Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Jazztopad po szwedzku – Gustaw „Bobo” Stenson, Jon Fält

Jazztopad po szwedzku

Filharmonia Wrocławska

Miło było pomyśleć 13 listopada wieczorem, że w Polsce dzieje się coś jeszcze poza świątecznymi walkami ulicznymi i antypolskimi prowokacjami lewicy. Tego dnia w Filharmonii Wrocławskiej odbył się jedyny europejski koncert niezwykłego szwedzkiego duetu jazzowego. Zestawienie w trakcie występów na żywo fortepianu i instrumentów perkusyjnych nie jest codziennością. Ten experymentalny skład sprawdził się doskonale, panowie Gustaw „Bobo” Stenson i Jon Fält zasłużenie żegnani byli wielominutowymi brawami na stojąco.

Zanim to jednak nastąpiło, jazzmani zdobyli serca publiczności znakomitym, trwającym około półtora godziny koncertem. Z pewnością słuchacze chcieliby, aby trwał znacznie dłużej. To chyba o takich wydarzeniach mówi idiom „kult się sączy ze ścian”. Występ, jak na koncert jazzowy przystało, oparty był na improwizacji. Do tamtej niedzieli nie wyobrażałem sobie, jakie efekty można osiągnąć na instrumentach perkusyjnych! Pan Fält, można tak chyba stwierdzić, wręcz „ukradł” show swojemu zasiadającemu za fortepianem koledze, zasługując na miano „kaskadera perkusji”. Efekt był bardzo interesujący: doświadczenie i umiar, gdy już nie trzeba niczego udowadniać, a z drugiej strony sceny młodość i żywiołowość, kiedy jeszcze nie zna się granic experymentów. Jak trafnie przed rozpoczęciem zauważył p. Stenson: I’m not going to speak too much, because I don’t know what will happen.

Bęben, gongi, dzwonki, a nawet lampki z wodą, z których korzystał p. Fält, sprawiały, że słuchacze kierowani przez Mistrzów, poruszali się między industrialem i ambientem. Nikt chyba nie mógł przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się występ. Z drugiej strony należy jednak podkreślić znakomitą koordynację między muzykami, gdyż to subtelne dźwięki fortepianu Steinwaya ostatecznie wyznaczały szlak poszukiwań twórczych. Synchronizacja na scenie sprawiała, że obserwowaliśmy nie tyle koncert, ile spektakl, w którym znalazło się miejsce i na żart, i na tajemnicę. Siła koncertu tkwiła zatem w jego nieprzewidywalności i wielości dopuszczalnych interpretacyj. Improwizacja – tak, przypadkowość – nie. Perfekcja.

Gdybym miał ten wieczór podsumować tylko dwoma słowami: oszałamiający sukces.

 Jazztopad

Jazztopad

zdjęcia: Adrian Nikiel

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.