Nacjonalitaryzm

Jacek Bartyzel

NACJONALITARYZM (franc. nationalitarisme od nationalitaire — narodowościowy) — neologizm stworzony dla odróżnienia egalitarnych ideologii, głoszących „suwerenność narodu” oraz etniczno-językową i/albo rasową „zasadę narodowościową” (principe des nationalités), od doktryny tradycjonalistycznego nacjonalizmu, uznającego państwo za suwerena i formę bytu „narodu historycznego”, niekoniecznie homogenicznego rasowo, etnicznie i językowo.


1. Geneza pojęcia. Twórcą terminu n. był francuski pisarz polityczny, bliski nacjonalistyczno-rojalistycznej Action Française, René Johannet (1884-1972), który zaproponował go w wydanej po raz pierwszy 1918 książce Zasada narodowościowa (Le principe des nationalités). Aby usprawiedliwić tę dystynkcję n. i nacjonalizmu, należy wziąć pod uwagę kilka istotnych, kontekstualnych okoliczności: 1o proklamowanie, jeszcze w epoce oświecenia, przez J.-J. Rousseau'a zasady „suwerenności ludu” (souveraineté du peuple), przeciwstawionej suwerenności królów, uznanych za „przywłaszczycieli” władzy należnej ludowi, który jest nosicielem wszelkiej suwerenności (toute souveraineté réside dans le peuple); 2o dokonane przez rewolucjonistów francuskich utożsamienie suwerennego „ludu” z „narodem” (le peuple = la nation), z którego wszelako wykluczeni zostali wszyscy „niepatrioci”, czyli kler i „arystokraci”, ex definitione niegodni bycia „dziećmi (Matki-)Ojczyzny” (les enfants de la Patrie), jak również proklamowanie i rozpoczęcie przez rewolucję francuską, kontynuowanej przez Cesarstwo Francuskie, zewnętrznej „wojny rewolucyjnej” („pokój chatom, wojna pałacom”), pod hasłem wyzwolenia ludów, choćby wbrew ich woli, z „tyranii” królów i „zabobonów” religijnych; 3o rozprzestrzenianie się w całej XIX-wiecznej Europie, a zwłaszcza: a/ na obszarach jednolitych etnicznie i językowo, lecz zróżnicowanych państwowo (jak Niemcy i Włochy), b/ dawnych państwach pozbawionych niepodległości (jak Polska, Chorwacja czy Irlandia) oraz c/ pośród szczepów etnicznych, kreowanych jako narody przez literatów romantycznych, wymyślających im państwową genealogię (jak Ukraińcy czy Finowie), „zasady narodowościowej”, przeciwstawionej zasadzie monarchicznego legitymizmu i mającej usprawiedliwić ich dążenia zjednoczeniowe lub irredentystyczne; 4o pojawienie się w drugiej połowie XIX w. oraz rychłą zmianę znaczenia pojęcia „nacjonalizm”.

Konsekwencją wewnątrzpaństwową (najskrupulatniej zrealizowaną we Francji) koncepcji suwerenności ludu/narodu była likwidacja wszelkiego pluralizmu, zarówno stanowego (na rzecz niezróżnicowanej i ujednoliconej w prawach masy jednostek — „obywateli” /citoyens/) i korporacyjnego, jak samorządowego i prowincjonalnego oraz powstanie scentralizowanej republiki „jednej i niepodzielnej” (une et indivisible).

Zalążki ideologicznego uzasadnienia „zasady narodowościowej” dał już cesarz Napoleon I, tyle że ex post, w pamiętnikach pisanych jako zdetronizowany więzień Anglików na Wyspie św. Heleny, usprawiedliwiając swoje podboje pragnieniem zbudowania uniwersalnej wspólnoty, w której ramach wszystkie nacje odzyskają swoje słuszne prawa. Interpretację tę wznowił jego bratanek, ks. Ludwik-Napoleon Bonaparte, w wydanej 1839 książce Des idées Napoléoniennes, który następnie, już jako cesarz (1852-1870)Napoleon III, podniósł tę zasadę do rangi programu swojej polityki zagranicznej, praktycznie wcieliwszy ją w życie jedynie na obszarze Włoch, zjednoczonych dzięki jego wsparciu. Kolejnym, milowym krokiem w uczynieniu tej zasady podstawą ładu międzynarodowego była, wyartykułowana 1917 w planie pokojowym, znanym pod potoczną nazwą „14 punktów” prezydenta USA, Woodrowa Wilsona, doktryna „samostanowienia narodów”, która stała się podstawą rekonstrukcji mapy politycznej Europy przez Kongres Wersalski i ideologiczną podbudową Ligi Narodów.

