Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Władza i wolność — na marginesie artykułu p. Salwowskiego

Władza i wolność — na marginesie artykułu p. Salwowskiego

Adrian Nikiel

„I salute the Confederate flag (…)”

W artykule „Czy Południe miało rację?” („Nowa Myśl Polska” nr 32 (49)/2002) p. Mirosław Salwowski przedstawił z pewnością ważny i wymagający głębokiej reflexji problem stosunku ludzi Prawicy do Skonfederowanych Stanów Ameryki (CSA) i ich wojny o niepodległość, zwanej również wojną secesyjną. W moim przekonaniu Autor jednak nadmiernie na potrzeby publikacji uprościł niewątpliwie skomplikowane zagadnienie, dodatkowo posługując się aparatem badawczym nie w pełni przystającym do opisywanych realiów.

Lektura wspomnianego artykułu była dla mnie również okazją do przemyśleń zarówno bardziej współczesnej, jak też bardziej ogólnej natury. Dlatego też zdecydowałem się podzielić z Czytelnikami „NMP” moimi uwagami.

Rzeczywistość polityczna zwykle jest o wiele bardziej złożona niż w wynikałoby to z textów nawet najlepszych publicystów. Pan Salwowski bardzo słusznie odwołuje się do niezmiennej doktryny Kościoła świętego, ale nie dostrzega, iż obie strony konfliktu były od niej dalekie. Myśląc o państwie inspirowały się one (błędną i niekatolicką, moim zdaniem) teorią tzw. „umowy społecznej”. Poza tym ich działania determinowała specyficzna mentalność i etyka protestancka. Wszystko to razem (i zapewne wiele innych czynników) złożyło się na nową cywilizację, która można określić mianem cywilizacji atlantyckiej, zasadniczo różną od cywilizacji łacińskiej. W materiale p. Salwowskiego brakuje również arcyważnej informacji, że już w trakcie prezydentury Andrzeja Jacksona ówczesny viceprezydent Jan Calhoun rozwinął, będącą konsekwencją jeffersonowskiej wizji ustroju Stanów Zjednoczonych, zasadę nullyfikacji, zgodnie z którą każdy należący do Unii stan zachowuje pełną suwerenność i ma prawo anulowania wszelkich postanowień władz federalnych, które uzna za sprzeczne ze swymi interesami1. W odniesieniu do zagadnienia władzy państwowej konstytucja Stanów Zjednoczonych dopuszcza interpretację, iż to stany są stronami umowy kreującej rząd federalny, zachowują całkowitą suwerenność i prawo do unieważnienia umowy, jeżeli okaże się ona sprzeczna z ich interesami. Już na długo przed wojną secesyjną zasadę nullyfikacji stosowano w praktyce. Natomiast otwarte tendencje secesyjne występowały w poszczególnych stanach na wiele lat przed rokiem 1860, np. w latach 1846, 1850. Zatem, wbrew stanowisku p. Salwowskiego, nie wiązały się one z osobą takiego czy innego prezydenta, lecz były immanentnie wpisane w konfliktogenny ustrój państwa. Wobec istniejącego układu sił mieszkańcy Południa czuli, że zarówno ich roszczenia społeczne i ekonomiczne nie są skutecznie realizowane przez władze federalne, jak też że kultura tzw. „głębokiego Południa” jest otwarcie deprecjonowana przez demoliberałów i zagrożona przez zjawisko zdefiniowane w drugiej połowie XX wieku jako „polityczna poprawność”. Również wbrew zaskakującej opinii Autora artykułu, ludzie Prawicy powinni mieć świadomość, że po zniesieniu unii i stworzeniu CSA, elity polityczne Północy dążyły do wojny, prowokacyjnie obsadzając wojskiem wejście do Charlestonu, głównego portu CSA, a także otwarcie kontestując inicjatywy pokojowe ówczesnego prezydenta Buchanana.

Abstrahując nawet od tych charakterystycznych przemilczeń, muszę zauważyć, że p. Salwowski delikatnie nagina fakty, pisząc m.in. o „prawowitym władcy” Stanów Zjednoczonych, jakim miałby być Abraham Lincoln. Otóż warto przypomnieć, że Karolina Południowa wystąpiła z Unii już w grudniu 1860 r., a za nią — w styczniu 1861 r. — podobnie postąpiły: Missisipi, Floryda, Georgia, Luizjana i Texas2. W lutym tego samego roku powstały Skonferedowane Stany Ameryki. Problem polega na tym, że prezydentem Stanów Zjednoczonych był w tym czasie Jakub Buchanan. Abraham Lincoln był zaś wyłącznie elektem, a nie zaprzysiężonym i urzędującym prezydentem. Po wyborze (…) pozostał w Springfield, uważając się do czasu objęcia władzy za zwykłego obywatela3. Niby drobiazg, ale…

Ale problem tkwi zupełnie gdzie indziej, jeżeli p. Salwowski z całą powagą odwołuje się do „niezmiennej doktryny Kościoła świętego”. Proponuję chwilę zastanowienia nad legitymacją władzy w Stanach Zjednoczonych.

