Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Dylemat Karola Maurrasa

Dylemat Karola Maurrasa

Jacek Bartyzel

Opublikowany w 121 numerze legitymistycznego kwartalnika La Gazette Royale (październik – grudzień 2009) artykuł autora podpisującego się pseudonimem Gédéon: Le dilemme de Charles Maurras: nationaliste ou royaliste? [„Dylemat Karola Maurrasa: nacjonalista czy rojalista?”] jest kolejną odsłoną w ponad stuletniej już konfrontacji ortodoksyjnie legitymistycznej wizji rojalizmu z Maurrasowskim „nacjonalizmem integralnym”, czyli „scałkowanym” przez rojalizm.

Autor zaczyna od pytania na korzyść „podsądnego”: dlaczego mielibyśmy przeciwstawiać sobie króla i naród? Czyż król nie jest obrońcą narodu? I odpowiada: owszem, pojęcie nation jest starodawne i znane monarchii francuskiej: jej wielki apologeta Bossuet znajduje je już w Starym Testamencie. Ale nationalisme to termin XIX-wieczny i w swojej genezie rewolucyjny. Trzeba przy tym wziąć pod uwagę, że każdy „-izm” ma intencjonalnie sens absolutny i uniwersalny: katolicyzm, rojalizm, ekumenizm, personalizm, egzystencjalizm, etc. Tymczasem Rewolucja zdetronizowała jedyny „-izm” logiczny, czyli katolicyzm, ufundowany na transcendencji Objawienia, zrodziła natomiast różnorakie „-izmy” kandydujące do zastąpienia go, wszystkie oparte na immanencji rozumu ludzkiego. [Eric Voegelin powiedziałby, że owe „-izmy” są immanentyzacją eschatonu – uwaga moja J.B.]. Rewolucja, która przeciwstawiła „naród immanentny” (nation immanente) królowi, „porucznikowi Chrystusa”, to właśnie fenomen nacjonalizmu. Już w jej pierwszej (wcale nie republikańskiej) fazie król, „porucznik Jezusa Chrystusa” został zastąpiony przez króla, którego władza pochodzi od narodu. To Naród przemawia więc w imieniu Boga, a zatem nacjonalizm zastępuje katolicyzm. (Na marginesie: autor zauważa, że ten sam zarzut można by postawić rojalizmowi, który też jest przecież „-izmem”; pomimo tego jednak rojalizm nie jest słowem rewolucyjnym i ma sens ortodoksyjny – pod warunkiem wszelako, że autorytet króla rozpoznaje się jako pochodny od najwyższego autorytetu boskiego. Na tym założeniu oparł już swoją tragedię o Antygonie i Kreonie Sofokles, i Maurras wybornie to pojmował, pisząc: „dziewica Antygona, matka porządku”).

W świetle powyższego jest właściwie paradoksem to, że Maurras – twórca „nacjonalizmu integralnego” – był wrogiem Rewolucji. Klucz do rozwiązania tej zagadki tkwi w utracie przezeń wiary. Młodość Maurrasa wypełniały diatryby przeciwko uczniom egzaltowanego ks. de La Mennais, którego rewolucyjna teokracja prowadziła do anarchii. Później, z powodów estetycznych i politycznych, Maurras stał się obrońcą monarchii arcychrześcijańskiej, w epoce (III Republika), w której internacjonaliści dążyli do ostatecznego zniszczenia dziedzictwa monarchii. Jeżeli Maurrasa do rojalizmu przywiodła chęć obrony narodu przed tą destrukcją, to – oznajmia Gédéon – bardzo dobrze. Niestety jednak, Maurrasa wcześniej urzekł nacjonalizm, natomiast do rojalizmu doszedł on jedynie w tej mierze, w jakiej rojalizm spełnia postulaty „nacjonalizmu integralnego”. A to jest odwróceniem właściwego porządku rzeczy i porządku myślenia, albowiem suwerenność rezyduje w królu z woli Boga, a nie z woli narodu. Nacjonalizm był etapem rewolucyjnej dialektyki zastępującej uświęconą władzę suwerenów arcychrześcijańskich – i suwerenność samego Chrystusa – przez suwerenność ludową. Logicznie rzecz biorąc, Maurras, przechodząc od nacjonalizmu do rojalizmu, powinien był zatem porzucić nacjonalizm. Nie uczyniwszy jednak tego nie dostrzegł też, że syntetyzując swoją obronę narodu w terminie nationalisme intégral, zachowuje w tej formule ducha rewolucyjnego.