Ogólnie, realizacja „zasady narodowościowej” przebiegała w dwu kierunkach, wchodzących w stale i powszechnie obserwowaną konfrontację; z jednej strony, narody stanowiące etniczny trzon danego państwa i uważające je za wyłącznie „swoje” państwo narodowe starają się — środkami administracyjnymi, poprzez ujednoliconą edukację państwową, a niekiedy i siłą fizyczną — ujednolić państwo narodowościowo oraz wykorzenić wszelkie odrębności, nieprzystające do jednolitego wzorca; z drugiej strony, tzw. mniejszości etniczne — powołując się na tę samą „zasadę narodowościową” oraz „prawo do samostanowienia” — usiłują wywalczyć jak najszerszy zakres swoich partykularnych uprawnień, nie stroniąc przy tym od odwoływania się do innych państw, zwłaszcza tych, w których ich narodowość ma pozycję dominującą, albo do instancji ponadpaństwowych, częstokroć przejawiają tendencje separatystyczne, a nawet irredentystyczne, w wielu wypadkach uciekając się także do zbrojnych rebelii albo do terroryzmu. Np., jak zauważa Johannet, po uzyskaniu niepodległości Czesi natychmiast postawili sobie za punkt główny polityki narodowej niewywiązanie się z uroczystych zapewnień dania w Czechosłowacji równouprawnienia Słowakom, Finowie uznali za niezbędne wyrugowanie Szwedów i języka szwedzkiego, a Polska stanęła oko w oko z separatyzmem Rusinów i Litwinów (Le principe des nationalités, Paris 1918, XLVIII). Ta nieustająca konfuzja wypływa z niemożliwości obiektywnego ustalenia, na gruncie „zasady narodowościowej”, jaką grupę ludzką można uznać za naród, której narodowości przysługuje „prawo do samostanowienia” — aż do oderwania się od państwa, w którym jakaś część jej członków zamieszkuje, i utworzenia własnego państwa.

Powyższej sprzeczności nigdy nie zdołały rozwiązać nie tylko oficjalne doktryny oraz działania mężów stanu, czy instytucji międzynarodowych, ale również próby teoretyzacji pojęcia principe des nationalités. Definicje „zasady narodowościowej”, z których pierwszą („…to zasada, według której każda rasa ludzka dąży do ukonstytuowania się jako samodzielny organizm polityczny”) sformułował 1835 w Dictionnaire de l'Académie française pozytywista Émile Littré (1801-1881), a rozwijał m.in. pierwszy liberalny premier II Cesarstwa — Émile Ollivier (1825-1913), Johannet ujmuje zbiorczo jako postulat, „ażeby pomiędzy państwem a narodowością zachodziła zgodność”, toteż „jedynym państwem, które ona chce uznać, jest państwo narodowe (état national), którego granice wyznaczane są nie według biegu rzek, kierunku gór, przypadków siły (les hasards de la force) lub układów dyplomacji, lecz według rozsiedlenia ras, a raczej narodowości” (dz. cyt., 19); jest to jednak wymóg praktycznie nierealizowalny, ponieważ rasy są przemieszane wszędzie, a narodowości prawie wszędzie, toteż w świetle „zasady narodowościowej” niepodobna rozstrzygnąć kwestię przynależności państwowej obszarów mieszanych etnicznie, albo spornych historycznie lub z jakichkolwiek innych powodów: nie można „obiektywnie” i w sposób satysfakcjonujący wszystkie strony ustalić, czy Alzacja jest francuska czy niemiecka, Wileńszczyzna polska czy litewska, Siedmiogród węgierski czy rumuński, a Kosowo serbskie czy albańskie, ani „sprawiedliwie” zdecydować do jakiego państwa ziemie te „powinny” należeć. We wszystkich takich przypadkach wzrasta natomiast zawsze obustronna nienawiść, ponieważ zwiększają się „powierzchnie tarcia”, czego nieuchronnym skutkiem jest „wojna co rok, i na każdym kroku” (tamże, XLVIII).

