Jesteś tutaj: Publicystyka » x. Rafał Trytek » Strach się bać – niesamowite historie Tomasza Teluka

Strach się bać – niesamowite historie Tomasza Teluka

x. Rafał Trytek

W numerze 8. szacownego tygodnika „Najwyższy CZAS!” z 23 lutego 2008 r. ukazał się kuriozalny tekst Pana Tomasza Teluka, w którym denuncjuje on zamach na Jana Pawła II – jakiego dokonał ks. Jan Fernández Krohn w maju Roku Pańskiego 1982 – jako wynik spisku lefebvrystowsko-sedewakantystycznego.

Nie siląc się na nakreślenie historycznego tła wydarzeń, zajmuje się Autor raczej nachalnym moralizatorstwem, nie mając świadomości, jak bardzo groteskowe są Jego zarzuty w świetle długiej i bogatej historii Katolickiego Ruchu Oporu po tzw. Soborze Watykańskim II. Jako pewne usprawiedliwienie dla głupot, jakie wypisuje Autor, można podać fakt, że zaangażowanie p. Teluka w środowisku tradycjonalistyczno-indultowym jest całkiem świeżej daty. Inaczej nie można wytłumaczyć sobie naiwnej radości, z jaką Autor strzela sobie w stopę.

Rewolucyjne, protestantyzujące reformy wprowadzone w latach sześćdziesiątych, wywołały od razu falę krytyki ze strony środowisk integralnie katolickich. W 1969 r. ukazała się Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae, podpisana przez kardynałów Ottavianiego i Bacciego. Prawdziwym inicjatorem protestu był jednak arcybiskup Lefebvre, który, niestety, nie miał odwagi podpisać się pod dokumentem. Głównym autorem analizy był dominikański teolog o. Michał Ludwik Guerard des Lauriers (późniejszy biskup). Postać to nadzwyczaj ciekawa. Guerard des Lauriers był bowiem przez pewien czas spowiednikiem papieża Piusa XII, a przede wszystkim współautorem tekstu dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. W latach pięćdziesiątych dominikanin ten był także naczelnym teologiem przygotowującym treść dogmatów o Wszechpośrednictwie NMP i Jej Współodkupicielstwie. Dogmaty te padły ofiarą modernistycznego ekumenizmu, ponieważ przeszkadzały w zbliżeniu z protestantami. Warto dodać, że ich przeciwnikiem był Jan XXIII (1958-1963), który jeszcze jako arcybiskup sprzeciwiał się ogłoszeniu przez Piusa XII prawdy Wiary o Wniebowzięciu Maryi. Oczywiście, z pobudek ekumenicznych.

