Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Smoleńsk z prawej strony

Smoleńsk z prawej strony

Adam Tomasz Witczak

Nie jestem znawcą tematyki „smoleńskiej”. Nie śledzę z wypiekami na twarzy kolejnych doniesień dotyczących godzin, sekund, metrów, kilometrów na godzinę, zapisów z czarnych skrzynek, odgłosów wystrzałów etc. Co więcej, nie darzę szczególną estymą prezesa Jarosława Kaczyńskiego, nie sympatyzuję z Prawem i Sprawiedliwością, a nawet odczuwam lekkie zażenowanie, widząc egzaltację przynajmniej niektórych osób demonstrujących pod Pałacem Prezydenckim, zbierających się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu – i ogólnie zaangażowanych w „sprawę”. Ideowo wywodzę się z innej opcji, z obszaru „głębokiej” prawicy narodowej i konserwatywnej. Ale właśnie w tym środowisku (w szczególności na portalu konserwatyzm.pl) zauważam od dłuższego czasu nader niepokojące zjawisko, jakim jest traktowanie z nieprawdopodobną pogardą wszystkich, którzy zwracają uwagę na mniejsze lub większe wątpliwości i niejasności dotyczące śledztwa oraz nie uważają „oficjalnych” ustaleń za wystarczające.

Od dobrych kilkunastu lat regularnie czytuję tygodnik „Najwyższy CZAS!”, pismo związane ze środowiskiem Unii Polityki Realnej (od pewnego czasu raczej z WiP i najnowszym tworem – UPR-WiP) i p. Januszem Korwin-Mikke. „NCz!” z pewnością może uchodzić za tubę prawicy konserwatywnej i libertariańskiej, za magazyn reprezentatywny dla tego nurtu politycznego. Pismo – jak większość dzienników, tygodników i nawet miesięczników od ponad roku – regularnie publikuje teksty dotyczące okoliczności katastrofy i związanego z nią śledztwa. Nie ma tu jednolitej, jasno określonej linii – dopuszczane są zarówno hipotezy „spiskowe”, jak i ich negacja. Te pierwsze reprezentuje np. publicystyka Leszka Szymowskiego (autora niedawno wydanej książki o kulisach katastrofy), te drugie wyrażane są głównie w felietonach pp. Adama Wielomskiego (prezesa Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego) oraz Krzysztofa Mazura. Na macierzystym portalu Wielomskiego (wspomnianym wcześniej konserwatyzm.pl) obecne jest w zasadzie tylko jedno podejście – frontalny i szyderczy atak na to, co autorzy określają mianem „Sekty Smoleńskiej” (z lubością używając przy tym skrótu „SS”).

Świadomie użyłem słowa „szyderczy”. Co bowiem jest charakterystyczne w publicystyce Adama Wielomskiego (a także ludzi ze środowiska pisma „Myśl Polska”)? Otóż z jednej strony mamy artykuły „spiskowe”. Nie, nie jestem znawcą lotnictwa, przepisów prawnych, fizyki, wojskowości i zasad działania służb specjalnych. Ale nawet pobieżne przejrzenie tekstów „spiskowych” pozwala zauważyć, że są one merytorycznie uargumentowane. Być może błędnie – nie mnie to oceniać, choć jeśli wierzyć przytaczanym w nich informacjom, to istotnie poczuć można chłód w sercu, albo i bezsilną irytację na partactwo oficjalnych czynników krajowych. Przez „merytoryczne uargumentowanie” rozumiem podawanie pewnych konkretnych danych: liczb, dat, wydarzeń, nazwisk, kryptonimów, ilości, godzin, minut i sekund. To wszystko można znaleźć w publikacjach p. Szymowskiego i innych autorów „Najwyższego Czasu!”, reprezentujących „nurt wątpliwości”.

Oczekiwałbym zatem, że oponenci odniosą się do tych właśnie argumentów – że Wielomski i inni publicyści konserwatyzm.pl oraz „anty-smoleńskiego” odłamu prawicy narodowej i konserwatywnej zadadzą sobie trud odpowiedzi na zarzuty. Doprawdy, miłym zaskoczeniem byłby rzetelny artykuł na łamach „NCzasu!”, „Myśli Polskiej” lub portalu KZM, w którym wreszcie poznalibyśmy uzasadnienie dla ustawicznie powtarzanych szyderstw o „oszołomach”, „mistyce polityczno-religijnej PiS”, „opowieściach paranoików” etc. Tak doszliśmy do sedna sprawy. Otóż wspomniani publicyści nie używają żadnych merytorycznych argumentów – każdego dnia (niekiedy wręcz kilka razy dziennie) na łamach konserwatyzm.pl widzimy ten sam spektakl kiepskich żartów, docinków i szyderstw.