Dysjunkcji pomiędzy n. a nacjonalizmem nie rozwiązało także samo pojawienie się pojęć „nacjonalizm” (nationalisme) i „nacjonalista” (nationaliste), ponieważ pierwszy odnotowany przypadek ich użycia (w broszurze Anciens partis, Paris 1860) — przez liberała Luciena Prévost-Paradola (1829-1870) — został odniesiony właśnie do „zasady narodowościowej”. Prawdziwym przełomem było dopiero wznowienie tych pojęć przez Maurice'a Barresa (1862-1923) w (ogłoszonym 4 VII 1892 w dzienniku „Le Figaro”) manifeście La querelle des nationalistes et des cosmopolites, będącym pierwszą artykulacją doktryny nacjonalistycznej sensu stricto. W znaczeniu użytym przez Barresa nacjonalizm jest „partią Francji”, jako „narodu-państwa” (Nation-État), zaś naród to organizm polityczny, którego odwieczną zasadą była wierność suwerenowi i dynastii narodowej oraz instytucjom tradycyjnym; ponieważ jednak źli Francuzi zabili swojego króla, odrzucili swoją dynastię i zniszczyli instytucje tradycyjne, nadrzędnym celem nacjonalizmu staje się odbudowanie jedności narodowej, ocalenie narodowego dziedzictwa i przywrócenie instytucji tradycyjnych. W konsekwencji, rzeczą nacjonalizmu jest odnoszenie każdej kwestii politycznej do interesu narodu-państwa, w przeciwieństwie do ideologii kosmopolitycznych, które kwestie te rozpatrują w świetle interesów albo (jak liberalizm) jednostki, albo (jak marksizm) proletariatu. Od wystąpienia Barresa zatem, pojęcie nationalisme „oznacza zwolennika polityki ściśle narodowej (il signifie partisan d'une politique strictement nationale)” (R. Johannet, dz. cyt., 18).

Zarówno (jeszcze republikański) nacjonalizm Barresa i (już rojalistyczny) nacjonalizm „integralny” Charlesa Maurrasa (1868-1952), jak pokrewne im, a najbardziej dojrzałe doktrynalnie, zwłaszcza w krajach romańskich, nacjonalizmy tradycjonalistyczne (nacjonalizm włoski Enrica Corradiniego, hiszpański „nacjonal-katolicyzm” Ramira de Maeztu i frankizm, portugalski integralizm luzytański i salazaryzm) zdecydowanie odrzucały i teorię „suwerenności narodu”, i „zasadę narodowościową”. Właśnie ten pozorny paradoks „nacjonalizmu nienarodowościowego” legł u podstaw, odczuwanej przez Johanneta, konieczności utworzenia pojęcia n., delimitującego te dwie nie tylko różne, ale wręcz przeciwstawne sobie doktryny. Termin ten przejął i doprecyzował Maurras, a w następnym pokoleniu nacjonalistów — Jacques Ploncard d'Assac (1910-1998).


2. Nacjonalitaryzm a nacjonalizm. Przeciwieństwo n. i nacjonalizmu należy rozpatrywać uwzględniając tę okoliczność, że o ile nacjonalizmy (w sensie zainaugurowanym manifestem Barresa), mimo iż miały swoje cechy specyficzne („narodowe”) w różnych krajach, to jednak były bardzo do siebie podobne (i, co równie ważne, zadzierzgały się pomiędzy nimi więzy sympatii), nadto okres ich rozkwitu był względnie krótki (zasadniczo pierwsze połowa XX w.), o tyle historia n. (choć nigdy pod tą nazwą) ma już ponad dwa stulecia, toteż występował on, i występuje nadal, w wielu odmianach, nieodmiennie sobie wrogich, zarówno pomiędzy odcieniami ideologicznymi, jak narodowościami, w których imieniu działa. Wielość nurtów n. można, w pewnym koniecznym uproszczeniu, sprowadzić do dwu zasadniczych odmian: 1o n. demokratycznego bądź demoliberalnego oraz 2o n. plemienno-rasowego, który w pierwszej połowie XX w. znalazł ujście (w symbiozie z socjalizmem) w faszyzmie, a zwłaszcza w niemieckim nazizmie; dla obu odmian n. niezmiernie ważne było wszelako przejście przez kulturową fazę romantyzmu, co nadało im piętno quasi-mistycznej egzaltacji „czystej duszy” prostego ludu/narodu, a to w sposób zasadniczy różnicuje też metapolitykę n. i nacjonalizmu, który w każdym wypadku wychodził od gruntownej krytyki romantyzmu.

