sprawę każdy, kto zadał sobie trud przebrnięcia przez wyjątkowo nudną i kiepską książczynę pod tytułem „Mein Kampf”, gdzie znaleźć można takie postulaty jak”: monopol państwa na szkolnictwo, monopol państwa na prasę, monopol państwa w przemyśle, monopol państwa na łupy wojenne – i wiele innych w tym samym duchu. Czy III Rzesza, oficjalnie antykomunistyczna, nie sprzymierzyła się aby przeciw Polsce ze Związkiem Sowieckim? Czy jej przywódcy nie wypowiadali się przypadkiem pozytywnie o sowieckim ustroju? Ktoś naiwny mógłby dowodzić antykomunizmu nazistów, powołując się na fakt, że ci wysłali w końcu wojska przeciw ZSRS – jednak wówczas powinien uznać za antykomunistyczną także Chińską Republikę Ludową Mao Tse-tunga. Lecz skończmy tę dygresję, z której płynie prosty wniosek: sam antykomunizm nie uprawnia w żadnym razie do uznania nurtu politycznego za prawicowy. Tego typu implikacji dokonują najczęściej wrogowie prawicy, tacy jak choćby Marcin Kornak i Rafał Pankowski z lewackiego Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”, którzy antykomunizm konserwatystów, tradycyjnych katolików bądź narodowców przedstawiają jako niezbity dowód na ich ideowe pokrewieństwo z towarzyszem partyjnym (Parteigenosse) Hitlerem. W takim razie zawodowi (czytaj: płatni) „antyfaszyści” powinni konsekwentnie sklasyfikować jako faszystowską przedwojenną Polską Partię Socjalistyczną – za jej twardy antykomunizm. To przecież działacze PPS ukuli termin „żydokomuna” i zwalczali ją nie gorzej od narodowych radykałów z ONR (bojówka PPS skosiła kiedyś manifestację komunistów na stołecznym placu Grzybowskim z karabinu maszynowego). Współcześnie tradycje lewicy antykomunistycznej kontynuuje już chyba tylko p. Ryszard Bugaj, który identyfikuje się jako lewicowiec, a zarazem zwolennik lustracji oraz przeciwnik aborcji, promowania zboczeń i… lewaków (sic!). Brak antykomunizmu u współczesnej lewicy jest czynnikiem wzmacniającym jej intelektualną wulgarność; powrót do niego przyczyniłby jej oryginalności, bo uniemożliwiłby jej bezmyślne małpowanie wymysłów zachodnioeuropejskiego „pokolenia 68” oraz akceptację spuścizny po nieboszczce PZPR.

Znacznie bardziej od antykomunistycznej lewicy zdumiewa zjawisko anty-antykomunistycznej prawicy, bo i taka w Polsce istnieje. Wśród jej reprezentantów wymieńmy środowisko tygodnika „Myśl Polska”. Niektórzy jego członkowie działali dawniej w koncesjonowanym przez komunistów Stowarzyszeniu PAX. „Myśl Polska” na lustrację spogląda równie niechętnie, co „Gazeta Wyborcza”, zaś przeciw lustracji dostojników Kościoła gardłuje w jeszcze bardziej histerycznym tonie niż tuba Michnika (to jej publicyści rozpropagowali spiskową teorię „ukamienowania Wielgusa”). Jednocześnie na jej łamach ukazują się przedruki z przedwojennej prasy narodowej (antykomunistycznej, żeby było zabawniej), jak również artykuły współczesnych polskich monarchistów. Obrazu dopełnia apologia państwowotwórczej roli odegranej jakoby w dziejach Polski przez PRL. „Myśl Polska” wykorzystuje tu częściowo argumenty sformułowane przez prof. Bronisława Łagowskiego (ur. 1937), który w swoich pismach głosi tezę, iż PRL była polskim państwem narodowym, realizującym polską rację stanu. Prof. Łagowski – obok Mirosława Dzielskiego (1941-1989) i Janusza Korwin-Mikkego (ur. 1942) – należał do prekursorów myśli wolnorynkowej w Polsce Ludowej. Broni suwerenności państwa przeciw strukturom między- i ponadnarodowym, zaś na płaszczyźnie historycznej m.in. zasług gen. gen. Franco i Pinocheta. Z drugiej strony pozostaje przeciwny lustracji i, jeszcze bardziej, dekomunizacji, zgadzając się z „Wyborczą” w kwestii „dziecięcej choroby antykomunizmu”.

Deklaratywni prawicowcy sprowadzający swą postawę wyłącznie do antykomunizmu – co w dużej mierze dotyczy rządzącego dziś ugrupowania – leją wodę na młyn tych, którzy przeciw antykomunistom wytaczają oskarżenia o dziecięce choroby i tym podobne obelgi. Dlatego nie wolno nam zapominać, że antykomunizm stanowi tylko negatywną konsekwencję – ale logiczną i konieczną – kodeksu „wyższych” zasad wyznawanych przez Prawicę. Uznajemy bezwzględny prymat ducha nad materią, co stawia nas w opozycji do komunistycznego materializmu. Jako ortodoksyjni chrześcijanie dobrze wiemy, gdzie szukać zbawienia, toteż zwalczamy budowniczych rajów na ziemi. Czerpiemy siłę z Tradycji, więc zawsze zastępujemy drogę niszczycielom jej dzieł. Bronimy autorytetu i hierarchii jako zasad ustrojowych, których przeciwieństwo stanowią rządy Chama („dyktatura ciemniaków” ś.p. Kisielewskiego) i komunistyczna urawniłowka. Jako obrońcy wolności manifestujemy wrogość do centralnego planowania, gospodarki nakazowo-rozdzielczej i zamachów na własność prywatną.

Innymi słowy, nie jesteśmy Prawicą, bo jesteśmy antykomunistyczni. Jesteśmy antykomunistyczni, bo jesteśmy Prawicą.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.