Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Szewcy w awangardzie postępu

Szewcy w awangardzie postępu

Jacek Bartyzel

My, głupi Słowianie, próbujemy jeszcze wierzgać przeciwko ościeniowi zaprzeczając „prawoczłowieczym” wartościom sodomii, a tymczasem Cała Postępowa Ludzkość ekscytuje się dzisiaj kolejnym szturmem na Bastylię wstecznictwa, podjętym przez socjalistyczny rząd hiszpański Józefa Ludwika Rodrígueza Zapatero. Po pokonaniu przesądów ćmiących rozum w zakresie pojęcia rodziny ów światły mąż i młot na homofobów poszedł za ciosem i wniósł właśnie do Kortezów projekt przyznania praw człowieka naszym (chyba starszym? w ewangelii według Karola Darwina) braciom: gorylom, szympansom i orangutanom. Wprawdzie deputowany z koalicyjnej partii Zielonych oświadczył był, że intencją rządu nie jest przyznanie tym naszym braciom (i siostrom, oczywiście) np. praw wyborczych, a jedynie objęcie ich ochroną przez torturami i molestowaniem seksualnym, ale to chyba jakieś nieporozumienie. Przecież takie postawienie kwestii mogłoby rzucić kłody pod nogi innej jeszcze, wciąż dyskryminowanej mniejszości zoofilów.

Pozostając w nadziei, że ten skandaliczny błąd nie dość otwartego Zielonego zostanie naprawiony przez jego Czerwono-Tęczowego zwierzchnika, zauważmy, że nić postępu wije się jakąś przedziwną wstęgą przez wieki. Przekonywa nas o tym zadziwiająca zbieżność nazwisk, imion i profesji bohaterów rzucających heroicznie wyzwanie reakcyjnym i klerykalnym zabobonom. Bo zważcie i rzeknijcie sami: dotychczas wstecznictwo próbowało ukryć to podobieństwo insynuując dzielnemu premierowi podobieństwo do Jasia Fasoli, albo sugerując podle, że jest on kłamczuchem (Zapatero – Embustero). A przecież prawdy tak widomej i oczywistej ukryć się nie da. Nie na darmo nasz bohater nazywa się „Szewc” (zapatero; od zapato – but). Czy naprawdę nic nam to nie przypomina? Czy już zapomnieliśmy heroicznego reprezentanta uciskanego przez arystokratów ludu helleńskiego – szewca Herostratesa, który odkrywając, że religia jest opium dla ludu, podłożył żagiew pod Artemizjon? Czy już wyparliśmy z pamięci postępowego Cezara Kaligulę (to pieszczotliwe miano: „bucik” nadali mu w niemowlęctwie prości żołnierze w obozie jego ojca), który odważnie i prekursorsko zniwelował granicę przeczącą braterstwu wszystkich ssaków, mianując konsulem konia Incitatusa?

A teraz, opuszczając świat historii i przenosząc się w krainę literatury, przypomnijmy sobie wreszcie mistrza szewskiego Sajetana Tempe i jego dziarskich czeladników w Szewcach Witkacego, z których jeden tak wdzięcznie wywiódł na jaśnię, co motywuje go do wzięcia udziału w rewolucji: Bo, wicie, panie majster, ja bym chciał mieć dużo kobiet i dużo piwa, a stać mnie tylko na dwie flaszki dziennie i ciągle z tą Kaśką, ciągle z tą Kaśką, a niech to cholera!

***

Ilekroć zmuszony jestem słuchać o takich reprezentantach szewczyzmu, jak Herostrates, Kaligula czy Zapatero, to zawsze przychodzi mi na myśl spostrzeżenie Tocqueville`a z jego Wspomnień: „W rewolucjach, a zwłaszcza demokratycznych, wariaci, i to nie ci, których się tak określa przez metaforę, lecz prawdziwi wariaci odgrywali ważną rolę polityczną”.

Spostrzeżenie porażające trafnością, lecz jakiż z niego wniosek? W normalnych czasach wariatów wsadza się w kaftan bezpieczeństwa i zamyka w wyspecjalizowanych zakładach. Lecz w dojrzałych demokracjach jest inaczej. Tam wariaci zostają premierami. A ostrożne spojrzenia czy aby przypadkiem już nie skrada się za nimi pielęgniarz, winni rzucać raczej zoofobi.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.