Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Jakub Wozinski: „Historia pisana pieniądzem” (rozdział II „Za króla Piasta”)

„Historia pisana pieniądzem” (rozdział II „Za króla Piasta”)

Jakub Wozinski

Od Redakcji: W styczniu opublikowaliśmy artykuł Kazimierz Wielki — mistrz politycznego realizmu, będący fragmentem trzeciego tomu Dziejów Polski autorstwa pana prof. Andrzeja Nowaka. Ponieważ zainteresowanie dokonaniami ostatniego z Piastów na polskim tronie wydaje się nie słabnąć, sięgnęliśmy do Historii pisanej pieniądzem, głośnej xiążki pana dra Jakuba Wozinskiego, z której wyłania się wizerunek władcy całkowicie sprzeczny z ocenami zawartymi już w pierwszym akapicie wspomnianego artykułu. Przypomnijmy je: Tak tedy król ten ponad wszystkich monarchów polskich dzielnie rządził rzeczą pospolitą, albowiem jak drugi Salomon podniósł do wielkości dzieła swoje – Hic igitur rex ultra omnes principes Polonie rem publicam strenue gubernabat, nam velut alter Salomon magnificavit opera sua. W tych patetycznych słowach anonimowy autor Kroniki katedralnej krakowskiej (…) sławił panowanie Kazimierza Wielkiego. Cały chór podobnie brzmiących głosów śpiewał będzie przez następne wieki sławę Kazimierza – mądrego budowniczego dobrobytu „rzeczy pospolitej”. Który obraz panowania jest zatem bliższy rzeczywistości? Czy można je jakoś pogodzić? Czytelników Portalu Legitymistycznego zapraszamy do lektury i dyskusji.

W ten sposób płynnie przeszliśmy do epoki zwanej współcześnie rozbiciem dzielnicowym. Okres ten już od dawna ma przypisany na trwałe status złych czasów, przede wszystkim z racji decentralizacji władzy. Czasy te nie były jednak aż tak mroczne, jak się na ogół przedstawia, gdyż przyniosły wiele pozytywnych zjawisk. Przede wszystkim doszło do zbawiennego w skutkach osłabienia władzy centralnej. Wiek XIII był także czasem immunitetów, czyli specjalnych aktów, na mocy których książę wyłączał swoją jurysdykcję oraz władzę z danego terytorium na rzecz jego właściciela. Takie immunitety, czyli wyspy niezależności na oceanie władzy monarchy, zaczęły uzyskiwać przede wszystkim klasztory i biskupstwa, a także możnowładcy. Jednolity pod względem władzy, sądownictwa, podatków oraz przepisów kraj zamieniał się powoli w bardzo korzystną pod względem rozwoju cywilizacji sieć niezależnych terytoriów. Największe efekty rozbicie dzielnicowe przyniosło na Śląsku, który stał się wówczas najlepiej rozwiniętym gospodarczo regionem w kraju. Sama dzielnica śląska dzieliła się na mnóstwo mniejszych księstewek, które rywalizowały ze sobą o osadników, przybywających na te tereny głównie z Niemiec. I właśnie ten fakt wpłynął na negatywne postrzeganie wpływu rozbicia dzielnicowego na Śląsk, którego „zniemczenie” przysłania jakiekolwiek korzystne efekty załamania się władzy centralnej w Polsce. Tymczasem Śląsk, który jako dzielnica przypadł potomkom Władysława Wygnańca, rozkwitał kulturowo i nabierał charakteru zbliżonego do dziedzictwa rzymsko-greckiego. Nastąpiło to za sprawą koneksji, jakie tamtejsi władcy zdobyli u dynastii Hohenstaufów, zwróconych myślą ku Italii. W skład całej dzielnicy wchodziło 20 księstw, które zachowując sporą autonomię, stały na wyższym poziomie gospodarczego rozwoju niż reszta kraju1.

