Jesteś tutaj: Publicystyka » Filip M. Muszyński » Świętowanie zbrodni

Świętowanie zbrodni

Filip Maria Muszyński

Świat stanął na głowie. 14 lipca Francja znów będzie świętować wybuch wielkiej rewolucji. To dziwne, że naród o tak bogatej kulturze i ciekawej historii najbardziej chlubi się tak tragicznymi i haniebnymi wydarzeniami ze swoich dziejów.

Niestety, zapatrzeni na Francję, często wciąż widzimy w rewolucji pierwszy krok postępu ludzkości: kilka lat temu słyszałem w radio audycję dla dzieci o nieudolnym królu, nieczułym na losy poddanych i złej królowej, która drwi sobie z głodujących: „Nie mają chleba, niech jedzą ciastka”. Dowiedziałem się, że na szczęście ludzie otworzyli oczy i wzięli sprawy w swoje ręce.

Nie tak dawno przeglądając szkolny zeszyt przeczytałem, że troska o dobro społeczeństwa pojawiła się dopiero w oświeceniu, a ideały Woltera, Rousseau i Encyklopedystów zostały wcielone w życie podczas rewolucji, kiedy to uchwalono Deklarację Praw Człowieka i Obywatela.

Pisać o rewolucji, że wprowadziła prawa człowieka, to tak jakby pisać o Hitlerze, że zlikwidował bezrobocie. Taka cząstkowa prawda jest dalece niewystarczająca.

Skąd bierze się ta miłość do rewolucji, to przekonanie o jej konieczności i słuszności? Przecież jest ona zaprzeczeniem wszystkich głoszonych przez siebie ideałów i wartości! Hasła rewolucji bez wątpienia są piękne, ale w połączeniu z jej wydarzeniami brzmią jak kpina. Wolność, która nie pozwala wandejczykom na trwanie w wierności królowi, równość, która tychże skazuje na śmierć ze względu na miejsce urodzenia, tak jak setki arystokratów za pochodzenie, oraz braterstwo, które należałoby raczej określić mianem bestialstwa. To iście szatańskie zestawienie wspaniałej teorii z potworną praktyką budzi we mnie skojarzenia z innym hasłem — mówiącym, że praca czyni wolnym.

Dziwi mnie, że ci, którzy tak bardzo bronią uczuć religijnych i wolności wyznania, z taką łatwością przymrużają oko na masowe eksterminacje katolików, mordowanie księży, bezczeszczenie przedmiotów kultu religijnego, niszczenie relikwii, burzenie i profanację świątyń.

Tak często staje się dziś w obronie sztuki, tak dużo mówi się o wolności i swobodzie artystów, dlaczego więc tak łatwo zapomina się, jak wielkie spustoszenie i w tej dziedzinie uczyniła rewolucja likwidując niezliczoną ilość dzieł sztuki, poczynając od drobnych sprzętów liturgicznych, kończąc na potężnej romańskiej świątyni Cluny III.

Opinie, które uchodzą za umiarkowane, głoszą, że rewolucja była koniecznością, a jej idee były słuszne. Była kamieniem milowym na drodze postępu ludzkości. To dzięki niej ludzie wreszcie zrozumieli, że mają swoje prawa, że sami mogą sobą rządzić. Uświadomili sobie swoją wartość, swą siłę. Nie ulega wątpliwości, że pochłonęła wiele ofiar, ale wielkie przemiany wymagają ofiar. I to mówią ludzie, którzy za zbrodnię uważają karę śmierci: „A jeśli choć jeden człowiek zostanie zabity niesłusznie?” Przecież życie ludzkie jest bezcenne. Jakże często zdarza się, że cały świat staje nagle w obronie jednego skazanego na śmierć człowieka. I ten sam świat przymyka oko na rewolucyjne zbrodnie; nagle zapomina o bezcennym ludzkim życiu i przyzwala na złożenie setek tysięcy ofiar na ołtarzu postępu.

Prędzej zrozumiem zagorzałych zwolenników rewolucji, którzy gotowi są powiedzieć za Robespierrem: „siłą rewolucyjnego rządu ludowego jest jednocześnie cnota i terror”, niż tych spokojnych i umiarkowanych mędrców, którzy ubolewając nad zbrodniami przyznają ostatecznie, że idea była słuszna, a jej realizacja — nawet jeśli krwawa — to przecież konieczna. Dość mam chwalenia procesu, który zaowocował ludobójstwem i terrorem!

Owszem, wśród rewolucyjnych postulatów znaleźć można reformy słuszne, czy nawet nieodzowne; co jednak nie wystarcza, by cały proces uznać za dobry. Wszak w płonącym domu ginie wszelkie robactwo, a nie oznacza to wcale, że pożar jest dla mieszkańców błogosławieństwem.

Przemiany, nawet bardzo poważne, naprawdę nie wymagają takiego ogromu zbrodni. Pozytywnym przykładem dla Francji mogą być Stany Zjednoczone z ich Deklaracją Niepodległości z 4 lipca 1776 roku, czy Polska uchwalająca w 1791 roku Konstytucję 3 Maja. Oba te państwa wprowadziły wszak bezkrwawo wiele śmiałych reform. Polska niestety nie utrzymała niepodległości. Stany Zjednoczone prowadziły walki z Anglią, ale tej wojny nie można porównywać z planową eksterminacją ludności, jaka miała miejsce we Francji.

Nie bójmy się mówić prawdy o rewolucji francuskiej. Była zbrodnią; jedną z największych w historii ludzkości. Dla Francji, ale i dla całej Europy powinna być powodem do wstydu, nie do chwały.

„Opcja na Prawo”, nr 7-8/55-56, lipiec-sierpień 2006 r.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.