Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Emilian Prałat: Tron, symbol, kompleks i codzienność

Tron, symbol, kompleks i codzienność

Emilian Prałat

W samym sercu Poznania i Wielkopolski stoi wspaniały, biały, marmurowy tron. Przypomina o trudnej historii naszego regionu i zaświadcza o pruskim dziedzictwie kulturowym. Jest też świadectwem niekonsekwencji w wykorzystywaniu jego potencjału.

Tron ten należał do Wilhelma II, niegdyś wielkiego księcia Poznania i ostatniego cesarza niemieckiego. Oczywiście z legitymistycznego punktu widzenia tytuł cesarza niemieckiego był „absolutnie i całkowicie nieważny”, a Wilhelm II, podobnie jak jego ojciec i dziadek oraz – niemogący już wykonywać obowiązków monarchy – następcy, był jedynie królem Prus. Ta sama uwaga odnosi się zresztą do tytułu wielkiego księcia Poznania.

Tron i historia zamku

W Posen po zburzeniu murów twierdzy, która w żelaznym uścisku trzymała miasto, skutecznie ograniczając jego rozwój, postanowiono zrealizować niezwykle ambitny projekt jego przekształcenia w cesarską rezydencję (Residenzstadt Posen).

Dla prowincjonalnego, słabo rozwiniętego wówczas miasta, w którym żywioł niemiecki natrafił na dobrze zorganizowaną, dbającą o kulturę i świadomość narodową, polską społeczność, plan był największą inwestycją od czasów lokowania miasta przez Przemysła II. Władze centralne, zdając sobie sprawę z widocznego gołym okiem odpływu ludności niemieckiej z rubieży wschodnich, jakimi wówczas była prowincja poznańska, starały się uatrakcyjnić miasto. Projekt jego modernizacji przewidywał powstanie najbardziej na wschód wysuniętego przyczółku niemieckiej kultury.

Symbolem pruskiej obecności na tych ziemiach stał się zamek cesarski, swoją formą artystyczną sięgający do tradycji romańskiej, co implikować miało jego „odwieczną” obecność. O ile zamek był symbolicznym i ideowym centrum całego założenia urbanistycznego, o tyle sala tronowa stanowiła ucieleśnienie władzy nad całą prowincją.

Zamek – sala tronowa – tron

W południowej części zamku, od strony dzisiejszej ulicy Święty Marcin, w reprezentacyjnej części umieszczono salę tronową. Była to największa w całym budynku przestrzeń, symbol cesarskiej władzy i egzemplifikacja pruskości.

O szczególnym znaczeniu Sali świadczył fakt, iż umiejscowiona została w wyraźnie odseparowanej od reszty gmachu części. Zajmowała wysokość pierwszego i drugiego piętra, a jej szerokość równa była całemu skrzydłu.

Imponujące rozmiary sali – 600 m2 i 12 m wysokości – sytuowały ją w gronie największych tego typu pomieszczeń nie tylko w całym państwie pruskim, lecz także na kontynencie.

Artykulację ścian sali tworzyły ciągi dwukondygnacyjnych arkad, w dolnej części z motywem trójprzelotowych łuków triumfalnych, w górnej – otwartych do empor. Posadzkę zdobił polerowany, szary marmur. Kolumny wykonano z czerwonego marmuru (co stanowiło nawiązanie do cesarskiej purpury) i ozdobiono brązowymi głowicami.

Salę tronową nakrywał drewniany strop – częściowo złocony. W środkowej arkadzie, w centrum łuku triumfalnego, umieszczono podwójny, cesarski tron.

Wnętrze sali zdobiły podobizny ośmiu niemieckich władców (chronologicznie: Karola Wielkiego, Henryka I, Ottona I, Ottona III, Henryka II, Fryderyka Barbarossy, Henryka VI, Fryderyka II). Bogactwa sali dopełniały witraże z przedstawieniami figuralnymi, inspirowane rzeźbami katedr w Bambergu i Strasburgu posągi muzykujących kobiet, wreszcie potężne żyrandole.

