Jesteś tutaj: Publicystyka » Norbert Wójtowicz » Wrocław pełen masonów

Wrocław pełen masonów

Norbert Wójtowicz

Z Norbertem Wójtowiczem, autorem szeregu artykułów poświęconych wolnomularstwu i redaktorem książki pt. „SZTUKA KRÓLEWSKA. Historia i myśl wolnomularstwa na przestrzeni dziejów” rozmawia Andrzej Krajewski.

— Co to jest masoneria?

— Nie jest to łatwe pytanie, gdyż definicje związane z wolnomularstwem bywają bardzo rozbieżne. Czasami można znaleźć określenie, że masoneria to droga człowieczeństwa, awangarda postępu. Z drugiej strony widzimy opinie, iż jest to szkoła zbrodni, fałszu i kłamstwa. Masoneria to w niektórych wypowiedziach wręcz pomiot szatana. Co więc jest istotne w tych definicjach? Co je łączy? Element ten podkreślają często zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy wolnomularstwa — słowo „wolnomularz” oznacza człowieka wolnego od wszelkich dogmatów.

— A jak wyglądają tradycje masońskie we Wrocławiu?

— Wrocław ma dość duże tradycje, jeśli chodzi o działalność lóż wolnomularskich. W mieście tym miała swą siedzibę Wielka Loża Prowincjalna śląska, wchodząca w skład Wielkiej Loży Krajowej Wolnomularzy Niemiec. Wrocław był również miejscem działalności Wielkiej Loży Prowincjalnej dla Śląska wchodzącej w skład Wielkiej Loży Prus.

— Przepraszam, że przerwę, ale kilkukrotnie użyte zostało określenie „Wielka Loża”. Skąd taka mnogość?

— Istotnie, w Polsce przyzwyczailiśmy się, że określenie to samo w sobie jest już wystarczająco jednoznaczne. W przypadku wolnomularstwa niemieckiego sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Przede wszystkim działały tutaj trzy tzw. staropruskie Wielkie Loże: Wielka Narodowa Loża-Matka „Trzech Globów”, Wielka Loża Krajowa Wolnomularzy Niemiec i Wielka Loża Prus. Obok nich istniały również inne obediencje. Ich ilość zmieniała się na przestrzeni dziejów. Dla przykładu w chwili przejęcia władzy przez narodowych socjalistów w Niemczech funkcjonowało jeszcze osiem innych Wielkich Lóż.

— Wróćmy jednak do Wrocławia.

— Działające w mieście loże należały do różnych systemów. Największe znaczenie miały tu oczywiście tzw. staropruskie Wielkie Loże. Wystarczy tu wspomnieć chociażby związane z Wielką Narodową Lożą-Matką „Trzech Globów” warsztaty „Fryderyk pod złotym berłem” i „Blücher pod wolnością i światłem”. Loża „Pod trzema szkieletami” z 1741 r., loża „Pod kolumną” i najmłodsza z nich „Pod dzwonem” podlegały Wielkiej Loży Krajowej. Powstały w 1813 r. „Horus” związany był z Wielką Lożą Prus. Znaczenia lóż staropruskich we Wrocławiu nie sposób przecenić, lecz jak łatwo można zauważyć, nie miały one wyłączności. Dość duże wpływy posiadała tu również Wielka Loża-Matka Eklektycznego Związku Wolnomularskiego, której podlegały „Herman pod stałością”, „Mozart pod miłością i obowiązkiem” oraz „Jan pod trzema różami”. Ponadto w mieście pracowały również warsztaty związane z Wielką Lożą Hamburga i Wielką Lożą „Pod słońcem” w Bayreuth. Mówiąc o działalności wolnomularzy we Wrocławiu warto też wspomnieć o wydawanym przez nich piśmie „Schlesische Logenblatt”.

— Było tych lóż dość dużo, czy należy z tego wnioskować, że masoni cieszyli się życzliwością i pomocą oficjalnych władz Niemiec?

— W okresie monarchii w Niemczech, trzy wielkie staropruskie loże cieszyły się akceptacją, ba, można by powiedzieć, że w pewnych okresach nawet jej poparciem. Związane to było zapewne z chęcią uszanowania przez panującego pamięci o takich poprzednikach jak Fryderyk Wilhelm II czy Fryderyk Wielki, którzy parali się wolnomularstwem. Loże niemieckie dbały zresztą o swój pozytywny wizerunek w oczach monarchy, chociażby przez fakt wysłania do cesarza Wilhelma II, po rozpoczęciu przez niego wojny napastniczej, depeszy określającej go mianem wodza wybranego przez Boga i władcy ukoronowanego w zwycięstwa. W latach istnienia Republiki Weimarskiej w Niemczech powstają kolejne warsztaty wolnomularskie.

