Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Cały Sofokles

Cały Sofokles

Jacek Bartyzel

Indagowany, co sądzi o Stanisławie Michalkiewiczu i jego felietonach, Adam Michnik rzekł był m.in.:

„Nie czytam (…) felietonów Stanisława Michalkiewicza. Przyznam szczerze, że nie bardzo się spieszę, żeby czytać jego dzieła. Jeszcze nie przeczytałem wszystkiego, co napisał Sofokles” („Głos Koszaliński”, 13-14 maja b.r., cyt. za: „Najwyższy Czas!”, nr 22, z 3 czerwca, s. XI).

Przyznam i ja, z kolei, że mnie zdumiało to wyznanie. Zawsze byłem przekonany, że czego, jak czego, ale oczytania panu A.M. odmówić niepodobna. Od ludzi wiarygodnych słyszałem, że jest prawdziwym pożeraczem książek, zdolnym „połykać” je do trzech dziennie, jak ongiś Brzozowski. Wobec powyższego – i zważywszy, że autor wyznania dobiega już, zdaje się, sześćdziesiątki – „niezaliczenie” do tej pory całego Sofoklesa brzmi intrygująco.

Nie jest specjalistyczną wiedzą „ezoteryczną” wiadomość, że największy z tragików greckich napisał był wprawdzie podobno aż 120 dramatów (czyli 90 tragedii i 30 tzw. dramatów satyrowych, ułożonych łącznie w tetralogie), lecz do naszych czasów zachowało się w całości zaledwie siedem tragedii – i to każda z innej trylogii – tudzież kilkadziesiąt ułomków z innych sztuk. Tragedie antyczne były stosunkowo krótkie – przeciętnie od 1600 do 1800 wierszy. Jeśli przemnożyć tę liczbę przez siedem, to łatwo obliczyć, że bez większego trudu i bez konieczności burzenia zwykłego rozkładu codziennych czynności i obowiązków, można przeczytać całego Sofoklesa w ciągu 3-4 dni. Nawet jeśli uwzględnić upodobanie do czytania dzieł pisanych mową wiązaną na głos, dla przyjemności rozkoszowania się kadencją rytmu (sam tak czynię), jak również obiektywne uwarunkowania tyczące tego, co pedagodzy nazywają „czytaniem ze zrozumieniem” (co jednak przecież w wypadku p. A.M. nie wydaje się stwarzać żadnej dodatkowej trudności), to i tak tydzień winien wystarczyć w zupełności.

Naturalnie, nie taki ja głupi, żeby mniemać albo i nie mniemać, iżby to faktyczne braki lekturowe z zakresu klasyki literatury powszechnej stwarzały p. A.M. nieprzezwyciężalne, przynajmniej do czasu uporania się z zaległościami, przeszkody do zapoznania się z dziełami Stanisława Michalkiewicza. Cały ten „Sofokles” to oczywiście „sciemnianie”, jak mówi młodzież. Jego nawet nieskrywanym celem jest wyłącznie chęć ośmieszenia Pana Stanisława i wyrażenia pogardy p. A.M. dla publicystyki tego felietonisty. Tyle tylko, że p. A.M. trafił kulą w płot i sam się ośmieszył. Raz, że nie słyszałem, aby Stanisław Michalkiewicz zgłaszał kiedykolwiek swoje felietony na Wielkie Dionizje czy jakikolwiek inny konkurs dramatyczny. Jako publicysta harcuje on „od zawsze” w innej dyscyplinie niż literatura dramatyczna, więc całe to Pana – Michnikowe nadymanie się „Sofoklesem” jest po prostu głupawe. Dwa, że „przyznawanie się” do zaległości akurat w lekturze tak „cienkiego” (ilościowo, rzecz jasna) pisarza jest co najmniej nieprzemyślane, toteż spodziewany efekt (przydeptanie do ziemi prymitywnego antysemickiego gada) diabli biorą. Miało być śmiesznie – i jest. Tyle że w drugą stronę.

Lecz słowo się rzekło, więc należy je traktować z całą powagą. Może zatem ktoś ulituje się nad p. A.M. i podaruje mu jakiś egzemplarz Króla Edypa lub Antygony, aby mógł nadrobić swoje wstydliwe zaległości? Albo jeszcze lepiej: proponuję zainteresować JE Ministra Edukacji Romana Giertycha pomysłem sprezentowania p. A.M. specjalnego karnetu na jakiś poranek teatralny, kiedy akurat któraś ze scen będzie dawać przedstawienie sztuki Sofoklesa dla dziatwy szkolnej. Sądzę, że Pan Minister przyjąłby ten pomysł entuzjastycznie.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.