1o Nacjonalitaryzm demokratyczny lub demoliberalny opiera się na doktrynie suwerenności ludu/narodu, uznawanego za (jedyne) źródło prawomocności władzy, która wyraża „wolę ludu”, przy czym w ujęciu „czysto” demokratycznym (russowskim) jest to „wola powszechna” (volonté générale), przejawiana głosem całego ludu/narodu i bezpośrednio, natomiast w odmianie demoliberalnej lud/naród stanowi arytmetyczny zbiór jednostek, mogący swoją wolę objawiać pośrednio, delegując w akcie wyborczym suwerenność (délégation de souveraineté) na swoich przedstawicieli; w każdym wypadku oznacza to jednak rząd („zwierzchnictwo”) niezróżnicowanej „masy” ludu/narodu, toteż konsekwencją n. jest pasja zrównywania (egalitaryzm); skoro cały naród jest suwerenem, to nie można tolerować żadnego zróżnicowania przywilejów i obowiązków poszczególnych stanów, korporacji, municypiów czy prowincji: wszyscy muszą mieć takie same prawa i obowiązki, albo, inaczej mówiąc, identyczną porcję praw i obowiązków; nie wolno tolerować również, w ramach państwa jednego narodu, pluralizmu etniczno-językowego: nie ma już Bretończyków czy Prowansalczyków, tylko Francuzi mówiący „językiem republikańskim”; nie ma już Saksończyków, Bawarów czy Szwabów, są tylko Niemcy. W reakcji na ten stan rzeczy, pośród członków społeczności żyjących przez wieki bez poczucia dysharmonii pomiędzy byciem jednocześnie, mówiącym językiem okcytańskim Prowansalczykiem i Francuzem, tzn. poddanym króla Francji, albo Baskiem, mówiącym językiem euzkera i Hiszpanem, tzn. poddanym króla Hiszpanii, rodzi się poczucie poniżenia, dystansu, a wreszcie dążenie do separacji i utworzenia własnego państwa — w którym sam będzie mógł upodabniać do siebie innych analogiczną metodą. Maurras wyśmiewał wręcz także tych „fałszywych nacjonalistów” (resp. nacjonalitarystów), którzy co najmniej z nieufnością odnosili się do katolicyzmu i Watykanu, dlatego, że papież był dla nich „Włochem” (z tego samego powodu nacjonalitarystą należy zatem nazywać tego, który dzisiaj „kocha” papieża dlatego, że jest on „Polakiem”).

Na zewnątrz natomiast n. tego typu przyjmuje jednocześnie dwie, wchodzące ze sobą w wewnętrzny konflikt, dyrektywy, wynikające z „zasady narodowościowej”, tj. równość wszystkich narodów oraz nakaz zjednoczenia w ramach jednego państwa wszystkich prowincji, w których dana narodowość przeważa liczbowo. Dążenie takie musi jednak zawsze zderzyć się z analogicznym dążeniem tej nacji, która w spornej prowincji stanowi wprawdzie mniejszość, ale jej elita przywódcza także kieruje się pragnieniem zjednoczenia wszystkich członków swojej narodowości w ramach jednego państwa. Jak pokazują przykłady dwóch głównych procesów unifikacyjnych, które zaszły w XIX-wiecznej Europie, tj. we Włoszech i w Niemczech, jednoczenie terytorium narodowego oparte o powyższe przesłanki, łączy się koniecznie z dwoma zjawiskami: pogwałceniem legitymizmu państwowo-dynastycznego pochłanianych organizmów z danego obszaru etniczno-językowego oraz zastosowaniem procedur celowego wynaradawiania członków narodowości nie wchodzących do tej grupy etnicznej, ale żyjących na jej obszarze państwowym (np. Austriaków we włoskim Trydencie, czy Polaków w zaborze pruskim i Duńczyków w Szlezwiku-Holsztynie). Cechą charakterystyczną n. (zwłaszcza przesiąkniętego mentalnością romantyczną) jest nie tylko ignorowanie „zastanych” tożsamości historycznych w anektowanych prowincjach (np. Neapolitańczyków czy Hanowerczyków), ale przechodzenie do porządku nad uświadamianym sobie faktem nieistnienia w rzeczywistości narodu, w którego imieniu n. ten działa. Prowadzi to n. do woluntaryzmu, który wyobraża sobie, że naród można „wykreować”, czego wymownym świadectwem jest słynne wyznanie jednego z promotorów włoskiego Risorgimenta, Massima Taparellego markiza d`Azeglio (1798-1866), uczynione tuż po aneksji całej Italii przez Piemont: „zrobiliśmy Włochy, a teraz musimy zrobić Włochów” (ironią historii jest to, że — dowodzący „niezrobienia” Włochów do dzisiaj — separatyzm rozkwita aktualnie nie na podbitym Południu, lecz na podbijającej Północy). W jeszcze bardziej irracjonalnej postaci ten woluntaryzm n. przejawił się w ukutym przez Niemców pojęciu „narodowości nieświadomej”, co przywódcy Partii Narodowo-Liberalnej, Heinrichowi von Treitschke (1834-1896), pozwoliło powiedzieć o Alzatczykach: „Chcemy oddać im ich własne jestestwo, choćby nawet wbrew ich woli” (cyt. za: R. Johannet, dz. cyt., 211).