Śląsk zachował swoje rozdrobnienie polityczne przez bardzo długi czas. Ostatni książęta śląscy sprawowali władzę jeszcze w XX wieku. Tymczasem pozostałe ziemie polskie uległy fatalnemu w skutkach ujednoliceniu. Jeszcze w XIII wieku przypominały w swej strukturze politycznej Śląsk, a stolicami odrębnych i niezależnych księstw były m.in. Warszawa, Płock, Sandomierz, Gniezno, Poznań, Kalisz, Sieradz, Łęczyca, Gdańsk, Kraków czy Wieluń. Na czele księstw stali przedstawiciele rodu Piastów, którzy zazwyczaj traktowali podległe im terytoria jako odrębne państwa. Na początku XIV wieku Kazimierz Wielki zniósł jednak większość z nich i na ich miejscu utworzył województwa. Wojewodowie byli zaś nie odrębnymi władcami, lecz przedstawicielami rządu centralnego. To właśnie wówczas przesądził się późniejszy los Polski, która uległa tendencjom wzmacniającym władzę państwa. Zjednoczona przez Łokietka Polska za rządów jego syna, Kazimierza Wielkiego, stała się niepodzielnym królestwem. Dawna, sprzyjająca wolności struktura politycznego rozdrobnienia zachowała się jedynie na Śląsku i Pomorzu Zachodnim, gdzie ostatni Piastowie rządzili jeszcze w XVII wieku.

Tymczasem polskie bogactwo już w XII wieku stało się słynne w całej Europie. Pisał o nim nawet zatrudniony przez sycylijskiego króla Rogera II arabski geograf al-Idrisi. Polscy historycy do dziś lekceważą jednak dorobek tamtych czasów, głównie z powodów politycznych. Dogmatem stało się upatrywanie w jedności politycznej ziem polskich głównego pozytywnego kryterium w ocenie wszelkich zdarzeń. Uczniowie w państwowych szkołach uczą się historii Polski przede wszystkim w perspektywie dążeń do zachowania i powiększenia podległego władcom Polski terytorium, a cel ten jest przedstawiany jako jednoznacznie dobry. Jednocześnie odrzuca się wszelkie inne możliwe rozwiązania, choć w Europie wiele było krajów, które swoją potęgę zbudowały właśnie na daleko idącym rozdrobnieniu politycznym. Najlepszym przykładem są tu Niemcy, które aż do wojen napoleońskich składały się z 234 krajów, 51 wolnych miast oraz około 1500 niezależnych szlacheckich posiadłości. W czasach Goethego liczba względnie niezależnych miast zmalała do zaledwie sześciu, dziś zaś mamy ich tylko trzy i stopień ich niezależności jest tak naprawdę znikomy. Potęga Niemiec była więc zawsze oparta na jednoczącej wszystkich kulturze oraz na braku silnej władzy centralnej. Cesarze byli silni jedynie swoimi własnymi posiadłościami, które przy tak daleko posuniętym rozdrobnieniu miały również ograniczony obszar2.

W XIII wieku Polska była pod względem podziału politycznego bardzo podobna do Niemiec oraz innych krajów Europy. Od Bałtyku po Karpaty i Sudety roiło się od niezależnych bytów politycznych, które budowały dobrobyt całego kraju. Podzielone na księstwa były Małopolska, Wielkopolska, Pomorze Zachodnie, Pomorze Wschodnie, Śląsk, Ruś Czerwona oraz Mazowsze. Lokowano miasta, sprowadzano zakony, a handel kwitł. Polska była jednak słabo zaludniona i dlatego książęta zaczęli sprowadzać kolonistów, przeważnie z Niemiec. Przybysze z zachodu musieli płacić tylko czynsz dzierżawny, więc emigracja była dla nich bardzo korzystna. Po niemiecku zaczęli mówić mieszkańcy nowo zbudowanych miast, a Piastowie z Pomorza i Śląska stopniowo zaczęli się germanizować3.

I właśnie czynnik „germański” zaważył na tym, że okres rozbicia dzielnicowego, który przyniósł Polsce ogromny postęp, jest dziś jednoznacznie oceniany jako odpowiednik rosyjskiej „smuty” – bezkrólewia i chaosu oraz postępującego wynaradawiania. Natomiast utrata Pomorza Zachodniego i Śląska na ponad osiem wieków jest już kamieniem obrazy dla osób patrzących na historię z perspektywy podporządkowanej państwu narodowemu. Powszechnie twierdzi się, że gdyby nie słaba władza centralna w czasie rozbicia (a w zasadzie jej brak), Szczecin czy Wrocław nigdy nie uległyby germanizacji.

