Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Wielbiciel bata „ponad podziałami”

Wielbiciel bata „ponad podziałami”

Jacek Bartyzel

W jedynym zdaniu stanowiącym komentarz do informacji o zaproszeniu Wojciecha Jaruzelskiego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego autor podpisany „aw”, czyli niewątpliwie p. Adam Wielomski, pod zdjęciem (mającym już swoją historię) przedstawiającym obu Panów (Wielomskiego i Jaruzelskiego) pisze: „Na zdjęciu: zwolennik prawicowego i lewicowego autorytaryzmu” (http://www.konserwatyzm.pl/aktualnosci.php/Wiadomosc/7144/).

Sapienti sat! Oto nikt inny, jak sam p. Wielomski (rozmyślnie nie piszę „Profesor”, bo nie o uczonego badacza myśli politycznej tu chodzi, tylko o publicystę, choć on sam mniema, iż w obu tych rolach jest nie tylko ten sam, ale i taki sam; cóż, każdemu wolno się oszukiwać) dezawuuje dawane ongiś wyjaśnienie pobudek swojego sławetnego wywiadu z „Panem Generałem”, jako rzekomo li tylko czystej ciekawości dociekliwego historyka i przyznaje się do zasadniczego i głębokiego powinowactwa, z lekka jedynie neutralizowanego akcydentalnym tu rozróżnieniem na autorytaryzm „prawicowy” i „lewicowy”. Jedno zdanie, które za jednym zamachem niszczy pracę tylu ludzi (jak by nie było również samego autora tego zdania, choćby jako autora książki o Franco) trudzących się nad odkłamaniem pojęcia „autorytaryzm”, które dzięki takiej dezynwolturze na powrót staje się synonimem brutalnego zamordyzmu, obojętnie jakiej barwy i jakiego celu. Jeśli autorytarysta „prawicowy” sam widzi swoje pokrewieństwo z autorytarystą „lewicowym”, to tracą jakiekolwiek znaczenie wszelkie dystynkcje wskazywane przez konserwatywnych teoretyków dyktatury, począwszy od Donoso Cortésa. Nie ma już znaczenia czy jest to dyktatura „z góry” czy „z dołu”, „szabli” czy „sztyletu”, zastosowana jako środek nadzwyczajny dla powstrzymania rewolucji czy rewolucyjna, dla przywrócenia obowiązywalności prawa Bożego czy dla zniszczenia wiary, dla ocalenia ojczyzny czy dla utrzymania jej w niewoli. Zostaje tylko czysty, bezideowy nihilizm kultu „nagiej siły”, fascynacja przemocą, podziw dla jakiegokolwiek stupajki o żelaznej pięści, który chce i umie „trzymać za mordę”. Nihilizm, do którego, jak widać dochodzą i tacy nominalni „monarchiści”, którzy już nawet nie ukrywają, że stracili „wiarę monarchiczną”: to się zdarza, ale żeby od razu czapkować przed podrzędnym gauleiterem i generał-gubernatorem? I ośmieszać się nazywaniem go „ostatnim polskim dyktatorem?

Ten niekłamany podziw dla pięści bylejakiego silnego chama przypomina mi pewną domową anegdotę. Babcia mojej Żony miała, chyba jeszcze przed wojną, służącą – kobietę już niemłodą i wdowę. Pewnego razu obie zgadały się na temat nieżyjącego męża służacej i z jej opowiadań wyłonił się niebudujący obraz notorycznego pijaka, a co gorsza bydlaka, który po pijanemu tłukł żonę do krwi. Babcia wyraziła oczywiście ubolewanie nad losem służącej, iż miała takiego niedobrego męża. I tu nieoczekiwanie służąca zaprotestowała: „O nie, Pani, proszę tak nie mówić, bo co dobry to był!”. „Jak to dobry – pyta zdumiona Babcia – przecieście sami mówili, że pijak?”. – „A tak – dopowiada służąca – pijus okropny i jeszcze mnie nie raz łobrzygoł jakem go pijanego do łóżka kładła i rozbierała”. – „No i bił Was przecież?” – przypomina Babcia. „A tak, prawda – potwierdza służąca – bywało, że jak mnie zdzielił w gębę, tom się aż na ścianę zatoczyła”. – „No to jak możecie mówić, że dobry był?” – „A bo co dobry to był”, nieustępliwie i z pełnym przekonaniem potwierdziła służąca. Nie wyjaśniła wprawdzie w jakiej sferze czynów przejawiała się „dobroć” jej męża (a może po prostu Babcia, będąca osobą bardzo pobożną i także mocno pruderyjną, ocenzurowała w przekazie rodzinnym to wyjaśnienie), choć można się tego domyślać. W każdym bądź razie tok rozumowania i wartościowania owej służącej do złudzenia przypomina analogiczne poglądy „realisty” z portalu konserwatyzm.pl.

