Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Marek Jurek: Sprawa Kazimierza Ujazdowskiego

Sprawa Kazimierza Ujazdowskiego

Marek Jurek

Osobista odpowiedzialność posła za dobro wspólne narodu – to kluczowa wartość konstytucyjna.

Kazimierz Ujazdowski wystąpił z PiS. Jego argumentacja jest szersza, ale jestem przekonany, że decydujące znaczenie miało to, że jako polityk, prawnik i konserwatysta nie mógł się pogodzić ze zniszczeniem autorytetu Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał bowiem (przy wszystkich personalnych brakach i demokratycznych obrotach) zrobił – jak trafnie zauważył znany komentator Andrzej Stankiewicz – dla ładu konserwatywnego w Polsce więcej niż PiS. Nie trzeba sięgać aż do pomnikowego orzeczenia o powszechności prawa do życia z maja 1997 roku. Wystarczy porównać konkretną reakcję Trybunału na dość niedawną sprawę profesora Chazana z działaniami podejmowanymi w tej sprawie przez Jarosława Kaczyńskiego (jeśli ktoś w ogóle zdoła sobie takie działania przypomnieć). A mógł Trybunał Konstytucyjny, w miarę szybko zmieniającego się składu (prezes Rzepliński już odszedł), zrobić jeszcze więcej, chroniąc nas przed demokratycznym wahadłem, o którym kierownictwo PiS przypomina sobie tylko wtedy, gdy trzeba nim straszyć obrońców życia. Może zresztą po to, by skutecznie straszyć – tak to wahadło naciąga.

W straszeniu wahadłem chodzi podobno o zachowanie i ochronę tego, co już jest. Narodowa Rada Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego próbuje od trzech miesięcy dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda ochrona tego, co już jest, jak są wykonywane dziś obowiązujące przepisy dotyczące ochrony życia, czy w walce z przestępczością aborcyjną dokonuje się dobra zmiana. Pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że właśnie po to przywracaliśmy odpowiedzialność społeczną prokuratury, by móc takie pytania stawiać. Niestety, minister sprawiedliwości ciągle nie znajduje czasu, by z delegacją Rady się spotkać.

Są sytuacje, gdy wypowiedzi i informacje mają rangę czynów. Sejmowa Komisja Petycji odesłała projekt ustawy o ochronie życia tym razem do konsultacji rządowych. Na posiedzenie Komisji przyszły posłanki Nowoczesnej: Scheuring-Wielgus i Gasiuk-Pihowicz. Z wielkim zapałem – jako dowód zbędności ochrony życia – przywoływały (wspólne z PiS-em) odrzucenie projektu Stop Aborcji. Z taką interpretacją nie polemizowali szczególnie posłowie większości. Nikt z nich nie zwrócił uwagi, że Sejm odrzucił wcześniej projekt aborcjonistyczny, a więc negację człowieczeństwa dziecka przed urodzeniem. Ciężar sporu wzięli na siebie głównie posłowie niezależnej prawicy (Anna Siarkowska, Jan Klawiter, Robert Winnicki). Choć najważniejszy wniosek, o przejęcie inicjatywy ustawodawczej, złożyła poseł Anna Sobecka z Klubu PiS. Jednak tego wniosku nikt z jej Klubu nie poparł.

A wracając do sprawy, od której zaczęliśmy: profesor Ujazdowski nie zmienia poglądów, był i jest człowiekiem prawicy. Jako minister zbudował instytucje, które dziś wszyscy uważamy za swoje, jak Muzeum Historii Polski. Dzięki niemu UNESCO nadało oficjalną nazwę „Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1940-45)”. To oczywiste, że za każdym razem, gdy władza będzie działać w interesie publicznym, może liczyć na jego solidarne wsparcie. Obecnie wspólnie w Parlamencie Europejskim walczymy z próbami utrwalenia bezprawnych ingerencji władz UE w sprawy Polski i innych państw członkowskich. Ujazdowski podjął osobistą decyzję, która wynika właśnie z odpowiedzialności za długofalowe skutki polityki państwa. I należy mu się za to szacunek, w przeciwieństwie do argumentacji tych, którzy go atakują. Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki chciałby profesora Ujazdowskiego pozbawić mandatu poselskiego. Zapomina (a jako wicemarszałek Sejmu powinien pamiętać szczególnie), że wolny mandat, ślubowanie poselskie, świadomość osobistej odpowiedzialności posła za dobro wspólne narodu – to kluczowe wartości konstytucyjne. To posłowie mają kontrolować rząd i współkontrolować partyjne centrale, a nie partyjni funkcjonariusze – posłów.

Deklaracje przewodniczącego Terleckiego mają nie tylko charakter antykonstytucyjny, czym zapewne specjalnie się nie przejmuje. Obrażają również, chwiejące się wprawdzie, historyczne fundamenty Prawa i Sprawiedliwości. Pierwszą reprezentację parlamentarną PiS powołali przed szesnastu laty posłowie, którzy – tak jak Marian Piłka i Kazimierz Ujazdowski – wystąpili z Klubu Parlamentarnego AWS w akcie solidarności z odwołanym z rządu ministrem sprawiedliwości, profesorem Lechem Kaczyńskim. Potem ci sami politycy poręczali mieszkaniami własnych rodzin kredyt, za który PiS przeprowadził swoją pierwszą kampanię wyborczą. U źródeł Prawa i Sprawiedliwości były przekonania, bezinteresowność i osobista odpowiedzialność, a nie siła propagandy, konformizmu i budżetowych subwencji. Tego przewodniczący Terlecki ma jednak prawo nie wiedzieć, bo go wtedy z nami nie było.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2009 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.