Jesteś tutaj: Publicystyka » Remigiusz Okraska » J.R.R. Tolkien wobec triumfu cywilizacji przemysłowej

J.R.R. Tolkien wobec triumfu cywilizacji przemysłowej

Remigiusz Okraska

Nie będę spacerował z postępowymi małpami,
wyprostowany i mądry po promenadzie,
która wprost do przepaści prowadzi.

J.R.R. Tolkien, „Mythopoeia”

Jeśli ktoś — podobnie jak niżej podpisany — poszukuje w dziełach kultury, z którymi się styka, ekologicznych (a raczej wyrażających szacunek dla natury oraz niechęć do pozbawionej sensu ingerencji w nią) wątków, a jednocześnie jest miłośnikiem twórczości Johna Ronalda Reuela Tolkiena, to niewątpliwie zaintrygowała go postać pisarza. Czytając takie książki, jak Władca pierścieni, Hobbit, czyli tam i z powrotem czy Silmarillion (oraz wiele pomniejszych utworów), nie sposób nie dostrzec, że przesiąknięte są one duchem umiłowania przyrody, a postawę i światopogląd pozytywnych bohaterów tych utworów bez trudu nazwać można ekologicznymi, pełnymi szacunku dla wszelkiego życia.

Skoro Tolkien pisał tak, a nie inaczej; skoro jego książki noszą tak wyraźne znamiona wrażliwości na piękno i istotę przyrody; skoro wreszcie tematyka i przesłanie utworów, jakie wyszły spod jego pióra, wielokrotnie przyświecały inicjatywom ekologicznym na całym świecie, to nie zaszkodzi zapytać, jakim człowiekiem był autor Władcy pierścieni i profesor Oksfordu w jednej osobie, skąd w jego twórczości tyle wątków bliskich sercu ludzi próbujących powstrzymać degradację środowiska naturalnego. Warto się zastanowić nie tyle nad wymową jego dzieł, gdyż jest to temat na osobną opowieść, ile raczej nad przyczynami stanu, w którym znajdują one tak doskonałe przyjęcie u osób krytycznie nastawionych do tej drogi rozwoju, którą kroczy współczesny świat. Skoro Tolkien na kartach swych książek traktował przyrodę niczym swoistą świętość, to niewątpliwie korzeni tak zarysowanej wizji literackiej winniśmy poszukiwać w samym charakterze Autora, w jego życiowej postawie, innymi słowy — w biografii pisarza. Zadanie to ułatwią nam, będące niewątpliwie gratką dla miłośników twórczości Tolkiena, dwie książki poświęcone jego życiu i literackiemu dorobkowi, jakie pojawiły się niedawno na rodzimym rynku księgarskim.

Spróbujmy zatem wydobyć ekologiczny rys charakteru Tolkiena z jego dwóch biografii: „oficjalnej” (powstałej za zgodą i przy pomocy rodziny zmarłego pisarza) — pióra Humphrey'a Carpentera zatytułowanej J. R. R. Tolkien — wizjoner i marzyciel oraz „niezależnej” — Daniela Grotty pt. Tolkien — twórca Śródziemia. Interesującym dopełnieniem zawartych w obu pracach spostrzeżenień są uwagi przedstawione w nader ciekawym szkicu autorstwa Elwin Fairburn, który nosi tytuł Tolkien, czyli „mitologia dla Anglii”.

John Ronald Reuel Tolkien ur. się 4.1.1892 w Bloemfontein w Afryce Południowej, jednak koleje losu sprawiły, że już w wieku 3 lat, wraz z młodszym bratem i matką — rodowitą Angielką, zamieszkał na Wyspach Brytyjskich, w niewielkiej wiosce Sarehole leżącej nieopodal Birmingham. To właśnie — jak się zdaje — spędzone w tej okolicy lata wczesnego dzieciństwa stały się głównym, obok wychowania w chrześcijańskim duchu rodzinnego domu, czynnikiem kształtującym wrażliwość pisarza na piękno przyrody oraz szacunek względem niej połączony z niechęcią wobec eksploratorskich zapędów tak powszechnych w społeczeństwie nowożytnym. Sarehole w owym czasie było dość specyficznym miejscem, bowiem panujący tam klimat kulturowy charakteryzował się pewną dozą konserwatyzmu oraz nieufnością wobec zachodzących w błyskawicznym tempie przemian obyczajowych, społecznych i technologicznych: Sarehole w ostatniej dekadzie XIX w. było niczym wysepka tradycji zalewana przez ocean zmian. (…) Wiatry przemian przyniosły ustawę o zmianie systemu wyborczego, wprowadzenie ochrony celnej w miejsce wolnego handlu, powstanie związków zawodowych, narodziny ruchu emancypacji kobiet, wreszcie wojnę. Anglia miała wkroczyć w dwudzieste stulecie jako kraj zupełnie różny od tego, jakim była jeszcze 10 lat wcześniej. Kilka oaz XIX-wiecznej prowincji angielskiej starało się żyć wedle starych zwyczajów, ale tylko do czasu, gdy I wojna światowa całkowicie zniszczyła ten idylliczny świat (Daniel Grotta, ss.24-25).

