Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Strug: Rozważania na święto Objawienia Pańskiego

Rozważania na święto Objawienia Pańskiego

Adam Strug

W Objawienie Pańskie wspominamy narodziny nowego zakonu. Spełniły się słowa obietnicy danej ojcu naszemu Abrahamowi: Wejrzyj na niebo, a zlicz gwiazdy, jeźli możesz. I rzekł mu: Tak będzie nasienie twoje. Nowy Izrael dał poganom, z których się wywodzimy, wszystko, czego do bogobojnego życia tu na ziemi i do zbawienia wiecznego w niebie potrzeba. Święty Kościół Rzymsko-Katolicki — poza dobrami wiecznymi — wyposażył nas też w dobra, bez których godność nasza by cierpiała, a uroda życia nie byłaby pełna. Godność śmiertelnych cierpi bowiem, gdy się człowiek swoim panem czyni, a uroda więdnie od takiej uzurpacji i patrzenia tylko w trzewia swoje. Powołał więc królestwa chrześcijańskie, w których porządek niebieski na naszą miarę był ustanowiony i w których każdy wedle swego stanu żył i pracował. Z czasem z plemion poddanych chrześcijańskim królom wyłoniły się narody, niezliczone kwiaty na łące naszego Boga. Każdy z nich — w swoim języku i swojej pieśni — oddawał cześć temu Królowi królów, a prześcigały się w pobożnej rywalizacji przez budowę świątyń, klasztorów i innych dzieł tylko boskiej chwale poświęconych.

Dzisiejsi protestanccy, a za nimi modernistyczni, mędrkowie patrzą na dzieła ojców naszych z pobłażaniem moralnej wyżyny. Zdają się pouczać naszych przodków w wierze, jakby z Duchem Świętym w szczególnej byli zażyłości. Że nie są, każdy, kto ma oczy i uszy otwarte, jest pewien, gdyż karą doczesną za ich błędy jest szpetota wysiłków przez nich podejmowanych. Nie będziemy się zanadto nad brzydotą pochylać — szkoda krótkiego naszego żywota na anatomię smutku i żałości. Zwróćmy się raczej ku temu, co nam pozostawili ojcowie, a co bez domieszki błędu i jego brzydoty możemy nadal praktykować. O ile świątynie nasze okupanci trzymają jeszcze w swej mocy, o tyle pieśni nabożne możemy praktykować, gdzie przebywamy — śpiewając w porę i nie w porę. Imponujący kunsztem i liczbą zbiór polskich pieśni religijnych to skarb katolickiej ortodoksji, duchowości i sztuki polskiej. Rodził się i dzięki Bogu nadal się rodzi tam, gdzie śródziemnomorskie światło chorału łacińskiego pada na grunt muzykalności północno-zachodnich Słowian. Do dziś po wioskach rozbrzmiewają owe czcigodne, śpiewane modlitwy, którymi karmiła się pobożność naszych świętych i wiernych wszystkich stanów. W przeciwieństwie do schizmatyków wschodnich Kościół Boży, oprócz chorału, traktował śpiew ludu jak własny. Dzięki owej wielkoduszności wykształciły się muzyczne ryty katolickich narodów. Kres symbiozie przyniosło aggiornamento, dzięki któremu w lat niespełna pięćdziesiąt zaprzepaszczono w dużej mierze (a w chorale w stu procentach) to, co Kościół polski gromadził przez lat z górą tysiąc. Mimo zniszczeń dokonanych przez złośliwą sektę modernistyczną pamięć zbiorowa okazuje się być nadal pojemna. Wystarczy wrócić do starych pieśni, a okazuje się, że jesteśmy ludem świeżo zdewastowanym i zdolnym do muzycznego podniesienia się z kolan. Własne doświadczenie uczy mnie, że wystarczy braciom w sposób czytelny opowiedzieć w czym rzecz i nie mniej komunikatywnie zaśpiewać, by włączyli się z godnością do śpiewanych modlitw, które tak jak ich pierwowzór, czyli Pismo święte, są mieczem obosiecznym. Czego Panom i sobie życzę.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.