Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » W stolicy Ludwika XX

W stolicy Ludwika XX

Adrian Nikiel

Można jedynie zazdrościć tym, którzy mają czas i możliwości, aby bez planów spacerować i gubić się na ulicach, placach i w pasażach Paryża, ze świadomością, że za rogiem czeka kolejny interesujący widok. A dla pozostałych jest przewodnik z logo National Geographic: kieszonkowy, dobrze skonstruowany, będący z pewnością przekonującą zachętą (jeżeli oczywiście kogoś w ogóle trzeba namawiać do wyjazdu nad Sekwanę).

W lipcu wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie Francji obchodzą kolejną rocznicę swojego tryumfu nad tym królestwem. Niezależnie od ponurych rytuałów, szyderczo nazywanych „świętem narodowym”, na naszych oczach w coraz większym stopniu spełniają się także prorocze słowa Karola Maurrasa, że republika we Francji jest królestwem cudzoziemców. Stolicę, w której prawowity król Ludwik XX jest tylko gościem, trzeba zatem odkrywać z cierpliwością archeologa – żeby dotrzeć do warstwy będącej Francją prawdziwą, Francją Lilii. Wiele z takich miejsc zostało uwzględnionych w planach kilkugodzinnych spacerów, lecz z pewnością nie wszystkie. Pominięto np. Kaplicę Pokutną lub miejsce zamachu na xięcia Karola Ferdynanda w roku 1820. Trzeba więc zaznaczyć, że omawiany tytuł nie obejmuje wszystkich atrakcyj i zabytków Paryża wraz z najbliższymi okolicami, lecz skupia się na obiektach i informacjach turystycznych związanych z precyzyjnie nakreślonymi trasami pieszymi. Grupą docelową są bowiem – zaryzykuję domniemanie – zwiedzający z deficytem czasu lub środków, którzy nastawili się na weekendowy albo parudniowy pobyt w Paryżu, często udający się tam po raz pierwszy. Kieszonkowy format wymusza zwięzłość, co ma i dobre, i złe strony. Skupmy się najpierw na tych dobrych.

Przewodnik jest bogato ilustrowany (zdjęcia zresztą często uchodzą za najmocniejszy element publikacyj NG), wzbogacony mapkami kolejnych wojaży. Każda taka propozycja opatrzona została informacją o dokładnej trasie spaceru, jej długości i szacowanym czasie przejścia (choć w praktyce zapewne każdy zwiedzający i tak wyznaczy sobie własne tempo). Zachęta streszczona na początku rozdziału, rozwijana jest na kolejnych stronach, obejmując zarówno zabytki czy muzea, jak i np. rekomendowane lokale gastronomiczne oraz lokalne ciekawostki, kojarzone z konkretną dzielnicą. Gdzieniegdzie pojawiają się miłe polonika. Autorzy w swoim wyborze uwzględnili chyba wszystkie automatyczne skojarzenia, jakie niesie nazwa francuskiej stolicy, a są też w nim bardzo ciekawe miejsca z kategorii „program dla ambitnych”. Piszą o nich tak, że naprawdę chce się zwiedzać, godziny snu ograniczając do najniezbędniejszego minimum.

Ogromną zaletą są też rozmaite pomocnicze wskazówki dla turystów, m.in. dni i godziny otwarcia obiektów, zestawienie hoteli wraz z krótkimi opisami oraz słowniczek (tu cennym uzupełnieniem byłby zapis fonetyczny przydatnych zwrotów). To wszystko z pewnością ułatwi tak pożądane „wtopienie się” w miasto. Konstrukcji xiążki trudno cokolwiek zarzucić.

Osoba przez kilka dni aspirująca do tego exkluzywnego stanu, jaki od XIX wieku kojarzy się ze słowem flâneur, niejednokrotnie jednak zdziwi się w trakcie lektury. I można tylko zastanawiać się, kto jest odpowiedzialny za błędy: autorzy, tłumaczka? Bo to, że redakcja wydania polskiego nie wychwyciła najbardziej oczywistych wpadek, nie ulega wątpliwości.

Str. 52 – autorzy chyba nie są przekonani, czy w krypcie bazyliki św. Dionizego pochowano doczesne szczątki Ludwika XVI i Marii Antoniny. W dodatku sama bazylika jest raczej wspomniana niż opisana – przynajmniej w porównaniu z opisami katedry Najświętszej Maryi Panny i Wielkiego Meczetu.

Str. 67 – Jean-Paul Sartre i Simone de Beauvoir (…) stali się eksponentami świadomie pozbawionej złudzeń generacji. Niezależnie od tego, czy w cytowanym fragmencie jest jakieś niezbędne minimum sensu, warto przypomnieć, że to właśnie Sartre protestował przeciwko demaskowaniu komunistycznych zbrodni, aby nie pozbawiać francuskich robotników złudzeń. A przede wszystkim – ateizm sam w sobie jest przecież życiem w iluzji.

Str. 86 – średniowieczny król Filip II August został pomylony z dziewiętnastowiecznym uzurpatorem Ludwikiem Filipem.

Str. 87 – król Henryk II został pomylony ze swoim synem.

Str. 108-109 – rewolucję antyfrancuską opisano w tonie tak beznamiętnym (i dość dalekim od „twardych faktów”), jakby zamordowanie Pomazańca Bożego, porucznika Boga (a także innych członków Domu Francji i wielu tysięcy Francuzów ze wszystkich stanów społecznych) było czymś w rodzaju niegroźnych zamieszek. Do kompletu: Latem 1794 r. umiarkowani wysłali ostatniego z członków Komuny na gilotynę, kończąc w ten sposób rewolucję. Czyli, jeżeli wierzyć autorom, drugi z zamęczonych władców Francji i Nawarry, król Ludwik XVII, zmarł już po szczęśliwym finale rewolucji… Gdyby ci sami autorzy pisali o Sowietach, zapewne określiliby lata terroru bolszewickiego mianem błędów i wypaczeń.

Str. 140 – pojawia się tajemnicze trzecie cesarstwo. Bez komentarza.

Str. 158-169 – brak informacji, że bazylikę Najświętszego Serca ufundowano jako ofiarę przebłagalną za zbrodnie Komuny Paryskiej. Gorzej: (…) podobno znajduje się tam również Najświętsze Serce Jezusa (sic!). Jeżeli znajomość polszczyzny mnie nie zawodzi, z tego fragmentu wynika, że podobno nasz Pan Jezus Chrystus pozostawił na tym łez padole swoje Serce, gdy nadszedł czas Wniebowstąpienia.

I tylko jedno zostaje pytanie: co jeszcze odkryliby w tym przewodniku historycy i romaniści? Tak więc wszystkim planującym podróż do Paryża zalecam zasadę: przeczytaj (bo warto), ale sprawdzaj. Cóż, być może idealny przewodnik po tym mieście jeszcze nie powstał…

Pas Paschali, Brian Robinson, Spacerem po Paryżu, tłum. Barbara Kocowska, wyd. National Geographic, Warszawa 2013, str. 192.

www.national-geographic.pl

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.