Warto mieć jednak na uwadze, że w XIII i na początku XIV wieku bogactwo ziem polskich było słynne na całą Europę. Pisał o nim nawet kronikarz kalifa z Kordoby. W całym kraju wznoszono ogromne gotyckie świątynie oraz zamki, a kultura przeżywała niespotykany rozkwit. Krakowscy mieszczanie (m.in. słynny Mikołaj Wierzynek starszy) pożyczali pieniądze nawet cesarzowi Niemiec, Karolowi Luksemburskiemu4. Część rodu Piastów postanowiła jednak zmienić ten stan rzeczy i zawładnąć tak wielkim obszarem, jak tylko to możliwe. Oczywiście nie byli w tym dążeniu odosobnieni w Europie. Ich cele charakteryzowały się tym, że zamiast podporządkować sobie poszczególne księstwa, likwidowali je.

Za grabarza polskiego dobrobytu należy uznać Kazimierza Wielkiego, który jest najczęściej uznawany za jednego z najwybitniejszych królów, jakich miała Polska. To właśnie Kazimierz dokonał brzemiennej w skutkach likwidacji księstw, a w ich miejsce utworzył województwa. Pozornie była to niewielka zmiana, gdyż wojewodami zostawali najczęściej dotychczasowi książęta, lecz wkrótce zaczął ich mianować sam król. Nade wszystko jednak urząd wojewody nie był w średniowieczu tym samym, co status księcia. Księstwo uprawniało do niezależności, której władca mógł się zrzec w akcie lennym. Wojewoda był natomiast zaledwie urzędnikiem realizującym politykę króla.

Kazimierz Wielki przekreślił w ten sposób, w 1338 roku, szanse na to, aby Polska dorównała wolnorynkowym osiągnięciom zachodu. W kolejnych wiekach w granicach Rzeczypospolitej funkcjonowały wprawdzie osobne księstwa, ale tylko w wyniku ich podboju. Na takiej zasadzie istniały m.in.: Prusy Książęce, Hospodarstwo Mołdawskie czy też Księstwo Kurlandii. Osobnym księstwem na zasadzie unii była także Litwa, lecz stopniowe zacieśnianie jej więzów z Koroną oraz ujednolicanie ustrojów nie zapewniały pluralizmu politycznego sprzyjającego wolnemu rynkowi. Od XIV wieku rdzeń ziem polskich charakteryzował się więc jedynowładztwem typowym dla Wschodu.

W późniejszych wiekach brak odrębnych księstw uniemożliwił amortyzację negatywnych skutków rosnącej władzy szlachty. Województwa nie mogły ustalać odrębnych praw tak jak księstwa i dlatego brak konkurencji w stanowieniu prawa przyczynił się do jego degeneracji. Jakość usług prawnych jest wprost proporcjonalna do liczby podmiotów je świadczących, więc przy istnieniu monopolu kontrolowanego przez króla Polacy nie mogli liczyć na sprawnie działający wymiar sprawiedliwości. Nie istniała również konkurencja w zakresie podatków, co przełożyło się na ich wysokość. Ograniczeniu uległa też konkurencja w produkcji pieniądza, która jeszcze za czasów rozbicia zapewniała jego dobrą jakość. Kazimierz Wielki zbudował władzę centralną, która umożliwiła podbój sąsiednich ziem i zachowanie potęgi na następne lata, lecz zniszczył jednocześnie mechanizm, który umożliwił zaistnienie potęgi polskiego społeczeństwa.

Utworzone przez Kazimierza Wielkiego województwa miały rzekomo świadczyć o nowoczesnym myśleniu i antycypacji zmian, które w innych krajach dokonały się znacznie później. W rzeczywistości jednak był to krok, którego podjęcie ciągnie się za nami do dziś. Każda próba nadania autonomii któremukolwiek z regionów (jak choćby Górnemu Śląskowi) spotyka się dziś nieustannie z zaciekłym atakiem patriotów hołdujących silnej władzy państwa. Wydaje się, że dla wielu osób udzielenie sporej autonomii oraz zachowanie luźnej więzi federacyjnej między regionami to największe możliwe zagrożenie. Tymczasem historia świadczy o czymś zupełnie przeciwnym.

