Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Wspominając legitymizm w Danii

Wspominając legitymizm w Danii

Adrian Nikiel

14 stycznia 1972 roku zmarł król Fryderyk IX (miłośnik żeglarstwa i muzyki, dla którego wielką przyjemnością w czasie wolnym było dyrygowanie orkiestrą symfoniczną radia duńskiego), szczerze opłakiwany przez rodzinę i poddanych. Na tron wstąpiła najstarsza z jego trzech córek, jako Małgorzata II. Było to możliwe jedynie dzięki zmianie duńskiego prawa sukcesyjnego w 1953 r., w wyniku której odsunięto jej stryja i prawowitego następcę tronu, xięcia Kanuta. Motywacją do niej miała być większa popularność królewskiej córki, jak również rosnąca rola kobiet w życiu publicznym. Gdyby nie ta zmiana, od 1976 r. królem byłby zapewne Ingolf, zwany obecnie hrabią Rosenborga i pozbawiony praw do tronu1.

Jubileusz Małgorzaty II jest zatem kolejną okazją do zastanowienia się nad procesem przekształcania monarchij w koronowane demokracje, gdzie jedynym kryterium „prawowitości” władzy (że pozwolę sobie na ironiczne użycie tego określenia) jest „nowoczesność” ustroju i „popularność” następcy tronu. Ustroju, w którym nie odwieczne prawa, lecz parlament i referendum decydują o tym, kto będzie kolejnym monarchą. Dziś Jubilatka ceniona jest nie za dokonania polityczne, lecz za aktywność, która w czasach ancien régime’u uchodziłaby za szlachetne, ale jednak tylko królewskie hobby2. W dodatku za czasów jej „panowania, ale nie rządów” doszło do kolejnej rewolucji w prawie sukcesyjnym: w imię równości płciowej jakąkolwiek preferencję dla sukcesji w linii męskiej zastąpiła w 2009 r. preferencja dla primogenitury absolutnej, czyli zależnej wyłącznie od wieku, a nie od płci potomków lub dalszych krewnych władcy. W konsekwencji w każdym kolejnym pokoleniu Królewski Dom Danii może nosić inne nazwisko. Pojęcie dynastii zostało rozmyte.

Król Danii Fryderyk IX

Jeżeli połączyć to z rozluźnieniem za panowania Fryderyka IX tradycyjnych oczekiwań, że członkowie Domu Danii będą żenić się z osobami pochodzącymi z innych domów panujących, Dania po drugiej wojnie światowej stała się przedmiotem swoistego experymentu, na przykładzie którego pogrobowcy Starego Ładu mogą obserwować, jak monarchowie stają się coraz bliżsi ludu, tak bardzo bliscy, że w końcu od poddanych odróżnia ich tylko popularność wynikająca z rozpoznawalności. Dziś Małgorzatę II popiera ponad 80 % poddanych. Ale jaka przyszłość czeka jej następców, gdy te wskaźniki się zmienią? Jak wtedy spróbują uprawomocnić swoją obecność w komplexie pałacowym Amalienborg? Ostrzeżeniem może być wysoka absencja w trakcie referendum w czerwcu 2009 r., jak również oddane wtedy liczne głosy nieważne.

W tym kontekście nie może dziwić wywiad dla BBC News poświęcony uznaniu, jakim Małgorzata II darzy Elżbietę II, spadkobierczynię antyangielskiej rewolucji roku 1688, a nie Franciszka II, prawdziwego króla Anglii, Szkocji, Irlandii i Bawarii. Władczyni podkreśla wprawdzie, że życie panującego to nie wyrok, lecz życie w służbie (poddanym), ale trudno uniknąć wrażenia, że nie udziela przy tym właściwej odpowiedzi na dylemat, czy królowie mają podążać na czele ludu, kierować nim, czy raczej powinni iść za ludem, gorliwie spełniając kolejne oczekiwania poddanych. Być może trudno jest o odpowiedź w sytuacji, gdy na mocy decyzji parlamentu królowa zajmuje tron, który zgodnie z królewskim ordonansem Chrystiana IX z 1853 r. powinien przypaść jej stryjowi i jego męskim potomkom3. Z drugiej strony – za pewną odpowiedź można uznać konstatację ze strony internetowej BBC News, że królowa wie, iż monarchia musi zmieniać się z duchem czasu.

Jakkolwiek by na to patrzeć, prymat ducha czasu, tego najstraszniejszego ze wszystkich duchów, pozostaje jednak w sprzeczności z opinią cytowaną przez p. Teodora Harveya za bliżej nieokreślonym dziennikarzem o sympatiach republikańskich:

Dania jest przez naszego Pana wybrana jako kraj, który zachowuje zasady monarchiczne aż do końca czasów. Kiedy reszta świata oddali swoich monarchów, Dania będzie zachowana jako mały, prehistoryczny kraj z bajkowym królem, który na wielkie uroczystości jeździ w złotym powozie, podczas gdy złote jabłka tańczą w fontannie w Rynku. A turyści z całego świata pielgrzymować będą do Danii, aby zobaczyć, jak było w dawnych czasach.