Dla nacjonalizmu wszystkie te przeświadczenia n. są z gruntu fałszywe. Nade wszystko, absurdem jest dla niego nacjonalitarny woluntaryzm; nie może być nacjonalizmu bez już ukształtowanego narodu, który jest dziełem geografii i historii oraz wielowiekowej, narodotwórczej roli państwa: to „40 królów stworzyło Francję”, jak mawiał Maurras, natomiast nie da się „zrobić” narodu jednym dekretem czy plebiscytem. Nacjonalizm przychodzi zawsze po narodzie: w tym sensie Barres pisał, że „nacjonalizm jest akceptacją pewnego determinizmu” (Scenes et doctrines du nationalisme, Paris 1925[2], 10) — czyli determinizmu geografii i historii. Wyklucza to także opieranie polityki narodowej na trzymaniu się etniczno-językowej „zasady narodowościowej”; obszar i granice państwa winny być dostosowane do jego żywotnych potrzeb oraz uwarunkowań naturalnych: np. dla Francji granicami bezpieczeństwa, i naturalnymi zarazem, są z jednej strony Pireneje, a z drugiej linia Renu. Jej interesowi narodowemu nie stoi na przeszkodzie fakt, że będzie to oznaczało zarówno znalezienie się na jej obszarze pewnej liczby ludności etnicznie niemieckiej czy włoskiej, jak pozostanie w Belgii czy Szwajcarii pewnej liczby ludności etnicznie francuskiej. W przeciwieństwie do nacjonalitarysty nacjonalista nie będzie jednak zmuszał niemieckojęzycznego Alzatczyka, czy włoskojęzycznego Sabaudczyka, do posługiwania się językiem francuskim — wystarczy mu ich lojalność wobec Francji i jej „arcychrześcijańskiego króla” (le roi tres-chrétien), a tym samym przynależność do narodu nie jako homogenicznej etnii, lecz jako politycznej „wspólnoty przeznaczenia”. Podobnie, hiszpańskiego karlistę nie będzie martwić rozmaitość języków, obyczajów, przywilejów lokalnych (fueros) Basków czy Katalończyków, pod warunkiem ich wierności wobec wspólnej Monarquía Hispánica i jej „króla katolickiego” (el rey católico). Bodaj najdalej poszła w tym kierunku, przyjęta w Portugalii Salazara, doktryna „luzotropikalizmu”, sformułowana zresztą przez brazylijskiego socjologa, Gilberta de Mello Freyre (1900-1987), która zakładała transkontynentalną i multirasową solidarność wszystkich Luzytańczyków, tj. Portugalczyków, Brazylijczyków oraz Afrykanów, Azjatów i Indian ze wszystkich dawnych i aktualnych prowincji zamorskich.

