Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Wymagać więcej

Wymagać więcej

Adrian Nikiel

Jego nauce o dobru i złu uwieść się nie dam. W tym względzie wolę słuchać innych nauczycieli.
Krzysztof Koehler

Dziś widzę jednak, że te moje dobre chęci nadają się głównie na piekielny bruk.
Wojciech Wencel

Pan Wojciech Wencel jest wybitnym poetą, być może najważniejszym poetą mojego pokolenia. To akurat zweryfikuje historia. Jako autor narodowej mitologii sprawdza się znacznie gorzej. Do tego wniosku doszedłem po lekturze wywiadu, jakiego Mistrz udzielił miesięcznikowi „Nowe Państwo”1.

Już w leadzie artykułu padają szokujące słowa, z których wynika, że każdy, kto po 10 kwietnia 2010 r. nie głosuje na Prawo i Sprawiedliwość, jest zdrajcą. A zatem – jeżeli nie zawodzi mnie znajomość mowy ojczystej – subtelny niegdyś autor ubliża m.in. kandydatom na posłów i senatorów z list Kongresu Nowej Prawicy. Nie lepiej traktuje wyborców tego ugrupowania. Nie próbuje nawet ubrać swojego przekonania o tej „zdradzie powszechnej” w jakieś dające się przedyskutować argumenty. A w moim mózgu – jak rozumiem – szwabskiego zaprzańca, izraelskiego agenta i ruskiego pachołka pojawia się niedające odegnać pytanie: dlaczego miałbym głosować na formację, której czołowy ideolog obraża mnie bez najmniejszego powodu?

Co godne odnotowania, autorką skandalicznego wywiadu, która bynajmniej nie podjęła polemiki ze swoim rozmówcą w obronie zdrowego rozsądku, była redaktor Joanna Lichocka. Tak, ta sama redaktor Lichocka, która okryła się niesławnymi działaniami cenzuralnymi w odniesieniu do przywódcy polskiej Prawicy, pana Janusza Korwin-Mikkego. Tym razem o cenzurze nie było mowy, wobec p. Wencla pani Lichocka spełniła rolę uchwytu do mikrofonu, nie padło ani jedno pytanie, które mogłoby świadczyć o tym, iż poeta nie jest nieomylny. Ale cóż, zagrożeniem dla Systemu demoliberalnego w Polsce jest p. Janusz Korwin-Mikke, więc on i jego ludzie zawsze będą spychani na margines i rugowani ze świadomości społecznej. Zwykły los niepokornych, dobrze, że Bereza Kartuska jest chwilowo pod władzą Łukaszenki…

Panu Wenclowi należy się wdzięczność za to, że nie ukrywa, iż prezydent Kaczyński był kontynuatorem polityki romantycznej i polityki Piłsudskiego, czyli tego sposobu myślenia, który doprowadził do klęsk Polaków w XIX i XX wieku. Jednocześnie jednak stara się z tego stworzyć nową mitologię, swoisty kult Lecha Kaczyńskiego, co prowadzi do przemilczania wielu niewygodnych faktów.

Kiedy pada pytanie, czy p. Wencel uważa Polskę za kraj niesuwerenny – co akurat jest oczywiste dla każdego, kto pamięta, że parę lat temu Polska pozbyła się niepodległości na rzecz Unii Europejskiej – twórca zręcznie ogranicza się do rozważań o ograniczeniach demokracji i podobieństwie prowincji polskiej UE do Rosji Putina. Czy zatem powinniśmy przyjąć, że Traktat Lizboński na mocy jakiegoś magicznego hokus-pokus sam się podpisał? Czy wcześniej posłowie Prawa i Sprawiedliwości nie wiedzieli, za czym głosują, gdy poparli przyłączenie Polski do Unii Europejskiej? A może kolejną rewelacją prasy proPiSowskiej będzie odkrycie, że parlamentarzyści PiS głosowali tak, a nie inaczej, bo za plecami mieli funkcjonariuszy putinowskiego KGB z bronią gotową do strzału? Albo ktoś im przyciski do głosowań sejmowych podmienił…