— Jeżeli istotnie sytuacja masonerii w Niemczech była tak dobra, to jak mogło dojść do jej upadku?

— Po przejęciu władzy przez Hitlera wszystko uległo drastycznym zmianom. W dniu jego nominacji na urząd kanclerza trzy staropruskie loże wysłały telegram z zapewnieniem o swej lojalności. Wkrótce jednak w całym kraju coraz wyraźniej można było dostrzec na ulicach butne zapowiedzi z hitlerowskich pieśni „Einst wir der Erdball erbeben, Erzittern des Menschen Geschlecht” (kiedy zatrzęsie się ziemia, zadrży ludzki ród). Chcąc uniknąć nowych trudności część obediencji próbowała przystosować się do istniejącej sytuacji. Wkrótce też wyrzekły się tradycji, wolnomularskich obrzędów i powiązań międzynarodowych. W lożach staropruskich posunięto się nawet do tego, że wprowadzono do statutów paragraf aryjski. Równocześnie posunięciom tym towarzyszyły zmiany nazw podkreślające teraz Niemiecko-Chrześcijański charakter Zakonu. Mimo to władze nie ufały masonom, zaś ich poczynania traktowały jako próbę zakamuflowania się. W 1935 r. rząd dokonał urzędowego rozwiązania lóż i konfiskaty majątku. Zlikwidowano wtedy ostatecznie wolnomularstwo w Trzeciej Rzeszy, choć z drugiej strony można się zastanowić czy rezygnując z głoszonego humanitaryzmu na rzecz samej tylko egzystencji wolnomularze niemieccy sami już wcześniej nie zabili tego ruchu.

— Kto ze sławnych ludzi należał do wrocławskich lóż?

— Do lóż zawsze starano się ściągać przedstawicieli tych grup społecznych, które moglibyśmy określić mianem elity. Na przestrzeni dziejów w tutejszych lożach znajdziemy nazwiska takich osób, jak chociażby: wrocławski pisarz Paul Barsch, kompozytor i dyrygent Leopold Damrosch, czy wybitny botanik i profesor uniwersytetu Heinrich Friedrich Link. Widzimy tu osoby ze świata nauki i przedstawicieli wolnych zawodów. Ale nie tylko. Osobą, która przyczyniła się do powstania loży w Ołomuńcu, był Philipp Gotthard hrabia von Schaffgotsch, kanonik wrocławski, a w późniejszym okresie również tutejszy biskup. Jego następca na katedrze, Joseph Christian Franz książę Hohenhohe Waldenburg Bartenstein, czterdziesty czwarty z kolei metropolita wrocławski również nie stronił od lóż.

— A jak wyglądało odradzanie się działalności masonerii w powojennym Wrocławiu, gdzie przecież nastąpiła wymiana prawie całej ludności i wydawać by się mogło, że tradycje tej działalności zostały ostatecznie przerwane?

— Sytuacja we Wrocławiu po zakończeniu wojny wyglądała podobnie jak w całej Polsce. Przez czterdzieści pięć lat wolnomularstwo nie miało tu racji bytu. Prawdziwe odrodzenie tego ruchu w kraju zaczyna się po roku 1989. We Wrocławiu miało to miejsce jeszcze później. W 1993 r. grupa adeptów loży „Tor zum Osten” w Kassel zdecydowała się na obudzenie uśpionej od 1935 r. loży „Horus”. Przewodniczącym tego warsztatu został Manfred Adamietz z Regensburga. W początkowym okresie loża ta pracowała jako wrocławska „loża na wygnaniu” pod opieką Wielkiej Loży Dawnych Wolnych i Uznanych Mularzy Niemiec. Jednym z podstawowych celów, jaki postawiła sobie na początku, był powrót do Wrocławia. 16 kwietnia 1994 r. patronująca jej obediencja wniosła światło do loży we Wrocławiu. W uroczystościach tych przebiegających pod hasłem: „Wrocław nie jest niemiecki — Wrocław nie jest polski — Wrocław jest europejski” wzięło udział 40 wolnomularzy z Polski i Niemiec. Językiem urzędowym działającej od początku w duchu pojednania nowej placówki jest w równej mierze polski i niemiecki.

— A co to jest „przebudzenie” i „wniesienie światła”?

— „Przebudzenie” loży, mówiąc w największym skrócie, wiąże się z podjęciem decyzji o rozpoczęciu działalności nie funkcjonującej czasowo, a więc „uśpionej” loży. Określenie „wniesienie światła” oznacza natomiast uroczyste rytualne zainaugurowanie prac lożowych.

— Jak wyglądała dalsza działalność loży „Horus”?