Amalienborg

Trudno z polskiej perspektywy ocenić, na ile Małgorzata II miała świadomość tej „przepowiedni”, kiedy w sześciokonnym, złotym powozie z eskortą gwardii przemierzała w sobotę wśród dziesiątków tysięcy wiwatujących poddanych trasę między Amalienborgiem a kopenhaskim Ratuszem. Na królową i xięcia małżonka czekał koncert jubileuszowy, a wśród gości znalazły się monarsze pary z Norwegii i Szwecji, grecka rodzina królewska, prezydent Islandii i członkowie duńskiego rządu. Czterdzieści lat temu z ratuszowego balkonu ówczesny premier Danii ogłosił Małgorzatę II królową.

W sobotni poranek, przed rozpoczęciem obchodów, królowa w towarzystwie królowej Grecji i xiężniczki Benedykty, a także xięcia małżonka, synów i synowej, udała się prywatnym pociągiem do Roskilde, aby w tamtejszej katedrze złożyć wieniec na grobie swoich rodziców. Podobnie postąpiły jej siostry, a każdy wieniec był w innych barwach. Większość duńskich monarchów została pochowana w tej średniowiecznej świątyni.

Uroczystości rocznicowe kontynuowano w niedzielę, ich częścią stało się pięćsetne oficjalne spotkanie królowej z duńskim gabinetem rządowym, nabożeństwo i uroczysta kolacja z rodziną, zagranicznymi gośćmi i duńskimi dygnitarzami.

Jeżeli prawdziwy jest wygłaszany niekiedy pogląd, że królestwo może przetrwać tam, gdzie poddani rozpoznają się w osobach monarchów, widzą w nich cechy charakterystyczne dla siebie, to sytuacja, w której panowanie Małgorzaty II nie jest otwarcie kontestowane nawet przez skrajną lewicę, skłania do zastanowienia, czy monarchia, która nie jest znakiem sprzeciwu wobec demoliberalnej nierzeczywistości, nie zatraciła sensu swojego istnienia. Czy za tłumami skandujących i śpiewających Duńczyków nie kryje się jakaś przerażająca, ontologiczna pustka, jeżeli to wszystko dzieje się w kraju, w którym 1 października 1973 r. ostatecznie zalegalizowano aborcję na życzenie, „prawo” do rozwodu nie zna ograniczeń, a pastor, jako pracownik chrześcijańskiego wyznania państwowego, może być ateistą? To również należy mieć na uwadze, gdy ocenia się pierwsze czterdzieści lat panowania Małgorzaty II i jej ogromną popularność…

zdjęcia: Adrian Nikiel

Wywiad dla stacji CNN - reflexje na czterdziestolecie.


1 Z tym zastrzeżeniem, że w 1968 r., już bez szans na objęcie przysługującej mu władzy, xiążę Ingolf zawarł małżeństwo morganatyczne.

2 Autorzy piszący o Małgorzacie II zwykle przypominają, że studiowała m.in. archeologię, projektowała stroje dla królewskiego baletu, jest autorką obrazów, znaczków pocztowych i ilustracyj do duńskiej edycji Władcy pierścieni (to wyliczenie mogłoby być jeszcze obszerniejsze). Nie korzysta z Internetu i telefonii komórkowej, a poza tym jest nałogową palaczką. W relacjach z czterdziestej rocznicy przypomina się także, że jest współautorką przekładu xiążki Szymony de Beauvoir Wszyscy ludzie są śmiertelni, co skądinąd rzuca ciekawe światło na ideowe zainteresowania królowej…

3 Trzeba przy tym zauważyć, że obecnie w 2012 r. również przywrócenie tronu linii męskiej nie ocaliłoby duńskiego legitymizmu. Ingolf zawarł małżeństwa morganatyczne i nie ma dzieci, natomiast jego brat Chrystian z takiego związku dochował się tylko trzech córek, z których wszystkie zawarły małżeństwa ze „zwykłymi śmiertelnikami”. Ponieważ te morganatyczne związki zawarte zostały już po obaleniu przez parlament królewskiego ordonansu, można tylko „gdybać”, jak odsunięcie od należnego ich linii tronu wpłynęło na życiowe wybory obu braci. Być może jakimś „kołem ratunkowym” dla duńskiego legitymizmu byłoby odwołanie się do praw innych potomków króla Chrystiana IX, którzy zostali odsunięci od sukcesji poprzez obalenie prawa salickiego w 1953 r.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.