*****

Ci, którzy pamiętają politykę polską sprzed 10 kwietnia 2010 r., wiedzą, że postawa braci Kaczyńskich wobec kwestii ochrony życia polskich dzieci nie była jednoznaczna. Postawa wpływowej żony prezydenta była z kolei aż za bardzo jednoznaczna – na „nie” wobec prób ustawowego powstrzymania rzezi dzieci chorych i poczętych w wyniku przestępstw. 6 października 2011 r. pan Wencel udzielił wywiadu portalowi Fronda.pl, w którym z ogromną dezynwolturą podszedł do niezależnych od przyzwolenia PiS działań na rzecz obrony życia. Pan Wencel stwierdził w rozmowie z p. Martą Brzezińską, że o zabijaniu dzieci nie warto rozmawiać, bo – jak rozumiem jego słowa – problem zostanie rozwiązany, gdy PiS wygra wybory. Szkoda, że tak się nie stało w latach 2005-2007, gdy PiS miało i rząd, i prezydenta… Słowo przeciwko słowu, ale jestem pewien, że nawet gdyby 9 października Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, nic by się nie zmieniło. Przedstawiciele PiS zawsze rozkładali swoje głosy tak, aby, owszem, znacząca grupa mogła głosować za życiem, lecz brak ich kilku niezbędnych do większości głosów, nieobecności na sali sejmowej doprowadzały do przegranej nienarodzonych i bezbronnych. Mniej bystry „segment elektoratu” otrzymywał zatem sygnał, że PiS chciało dobrze, tylko o włos zabrakło większości, więc do posłów tej partii nikt nie może mieć zastrzeżeń. A kto jednak wątpliwości zgłasza, zdradza Polskę, bo osłabia fanatyczną jedność wokół p. Kaczyńskiego.

Ze świadomą przesadą po raz kolejny powtórzę, że w rzeczywistości zabijane dzieci nie obchodzą polskich polityków. Można mieć na sumieniu dowolną liczbę martwych dzieci – i być uznawanym za normalnego uczestnika życia publicznego. Gdyby ograniczyć się tylko do faktów, które są powszechnie znane, wówczas wstrząsać musiał widok p. Jarosława Kaczyńskiego, kiedy bez żenady całował po rękach prof. Jadwigę Staniszkis po udzieleniu przez nią poparcia partii. Prof. Staniszkis nie ukrywa, że na sumieniu ma troje dzieci. W 1990 r. podpisała protest przeciwko wprowadzeniu ustawy antyaborcyjnej. Czy p. Kaczyński byłby tak serdeczny, gdyby prof. Staniszkis zabiła trzy dorosłe osoby? Czy wówczas prosiłby ją o poparcie kandydatów PiS?

A może trzy osoby to jednak nic szokującego? Zatem zastanówmy się nad przypadkiem wieloletniego parlamentarzysty PiS Bolesława Piechy. Poseł Piecha nie ukrywa, że na sumieniu może mieć nawet tysiąc dzieci. Tysiąc dusz, które przebywając w limbusie nie będą oglądały Boga twarzą w twarz! Tak, poseł Piecha zmienił zdanie, zrozumiał, dojrzał, odczuwa ból, smutek, żal etc., etc. – nie przeczę szczerości uczuć pana posła. Ale czy wystarczy zrozumieć swój grzech i wyrazić żal, a nawet całym sercem i bezwarunkowo zaangażować się w ruch pro life, aby „sprawy nie było”? Aby tysiąc dusz w limbusie nie ważyło już na ocenie reprezentanta PiS? A gdyby – przeprowadźmy taki experyment myślowy – pan doktor zabił 1000 dorosłych osób, a później jak najszczerzej nawrócił się i pokutował, czy również byłby posłem PiS przez kilka kadencyj?

Jeżeli dobrze pamiętam, przed paroma laty obecna posłanka Ruchu Palikota Wanda Nowicka przyznała, że pochodzi z rodziny, w której od paru pokoleń aborcje były czymś normalnym, a ona sama w ten sposób odesłała w zaświaty czwarte dziecko. Gdzie jest różnica, gdzie przebiega granica, która sprawia, że Nowickiej pan Kaczyński nie będzie całował?

*****

Kilkanaście lat temu p. Jarosław Kaczyński stwierdził, że droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZChN. Zjednoczenia już nie ma na polskiej scenie politycznej, niektórzy działacze znaleźli się w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Wydarzenia po 10 kwietnia 2010 r. świadczą, że być może ta najkrótsza droga do dechrystianizacji wytyczana jest przez działania liderów PiS.

Czasami przychodzi mi na myśl, że czarne zastępy dusz, na czele których kroczy Janusz Palikot, to może być kara Boża za nadużywanie znaku krzyża. To jednak nasz Pan Jezus Chrystus umarł za nas na krzyżu – a nie Lech Kaczyński. To nie p. Jarosław Kaczyński, do którego adresowane są okrzyki Jarosław, Polskę zbaw, może nas zbawić, lecz jednym Zbawicielem jest Jezus Chrystus. Jeżeli publicznie łamane jest Pierwsze Przykazanie, czy można wykluczyć tę straszną myśl, że teraz Polska będzie musiała wypić do dna kielich nieczystości? Czy zostaniemy obmyci krwią w zbliżającej się rewolucji nihilizmu? Z sedewakantystycznego punktu widzenia, nad którym teraz nie chcę się rozwodzić, taka obawa jest jeszcze mocniej i precyzyjniej umotywowana.