Nacjonalizm opowiada się w ogóle raczej za mniejszą ilością państw dużych (lecz szanujących odrębności lokalne) i zdolnych do samodzielnej egzystencji, niż ich rozdrabnianiem podług „zasady narodowościowej”, któremu nigdy nie ma końca. Swego rodzaju „kamieniem probierczym”, pozwalającym w czasie i po I wojnie światowej odróżnić nacjonalitarystę od nacjonalisty, był stosunek do wielonarodowej monarchii habsburskiej: podczas gdy nacjonalitaryści wszystkich odcieni postanowili (neojakobin G. Clemenceau, demokrata W. Wilson, liberał postępowy D. Lloyd George i liberał konserwatywny E. Orlando) o jej rozbiorze, albo wyrażali z tego powodu satysfakcję (demokrata T.G. Masaryk, nacjonal-socjalista A. Hitler), nacjonaliści równie jednomyślnie wyrażali żal z powodu upadku ostatniego w Europie państwa reprezentującego zasadę legitymistyczną (i katolickiego).

Nacjonalizm różnią też od n. fundamentalne zasady ideowo-ustrojowe; nacjonalista nie uznaje zasady „suwerenności narodu”, ponieważ nie jest on egalitarystą, a naród nie stanowi dla niego ani masy, ani sumy jednostek aktualnie żyjącego (i głosującego w wyborach) pokolenia. Nacjonalista „integralny”, jak Maurras, będzie stale podkreślał, że „zło (…) idei nacjonalitarnej nie pochodzi z nacjonalizmu, lecz z wszczepienia narodom idei równości” (Votre bel aujourd'hui, Paris 1953, 238). Ustrojowo, zasada nacjonalistyczna nie jest narodowościowa i demokratyczna, tylko państwowa i najczęściej monarchiczna, albo przynajmniej (jak u Barresa) autorytarna i elitarystyczna. Dla nacjonalizmu suwerenem nie jest naród, tylko państwo personifikowane przez „szefa”, toteż naród jest w nim pojmowany „jako odpowiednik państwa, czy to dlatego, że przedstawia państwo, co znikło, lub państwo istniejące, lub wreszcie dąży do stworzenia państwa w przyszłości” (R. Johannet, dz. cyt., 405).

W doktrynie nacjonalizmu naród nie jest, i nie może być, suwerenem także dlatego, że stanowi on wspólnotę wielopokoleniową, obejmującą — oprócz żyjących — generacje już minione i te, które dopiero się narodzą; głosów przodków i nienarodzonych jeszcze potomków nie można „zliczyć”, lecz należy je „zważyć”. Dla nacjonalisty naród jest dziedzictwem historii, którego nie wolno roztrwonić, i „wspólnotą przeznaczenia”; dziedzictwo to winno być kontynuowane i przekazane (tradere) dalej: w słynnym adagium Barresa naród to „wspólne posiadanie starożytnego cmentarza i pragnienie zachowania go niepodzielnym”. Nacjonalizm jest zatem z istoty zachowawczy, czyli tradycjonalistyczny, zaś tym, na którym spoczywa główny ciężar „przekazania”, jest suwerenny traductor i „zachowawca” (conservator) narodu.

2o Nacjonalitaryzm plemienno-rasowy. zwłaszcza w skrajnie rasistowskiej wersji niemieckiego nazizmu, w obiegowym mniemaniu uchodzi za całkowite przeciwieństwo demokracji, a tym samym za pogwałcenie demokratycznej „zasady narodowościowej”; jest to pogląd podtrzymywany przez niezliczonych propagandystów panującego dziś ustroju demoliberalnego, ale daleki od prawdy; w rzeczywistości, zarówno o całej tej odmianie n., jak o narodowym socjalizmie w szczególności, można powiedzieć, że są one z pewnością antyliberalne (a tym samym istotnie sprzeczne z liberalną odmianą demokracji), ale nie antydemokratyczne. Sytuują się one w nurcie nazwanym przez J.L. Talmona „demokracją totalitarną”, wcieloną w życie po raz pierwszy przez francuski jakobinizm. Już sama cecha tak znamienna dla większości niemieckich ideologii narodowych, jak żywiący się przeświadczeniem o wyższości własnego narodu na każdym polu i nienawiścią do innych narodów szowinizm, ujawniony od Germanii i Europy (1803) Ernsta Moritza Arndta (1769-1860), był rewersem szowinizmu jakobińskich „patriotów roku II” i wiarusów Wielkiej Armii Napoleona.