Na obronę Maurrasa można powiedzieć to, że miał on przeczucie słabości swojej definicji nacjonalizmu (wynikającej z braku filozoficzno-teologicznego zakotwiczenia porządku społecznego) oraz dziwaczności (monstruosité) sojuszu rojalizmu z nacjonalizmem, czego dowodzą jego słowa w liście z 1912 roku do Henri’ego Massisa: „pomyśl o skrajnej ohydzie i wstrętnych środkach, jakimi trzeba było wytwarzać nacjonalistyczny stan ducha, aby móc obronić naród” (cyt. za Marcel Clément, w: Enquête sur le Nationalisme, NEL, Paris 1957, s. 194). [Jako żywo, słowa te można odnieść do demagogicznych metod, którymi nacjonaliści bronili „honoru armii” w epoce affaire Dreyfus – uwaga moja J.B.].

Brak rozwiązania dylematu: nacjonalizm czy rojalizm – niewątpliwie z powodu braku wiary – prowokuje do dalszych pytań. A co by było, gdyby nastąpiła Restauracja i doszłoby do konfliktu króla z narodem? Jaka byłaby wówczas pozycja Maurrasa? Jak rozwiązałby ów problem? Trudno to sobie wyobrazić – zaznacza Gédéon. Action Française dążyła do zniszczenia Rewolucji, a zatem jej cel był rojalistyczny, a nie nacjonalistyczny (zresztą realne wybory życiowe Maurrasa wcale nie były, zdaniem autora, nacjonalistyczne). Dekadencja postrewolucyjnej myśli politycznej uczyniła możliwym wypracowanie przez niego najbardziej błyskotliwej myśli politycznej swojej epoki, ale cel akcji politycznej został zdefiniowany w terminach filozofii, którą sam odrzucał.

Wnioski autora płynące z powyższych rozważań wydają się dość oczywiste: rojalizm i nacjonalizm nie są względem siebie kompatybilne, lecz antynomiczne. Ten realny dylemat istnieje nadal w postawie tych, którzy określają się jako katolicy i nacjonaliści. U większości z nich – zdaniem publicysty La Gazette Royale – lekceważenie lub obojętność wobec praw naturalnych polityki paraliżuje ich inteligencję polityczną, skłaniając do biernego podążania za swoim demokratycznym elektoratem, zainfekowanym filozofią oświecenia. Legitymiści jednak muszą nie zważając na to rozwijać myśl polityczną, która rozwiewa rewolucyjne opary, zatruwające czasami nawet myśl ich wielkich poprzedników (od Henryka V do Maurrasa) i współczesnych.

Jak konsekwentny w tym postulacie jest autor, dowodzi fakt, iż nie waha się on stwierdzić, że nawet hr. de Chambord i markiz de La Tour du Pin bywali ofiarami tego zaślepienia. W słynnym Liście do robotników, który wspólnie zredagowali w 1873 roku, zapowiedzieli bowiem zachowanie ustroju parlamentarnego i spuścizny „wielkiego ruchu roku ‘89”: „Gwarantujemy te wolności publiczne, do których wszyscy chrześcijanie mają prawo: uczciwie praktykowane głosowanie powszechne i kontrolę przez obie izby” (cyt. za: Alain Jossinet, Henri V, Ulysse, Paris 1983, s. 380-381). A przecież wszystko to zniszczyłoby od wewnątrz ten (biały) kolor Restauracji, o który Henryk V tak bezkompromisowo walczył!

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.