Jednym z największych sukcesów okresu rozbicia dzielnicowego była decentralizacja produkcji pieniądza. W XIII wieku istniało w Polsce siedem mennic dzielnicowych, które działały w Gnieźnie, Płocku, Inowrocławiu, Kaliszu, Wrocławiu, Poznaniu oraz Sandomierzu. Od XIII wieku przywileje bicia własnej monety przyznawano także arcybiskupstwom i klasztorom, a także miastom, takim jak: Słupca, Nysa, Żnin, Łowicz, Otmuchów czy Buk oraz klasztorom, m.in. w Lubiążu i w Krobi. W czasie rozbicia dzielnicowego funkcjonowała także zasada, że możni mogli bić własną monetę o tyle, o ile była w obiegu na ich własnym terytorium. Własną mennicę uruchomili w 12335 roku w Toruniu także Krzyżacy (produkowała jednak pieniądz słabej jakości)6.

Powyższy fakt miał pewne znaczenie dla jakości pieniądza w całym kraju. Wbrew temu, że mennice dzielnicowe powstawały na bazie uprzednio istniejących mennic władcy całego kraju, miały niekiedy skonfliktowanych ze sobą właścicieli. Sprzeczność interesów oznaczała, że niemożliwe było prowadzenie wspólnej polityki psucia pieniądza. Innymi słowy, mając większy wybór między monetami produkowanymi przez różnych władców, ludność mogła korzystać z tych, które budziły jej większe zaufanie. Zamiast jednej mennicy produkującej dla całego kraju monety o takiej samej próbie srebra, w państwie zaroiło się od konkurujących ze sobą mennic, które wytwarzały pieniądze bardzo dobrej jakości. Pod wieloma względami pieniądz, który wytworzył się w warunkach ówczesnej konkurencji rozmaitych podmiotów, posiadał wartość, której przypuszczalnie już nigdy nie udało się potem powtórzyć.

Prawdopodobnie gdyby nie najazd tatarski z 1241 roku, który doszczętnie zniszczył Ruś Kijowską, a w Polsce i regionie przyniósł wyludnienie oraz chaos społeczny, wiek XIII byłby jednym z najbardziej udanych w historii kraju. Tymczasem mieszkańcy miast zmuszeni byli wrócić na rolę, gdyż wyludnione wsie nie były w stanie zapewnić stałych dostaw żywności. Wkraczające od wschodu, średnio co kilkanaście lat, zagony tatarskie przyczyniły się do cofnięcia w rozwoju całego kraju. Upadł handel, miejscy rzemieślnicy powrócili na rolę i w ten sposób kraj nie zdążył w pełni odczuć korzyści, jakie mogłaby przynieść konkurencja w produkcji pieniądza.

Pod koniec XIII wieku nasiliły się niestety tendencje centralizacyjne, czego przejawem była chociażby dokonana w 1295 roku w Poznaniu koronacja Przemysła na króla Polski. Już wkrótce Władysław Łokietek miał dokonać dzieła politycznego zjednoczenia kraju, które wiązało się ze stopniowym ograniczaniem autonomii dzielnic i księstw. Ostatecznie za panowania Kazimierza Wielkiego uchwalono statuty, które ujednoliciły prawo dla całego kraju7. Oznaczało to, że mennice dzielnicowe straciły niezależność, a władca odzyskał najwyższą władzę psucia monety. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w 1315 roku Władysław Łokietek wprowadził nowy system pieniężny. Jego podstawą stał się denar, dzielący się na grosze. W latach 1315-1316 jeden denar zawierał 0,3 grama srebra. W latach 1319-1320 już tylko 0,19 grama, a w 1330 roku wartość ta spadła do zaledwie 0,11 grama. W ciągu 15 lat pierwszy władca Polski po rozbiciu dzielnicowym doprowadził do spadku wartości pieniądza o dwie trzecie. Z całą pewnością nie mógłby tak uczynić, gdyby w kraju istniała większa konkurencja w produkcji pieniądza. W tym okresie jednak jedyną prawdziwą konkurencją dla bitych przez królewskie mennice monet były praskie grosze. Napływały do Polski od początku XIV wieku, który, na marginesie, był okresem szczytowej potęgi Czech. Od początku XIII do niemal połowy XIV wieku królowie Czech byli jednocześnie cesarzami Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a więc faktycznymi liderami politycznymi całego kontynentu. Nic więc dziwnego, że ich waluta cieszyła się wówczas sporą estymą. Praskie grosze były pieniądzem grubym, który służył do dużych transakcji. Czesi płacili nimi za sól, której nie mieli na swoim terenie. Gdy w 1330 roku Śląsk stał się częścią Czech, grosz napłynął również tam, stając się cenioną i powszechną walutą8.