W n. plemienno-rasowym, najczęstszym w Niemczech, nie została przeto odrzucona ani demokratyczna zasada suwerenności ludu/narodu, ani principe des nationalités, tylko obie one zostały w szczególny sposób zreinterpretowane. Pierwsza została scedowana na charyzmatycznego „wodza” (Führer), uzyskującego demokratyczną legitymację przez spontaniczne acclamatio ludu; druga natomiast została przeniesiona z sumy jednostek-obywateli na grupę czysto rasową. Łącznie wytwarza to egalitarną i „przezwyciężającą” zarówno tradycyjne (stanowe, krajowe, dynastyczne) partykularyzmy, jak demoliberalny nieład, jedność Rzeszy-Ludu-Wodza (ein Reich, ein Volk, ein Führer). Hitler był niewątpliwie wrogiem liberalizmu i parlamentaryzmu, ale nie demokracji, ponieważ nienawidził monarchii i arystokracji, a stworzoną przez siebie Rzeszę nazywał „prawdziwą demokracją niemiecką”, w której wódz wyraża „wolę powszechną” zrównanego w „braterstwie” ludu/narodu (Volk); jeśli odjąć partykularne dookreślenie: „niemiecka”, jest to ideał ustrojowy Rousseau'a.

Charakter „nacjonalitarny” nie był przy tym jakimś wyjątkowym przypadkiem, związanym tylko z hitleryzmem, lecz immanentną oraz dominującą cechą większości nurtów myśli narodowej w Niemczech od oświecenia (J.G. Herder) i romantyzmu (J.G. Fichte); w XIX w., zarówno n. liberalny, kulminujący w obradach Parlamentu Frankfurckiego (1848/49), jak postromantyczny ruch „volkistowski” (völkisch) i „niemiecko-chrześcijański” (P. de Lagarde, K. Fischer, A. Dinter), były antylegitymistyczne, antyhabsburskie, wrogie uniwersalistycznej tradycji Świętego Cesarstwa, a tym samym antykatolickie i antyrzymskie. Korzenie n. niemieckiego sięgają zatem rewolucji religijnej luteranizmu, który z kolei, wg Maurrasa, spojony jest dobrze dopasowaną obręczą idolatrycznego germanizmu z saskim poganinem Arminiusem (La politique religieuse, w: La démocratie religieuse, Paris 1921, 340). Charakterystyczną cechą volkizmu było także, typowe dla n., odrywanie pojęcia lud/naród (Volk) od państwa, a wiązanie go z panteistycznie uwielbioną Przyrodą („tożsamością kosmologiczną”, wg określenia G.L. Mosse'a) oraz niechęć do pojęcia Nation, uważanego za wytwór francuski.

Wytworem hitleryzmu nie był również rasizm sensu stricto, który acz sformułowany jako quasi-naukowa teoria antropologiczna przez Francuza A.-J. de Gobineau oraz przez naturalizowanego w Niemczech Anglika H.S. Chamberlaina, wyjątkowo podatny grunt znalazł już w XIX w. właśnie w n. niemieckim: „Hitler jest produktem nacjonalitaryzmu XIX-wiecznego” (J. Ploncard d'Assac, Doctrines du nationalisme, Chiré-en-Montreuil 1978, 203).

Idea „czystości rasowej” stanowi kolejny punkt jaskrawo delimitujący n. tej odmiany od nacjonalizmu. Z punktu widzenia nacjonalisty théorie racique jest zarazem głupia i niebezpieczna, bo destrukcyjna dla narodu, jako wielorasowej (pluriraciale) wspólnoty historycznej. Np. naród francuski jest zlepkiem ras, uformowanym z celtyckich Galów, Latynów, germańskich Franków, Burgundów i Alemanów etc.; Hiszpanie to mieszanka Celtiberów, Rzymian, Gotów, Maurów i Żydów; także Niemcy zresztą, zwłaszcza w swoim wyjątkowo wyrazistym genotypie Prusaka, dużo zawdzięczają przymieszce bałto-słowiańskiej. Dla nacjonalitarysty rasistowskiego naród to „ziemia i krew” (Blut und Boden), dla nacjonalisty naród to „ziemia i umarli” (la terre et les morts); pierwszy przygląda się kształtowi nosów i mierzy czaszki, dla drugiego „naród jest takim, jakim go uczyniły wieki (la nation telle que les siecles l'ont faite)” (R. Johannet, dz. cyt., 192); dla n. naród jest rasą antropologiczną, dla nacjonalizmu — „rasą historyczną”, tzn. zachowuje się jak pewien typ psychofizyczny.

