Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Libijska tea party. Opozycja potrzebuje wsparcia Zachodu

Libijska tea party. Opozycja potrzebuje wsparcia Zachodu

Książę Mohamed Hilal El Senussi

Przyjechałem do mojej libijskiej ojczyzny po raz pierwszy od czterdziestu jeden lat. Zarówno ja, jak i pozostali członkowie rodziny królewskiej, przetrwaliśmy na długim wygnaniu m.in. w Kairze, w czasie gdy Muammar Kaddafi przy pomocy szwadronów śmierci dokonywał zamachów na przedstawicieli opozycji na całym świecie. Obecnie nadszedł czas, by powrócić i zjednoczyć się w walce o obalenie dyktatorskiego reżimu w Trypolisie. Obawiam się, że ten demokratyczny moment może szybko przeminąć, jeżeli wolny świat nie pośpieszy się z reakcją.

Siły postępu w Libii potrzebują natychmiastowej pomocy. Oddziały pułkownika Kaddafiego zmusiły do odwrotu powstańców i odzyskały tereny, które wcześniej udało im z wielkim wysiłkiem zdobyć. W samym Benghazi ponad 380 młodych i nieuzbrojonych protestujących poświęciło swoje życie, by doprowadzić dla przechylenia szali zwycięstwa na rzecz sił wyzwalających wschodnią Libię. W Bajdzie ponad stu ludzi zginęło z rąk zwerbowanych przez Kaddafiego najemników z Czadu, Nigerii i Mali, skłaniając tym lokalne siły policyjne i członków armii do przejścia na stronę powstańców w celu ochrony nieuzbrojonych cywili.

Brak międzynarodowej reakcji może mieć długofalowe konsekwencje, gdyż to głównie młodzi ludzie, zainspirowani nadzieją na lepszą przyszłość, powstali i przyłączyli się do opozycji. Wciąż spotykam młodzież – nastolatków i dwudziestolatków – którzy porzucają swoje wygodne życie w Londynie i Manchesterze i przyjeżdżają do północnej Afryki, aby walczyć o wyswobodzenie swojego kraju. Ci młodzi bohaterowie motywowani zachodnim poczuciem wolności, równości i samostanowienia – w którym się wychowali — chcą teraz stać się częścią ruchu niosącego te uniwersalne wartości mieszkańcom Libii. Obawiam się, że nie zrozumieją, dlaczego świat nie rusza na pomoc w ich sprawie, czym jedynie wyświadcza przysługę pułkownikowi Kaddafiemu.

Tracąc ich serca i umysły podkopujemy w młodej generacji szacunek dla niegdysiejszych aliantów, którzy nie przyszli z pomocą w czasie wielkiej potrzeby. „Policzone, zważone, rozdzielone” (Mane, tekel, fares) ostatecznie – czy w tym roku czy w przyszłym czy za pięć lat reżim Kaddafiego upadnie i kolejne pokolenie przejmie schedę po nim. Niewątpliwie w interesie Ameryki jest to, żeby zaangażować się od początku w proces konstruowania libijskiej przyszłości. Jeżeli przegapi tę szansę, w powstałą próżnię wkroczą inne siły, o mniej życzliwych intencjach.

W czwartek, Rada Bezpieczeństwa ONZ przegłosowała strefę wolną od lotów nad Libią i wsparła siły wrogie Kaddafiemu. Jeżeli zachodnie demokracje nie przyjdą szybko z pomocą libijskim bojownikom o wolność, to wkrótce tej opozycji w ogóle nie będzie. Opozycja jest dzielna i śmiała, ale materialna rzeczywistość sprawia, iż nie jest ona w stanie dużo dłużej walczyć w osamotnieniu, szczególnie bez wsparcia z powietrza, kamizelek kuloodpornych, noktowizorów, karabinów snajperskich, wyposażenia medycznego i innych rzeczy niezbędnych do prowadzenia nowoczesnych działań wojennych.