Jak zapewne powszechnie wiadomo, Stany Zjednoczone powstały w ostatnim ćwierćwieczu XVIII wieku — w wyniku buntu trzynastu kolonij rządzonych przez dynastię hanowerską. Rebelianci, kierując się fałszywą teorią tzw. „umowy społecznej”, zdecydowali się na tejże rzekomej umowy zerwanie. Na drodze rewolucyjnej powołane zostało do życia nowe społeczeństwo. Jego ustrój polityczny — jak nadmieniłem wcześniej — opierał się na zasadzie suwerenności stanów. Rząd federalny uzyskał szerokie, co prawda, ale ograniczone uprawnienia; wszelkie inne sprawy pozostały w rękach stanów. Dokładne wymienienie uprawnień władz centralnych oznaczało, że suwerenna władza nadal spoczywa w rękach stanów, które jedynie dobrowolnie zrzekają się jej części4. W sposób jeszcze bardziej jednoznaczny niż w konstytucji z 1787 r., zasada suwerenności stanów sformułowana została w „Artykułach konfederacji i wiecznej Unii” (weszły w życie w 1781 r.), gdzie stanom zostały zagwarantowane suwerenność, wolność i niezależność5.

Przywołuję te wszystkie fakty, aby zwrócić p. Salwowskiemu uwagę, że jeżeli — domyślnie — zgadza się On, iż koloniści amerykańscy mieli prawo unieważnić „umowę społeczną” z królem Wielkiej Brytanii, nie może równocześnie zanegować prawa Południowców do zerwania kolejnej „umowy społecznej” — kreującej Unię, prezydenta, rząd federalny i inne wspólne instytucje.

W tym miejscu trzeba jednak zauważyć, że zgodnie z logiką, którą kieruje się p. Salwowski w odniesieniu do Abrahama Lincolna, powinniśmy wcześniej uznać, że pierwotnie koloniści zbuntowali się przeciwko „prawowitemu królowi Jerzemu”. Czy jednak można stwierdzić, iż Jerzy, reprezentant dynastii hanowerskiej, był prawowitym królem Anglii, Szkocji, Irlandii oraz brytyjskich kolonii? Właściwa odpowiedź brzmi: nie!

Wydaje się, że nawet nie wszyscy ludzie Prawicy pamiętają (wiedzą?), iż dynastia hanowerska uzurpowała sobie panowanie nad wyspami brytyjskimi oraz koloniami w konsekwencji rewolucji 1688 r. Akurat dla p. Salwowskiego fakt, iż katolicki król Jakub II został obalony i zmuszony do emigracji w związku z podjętą przez Niego próbą rekatolizacji Jego królestw powinien być istotny. Powinniśmy sobie jednoznacznie uświadomić, że od 1688 r. autentyczna monarchia brytyjska trwa na emigracji (reprezentowana przez potomków dynastii Stuartów po kądzieli), natomiast znany nam żałosny, protestancki ersatz to tylko parodia monarchii z łaski parlamentu.

Podsumowując zatem: w latach 1860/61 stany połączone w ramach nowego państwa (CSA) wypowiedziały „umowę społeczną” pozostałym stanom i władzom federalnym, czyniąc to zgodnie z przyjętymi w Stanach Zjednoczonych zasadami ustrojowymi, czerpiącymi swoje uzasadnienie z myśli politycznej Jana Locke'a. Kilkadziesiąt lat wcześniej część kolonistów ze wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej rozwiązała „umowę społeczną” z uzurpującym sobie tron brytyjskim „Jerzym III” i w wyniku rewolucji zawiązała nowe społeczeństwo. Natomiast sam „Jerzy III” mógł zasiadać na cudzym tronie wyłącznie dlatego, iż Jego poprzednicy wzięli skuteczny, niestety, udział w rewolucyjnym zamachu mającym zapobiec doprowadzeniu społeczności wysp brytyjskich do pełnej jedności z katolickim Rzymem. W czasie przywoływanych przeze mnie wydarzeń prawowitymi monarchami brytyjskimi byli: Karol III i Henryk IX (I) [XVIII wiek], natomiast w okresie wojny secesyjnej panowanie prawnie należało się królowi Franciszkowi I. A zatem, jeżeli już p. Salwowski decyduje się na posługiwanie terminem „prawowity władca” i czyni to z inspiracji katolickiej, powinien ostatecznie zastanowić się, czy za owego władcę nie należałoby uznawać nie jakiegoś wyniesionego przez lud Abrahama, lecz właśnie Franciszka, potomka Stuartów.

Specyficznego zabarwienia śmiałej teorii o prawowitej władzy prezydenta Lincolna nadaje świadomość, że ten rzekomo najwybitniejszy w dziejach przywódca USA świadomie łamał konstytucję i wykorzystywał swoją kadencję do uzurpowania władzy nienależnej rządowi federalnemu. To właśnie Lincoln może być uznany za prekursora demoliberalnego totalitaryzmu i wojen motywowanych ideologicznie. Nie waham się stwierdzić, że destrukcyjne skutki jego rządów można przyrównać do efektów rewolucji społecznej w Polsce, przeprowadzonej na mocy Manifestu PKWN. W wyniku osiemnastowiecznej rewolucji w trzynastu koloniach zniszczona została ówczesna probrytyjska arystokracja, zaś po wojnie secesyjnie federalne władze okupacyjne zadały ostateczny cios „warstwie przodkującej”, niszcząc południowe ziemiaństwo, jego etos i kulturę.