Choć położona w pobliżu przeżywającego okres przemysłowej prosperity Birmingham, wioska, w której zamieszkał Tolkien z rodziną, była jedną z ostatnich ostoi dawnego stylu życia. Czas biegł tu wolno, mieszkańcy zajmowali się uprawą roli, sadownictwem i drobnym rzemiosłem, a wielkomiejskie nowinki docierały ze znacznym opóźnieniem: Sarehole było wolne od fabryk, automobilów, podmiejskich rzędów bliźniaczych domów i społecznych zaburzeń; było to sielankowe otoczenie dla młodego chłopca jak Tolkien. (D. G., s.26). Obaj chłopcy wychowywali się pośród przyrody, włócząc się po okolicznych łąkach i lasach, przesiadując nad stawem i licznymi strumieniami. Mały John od dziecka wyróżniał się głębokim umiłowaniem natury. Szczególnym uczuciem darzył drzewa: Chociaż lubił je rysować, najbardziej lubił z nimi przebywać. Wchodził na drzewa, opierał się o nie, nawet do nich przemawiał. Ze smutkiem odkrył, że nie wszyscy podzielają jego uczucia. W jego pamięci pozostało pewne wydarzenie: „Nad stawem przy młynie rosła wierzba płacząca i nauczyłem się na nią wspinać. (…) Pewnego dnia została ścięta. Nic z nią nie zrobili — pień leżał po prostu na ziemi. Nigdy tego nie zapomniałem” (Humphrey Carpenter, s.27).

Owa ukształtowana we wczesnej młodości postawa względem przyrody, krajobrazu i wiejskiego życia towarzyszyła Tolkienowi do końca jego dni, a echa dziecięcych przeżyć bez trudu odnaleźć możemy na kartach stworzonych przezeń utworów. Nie przypadkiem wielokrotnie podkreślał, że wzorcem przy konstruowaniu literackich wizji miejsc, gdzie rozgrywa się akcja jego opowieści, była dlań kraina szczęśliwego dzieciństwa. Stworzone w wyobraźni Autora ziemie, to odzwierciedlenie rodzimej wioski: Subkreacja Tolkiena była tak ściśle zakotwiczona w poczuciu lokalnej tożsamości, iż postrzegał swe dzieciństwo spędzone w Sarehole (…) jakby „żył przez swoje wczesne lata w >Shire<, w erze przedmechanicznej” (Elwin Fairburn).

Wkrótce jednak z powodu rozpoczęcia nauki szkolnej chłopiec wraz z rodziną zmuszony był do przeprowadzki do pobliskiego Birmingham. Miasto ze swym wielkim przemysłem, postępującą urbanizacją i chaotyczną kulturą było całkowitym zaprzeczeniem wiejskiej atmosfery: (…) życie domowe bardzo się różniło od tego, co pamiętał z Sarehole. Matka wynajęła niewielki dom przy głównej ulicy (…) i widok z okna stanowił smutny kontrast z krajobrazem Warwickshire: pnące się pod górkę tramwaje, bezbarwne twarze przechodniów, a w dali dymiące kominy fabryk (…) (H. C., s.30). Wkrótce także jego ukochana kraina dzieciństwa padła ofiarą przemysłowego molocha: (…) Birmingham z impetem wkroczyło w w. XX. Wraz z gwałtownym wzrostem liczby ludności okoliczne wsie stały się przedmieściami, aż w końcu zostały całkowicie wessane przez rozrastającą się metropolię. Taki los przypadł też w udziale Sarehole i Tolkien ze smutkiem obserwował postępy cywilizacji, wkraczającej na sielską prowincję, ze swymi nowoczesnymi domami, fabrykami i liniami kolejki podmiejskiej (D. G., s.30).