Fakt ten bardzo zaniepokoił królów Polski, gdyż czerpane przez nich dochody z menniczego fałszerstwa zostały zagrożone. Polskie grosze i szelągi nie cieszyły się aż tak dużym zaufaniem co praskie grosze, więc postanowiono przy pomocy odpowiedniej reformy wprowadzić jednolity pieniądz dla całego kraju. Spore wysiłki w tym obszarze uczyniono szczególnie za rządów Kazimierza Wielkiego, po 1360 roku, lecz władcy nie udało się wyprzeć praskich groszy, a w kraju, na szczęście, nadal funkcjonowały nieliczne lokalne mennice.

Na koniec tego rozdziału przyjrzyjmy się jeszcze Kazimierzowi Wielkiemu, ostatniemu z Piastów na tronie Polski. W świetle ogólnie przyjętej wersji historii przypisuje się mu nieraz miano prawdopodobnie najbardziej wybitnego władcy w historii Polski. Według większości historyków zasłużył sobie na nie przede wszystkim z dwóch powodów: umocnienia i poszerzenia zasięgu terytorialnego królestwa oraz przyczynienia się do sukcesu gospodarczego kraju. Ocena pierwszego z nich leży poza zakresem tematycznym tej książki, lecz drugi ma bezpośredni związek z polityką pieniężną i dlatego warto skonfrontować legendę z rzeczywistością.

Niemal wszystkie książki historyczne pisane w Polsce i przez Polaków posługują się ukrytym założeniem o randze dogmatu, że wszelkie wysiłki na rzecz zachowania lub pomyślności państwa polskiego stanowią summum bonum, wedle którego powinno oceniać się wszelkich władców i postaci historyczne. Taka perspektywa pomija jednak fakt, że społeczeństwu polskiemu (a także wszelkim innym społeczeństwom) może się wieść dobrze bez istnienia państwa. Zwróćmy uwagę, że w przedstawianym dziś w czarnych barwach okresie rozbicia dzielnicowego ludziom nie wiodło się fatalnie, lecz wręcz przeciwnie. Warto także wspomnieć, że katastrofalny pod wieloma względami najazd tatarski wywołał również bardzo pozytywne zjawiska. Opuszczone wsie i miasta musieli zaludnić nowi ludzie, którzy napływali na Śląsk i do Małopolski niczym kolonizatorzy w Ameryce Północnej. W tamtym czasie powstały setki wsi czynszowych, które oparte były na dobrowolnych umowach, a których prawo (zwane prawem niemieckim) dawało jego mieszkańcom o wiele więcej swobód niż członkom dotychczas funkcjonujących wspólnot wiejskich. Podobnie działo się z miastami, do których zaczęli przybywać głównie Niemcy, przynosząc ze sobą ducha wolności. W kraju zakładano nowe klasztory cystersów, a następnie dominikanów i franciszkanów, cieszące się wieloma immunitetami i egzempcjami9, a konkurencyjne systemy prawne dzielnic i księstw zaczęły polepszać dolę zwykłych ludzi. Miasta po zażegnaniu niebezpieczeństwa najazdów tatarskich i sprowadzeniu nowych osadników z Niemiec były samorządne, a mieszczanie musieli opłacać jedynie koszt utrzymania murów miejskich. Sprawiło to, że cały kraj wkraczał z powrotem w okres coraz lepszej koniunktury, na którą trafił w okresie swych rządów Kazimierz. Gdy podręczniki historii wspominają o kilkudziesięciu lokacjach miast oraz wzniesionych za jego rządów grodach, należy mieć na uwadze, że król zaledwie uczestniczył w ogólnym trendzie, który zaistniał, nim doszedł on do władzy. W rzeczywistości ogromne wydatki nowego, scentralizowanego państwa (m.in. budowa 50 nowych zamków królewskich oraz otoczenie 27 miast murami obronnymi) zostały okupione sporą inflacją. Psucie monety za króla, który „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną” osiągnęło takie rozmiary, że w 1368 roku próbowano wprowadzić obowiązek przyjmowania należności jedynie w monecie polskiej pod karą śmierci i konfiskaty dóbr10. Na szczęście jednak propozycja ta spotkała się z silnym oporem ludności, która w dalszym ciągu ufała twardej walucie, za którą uchodził wówczas grosz praski.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że jeszcze w XIV wieku ludność potrafiła skutecznie zbuntować się przeciwko narzuceniu przez władcę przyjmowania płatności jedynie w produkowanym przez niego pieniądzu. Miało to kolosalne znaczenie w kontekście ograniczenia władzy państwa. Niestety z biegiem wieków władcom udało się narzucić przepisy regulujące, że na podległym im terytorium wszelkie płatności muszą być dokonywane jedynie w należącym do nich pieniądzu. W ten sposób zaczęła się epoka inflacji, w której żyjemy do dziś.