Chylę czoła przed ludźmi, którzy przeciwstawili się federalnej tyranii. I przed tymi, którzy do dziś odmawiają uznania powojennej okupacji CSA przez Stany Zjednoczone.

Myślę, że z powyższego zestawienia wynika już nazbyt jednoznacznie, dlaczego atakowanie wyboru Południowców na podstawie oderwanych od siebie, nawzajem sprzecznych, nie do końca uświadomionych (i tym bardziej przywoływanych) przesłanek i argumentów, nie tylko nie pozwala na dokonanie merytorycznego rozstrzygnięcia, jaki powinien być narodowo-konserwatywny punkt widzenia na CSA, lecz wprowadza tylko dodatkowo zamieszanie w wystarczająco skomplikowanej materii.

Pewne zdziwienie może budzić, że znany tradycjonalista, jakim jest Autor artykułu, nie dostrzega, iż „grzechem założycielskim” twórców późniejszych Stanów Zjednoczonych było nie ustanowienie autentycznie prawowitej władzy. Ten grzech, nie po raz pierwszy w dziejach ludzkości, musiał doprowadzić do tragicznych skutków.

* * *

Idee mają konsekwencje… Przesłanie ideowe, które p. Salwowski zawarł w artykule „Czy Południe miało rację?”, ma również bardzo niebezpieczne konsekwencje dla sytuacji Polski i Polaków w Europie XXI wieku. Uważny Czytelnik „NMP” bez trudu mógł dostrzec uderzające podobieństwa między Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską.

Podobnie jak w przypadków nowych terytoriów włączanych do USA, droga do Unii Europejskiej wiąże się z wykupieniem biletu w jedną stronę. UE świadomie została skonstruowana w ten sposób, że nie istnieją żadne przepisy umożliwiające państwom członkowskim jej ewentualne opuszczenie. Jak zauważył znany eurofederasta, p. Wojciech Sadurski: Secesja: według dominującego poglądu prawniczego w doktrynie prawa unijnego państwa członkowskie nie mają uprawnienia do wystąpienia z Unii Europejskiej, (…) granice między państwami członkowskimi nie mają większego znaczenia niż granice między stanami w USA, (…) nikt już nie może powiedzieć, że organy unijne są reprezentacją poszczególnych państw, a nie obywateli Unii6. Już dzisiaj w UE otwarcie negowane są podstawowe zasady konstytuujące cywilizację łacińską, tę cywilizację, dzięki której istnieje Polska. Już dzisiaj w UE Święta Wiara Katolicka spychana jest na margines życia publicznego. W Polsce, której pseudoelity marzą o jak najszybszym złożeniu hołdu Wielkim Braciom z Bruxeli i Strasburga i pozbyciu się „nieznośnego brzemienia” niepodległości, demokracja w najbardziej obskuranckim wydaniu została narzucona społeczeństwu jako system nie mający żadnej alternatywy. Wziąwszy to wszystko pod rozwagę, zastanówmy się, jak wyglądałaby sytuacja naszej Ojczyzny, jeżeli kiedyś Polacy uświadomiliby sobie, że obecność Polski w UE nie zapewnia realizacji interesów narodowych i dobra wspólnego… Czy niepokorna Polska nie zostałaby zniszczona, jak stało się to z CSA? Czy przypadkiem któryś z komisarzy UE nie strawestuje złotej myśli jednego z północnych okupantów, ogłaszając: Sprawię, że Polska zawyje z bólu?!

Podsumowując, p. Salwowski powinien zastanowić się, czy w osobliwy sposób nie jest tradycjonalistyczno-katolickim zwolennikiem Unii Europejskiej. Śmiem twierdzić, że w „stanie natury” takie zjawisko nie istnieje…

Ciekawe witryny internetowe

Pełna wersja artykułu opublikowanego ze skrótami w tygodniku „Nowa Myśl Polska” nr 34 (51)/2002 r.


1 W. Osiatyński, Ewolucja amerykańskiej myśli społecznej i politycznej, Warszawa 1983, s. 216.

2 Natomiast „górne Południe” — Wirginia, Karolina Północna, Arkansas, Tennessee — przyłączyło się do Konfederacji (kwiecień — maj 1861 r.) w proteście przeciwko wymierzonej w Południe polityce Lincolna.

3 L. Korusiewicz, Wojna secesyjna 1860 — 1865, Warszawa 1985, s. 86.

4 W. Osiatyński, op. cit., s. 107.

5 W. Osiatyński, op. cit., s. 97.

6 W. Sadurski, Pożegnanie z suwerennością, „Rzeczpospolita” nr 168, 20 lipca 2002 r.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.