Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Zapomniany wymiar polityki zagranicznej

Zapomniany wymiar polityki zagranicznej

Adam Danek

Nie ulega wątpliwości istnienie głębokich związków pomiędzy światem idei a sferą polityki zagranicznej państw. Ilustrację tej prawdy stanowi cały nowoczesny okres dziejów Europy. Już u jego zarania opanowana przez rewolucjonistów Francja wszczęła wojnę ze swymi sąsiadami w imię radykalnej ideologii politycznej i dla jej szerzenia – a europejskie monarchie zawiązały koalicję, by stłumić ognisko tej ideologii. Francuskie koncepcje rewolucyjne zostały później usystematyzowane, po czym rozniesione po wszystkie krańce Starego Lądu przez żołdaków Bonapartego w dobie wojen napoleońskich. Ze zwycięskich zmagań kolejnych koalicji z „cesarzem Francuzów” wyłoniła się idea legitymizmu, która przez szereg następnych dekad kształtowała układ polityczny Europy. Napięcie pomiędzy sferą idei a geopolityką rosło: w XIX wieku w wyniku walki rewolucyjnych doktryn – w tym rodzącego się nacjonalizmu – z legitymizmem powstawały całe państwa. Nowy rozdział historii otworzył ognisty wybuch I wojny światowej, w której wojujące mocarstwa utworzyły bloki oparte między innymi na wspólnym fundamencie ideowo-politycznym i za jego też pomocą uzasadniały (zwłaszcza Ententa) swą agresję przeciw wrogom. Sprzężenie zwrotne między światem idei a polityką zagraniczną osiągnęło szczyt podczas II wojny światowej, kiedy złożono miliony ofiar z ludzi trzem ideologiom: komunizmowi, liberalnej demokracji i narodowemu socjalizmowi. Wreszcie, na pogorzelisku tamtej wojny wyrósł nowy europejski układ geopolityczny, złożony z dwóch wielkich bloków ideologicznych – i zakończył swój żywot dopiero niedawno. Zbigniew Brzeziński, zawodowy doradca demoliberalnego Księcia, w swej pracy „Wielka szachownica” dowodzi, iż geostrategia wypływa nie tylko z przestrzennego rozkładu sił militarnych czy ekonomicznych, ale i przestrzennego rozkładu idei. Zresztą, któż mógłby wątpić w istnienie ideowego poziomu polityki zagranicznej, żyjąc w świecie zdominowanym przez reżim, który planuje i realizuje inwazje na inne państwa w celu „eksportu demokracji”? Twierdzenia kliku głośnych politologów o erze „śmierci ideologii” należy więc chyba traktować jako zasłonę dymną mającą zwiększać skuteczność ideologii własnej.

Oczywiście nie stawiamy tezy, że jedynie idee wpływają na politykę zagraniczną państw, lecz tylko, że stanowią jeden z determinujących ją czynników – i to niekoniecznie główny. Jeśli spojrzymy ponownie na dzieje I wojny światowej, zobaczymy rosyjski carat i liberalne demokracje Europy Zachodniej we wspólnym obozie. Z kolei podczas II wojnie światowej w jednym z walczących bloków znalazły się reżimy tak różne jak totalitarny ZSRS, zachodnie państwa demoliberalne i autorytarna Polska, natomiast w drugim – państwa autorytarne (Bułgaria, Państwo Francuskie, Rumunia, Węgry), totalistyczne Włochy, demokratyczna Finlandia i totalitarne Niemcy. Same idee z pewnością nie przesądzają o orientacji geopolitycznej poszczególnych państw, niemniej są determinantą, której działania nie można lekceważyć.

Współcześnie Polska znajduje się w orbicie dwóch centrów ideologicznych – USA oraz Europy Zachodniej. Oba zmierzają do realizacji tego samego celu, tzn. wyłącznego panowania demoliberalizmu. Nie powinny nikogo mylić animozje, jakie ostatnimi czasy zachodzą pomiędzy centrami – jeśli różnią się one od siebie, to nie pryncypiami ideowymi, lecz metodami i skalą działania. USA deklarują wolę szerzenia demoliberalizmu na skalę globalną i nie wahają się w jego imię rzucać swych armii do ataku w odległych od nich częściach świata. Europa Zachodnia oddziałuje zaś w skali regionalnej; przyjmuje poszczególne państwa do swych organizacji międzyrządowych dopiero po spełnieniu wyznaczonych przez nią kryteriów ideologiczno-ustrojowych, a jeśli później ośmielą się one uczynić cokolwiek niezgodnego z jej ideologicznymi kanonami, przywołuje je do posłuszeństwa za pomocą nagonek medialnych, szantażów dyplomatycznych itp.

Czy Polska jest zatem skazana na nieuchronne dostosowywanie się do wzorców „prawdziwej demokracji”, podsuwanych jej pańskim gestem przez Berlin, Brukselę i Waszyngton? Nie, dopóki w jej otoczeniu geopolitycznym istnieje alternatywa dla uległości wobec wspomnianych dwóch ośrodków – a Polska takową dysponuje. Tą cenną alternatywą jest Rosja. Stwierdzenie to może zaskoczyć kogoś, kto wcześniej zetknął się z naszym artykułem „Ex oriente lux?” (wydrukowanym ostatnio w „Opcji na Prawo” z lutego 2008 r.), gdzie Rosja opisana została jako kraj pogrążony w duchowej i demograficznej zapaści. Nie ma tu jednak sprzeczności. Rosja tkwi w wyraźnym kryzysie normatywnym, który usiłuje kamuflować, nawiązując od czasu do czasu do dawnej chwały imperium carów, ale częściej do niechlubnej spuścizny Związku Sowieckiego. Tak czy owak, żadne impulsy ideologiczne nie kierują jej polityką zagraniczną. Rosja to państwo niedemokratyczne i nieliberalne, a przy tym liczące się na arenie międzynarodowej w najwyższym stopniu. Ona na pewno nie zamierza swych sprzymierzeńców zasypywać dyrektywami określającymi nakazany im poziom tolerancji, społeczeństwa otwartego, pluralizmu, prawoczłowieczyzmu etc. ani nasyłać na nich inspektorów celem sprawdzenia, czy realizują te nakazy z dostatecznym entuzjazmem.

Normatywna pustka dzisiejszej Rosji, efekt kilku dekad planowego niszczenia jej dziedzictwa kulturowego, to smutny fakt, lecz w odpowiednich warunkach może zostać przezwyciężona. Polska mogłaby odnaleźć nową misję dziejową w oddziaływaniu na Rosję tak, by pomóc jej w trudzie wewnętrznego oczyszczenia się z komunistycznych naleciałości i powrotu do jej właściwej, prawosławno-patriarchalnej tradycji. Ale oddziaływać w ten sposób na Rosję można tylko będąc jej przyjacielem. Ze wszystkich powyższych przesłanek wyprowadzamy więc postulat ideowo-politycznego i kulturowego sojuszu z Rosją. Jeżeli próby pomocy temu chrześcijańskiemu niegdyś państwu w odtworzeniu jego tradycyjnej samowiedzy zawiodą, Polska w każdym razie nic na nim nie straci. Zyska natomiast potężne wsparcie w oporze przeciw ideologicznemu, demoliberalnemu dyktatowi USA i Europy Zachodniej – przed którym i Rosja ma interes się bronić.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.