Kazimierz Wielki był także pierwszym z wielu tzw. wielkich budowniczych, do którego grona zalicza się także m.in. ministra skarbu Królestwa Polskiego Franciszka Druckiego-Lubeckiego czy też ministra skarbu II Rzeczypospolitej Eugeniusza Kwiatkowskiego. Ich rzekome wielkie osiągnięcia w dziedzinie modernizacji kraju były okupione „spodleniem” pieniądza oraz zubożeniem społeczeństwa, choć współcześni chcą w nich widzieć wielkich bohaterów.

Warto w tym miejscu wspomnieć także o funkcji, jaką pełniły liczne w średniowieczu klasztory. Jak wspomniano wcześniej, początkowo całkowita ilość srebra i złota była bardzo niewielka. Jeszcze w XIII wieku skarb króla (a dokładniej księcia-seniora), utożsamiany ze skarbem państwa, miał na tyle skromne rozmiary, że możliwy był jego ciągły transport z miejsca na miejsce (co też król najczęściej czynił, nie ufając swoim podwładnym). Z czasem jednak rozwój cywilizacyjny sprawił, że popyt na pieniądz kruszcowy wzrósł i po raz pierwszy w historii tych ziem pojawił się problem przechowywania pieniędzy. Od XIII wieku w Polsce wzrosła liczba fundacji klasztornych, które były niekiedy okazałymi budowlami o charakterze obronnym (Tyniec, Lubiąż). Ponieważ Kościół katolicki cieszył się powszechnym zaufaniem i dawał gwarancję stabilności instytucjonalnej, klasztory stały się naturalnym miejscem przechowywania pieniędzy. Podczas gdy we Włoszech (Florencja, Genua) powstawały już pierwsze banki, przechowujące oszczędności oraz udzielające kredytu, w Polsce średniowieczny zakaz lichwy oraz słabo rozwinięta gospodarka sprawiały, że takie instytucje były nieznane. Część pieniędzy przechowywano czasami także w miejskich ratuszach, lecz zasadniczo miejscem, w którym było ich najwięcej, były klasztory. Kościelny zakaz lichwy miał na pewno o tyle zbawienny skutek, że zakonnicy nie udzielali ze zgromadzonych u siebie pieniędzy kredytów. W późniejszych wiekach niestety zasada ta nie była już tak ściśle respektowana.

Król Kazimierz zasłynął także jako patron Żydów, którzy do Polski trafili już jednak znacznie wcześniej. Przybyli do Europy z krajów cywilizacji arabskiej, gdzie odgrywali najczęściej rolę kupców i bankierów. Wyglądali bardzo charakterystycznie, gdyż nosili modne wówczas w Bagdadzie spiczaste czapki11. Najprawdopodobniej to właśnie oni byli pierwszymi mincerzami władców Polski. Niektóre monety bite w czasach Mieszka I posiadały nawet napisy w języku hebrajskim. Podobnie było w krajach sąsiadujących z Polską – w Czechach, na Węgrzech i w Niemczech. Za sprawą swoich umiejętności menniczych oraz kupieckich pozostawali pod osobistą ochroną księcia. Ich zabójca musiał płacić nie główszczyznę, czyli zwyczajową karę za zabójstwo, lecz 70 grzywien, czyli karę stosowaną za obrazę majestatu władcy. Z dzisiejszej perspektywy nie ma się temu co dziwić, gdyż przybycie Żydów z krajów arabskich do Polski można porównać do sytuacji, w której do malutkiego państwa w Afryce przybyliby nagle finansiści wygnani z Wall Street. Miejscowy szef plemienia na pewno otoczyłby ich ochroną i powierzył swoje środki, licząc, że pomnożą jego własne oszczędności.