W latach siedemdziesiątych katoliccy tradycjonaliści stawiali samotnie opór rewolucji neoprotestanckiej, broniąc zaciekle katolickiej Mszy przed rewolucjonistami z Watykanu, którzy wszędzie narzucali nowy obrządek. W tym czasie katoliccy integryści często działali wspólnie, nie dzieląc się według klucza lefebvryzm – sedewakantyzm – ugodowcy. Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych zaczęły się podziały według kryterium nastawienia do modernistów z Rzymu. Jednakże dochodziło w tym okresie cały czas do fluktuacji i przetasowań na scenie katolickiego tradycjonalizmu. Znana jest sprawa odejścia bardzo wielu księży Bractwa Św. Piusa X do środowisk indultowych, ale zdarzało się (i nadal, niestety, zdarza), że na „indultyzm” przechodzili także sedewakantyści (choć było ich dużo mniej niż „konwertytów” z „lefebvryzmu”). Dziś wielu z nich zajmuje ważne stanowiska w ruchu Ecclesia Dei. Przełożonym Instytutu Dobrego Pasterza jest ks. Filip Laguerie, który przez krótki czas – po święceniach w Ecône w 1979 r. – był zdecydowanym sedewakantystą. We Francji istnieje też wspólnota, opierająca się na regule III Zakonu Św. Dominika pw. Św. Wincentego Ferrariusza, którą współzakładał o. Guerard des Lauriers, a która obecnie jest ważną częścią środowiska indultowego. Podobnych przypadków jest jeszcze sporo. Na polskim podwórku istnieje ciekawy casus Michała Buszewskiego z Warszawy, który będąc entuzjastycznym zwolennikiem linii Benedykta XVI, powołuje się często na poglądy arcybiskupa Lefebvre’a, a także czerpie wybiórczo z tezy Cassiciacum biskupa Guerarda (tzw. sedeprywacjonizm, czyli sedewakantyzm niepełny). Tak więc obracając się w środowisku indultowym, p. Teluk powinien uważać na wielu ekslefebvrystów i postsedewakantystów, którzy do tej pory zachowują poglądy o wiele twardsze, aniżeli jego własne. Może się okazać, że jego poglądy na wiele istotnych problemów są całkowicie izolowane i będzie on zmuszony zaliczyć wielu ze swoich towarzyszy walki do sekciarzy na równi ze zwolennikami twardej obrony doktryny katolickiej. Ponieważ p. Teluk ma bujną wyobraźnię, skłaniającą go do szukania tajnych powiązań i spisków, poddaję mu myśl, że być może, wielu z „byłych” udaje tylko swe nawrócenie na „zachowawczy modernizm” á la Benedykt XVI, by wkraść się w Jego łaski i korzystając z okazji dokonać nań zamachu? A na poważnie: wiele z osób, które zdecydowały się przyłączyć do „Watykanu”, uczyniło tak tylko dlatego, że wierzą, iż ks. Ratzinger będzie prowadził politykę zupełnie różną od swego poprzednika. Śmiem twierdzić, że ewentualna beatyfikacja Jana Pawła II przez Benedykta XVI byłaby zimnym prysznicem dla tych indultowców, dla których epoka bp. Karola Wojtyły była synonimem najgorszej modernistycznej teologii i doprowadziłaby ich na pozycje, na których ja stoję – uznania, że obecne władze kościelne są faktycznie pozbawione jurysdykcji (władzy) nad katolikami z powodu przylgnięcia i głoszenia herezji i błędów.

Natomiast otwarta niechęć do Kościoła katolickiego, jaką p. Teluk imputuje na równi sedewakantystom i lefebvrystom (to z kolei we wcześniejszym artykule Świat bez Kościoła) jest niczym innym jak tylko aktem katolickiej samoobrony przed tymi, którzy są wilkami w owczej skórze. Jak ma zareagować autentyczny katolik, gdy domniemany przywódca Kościoła oskarża tenże Kościół o różne zbrodnie i śmie go publicznie upokarzać tak jak to uczynił Jan Paweł II w 2000 r. przepraszając za winy Kościoła? Czyż postawa bp. Karola Wojtyły, który na równi z lewakami, antyklerykałami i innymi wrogami katolicyzmu oskarża katolicyzm o niepopełnione przez niego zbrodnie, nie jest atakiem na Kościół? Sytuacja jest taka, że albo trzeba zgodzić się z Janem Pawłem II i przekreślić chwalebną przeszłość Kościoła, albo bronić autentycznej Wiary przed nim. Tertium non datur!

Tę postawę kontynuuje w pewnym stopniu również Benedykt XVI, co widać na przykładzie modlitw wielkopiątkowych o nawrócenie żydów. Na skutek żydowskich protestów, ks. Ratzinger zdecydował się złagodzić ich wymowę, usuwając fragment o ich zaślepieniu. Dla katolika jest skandalem, że na skutek żądań wrogów Kościoła i Chrystusa, ba, Jego zabójców, ingeruje się w treść katolickiej liturgii. Ta praktyka trwa zresztą już od lat sześćdziesiątych, kiedy to zaproszono protestantów, by współreformowali ryt Mszy oraz sakramentów święceń kapłańskich i biskupich. Ci, którzy nie wierzą ani w Ofiarę Mszy Świętej, ani hierarchiczne kapłaństwo, są współautorami rytów modernistycznych sakramentów!