Pragnę zaznaczyć, że długo nie reagowałem na nieustanne publiczne zaczepki i docinki p. Wielomskiego pod adresem moim i spraw mi bliskich: na płaskie dowcipasy na temat legitymizmu, „politycznego estetyzmu” czy romantyzmu (dla niewtajemniczonych: te określenia to w ustach ich autora obelgi); moja osoba i moje przekonania to rzeczy drugorzędne i chętnie usuwam się w cień, tym bardziej, że na te tematy p. Wielomski nie ma akurat nic szczególnie ciekawego do powiedzenia. Nigdy nie będę reagował również na próby wywoływania mnie do tablicy, abym potępiał, karcił czy – co już najbardziej groteskowe – „wyciągał wnioski kadrowe”, jeśli tylko taką zachciankę przejawia prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Trudno jednak zachować niezwruszone milczenie kiedy raz po raz, objawiając światu produkty myślowe swojego „realizmu”, p. Wielomski – publicysta i felietonista przekracza bez żenady (tak jak w owej autoprezentacji „autorytarystów”) wszelkie granice przyzwoitości, o dobrym smaku już nie wspominając. Wspomnijmy tylko kilka najbardziej jaskrawych przykładów z ostatnich miesięcy:

— całkowicie kompatybilne z zachowaniem „palikociąt” (też „wykształconych”) miotanie obelg pod adresem własnego narodu, który opanowała „głupawka”, akurat w chwili, kiedy naród ten przeżywał największą tragedię w ostatnim półwieczu i zarazem odnalazł się jako wspólnota (a konserwatysta przecież właśnie dlatego nie jest demokratą, że ludem nie pogardza);

— kabotyńskie zapowiedzi emigracji i zaniechania pisania dla tego głupawego narodu, który za nic nie chce słuchać jego pouczeń oraz ciągłe podkreślenie swojej intelektualnej wyższości – a nawet wysokości zarobków – nad tłumem baranów, pośród którego przyszło mu żyć;

— kompromitujące intelektualnie i moralnie wywody na temat „pochodzenia od Boga” okupacyjnej i ludobójczej władzy Rosji Putina nad Czeczenią i chińskich komunistów nad Tybetem oraz proponowanie, aby te populacje potraktować napalmem. Taka przewrotna interpretacja chrześcijańskiego nihil est potestas nisi a Deo godna jest zaiste cynicznych wywodów senatora Nowosilcowa w Dziadach, a nie św. Tomasza z Akwinu, który nigdy nawet nie nazywa tyrana „królem”, lecz zawsze „okrutną bestią”. I nic tu do rzeczy (w sensie usprawiedliwienia owego rzekomego pochodzenia władzy okupantów) nie ma ani godny również potępienia terroryzm uprawiany przez część Czeczenów, ani demoliberalne dyrdymały opowiadane przez Dalaj-Lamę.

Wystarczy. Oto co może napotkać hipotetyczny młody adept konserwatyzmu, który w poszukiwaniu odtrutki na wszechobecny „matrix” wejdzie na „portal myśli konserwatywnej”. Obok tekstów klasyków konserwatyzmu i studiów o nich (czy obrony tradycyjnej nauki Kościoła), w roli listka figowego, takie, również zatrute cynizmem i pogardą dla „maluczkich” (czyli wszystkich, bo przecież nikt nie sięga takich wyżyn rozumu politycznego, jak autor powoływanych wywodów), sadomasochistyczne korzenie się przed każdą „autorytarną” bestią wyposażoną w kły i pazury.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.