Birmingham, które wraz z okolicznymi miastami zwano „czarną krainą” ze względu na dynamiczny rozwój przemysłu, było miejscem, gdzie Tolkien nie czuł się najlepiej, a dokonujący się kosztem przyrody „postęp” na długie lata pozostał w jego pamięci i uczulił na kwestię niszczenia środowiska. Kiedy tylko pozwalał mu na to czas odbywał dalekie piesze wędrówki do miejsca nieskażonej natury, do wiosek Środkowej Anglii, gdzie życie toczyło się zgoła odmiennym rytmem niż w przemysłowym mieście. Niezwykła wrażliwość pisarza na piękno przyrody i zamiłowanie do życia wiejskiego, zharmonizowanego z jej cyklami, zaowocowały sceptycznym stosunkiem do dokonujących się przemian cywilizacyjnych. Postawa duchowa, będąca efektem religijnego wychowania obu chłopców przez matkę — gorliwą katoliczkę, a po jej przedwczesnej śmierci przez księdza Francisa Morgana, sprawiła, iż do końca życia pozostał on wyjątkowo niewrażliwy na uroki nowoczesnej kultury i blichtr społeczeństwa konsumpcyjnego. Czasy współczesne obserwował z rosnącym zdegustowaniem, przeradzającym się w głęboki pesymizm i określał je mianem upadłej epoki. Zwykł mawiać, (…) jakoby tylko szaleńcy albo głupcy mogli myśleć o XX wieku bez przerażenia (za D. G., s.72).

Na takie stanowisko twórcy Władcy pierścieni wpływ miały wydarzenia burzliwej epoki, w której przyszło mu żyć, ciągły proces urbanizacji i industrializacji, zmiany obyczajowe, a przede wszystkim I wojna światowa, która przypieczętowała zagładę świata, z którym się utożsamiał: Krótkie spódniczki i szalone zabawy, związki zawodowe, irlandzcy rewolucjoniści z Partii Pracy i sufrażystki — wszystko to było częścią powojennej brytyjskiej rzeczywistości. Podobnie było nią wzrastające uprzemysłowienie, budowa autostrad, zagłada wielkich połaci średniowiecznych lasów, niekończący się rozrost miast i miasteczek oraz zmieniający się w błyskawicznym tempie system wartości społecznych (D. G., s.71). Tolkien, który te negatywne zmiany zauważył we wczesnej młodości, nie zmienił swego zdania aż do śmierci. Nieufność wobec fetyszy współczesnej epoki towarzyszyła pisarzowi, gdy walczył na froncie I wojny światowej, gdy studiował, gdy stał się oksfordzkim profesorem i autorytetem naukowym, a także w latach sławy po ukazaniu się jego książek: Zmieniał się kraj i zmieniali ludzie, a osoby takie jak Tolkien, szukające inspiracji i wiedzy życiowej w przeszłości, pozostawały w tyle (D. G., s.90).

Szczególną niechęć Tolkiena wzbudził żywiołowy rozwój transportu samochodowego. Już wcześniejszy boom kolejowy nie zyskał jego aprobaty, bowiem dostrzegł w nim ogromne zaburzenia w dotychczasowym krajobrazie. Jednak apogeum zniszczeń przypadło nie na lata „kolejomanii” — jak zwykł mawiać Autor Hobbita, lecz w erze samochodu. Tak jak kiedyś wielkie lasy dębowe zostały wycięte na budowę brytyjskich żaglowców, tak teraz angielskie ziemie były grodzone, zabudowywane, dzielone i pokrywane siatką dróg. Jak grzyby po deszczu wyrastały stacje benzynowe, a obok nich domy i sklepy; w ten sposób powstawały nowe osady. Wraz z drogami i lepszą komunikacją przyszedł przemysł, większe zaludnienie i jeszcze więcej zabudowań. Z każdym dniem kurczył się areał lasów i ziem uprawnych. Takie zmiany (…) najwyraźniej niepokoiły Tolkiena o wiele bardziej niż wielkie polityczne debaty owego czasu (D. G., s.89). Ingerencję człowieka w środowisko przyrodnicze przyjmował z rosnącą dezaprobatą: (…) na widok nowej drogi przecinającej kawałek pola wołał: „Oto znika resztka angielskiej ziemi uprawnej”. W tym okresie życia utrzymywał, że nie został już ani jeden nie zniszczony las czy stok wzgórza (H. C., ss.118-119).

Nie ograniczał się przy tym do nie kosztującego wiele biadolenia i choć gustował w prowadzeniu samochodu — (…) zauważał też zniszczenia, jakie w krajobrazie uczyniły silniki spalinowe oraz nowe drogi, toteż po wojnie nie kupił już samochodu i nigdy nie usiadł za kierownicą (H. C., s.149), a niechęć wobec motoryzacji wyraził w kilku swoich opowiadaniach, w których samochody symbolizują demoniczne moce i są zwiastunem przeklętej choroby silników spalinowych, na którą umiera świat (za H. C., s.206).

Podobne było zachowanie Tolkiena w innych dziedzinach życia. W ciągu całego żywota wiódł nader skromną egzystencję. Nawet gdy stał się posiadaczem fortuny, jaką przyniosła znakomita sprzedaż jego książek, nie rzucił się w wir hedonistycznej kultury konsumpcyjnej. Pozostał człowiekiem skromnym, który rozwój duchowy i szczęście w życiu rodzinnym przedkładał nad materialny dobrobyt. Trudno w to uwierzyć, ale w domu państwa Tolkienów nie było ani telewizora, ani pralki, ani innych luksusów, a sam uczony każdego dnia dojeżdżał na swe uniwersyteckie zajęcia na wysłużonym rowerze, że o takim drobiazgu, jak pisanie swych opowiadań i prac naukowych w pierwotnej wersji na odwrocie starych formularzy i prac studenckich nawet nie wspomnę (ciekaw jestem, ilu „liderów” i „radykalnych ekologów” ma podobne zwyczaje).