Dekoracja sali wyraźnie podkreślała fakt, iż cesarz jest nie tylko spadkobiercą wielkich władców minionych wieków, lecz także jednym z nich. Sięgając po wzór bazyliki rzymskiej, sala tronowa poznańskiego zamku łączyła w sobie zarówno splendor starożytności, połączony z romańską i nieco bizantynizującą tradycją złotego czasu początków państwa niemieckiego, jak i reprezentacyjnej sali służącej zróżnicowanym uroczystościom.

Z 4 lutego 1909 roku pochodzi projekt tronu cesarskiego (oryginał przechowywany jest w Berlińskim Tajnym Archiwum Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego). Rysunek sygnował Franz Schwechten (1841–1924). Najważniejszy mebel zamku poznańskiego wykonano z pentelijskiego marmuru, odznaczającego się wyjątkową bielą i drobnoziarnistą strukturą. Współcześnie ma wymiary 234 × 193 × 110,5 cm.

Bezpośrednim wzorem dla tronu było siedzisko biskupa Bari, znajdujące się w katedrze San Sabino w Canosa di Puglia.

O ile włoski wzorzec ma formę pojedynczego tronu, z pełnymi ścianami bocznymi, o tyle tron poznański był podwójny i miał o wiele lżejszą formę. Ustawiony był na trzystopniowym postumencie. Na nim osadzono dwa słonie podtrzymujące zasadnicze siedzisko z dwoma trójkątnie zamkniętymi zapleckami, zwieńczonymi szyszkami. Boczne oparcia były niższe, częściowo ażurowe i również posiadały szyszki na przodzie. Wszystkie krawędzie pokryto bogatą dekoracją ornamentalną z motywami roślinnymi.

Tron i jego symbolika

Tron cesarza Wilhelma II ma bogatą symbolikę. Podwójne siedzisko pozwalało na wyeksplikowanie pluralis maiestatis – „my, cesarz”, ale też umożliwiało wspólne występowanie pary cesarskiej w roli monarszej, było więc wyrazem zrównania cesarza i jego małżonki.

Słoń symbolizował niewinność, czystość, a także siłę militarną i wojenne sukcesy. W omawianym przypadku odnosił się, rzecz jasna, do drugiej grupy znaczeń. Śnieżna biel marmuru – w pełnej barw sali – przyciągała i koncentrowała uwagę obserwujących i uczestniczących w uroczystościach.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości tron trafił do katedry gnieźnieńskiej. W 1993 roku powrócił do Poznania, na zamek. I tu zaczyna się – moim skromnym zdaniem – problem związany z tym obiektem.

Tron Wilhelma II nie służył koronacjom, ale był meblem ceremonialnym najwyższej rangi, symbolizował bowiem władzę, majestat i zwierzchność. Cesarz wstępował po trzech stopniach, by zostać wywyższonym ponad wszystkimi zebranymi. Jako jedyny siedział, gdy inni stali lub schylali się w geście hołdowniczym. Wywyższony znajdował się w innej przestrzeni, wyekscerpowany z całej sali. Tron stał w jej centrum, w arkadzie łuku triumfalnego.

Na tronie cesarskim nie miał prawa usiąść nikt poza monarchą. Było to powszechne prawo i symbol respektu dla społecznej gradacji. Taki porządek wynikał, rzecz jasna, z tradycji biblijnej. W sztuce, szczególnie bizantyjskiej, w kopułach i apsydach ukazywano etimazję – pusty tron, na którym przy swym powtórnym przyjściu miał zasiąść Chrystus. Stąd tak silny respekt wobec prawa do zasiadania na tronie.

A pamiętać należy, że europejski ceremoniał dworski wywodzi się w znacznej mierze z kultury bizantyjskiej, która idei królewskości przydała szczególnego znaczenia, łącząc ją z ideą Boskiego namaszczenia i koronacji, jako sakry, jeszcze jednego wyjątkowego sakramentu. W tradycji katolickiej natomiast – sakramentalium.

Cesarz, mimo iż był protestantem, w pełni rozumiał symboliczne znaczenie koronacji oraz towarzyszących jej atrybutów, zwłaszcza zaś tronu.