Niewątpliwie poważne utrudnienie dla libijskiej opozycji stanowi okoliczność, iż mało kto na świecie wie, kim ta opozycja w istocie jest. Mówiąc krótko, chcemy wprowadzenia demokratycznej formy rządów, przyjaznej dla świata zachodniego, szczególnie USA i Europy. Naszym celem jest przywrócenie konstytucji, która była w mocy przed nielegalnym przewrotem Kaddafiego w 1969 r. i wprowadzeniem państwa policyjnego. Istotna zmiana polegałaby na tym, że moja rodzina nie powróciłaby na tron, co stanowi ustępstwo na rzecz nowoczesności, które uznajemy za konieczne. Nadchodzi czas, aby Libia dołączyła do nowoczesnego świata i społeczności wolnych narodów. Aspirujemy do tego, aby mieć demokratycznie wybraną egzekutywę i władzę ustawodawczą i niezależne sądownictwo. Postęp nie nastąpi, jeżeli pułkownik Kaddafi i jego rodzina będą trwać przy władzy.

Mój powrót do ojczyzny był decyzją spontaniczną, którą podjąłem w egipskim mieście granicznym Sallum. Przebywałem tam w celu umożliwienia kontaktu jednemu z zagranicznych dyplomatów z Narodową Radą Libijską. Asystowały nam oddziały złożone z młodych idealistów oddanych walce o wolność, którzy marzą o życiu w demokratycznej Libii, gdzie dana im będzie możliwość realizowania swoich ambicji z godnością i bez poczucia strachu przed naruszeniami praw człowieka.

Pomimo niewygód spowodowanych przez konflikt, traktowano nas ze szczodrą gościnnością, tradycyjną w kulturze Bliskiego Wschodu. Posiłki serwowane na każdym postoju były wyśmienite i obfite, rozmowy obustronnie stymulujące i inspirujące. Koncentrowaliśmy się na tym, co dzieje się teraz w świecie i o czym wiemy z transmisji telewizyjnych. Zawsze ktoś z młodych ludzi był wyznaczany do opieki nad kuchenką i dzbankiem z herbatą, tak by nieprzerwany strumień zielonej herbaty płynął stale podczas naszych krótkich spotkań. Mój towarzysz zauważył wtedy: „To musi być libijska wersja tea party”. Jeżeli herbata jest synonimem reform, to mam nadzieję, że miał rację.

Jego Królewska Wysokość Mohamed Hilal El Senussi jest wnukiem stryjecznym króla Idrisa, ostatniego króla Libii, który został zdetronizowany przez pułkownika Kaddafiego. Możliwość kontaktu z księciem pod adresem: mohamed.senussi_1@gmail.com

Tłumaczenie: K.D.

Od Redakcji: Najjaśniejszy Pan, prawowity król Libii, zdaje się ulegać złudzeniu charakterystycznemu dla współczesnych monarchów pozostających na przymusowej emigracji i próbujących kontaminować swoje prawa do tronu z retoryką strawną dla potencjalnych sprzymierzeńców. Więcej!, w imieniu własnym i innych członków dynastii przekracza granicę, za którą „europejska” retoryka przestaje być tylko formą dyplomatycznej wypowiedzi – wyraża wręcz zgodę na abdykację z praw monarchy, jeżeli to przyspieszy obalenie tyrańskich rządów uzurpatora. W rzeczywistości takie postawienie sprawy oznacza, z czego Najjaśniejszy Pan zapewne nie zdaje sobie sprawy, że obecna operacja militarna traci swoje moralne uzasadnienie. Jeżeli powstańcy giną w imię demokracji, a nie w obronie prawowitego ustroju i króla, przelewają krew nadaremno.

Oczywiście, król może abdykować we własnym imieniu, gdyby nie był w stanie przyjąć na swoje barki ciężaru odbudowy wolnej Libii. Pozostaje nadzieja, że inni przedstawiciele Domu Senussich będą godni kontynuowania dzieła, które zapoczątkował król Idris I.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.