Tak daleko idąca protekcja nie utrzymała się jednak wiecznie. Stopniowo miejsce Żydów zastępowali Polacy lub Niemcy, lecz w zasadzie do XX wieku spośród Żydów rekrutowała się znaczna liczba najbardziej wpływowych mincerzy, a później bankierów. Wpływ na to zjawisko miały przede wszystkim dwa fakty: po pierwsze Żydzi wykonywali zawód, który praktykowali od pokoleń już w świecie arabskim, po drugie ograniczono im prawo do posiadania ziemi oraz uprawiania wielu zawodów. W ten sposób sporo Żydów niemal z konieczności zajmowało się kupiectwem, bankierstwem, zbieraniem podatków, a później także wymianą waluty.

Protekcja władców była całkowicie zrozumiała – Żydzi znali się na mechanizmach finansowych lepiej niż inni dzięki kontaktowi z wyżej rozwiniętą cywilizacją. Ta umiejętność czyniła ich w oczach władców bardzo pożądanymi, gdyż dzięki coraz bardziej rozpowszechniającemu się na terenach Słowian pieniądzowi kruszcowemu mogli czerpać ze współpracy z nimi ogromne korzyści. Wielowiekowe doświadczenie ze świata arabskiego przynosiło procent dosłownie i w przenośni. Przez kolejne stulecia, gdy bogactwo uzależnione było przede wszystkim od pochodzenia społecznego i sprawowanej funkcji w administracji publicznej, zamożność Żydów nie budziła zbyt wielkich protestów, tym bardziej że było ich stosunkowo niewielu. Odmianę miał przynieść dopiero wiek XIX, kiedy miejsce szlachty zajęła nowa arystokracja przedsiębiorców.

Za: Jakub Wozinski, Historia pisana pieniądzem, wyd. Prohibita, Warszawa 2012, str. 26-38

Historia pisana pieniądzem


1 P. Jasienica, Polska Piastów, PIW, Warszawa 1960, s. 170.

2 Hans-Hermann Hoppe, Goethe on National Greatness, „The Free Market”, vol. 17, nr 10, 1999.

3 F. Koneczny, Dzieje Polski, Wydawnictwo Antyk, Kęty, s. 93-94.

4 S. Kutrzeba, Historya rodziny Wierzynków, „Rocznik Krakowski”, t. II, 1899, s. 29-88.

5 Mennica powstała około roku 1238 (przyp. wyd.).

6 J. Bardach, B. Leśnodorski, M. Pietrzak, Historia ustroju i prawa polskiego, Lexis Nexis, Warszawa 2009, s. 95-96.

7 Ibidem, s. 122 i dalej. Kazimierz Wielki zwiększył władzę króla także w innych dziedzinach. Z trudem wywalczona autonomia Kościoła została zniweczona przez dokonywane przez niego mianowania na urzędy kościelne. Kazimierz zrewidował także wiele tytułów własnościowych należących do Kościoła i dokonał ich przejęcia. Odebrał także sądom duchownym prawo sądzenia świeckich, zmniejszając tym samym konkurencję w dziedzinie usług sądowniczych. Nade wszystko jednak Kazimierz spisując prawa zwyczajowe w jeden kodeks, przekreślił tym samym działanie niezależnych od władzy sądów.

8 H. Cywiński, Dziesięć wieków pieniądza polskiego, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987, s. 32 i dalej.

9 J. Bardach, B. Leśnodorski, M. Pietrzak, op. cit., s. 77 i dalej.

10 Ibidem, s. 139.

11 S. Bratkowski, Nieco inna historia cywilizacji, Veda, Warszawa 2010, s. 89.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.