Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Agencja FARO: Zapatero przypuszcza kolejny atak na gospodarkę Hiszpanii

Zapatero przypuszcza kolejny atak na gospodarkę Hiszpanii

Agencja FARO

Madryt, 25.01. 2011 r.

Jak zwykle, Partia Ludowa (Partido Popular) i Partia Socjalistyczna (Partido Socialista Obrero Español), ze swoimi sprzymierzonymi separatystami (CiU, PNV itd.) zgadzają się co do spraw fundamentalnych. Występują przeciwko sprawiedliwości, przeciwko Hiszpanii, przeciwko Hiszpanom. Już nie chodzi tylko o aborcje, rozwody, aberracje seksualne, separatyzm, negocjacje z terrorystami czy dochody (legalne i nielegalne) polityków oraz uzurpatorskiej rodziny królewskiej; materie, w których zgoda między wymienionymi jest całkowita. Dwie dodatkowe kwestie, którymi już wcześniej interesowała się Agencja FARO, obecnie zajmują lewicowców.

Wczoraj, w nieużytecznej, kosztownej i wielojęzykowej sali, którą nazywa się Senatem, ludowcy, socjaliści i separatyści z CiU paktowali, by przywrócić zawieszone uprzednio „Prawo Sinde” („Ley Sinde”), które próbuje zadać kres wolności w Internecie i, przy okazji, zwiększyć dochody inicjatyw takich, jak niesławna SGAE (hiszpański ZAIKS – przyp. tłum.) – której prezes, Teddy Bautista, przemienił się z nic nie znaczącej imitacji rockmana w człowieka wysysającego z publicznej kasy więcej niż 250 tysięcy EUR rocznie.

Inna wyjątkowo smutna informacja to atak, rabunek i destrukcja kas oszczędności, mające dokonać się na mocy porozumienia między ludowcami, socjalistami i ich współpracownikami z wielkich banków. Można tę informację łączyć z podawanymi wcześniej, jak te o niesławnej fuzji linii lotniczych Iberia z zadłużonymi British Airways. Cytat z wypowiedzi Eulogio Lópeza, dyrektora portalu Hispanidad („Hiszpańskość”): „Rząd nacjonalizuje kasy, aby sprywatyzować Partię Socjalistyczną. Pomaga w tym szantaż rynków finansowych, a kasy kolaborują: chcą stać się bankami, by zarabiać więcej. Eliminacja kas przemieni Hiszpanię w przemysłowe bagno, kolonię Niemiec, Francji i Włoch. Przy tym jednocześnie destabilizuje się rynek pracy i wspiera spekulację bankową”.

Ten komentarz ze strony rynku nadszedł rano we wtorek, 25 stycznia, wiele godzin zanim wicepremier i minister gospodarki Elena Salgado ogłosiła, że kasy muszą zmienić się w banki lub zostaną znacjonalizowane. Pod przykrywką eufemistycznej „kapitalizacji”, rząd Zapatero i Państwowy Bank Hiszpanii zrobiły publicznie to, co wszyscy już wcześniej wiedzieli prywatnie: kasy znikną i przemienią się w banki, kontrolowane przez byłych polityków i dotychczasowych zarządców kas, jednych i drugich zależnych od rządu; potrzebują oni bowiem podstaw do przejęcia stanowisk i otrzymania dodatkowych dochodów. Jeśli kasy przemienią się w banki prywatne lub państwowe, to politycy kontrolować będą znacznie większy obszar ekonomiczny, niż obecnie w kasach oraz systemie bankowym. To nacjonalizacja/prywatyzacja, która podoba się plutokratom: podmiot zgodnie z prawem pozostaje prywatny, ale zabezpieczony przez państwo, jeśli przyjdą cięższe czasy.

Reforma kas oszczędności, którą przeprowadza rząd – i której nie sprzeciwia się opozycja – tworzy prawdziwy ogrom grabieży; sprzymierzenie bogaczy i osób wpływowych. Powstało ono na ogromnej manipulacji, zbudowanej na następującym kłamstwie: kasy oszczędności są w kryzysie, a banki nie; w rzeczywistości, pierwsze prezentują obecnie lepszą wypłacalność niż drugie. Dodatkowo to, co rząd Zapatero nazywa pompatycznie „reformą finansów”, zamyka drogę jedynemu prawdziwemu rozwiązaniu kryzysu – liberalnemu: jeśli kasa, bank albo dług publiczny są na skraju katastrofy, to co należy zrobić to pozwolić jej nadejść, i nie finansować strat bogaczy z pieniędzy wszystkich podatników.