Losy tronu

W dwudziestoleciu międzywojennym tron przewieziono do Gniezna. Po pierwsze, by pozbawić zamek najważniejszego symbolu władzy zaborcy, po wtóre, gdyż tron znajdować się winien w katedrze koronacyjnej królów Polski. Rozumiano zatem symboliczne znaczenie tronu.

I chociaż nie był tronem polskim, to jednak swą romańską formą wpisywał się bardziej w historyczną narrację związaną ze świątynią koronacyjną.

Zamek, przekazany Uniwersytetowi Poznańskiemu, stał się miejscem równouprawnionego dostępu do wiedzy, stracił symbol, który przypominał – wspólnie z wieżą – o dominacji żywiołu niemieckiego w stolicy Wielkopolski. Decyzja taka – dla samego budynku – była najlepszą z możliwych.

Zmiany po 1989 roku objęły również pamięć historyczną. Do zamku wrócił tron cesarski, wyeksponowano również nieliczne zachowane meble i elementy wyposażenia dawnej siedziby Hohenzollernów.

Obiekt ten, służący kilka dekad jako centrum kultury, przez lata nie doczekał się należytego przypomnienia własnej historii.

Gigantyczna przestrzeń zamku sprzyja lepszemu wykorzystaniu pomieszczeń, z których wiele mogłoby się stać przestrzenią, w której przypomniano by dzieje tego najmłodszego cesarskiego zamku Europy. Współcześnie zamek posiada niewielką, bardzo skromną ekspozycję, skrytą na drugim piętrze. Z uznaniem przyjąć trzeba odnowienie części pomieszczeń w skrzydle zachodnim i ich udostępnienie dla zwiedzających (z aparatem fotograficznym, co przez lata – o zgrozo! – było zabronione).

Jednak ich potencjał jest wykorzystany częściowo. Pojawia się pytanie: Co jest tego powodem?

Okres zaborów był w wielu aspektach czasem niezwykle trudnym, by nie powiedzieć tragicznym, dla całego regionu. Nasi przodkowie, organicznicy, potrafili jednak uczyć się od Prusaków i podpatrując stosowane przez nich rozwiązania, obracali je na pożytek własny. Na tym polegała między innymi najdłuższa wojna nowoczesnej Europy.

Czy z podobną roztropnością, ale i biznesowym zacięciem udało się podejść do tematu zamku cesarskiego po 1989 roku? Wydaje się, że nie.

Po ponad stu latach od powstania zamku mamy z nim utajony problem. Próżno szukać w nim elementów nawiązujących do czasu budowy (poza kilkoma schowanymi na korytarzach zdjęciami z budowy czy wizyty cesarza) lub późniejszej roli w okresie II wojny światowej (słynna przebudowa dla Adolfa Hitlera i późniejsze zajęcie zamku przez namiestnika Kraju Warty).

Prawda o zamku

Zamek cesarski był, jest i będzie zamkiem pruskim. Nie można udawać, że jest inaczej. Nie można przemilczeć tej historii. Jestem przekonany, że wskazane byłoby wyeksponowanie tego fragmentu jego dziejów.

Odbudowano zamek Przemysła, który budzi ogromne kontrowersje, zarówno ze względu na swą formę, jak i historię, która jest niejako rekonstruowana. Zamek cesarski jest w tym względzie bardziej autentyczny, bo posiadamy jego plany, fotografie, znamy kolejne przebudowy i wynikające z nich nowe funkcje, jakie miał spełniać.

Portret cesarza oraz dużego formatu reprinty fotografii z czasów budowy czy inauguracji budynku z właściwym komentarzem nie byłyby wyrazem „prusofilizmu” czy tęsknot za minioną epoką, ale oddaniem racji historycznej prawdzie.

Rekonstrukcja części pomieszczeń zgodnie z oryginalnymi planami i rysunkami byłaby okazją do stworzenia atrakcyjnej na mapie Poznania lokalizacji, która nie dość, że uczyłaby o skomplikowanej historii miasta, to jeszcze byłaby niewątpliwie magnesem przyciągającym turystów – również tych zza Odry.