Brak poszanowania znaku krzyża, jak też wyniesienie do katedry wawelskiej osób, które na to nie zasłużyły, próby narzucania jedynie słusznego, fałszywego wizerunku zmarłej pary prezydenckiej – myślę, że to również wywołało reakcję. Można ją chyba streścić w zdaniu: jeżeli deklaratywni katolicy z wiary i krzyża uczynili oręż w demokratycznej grze wyborczej, wówczas wrogowie Chrystusa zobaczyli, że runął ostatni mur niepozwalający szydzić z tego, co najświętsze. Jeżeli deklaratywni katolicy nie szanują krzyża, czemu mają go szanować wrogowie Chrystusa?

*****

Gdy ma się świadomość tych wszystkich smutnych faktów, kreowanie kultu Lecha Kaczyńskiego jako patrona formacji nieskalanych patriotów jest jeszcze bardziej groteskowe niż urzędowe krzewienie kultu Piłsudskiego i Rydza-Śmigłego w latach II RP.

*****

Żadna partia w Polsce nie dysponuje tak licznymi, oddanymi jej bezwarunkowo tytułami prasowymi, żadna nie jest tak silna, jak formacja p. Kaczyńskiego, w Internecie. W 2007 r. zwolennicy PiS kierowali „mediami publicznymi”. Równocześnie, właśnie poprzez te wszystkie media, kreowany jest obraz stronnictwa prześladowanych. Rzekomo szalejąca w Polsce antyPiSowska cenzura podobno sznuruje usta patriotów, choć przecież od rana do wieczora są oni zapraszani, recenzowani i cytowani w stacjach telewizyjnych, a iście pytyjskie zdania p. Kaczyńskiego analizowane są przez dziennikarzy już na poziomie, czy akcent został położony na dane słowo, czy może na zupełnie inne. ProPiSowska prasa rozchodzi się łącznie w setkach tysięcy nakładów i dostępna jest w dużym wyborze w każdym kiosku. Reklamy wyborcze partii były profilowane tak doskonale, że wyświetlały się nawet na stronach przeciwników PiS. W czasie, gdy te reklamy wyświetlały się tak, że żaden internauta nie mógł przed nimi uciec, pan Wencel snuł tzw. głodne kawałki o tworzeniu drugiego obiegu, schodzeniu do podziemia etc. Gdyby rozpatrywać to wszystko ze śmiertelną powagą, przez analogię należałoby stwierdzić, że chyba w stanie wojennym NSZZ Solidarność, KPN i RMP miały w sejmie PRL własne kluby poselskie i wicemarszałków – tylko szkoda, że nic o tym nie wiedzieliśmy. Ale gdy pomyślimy, ile milionów złotych wyszarpanych podatnikom (na mocy ustawy o finansowaniu partyj) można otrzymać, równocześnie udając siłę antysystemową – brakuje odpowiednio mocnych słów, aby to skomentować.

Propaganda PiS kreuje obraz partii wyjątkowej, partii jako jedynej pojmującej, co jest dobre dla Polski, partii definiującej, czym jest patriotyzm, czym jest prawo i czym jest sprawiedliwość. Po prostu: partii świętych, w której ani aborcje, ani rozwody, ani dawna działalność w PZPR (a nawet zaangażowanie stalinowskie pewnej kandydatki) nie kompromitują. O szybkich zmianach poglądów już nawet nie mówiąc. Ze względu na przypisane sobie szczególne przymioty działacze i sympatycy PiS myślą chyba, że im wolno więcej. A jest inaczej. Począwszy od samej szczytnej nazwy, poprzez wzniosłą retorykę, wizerunkowe wolty przywódcy, przez wzgląd na nadużywanie znaku krzyża jako substytutu, aż po publiczną deklarację jednej z kandydatek, że naród polski ogranicza się do elektoratu Prawa i Sprawiedliwości – za to wszystko od Prawa i Sprawiedliwości należy wymagać więcej.

Jeżeli zatem przyjąć, że p. Wencel wyraża nie tylko swoje emocje, lecz nadaje ton pewnej formacji intelektualnej, to gdy zamrze już gorzki śmiech wywołany zawłaszczaniem patriotyzmu, można całą frustrację wywołaną przez sześć porażek wyborczych skwitować cytatem z Pei: Za to życie k…skie miej do siebie pretensje.

Gdy odrzucimy wszystkie piękne ozdobniki, przekonamy się, że cały program tzw. patriotów do tego się sprowadza, aby bezwarunkowo popierać p. Jarosława Kaczyńskiego. A jeżeli którykolwiek z Czytelników tego artykułu uważa, że mylę się w ocenie poglądów wyrażanych przez p. Wencla, zapraszam do polemiki.


1 Wygrajmy niepodległość, „Nowe Państwo” nr 9/2011, str. 18-20.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.