Ekumaniacka chęć przypodobania się wrogom katolicyzmu nie znajduje zresztą wśród nich zrozumienia. Po reformie wielkopiątkowych modłów za żydów podniósł się ich jazgot, ponieważ Benedykt XVI nie usunął fragmentu o konieczności nawrócenia. Na próżno modernistyczny kardynał Kasper pospieszył z wyjaśnieniem, że tego nawrócenia nie należy brać na poważnie. Mleko się rozlało i ks. Ratzinger stał się obiektem ataków antyantysemitów. W tym miejscu można pozwolić sobie na taką oto refleksję: układanie się z wrogami i handlowanie z nimi katolicką prawdą nie przyniosło jeszcze żadnych pozytywnych efektów, a doprowadziło jedynie do rozmycia ortodoksji. Tę politykę rozpoczął już abp Angelo Roncalli (Jan XXIII), usuwając w roku 1960 z modlitw Wielkiego Piątku fragment mówiący o żydowskiej wiarołomności (słynne pro perfidis Judaeorum) dla przypodobania się tym, których moderniści uważają za swoich starszych braci w wierze. Ponieważ żydzi odrzucili Jezusa i Go zabili, utracili wiarę w prawdziwego Boga, którego Chrystus jest przecież Jednorodzonym Synem. To dlatego Syn Boży nazywał współczesnych sobie judaistów synami diabła i zaprzeczał, by mieli Abrahama za swego Ojca. Ta katolicka nauka, zawarta w Piśmie Świętym i nauczaniu Ojców Kościoła, była obowiązująca przez wszystkie czasy, aż do chwili obecnej, z tym że w latach sześćdziesiątych moderniści, którzy opanowali materialne struktury Kościoła, wyrzekli się jej, stając się młodszymi braćmi żydów w apostazji.

Katolicy, świadomi powyższych faktów, walczą już od dziesiątków lat za nieumniejszoną wiarę katolicką, pomimo wszelkich związanych z tym trudów i wyrzeczeń, ponieważ bardziej chcą się podobać Bogu, aniżeli ludziom, zwłaszcza, kiedy ci ostatni nie chcą zachowywać nieskażonej modernizmem i nowinkarstwem nauki, ogłoszonej przez samego Chrystusa. Ta walka trwała na długo przed tym, gdy p. Tomasz Teluk usłyszał o Mszy Trydenckiej i zaczął się angażować w powierzchowny tradycjonalizm grup indultowych. Ba, paradoks polega na tym, że jeśli dzisiaj dostęp do tradycyjnej Mszy jest lepszy niż jeszcze przed dwudziestu laty, to dlatego, że nieprzejednani tradycjonaliści walczyli o nią wbrew rzekomej władzy kościelnej, która zresztą nie omieszkała ekskomunikować tych biskupów katolickich (zarówno sedewakantystów, jak i lefebvrystów), którzy zdecydowali się przekazać apostolską sukcesję dla ratowania tradycyjnie katolickich i na pewno ważnych sakramentów. To właśnie wyświęceni przez tych biskupów księża, stanowili pionierską kadrę w ruchu Ecclesia Dei, czego ja, rzecz jasna, nie poczytuję im za zasługę. Pochodzili oni zresztą głównie ze środowisk skupionych wokół arcybiskupa Lefebvre’a i byli Jego – co prawda niechcianym – duchowym potomstwem.

Doradzałbym p. Telukowi poza tym większą powściągliwość w operowaniu epitetami, takimi jak sekta. Obracając się w kręgach konserwatywno-liberalnych, bardzo łatwo być zaliczonym do fanatycznych sekciarzy i faszystów. Pamiętam, że musiałem bronić swego czasu (w liceum) Unii Polityki Realnej dokładnie przed tym zarzutem, a ówczesnego prezesa partii p. Janusza Korwina-Mikkego przed posądzeniem o bycie „guru” ugrupowania. „Kto od miecza wojuje…”. Nadgorliwość neofity, jaką wykazuje p. Tomasz Teluk, jest zrozumiała, ale zrobi on lepiej, jeśli odczeka kilka lat, by zebrać konieczne doświadczenia, a także przeczytać najważniejsze pozycje książkowe, które pozwolą mu wniknąć głębiej w myśl tradycjonalistyczną. Ponadto p. Teluk, powinien pozbyć się złudzeń, że jeśli będzie odcinał się od „radykałów”, to zyska tym w oczach modernistów. Ci bowiem traktują z reguły indultowców podobnie jak sedewakantystów i zwolenników Bractwa św. Piusa X, czyli nie najlepiej…

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.