„Dyskusja” wygląda zatem następująco: z jednej strony otrzymujemy zestawienia (często bardzo długie i drobiazgowe) pewnych faktów i wnioski z nich. Nawet jeśli fakty te są przeinaczane, a wnioski nieuprawnione, to druga strona powinna wreszcie się do nich odnieść – obnażyć przekłamania, bzdury, insynuacje, wykazać, co i dlaczego jest niemożliwe. Niestety, „argumentacja” drugiej strony wygląda mniej więcej tak (dokładny cytaty z konserwatyzm.pl): Jeśli jesteś sympatykiem PiS, musisz mieć tę książkę, musisz wiedzieć jak zamordowano Lecha Kaczyńskiego! Musisz wierzyć w bombę próżniową, musisz wierzyć z zamach i sztuczną mgłę! (Adam Wielomski o książce red. Szymowskiego). Jedyną odpowiedzią nie tylko na zarzuty „zwolenników teorii spiskowej”, ale nawet na stawiane przez nich pytania i wysuwane wątpliwości, są błazeńskie reakcje w rodzaju: „Sekta Smoleńska ogłosiła, że Rosjanie zamordowali nam prezydenta, a to dobre, ha ha ha!”, „Słyszeliście? Według pisiaków Putin strącił samolot laserowym promieniem śmierci!”, „Histeria Kaczora się pogłębia i osiąga fazę kulminacyjną!” itd. Owszem, taka pisanina to jest rodzaj walki – ale bardzo niepoważnej i na niskim poziomie.

Istnieje jeszcze jedna kwestia, o której warto wspomnieć. Otóż można usłyszeć (także wśród „zwykłych ludzi”, ale w tym momencie interesuje mnie szczególnie środowisko prawicowe, konserwatywne i narodowe), że „Smoleńsk to temat zastępczy”, że jest on zasłoną dymną („sztuczną mgłą, he he”), za którą skrywane są „realne, faktyczne problemy”, wreszcie: „że ileż można o tym samym?”. Otóż można. Twierdzenie, że czas skończyć z rozważaniami nad katastrofą i zająć się „poważnymi problemami” jest kuszące, ale posiada taki sam zwodniczy urok, jak „znane i lubiane” poglądy w rodzaju: „Pora skończyć tę zabawę w lustrację i szukanie agentów! Przeszłość to przeszłość, czas pomyśleć o przyszłości, o rzeczywistych wyzwaniach!”. Oba te przekonania są niepoważne. W drugim przypadku powinno być oczywiste, że przeszłość wpływa na teraźniejszość, że pewne powiązania istnieją i okazują się być dużo trwalsze, niż chcieliby nam to wmówić np. redaktorzy „Gazety Wyborczej”, wreszcie – że jawności i oceny domaga się sama sprawiedliwość, jeśli traktować ją poważnie. W przypadku Smoleńska mamy natomiast do czynienia z wydarzeniem, co do którego określenie „niecodzienny” jest (delikatnie mówiąc) niewystarczające. Śmierć 96 osób, w tym wielu bardzo ważnych urzędników państwowych i dowódców wojskowych, następnie wiążące się z tym zmiany w państwie – to nie jest coś, nad czym można w jakichkolwiek okolicznościach przejść do porządku dziennego. To nie jest zjawisko typu „stało się, trudno, idziemy dalej”. I trzeba to powiedzieć niezależnie od tego, co się sądzi o PiS, o polityce braci Kaczyńskich, a nawet o systemie demokratyczno-liberalnym jako takim.

Czy to naprawdę niezwykłe, że taka katastrofa absorbuje umysły ludzi przez pół roku, rok – i być może dużo więcej? Nie chodzi tu nawet o emocje, nawet jeśli wielu im ulega. Chodzi tu właśnie o chłodny osąd. Jak to powiedział reżyser Grzegorz Braun – „Prezydenci nie giną w przypadkowych kraksach”. Oczywiście czasem giną, ale z uwagi na pełnione przez nich funkcje każdy przypadek powinien być rozpatrywany w sposób drobiazgowy, szczegółowy, bezstronny. Jeśli natomiast do istotności samej katastrofy dodamy jeszcze ogromną ilość niejasności pojawiających się w toku śledztwa – to niezwykłe jest raczej myślenie, że „rok wystarczy, dajmy spokój”. Niezwykłe, nieodpowiedzialne i niepoważne.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.