— Pierwszym problemem, z którym zetknęła się loża, była istniejąca w wolnomularstwie regularnym już od końca XVIII wieku zasada terytorialności. Przewiduje ona, iż jeżeli na terenie państwa istnieje Wielka Loża, to posiada ona prawo wyłączności do zakładania na swoim terytorium nowych lóż i do podporządkowania sobie lóż działających w państwie. W tym okresie w Polsce pracowała już Wielka Loża Narodowa, zaś „Horus” był podporządkowany lożom niemieckim. By wyjść z tego impasu podjęto decyzję, że istniejący status tego warsztatu będzie ważny tylko do 31 grudnia 1994 r., kiedy to „Horus” wejdzie w skład Wielkiej Loży Narodowej Polski. Nie została ona jednak ostatecznie sfinalizowana.

— Czy „Horus” jest jedyną lożą we Wrocławiu?

— Nie, 17 września 1994 r. erygowana została we Wrocławiu loża „Zygmunt”, należąca do Independent Order of Odd Fellows. Ponieważ Zakon ten nie posiada w Polsce własnej obediencji, warsztat ten podporządkowany jest aktualnie Wielkiej Loży Szwecji. Organizacja ta często bywa określana mianem wolnomularstwa drobnomieszczańskiego. Nadmistrz Loży nr 1 „Zygmunt” — Zdzisław Olszowski, stwierdza kategorycznie, że IOOF nigdy nie miał i nie ma nic wspólnego z masonerią. Podobnie twierdzą w większości wypowiedzi wolnomularze podkreślający, że struktura lożowa to za mało. Historycy zazwyczaj przychylają się do tej opinii, co jednak nie przeszkadza im czasem wymieniać jednym ciągiem Niezależny Zakon „Odd Fellows” obok szeregu różnych systemów wolnomularskich.

— A na czym więc polega różnica?

— Niezależny Zakon „Odd Fellows” za oficjalny cel stawia sobie szeroko pojętą działalność humanitarną: pomoc chorym, grzebanie umarłych, udzielanie pomocy uciśnionym, wspieranie wdów i wychowywanie sierot. Wolnomularze akceptują ogólną linię działalności Zakonu, choć niejednokrotnie zarzucają mu, że przy rozpowszechnianiu dobrych uczynków i pracy nad rozwojem moralności, jest to organizacja skierowana głównie na wspieranie własnych członków.

— Taki swoisty związek zawodowy?

— Poniekąd można by tak właśnie powiedzieć, gdyż obok głoszonego przez nich dążenia do braterstwa wszystkich ludzi i uszlachetnienia całej ludzkości, istotna jest tu pomoc materialna i wzajemne obowiązkowe wspieranie się członków.

— Czemu więc loża „Zygmunt” może być utożsamiana z wolnomularstwem?

— Niezależny Zakon „Odd Fellows” jest organizacją zrzeszoną w strukturach lożowych, posiada stopnie wtajemniczenia, własna ceremonię i zbliżony nieco do wolnomularskiego rytuał inicjacyjny. Tak jak fartuszek stanowi nieodłączny symbol wolnomularstwa, tak w IOOF mamy do czynienia z regaliami, czyli specjalnym kołnierzem-odznaką związanym swym kolorem i symboliką z poszczególnymi stopniami wtajemniczenia. Na pierwszy rzut oka bardzo to wszystko podobne do masonerii, ale jak powiedział w jednym z wywiadów nieżyjący już wielki mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski Tadeusz Gliwic — „w teatrze też są loże, ale nikomu nie przychodzi do głowy, by uznawać teatr za strukturę masońską”.

— Kto zatem działa w wolnomularstwie?

— Jak już wspomniałem, wolnomularstwo zawsze starało się, by w jego szeregach działały elity. Zakres tego pojęcia ulegał na przestrzeni dziejów pewnym zmianom. Początkowo była to arystokracja, potem zaczęli przeważać ludzie nauki. Obecnie w Wielkiej Narodowej Loży Polski, jak zaznaczał Tadeusz Cegielski, przeważają historycy, socjologowie, jest również kilku prawników i ekonomistów. W przeciwieństwie do przedwojennego wolnomularstwa dzisiaj brakuje w lożach lekarzy i społeczników, a w porównaniu z masonerią zachodnią mało jest też przedstawicieli biznesu.

— Czym więc w końcu zajmują się organizacje masońskie?

— Przeciwnicy zarzucają im, że dążą do panowania nad światem. Sami wolnomularze mówiąc o swej działalności często starają się zbyć to enigmatycznym stwierdzeniem, że chodzi tu o „działalność dla dobra ludzkości”.

— Dziękuję.

Text ukazał się w piśmie „ROJALISTA — Pro Patria” nr 25 (przedruk za: „Słowo Polskie”, nr 272 z 25 listopada 1997, s. 5; nr 273 z 26 listopada 1997, s. 5).

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.