Dla Tolkiena równie niepokojącym co degradacja przyrody znamieniem naszych czasów był postępujący zanik różnorodności kulturowej, miażdżonej walcem — jak zwał to pisarz — „amerykanokosmopolityzmu”. W jednym z listów do swego syna Christophera pisał: (…) to, co większe, mniejszym się teraz staje, a cały świat matowieje czy spłyca się. Przeobraża się cały w jedno przeklęte, małe, prowincjonalne przedmieście. Kiedy już amerykańska higiena, dziarskość, feminizm i produkcja masowa rozprzestrzenią się na cały Bliski Wschód, Daleki Wschód, Środkowy Wschód, ZSRR, Pampę, Gran Chaco, Nizinę Dunajską, Afrykę Równikową, Bliższy, Dalszy i Średni Mumboland, Gondwanę, Lhasę i najbardziej zapadłe wiochy Berkshire, jacyż wtedy będziemy szczęśliwi! W każdym razie powinno to położyć kres podróżom. Nie będzie dokąd pojechać… (za E. F.). Dokonując analizy sytuacji w czasie II wojny światowej, ten zagorzały angielski patriota prorokował, że zwycięstwo aliantów i towarzyszący temu faktowi triumf kultury masowej okażą się na dłuższą metę równie zgubne dla świata, jak hegemonia hitlerowskich barbarzyńców. Owemu wynaturzonemu kosmopolityzmowi przeciwstawiał umiłowanie ziemi ojczystej i zachwyt nad kulturowym zróżnicowaniem rodzinnych stron.

Trudno się zatem dziwić, że w sytuacji, gdy Tolkien w swych książkach zawarł wiele ze swoich poglądów społecznych, ich przesłanie wywarło głęboki wpływ na czytelników i niejednokrotnie stało się inspiracją dla działań o charakterze ekologicznym czy też do dokonania przewartościowań odnośnie stosunku do całej ideologii, na której opiera się cywilizacja przemysłowa. Jak pisze jeden z biografów: Najwyraźniej pisarstwo Tolkiena przemawiało do amerykańskich studentów. Pojawiający się tam nacisk na ochronę naturalnego krajobrazu przed zniszczeniami spowodowanymi przez społeczeństwo przemysłowe harmonizował z rozwijającym się ruchem ekologicznym; łatwo było znaleźć we „Władcy pierścieni” bardzo aktualną problematykę (H. C., s.213). Tolkienowskie utwory stały się inspiracją dla obrońców biologicznej i kulturowej różnorodności na całym świecie, a jego najważniejsze książki zdobyły sobie miano kultowych w środowiskach wszelkiej maści opozycjonistów wobec nieludzkiej cywilizacji nowożytnej. Nic w tym dziwnego, gdyż — jak pisał Paul Kocher: Tolkien był ekologiem, miłośnikiem rzemiosła [chodzi raczej o Chestertonowską decentralizację gospodarczą — R. O.] i pacyfistą na długo przedtem, nim te postawy stały się modne (za: D. G., s.228). Jak niezwykle trafnie z postawą uczonego i pisarza koresponduje fragment jednego z jego opowiadań, który został odczytany podczas nabożeństwa poświęconego pamięci zmarłego w 1973 r. Autora Silmarillionu:

Przed nim stało Drzewo, jego Drzewo, ukończone. Jeśli można było powiedzieć coś takiego o żyjącym Drzewie, którego liście się otwierały, gałęzie rosły i chwiały się na wietrze (…) Popatrzył na Drzewo, powoli uniósł ręce i szeroko je rozłożył.

— To dar! — powiedział. 

Na podstawie:

  • Humphrey Carpenter, J. R. R. Tolkien — wizjoner i marzyciel, Wydawnictwo Alfa — Wero, Warszawa 1997, ss.236; przeł. Agnieszka Sylwanowicz.
  • Daniel Grotta, Tolkien — twórca Śródziemia, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, ss.231; przeł. Marcin Wawrzyńczak.
  • Elwin Fairburn, Tolkien czyli, „mitologia dla Anglii” [w:] „Stańczyk” nr 1(20)/1994, tłum. Jarosław Tomasiewicz.

(Tekst pierwotnie ukazał się w „Zielonych Brygadach” nr 119, następnie przetłumaczono go na język angielski i zamieszczono w piśmie „New Little Gwaihir” no 6)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.