Dzisiaj posiadamy Szlak Cesarsko-Królewski. Był on świetnym pomysłem, ale zostały po nim w zasadzie tylko tabliczki. Niewielu osobom to hasło cokolwiek mówi, jeszcze mniej osób łączy go z Poznaniem.

Tron cesarski stoi w wieży, w przestrzeni służącej – okazjonalnie także dzisiaj – jako reprezentacyjne wejście do zamku. Jednak z punktu widzenia historii jest to miejsce zaprzeczające całej jego symbolice. Jest on fizycznym symbolem majestatu państwa i ciągłości historii. W kontekście poznańskim tej ciągłości historycznej, rzecz jasna, nie ma, bo zakończyła się wraz z wybuchem powstania wielkopolskiego i przywróceniem wolności naszemu regionowi. Nikt też do jej powrotu nie nawołuje. Jej czas minął.

Jest za to nowy sens, który winien wykorzystywać cały depozyt przeszłości. Wraz z sięgnięciem do okresu pruskiego. Wyobrażam sobie wybrane pomieszczenia, które przywoływałyby – uwzględniając rekonstrukcje pierwotnego wyglądu, ale i nowoczesną formę – czasy obecności Prusaków oraz początki Poznańskiego Uniwersytetu. Dla niego przecież budynki pocesarskie stały się główną siedzibą na kilkanaście lat.

Dla turystów

Współcześnie większość oferty turystycznej krajów zachodnich i południowych w znacznej mierze wykorzystuje elementy związane z tradycją monarszą czy arystokratyczną. Dla wielu turystów to właśnie „królewskość” jest magnesem. Poznań posiada potencjał, ma też historię, która czeka, by zostać odkrytą – tak jak skryty w murach zamku ostatni cesarski tron Europy…

Podobnych przykładów jest w Poznaniu więcej, co – przyznaję – bardzo mnie irytuje. Dość wspomnieć bardzo słabo eksponowany i eksplorowany Ostrów Tumski, niemal całkowicie niewykorzystane pozostałości fortyfikacji (poza niewielkimi fragmentami, które dzięki zapałowi kilku stowarzyszeń i grup rekonstrukcyjnych dbających o nie dotrwały i funkcjonują w nowej formule do dzisiaj), zapomniane (z punktu widzenia atrakcji kulturowo-turystycznej) Targi Poznańskie (myślę tu zwłaszcza o fenomenie Powszechnej Wystawy Krajowej), szeroko rozumiane podziemia, słabo jeszcze obecny w ofercie turystycznej UAM.

Z lekką zazdrością, uznaniem, ale i żalem patrzę na przykład Wrocławia w kontekście umiejętności wykorzystania w ofercie turystycznej i edukacyjnej tradycji akademickich. Aula Leopoldina, Oratorium Marianum, Wieża Matematyczna czy stała ekspozycja muzealna są często odwiedzanymi miejscami. Budynki poznańskich uczelni, ale też gmach Akademii Lubrańskiego czy pozostałości kolegium jezuickiego (gdzie kiedyś mieściło się obserwatorium astronomiczne Rogalińskiego) mają spory potencjał, który miasto i region powinny wykorzystać już kilka, kilkanaście lat temu. Jestem przekonany, że Poznań nie tyle może, ile powinien stworzyć ofertę, która pozwoli aktywnie i atrakcyjnie z kulturowego i turystycznego punktu widzenia spędzić czas w mieście nad Wartą, nie tylko zresztą przez weekend, ale o wiele dłużej. I co najważniejsze – bez kompleksów!

Emilian Prałat – historyk sztuki, filolog slawista, adiunkt w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się sztuką i historią Wielkopolski, zwłaszcza związaną z tradycją ziemiaństwa, specyfiką kulturowo-społeczną XIX wieku, mecenatem artystycznym oraz szlakami relacji interkulturowych.

Pierwodruk: Tron, symbol, kompleks i codzienność (publikujemy wersję poprawioną i nieznacznie zmienioną)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2022 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.