Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Socrealizm po szwedzku

Socrealizm po szwedzku

Adrian Nikiel

Promotorzy tej debiutanckiej powieści szwedzkiej autorki, pani Ingrid Hedström, nie wahają się wyrażać swojego entuzjazmu za pomocą takich określeń, jak: doskonała, absolutnie genialna, mistrzowsko skonstruowany kryminał. Niestety, okładkowe slogany nie mają nic wspólnego z tym, co znajduje się pod okładką, a czytelnicy pod pozorem kryminału otrzymują dawkę ostrej lewicowej propagandy. Stężenie politgramoty jest tak wysokie, że w odniesieniu do niektórych fragmentów można wręcz mówić o niezamierzonej parodii. Nauczycielkę z Villette czyta się z narastającym rozbawieniem, jakby za wziętym z Północy pseudonimem ukrywał się aktywista stowarzyszenia „Nigdy Więcej”… Jest jednak prostsze wyjaśnienie tego fenomenu: z internetowej kwerendy wynika, że Autorka jest (była?) trockistką.

Punktem wyjścia powieściowej intrygi jest fikcyjne belgijskie „Jedwabne”, którego ofiarami mieliby być w sierpniu 1961 roku uchodźcy z Afryki. Jak można się łatwo domyślić, tam, gdzie „obcy” zostali złożeni w ofierze Molochowi, tam też muszą być faszyści. Oczywiście faszyści przedstawieni na wzór białopolaków w sowieckich czytankach. Można też ująć ten schemat jeszcze prościej: To pijak! I złodziej, bo każdy pijak to złodziej!

Właśnie na tym wątku gniota chciałbym skupić się przede wszystkim. Portret szefa neofaszystów Andrzeja Fontaine’a jest naszkicowaną grubą krechą karykaturą, jakimś paranoicznym zbiorem wszystkich możliwych wyobrażeń o złych faszystach, którzy z definicji nie mają w sobie choćby pół promila normalności. Dowiadujemy się bowiem m.in., że: lider Front Patriotique Belge to beznadziejny organizator, bijący (drugą) żonę pijak, rozwodnik, szantażysta, demagog pozyskujący zwolenników socjotechnicznymi sztuczkami i fałszywym lokalnym akcentem, sknerus próbujący naciągać wykonawców usług, sadysta biorący w młodości udział w masowym mordzie. Już jako nastolatek rozpuszczał masę ohydnych plotek o różnych ludziach, przynosił alkohol, papierosy i chyba pisemka pornograficzne. Na niepokój współpracowniczki odpowiada długim nienawistnym spojrzeniem. Do kompletu: ma worki pod oczami. Gość po prostu jest degeneratem. Podejrzewam, że gdyby w xiążce pojawiła się jakaś scena w toalecie, wówczas autorka dopisałaby neofaszyście do portretu co najmniej koprofilię.

Gdyby to tylko o faszyzm, choćby najbardziej karykaturalny, chodziło! Jak zapewne czytelnicy tej recenzji już przeczuwają, w majakach pani Hedström faszyści (ewentualnie: nacjonaliści, patrioci) to po prostu ultraprawica. W wypowiedziach i działaniach Fontaine’a nie ma oczywiście nic rzeczywiście prawicowego, ale w siedemnastej wiośnie życia – już po belgijskim „Jedwabnem” – ten żałosny wrak człowieka kontaktował się z francuską prawicową ekstremą: monarchistyczną, antysemicką i ultrakatolicką. Kontynuuje flirt z ultraprawicą, kiedy parę lat później wraca do Belgii (…). Kiedy czytałem te wypociny, zastanawiałem się tylko nad jednym: kiedy do niektórych zakutych łbów dotrze, że faszyzm nie ma nic wspólnego z Prawicą?!

Prowadząca śledztwo pozytywna bohaterka darzy Fontaine’a szczerą niechęcią i byłaby skora zamknąć go bez czekania na dowody winy. Z drugiej strony, gdy okazuje się, że mordercą jest także reprezentant systemowej lewicy, polityk aspirujący do najwyższych stanowisk w partii i państwie, można odnieść wrażenie, iż Autorce chyba jest przykro, że akcja jej powieści potoczyła się w kierunku wskazującym na winę „porządnego” socjalisty.

Opisy czarnych charakterów w tym kryminale to podręcznikowe wręcz przykłady grafomanii, ale takich przedobrzeń można wskazać więcej, również w najbardziej neutralnych kontextach. Jedno zdanie niech starczy za wszystkie: (…) zapytał, ujmując z gracją truflę czekoladową kciukiem i palcem wskazującym. Przede wszystkim jednak – a to chyba najpoważniejsze oskarżenie pod adresem autora powieści sensacyjnej – w Nauczycielce z Villette napięcia jest tyle, ile w dziurawej oponie. Fabuła nieprawdopodobna. Brakuje przemyślanych i dobrze skonstruowanych zaskoczeń, nagłych zwrotów akcji, sensacyjnych odkryć, które postawiłyby dotychczasowy bieg wydarzeń pod wielkim znakiem zapytania. Postaci są niesłychanie jednowymiarowe. Nuda.

Jakiś czas temu pojawiło się w mediach określenie „pornografia dla kobiet”, które dotyczy pornografii podobno bardziej subtelnej, wyrafinowanej estetycznie etc. Pani Hedström napisała coś w rodzaju „kryminału dla kobiet”. Miał to być zapewne piękny, estetycznie dopieszczony w opisach moralitet o tym, że nie należy zabijać imigrantów – wyszła przegadana, pretensjonalna, a chwilami mimowolnie komiczna papka, napisana tak, jak w XX wieku pisało się harlequiny.

Zdaje się, że Czarna Seria skończyła się na Kill’em All. Jeżeli zgodzimy się, że pani Hedström napisała xiążkę absolutnie genialną, to dla mistrzów gatunku – np. Nesbø, Mankella, Läckberg czy Jungstedt – pozostaje już tylko zarezerwować status bogów…

Ingrid Hedström, Nauczycielka z Villette, tłum. Halina Thylve, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2013, str. 302.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.