Zarządcy kas z entuzjazmem przyjmują to „wyzwolenie ze zobowiązań”, ponieważ jeśli przemienią kasy w banki, nie tylko zarobią więcej, ale w dodatku dostaną wysokie emerytury, możliwości dodatkowych działań lub po prostu synekury. Nie zapominajmy, czym w praktyce różnią się kasy od banków: zarządcy kas zarabiają mniej niż ich odpowiednicy w bankach, natomiast pracownicy kas zarabiają więcej niż osoby na podobnych stanowiskach w bankach.

Jednocześnie zostanie zlikwidowane – liczba, którą nie szafuje się w mediach – nie mniej niż 15000 miejsc pracy, a warunki pracy się pogorszą: nowi pracownicy będą pracować dwa razy tyle, a zarabiać połowę tego, co płacono pracownikom dotychczas.

I tak, termin „wyzwolenie ze zobowiązań” to listek figowy dla rzeczywistych działań. Po pierwsze, ponieważ kasy oszczędności, które obecnie się likwiduje, zostały stworzone przez Kościół i inicjatywy regionalne, właśnie aby przeciwdziałać wyzyskowi. Po drugie, ponieważ termin „wyzwolenie ze zobowiązań” nie implikuje nacjonalizacji: państwo po prostu przeprowadzi rabunek na jednych, aby przetransferować bogactwo do innych.

Bankierzy, ze swej strony, zdecydują się kupić za małą cenę cały dobytek kas oszczędności — prawdziwa grabież, po której nie pozostanie nawet złamany grosz. Portal Hispanidad spytał doradcę jednego z dużych hiszpańskich banków czy grupa jest przygotowana na zakup aktywów kas oszczędności. Odpowiedź brzmiała: „Jeszcze nie, trzeba poczekać aż sytuacja się trochę jeszcze wyprostuje”. Jasne jak słońce.

A jeśli jakaś kasa będzie oponować – na przykład Ibercaja, kasy z Galicji czy Kastylii i Leonu – zastosuje się trzecie porozumienie z Bazylei, czyli jednostronnie nakaże się przestrzegać bardzo poważnych restrykcji dotyczących kapitałów i rezerw; coś czego nikt dotąd nie zrobił, a przynajmniej żaden z krajów, w których system bankowy jest w kryzysie: USA, Wielka Brytania, Niderlandy, Niemcy. To tak, jakby głodującemu nakazać zastosowanie diety ubogiej w kalorie.

Tak mówi Rodrigo Rato, który przemienił siedem kas w jeden bank (Bank Finansów i Oszczędności, Banco Financiero y de Ahorro), i który zapewnia, że jest skłonny przestrzegać kalendarza ustalonego „przez nasz rząd”. Tego samego zdania jest prezes La Caixa, Isidro Fainé, który zamienił pierwszą z kas na bank i jak dotąd nie miał problemów z kapitalizacją.

Jednak „reforma finansów” ma jeszcze inne konsekwencje, tak samo złowieszcze z punktu widzenia Hiszpanii. Realokuje się kredyty i traci społeczne zalety kas, wspólnych przedsięwzięć, na rzecz działań banków inwestycyjnych, a więc spekulantów. Kasy oszczędności nie musiały w burzliwym okresie przezwyciężać takich trudności, jak banki, przed reformą przemieniającą je w banki. Przeciwnie, sytuacja zaczęła się uspokajać, kredyty hipoteczne miały zabezpieczenia, a spekulacja na nieruchomościach była na poziomie sprzed kryzysu. Kiedy reinwestowano kapitały gromadzone przez dekady, a nawet wieki, wszystko szło dobrze.

Być może najgorszą konsekwencją tej pełzającej nacjonalizacji będzie pomoc publiczna kierowana do kas, które napotykać będą problemy z rekapitalizacją. Zatem, najpierw podwyższy się absurdalnie progi rekapitalizacyjne, a następnie skieruje do mających problemy kas pomoc publiczną, co uzależni je od państwa.

Na koniec trzeba pamiętać, że kasy są akcjonariuszami strategicznych przedsiębiorstw: Iberdrola (elektryczność – przyp.tłum.), Telefónica, Repsol (ropa naftowa i gaz ziemny), Gas Natural (gaz ziemny), Fenosa (gaz i elektryczność), Abertis (transport i infrastruktura), Indra (technologie informatyczne), Iberia (linie lotnicze). Co stanie się wówczas, gdy kasy w czasie transformacji w banki pozbędą się swoich udziałów? Korporacje niemieckie, francuskie, włoskie, a także północnoamerykańskie będą mogły, skupując je, zalać rynek hiszpański i zmienić kraj w przemysłowe bagno. Wtedy Hiszpania nie będzie już protektoratem, a kolonią.

Tłumaczenie: PZ

Za: Agencja FARO „PSOE contra España”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.