Z kolei włoski faszyzm, choć — w przeciwieństwie do nazizmu — nie rasistowski, był też nacjonalitarny, a nie nacjonalistyczny, bo wyznawał „dynamiczną”, „kreacjonistyczną” i woluntarystyczną koncepcję narodu jako „produktu” heroicznej woli i wiary. Z tego punktu widzenia, liberalno-faszystowski filozof Giovanni Gentile (1875-1944) krytykował „błąd” nacjonalizmu, polegający na traktowaniu narodu jako „statycznego” elementu prawa natury, co „nadaje tej doktrynie pewną twardość nieliberalnego, wstecznego, surowego konserwatyzmu, będącego elementem mniej sympatycznym” (Źródła i doktryna faszyzmu, Warszawa 1933, 46).

Wprawdzie w obu krajach istniały ruchy autentycznie nacjonalistyczne (Associazione Nazionalista Italiana, konserwatywna rewolucja w Niemczech), ale jest rzeczą znamienną, że zostały one wyparte, i częściowo wchłonięte, przez n. faszystowski i hitlerowski, co ze względu na analogie rozwoju historycznego nasuwa wniosek, że przyczyna takiego stanu rzeczy była identyczna, tj. powstanie „nacjonalizmu bez narodu”, a więc odwrócenie naturalnego porządku rzeczy.


3. Nacjonalitaryzm a „sprawa polska”. Określenie n. jest najzupełniej adekwatne do całej tradycji polskich ruchów niepodległościowych i insurekcyjnych oraz demokratyczno-rewolucyjnych, od samego początku zapatrzonych w „tęczę Franków”, a także szczególnie mocno przesiąkniętych romantyzmem.

Bardziej złożona jest kwestia „nowoczesnego” ruchu narodowo-demokratycznego („wszechpolskiego”), potocznie zwanego endecją. Do niedawna jeszcze niemal za bezdyskusyjny pewnik uchodził pogląd o prawicowości Narodowej Demokracji oraz jej podobieństwie do nacjonalizmu francuskiego czy włoskiego. Wydaje się wszakże, że jest to błąd optyczny, wynikający z postrzegania całości dziejów i rozwoju ideowego obozu narodowego przez pryzmat kształtu, jaki przybrał on w szczytowej fazie swojej ewolucji, tj. w latach 30. XX w. Tymczasem, w swojej pierwotnej postaci nurt ten, pomimo przeprowadzenia ostrej krytyki insurekcyjnego i „inter-nacjonalistyczego” („za wolność waszą i naszą”) patriotyzmu „starej daty” oraz antyliberalizmu i antyromantyzmu, wykazywał znacznie więcej cech zdefiniowanych przez Johanneta i Maurrasa jako n. Miał typowo nacjonalitarne rozumienie narodu jako wspólnoty etniczno-językowej, a nie historyczno-państwowej; stawiał postulat odbudowania państwa wg „zasiedlenia ras i narodowości”, wysuwając kryterium przewagi żywiołu etnicznie polskiego, a nie granic historycznych lub naturalnych; był antytradycjonalistyczny i indyferentny religijnie, w pewnym stopniu nawet antyklerykalny; jego całkowicie szczerze traktowanym i wysuwanym na plan pierwszy programu (Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, w jego pierwotnej nazwie) składnikiem tożsamości był demokratyzm, rozumiany wprawdzie przede wszystkim jako dążenie do „uobywatelnienia”, a tym samym „unarodowienia”, włościańskich i robotniczych mas ludowych, ale siłą rzeczy również jako zniwelowanie różnic stanowych. Trafnie odczytuje ową intencję badacz narodzin tej ideologii: „'Żeby Polska była Polską', Polak musiał najpierw stać się demokratą” (N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczna geneza nacjonalizmu, Warszawa 2001, 225).

Nacjonalitarystą par excellence był zwłaszcza (i do końca swojego żywota) najstarszy z grona twórców doktryny narodowo-demokratycznej, Jan Ludwik Popławski (1854-1909) — szczególnie niechętny szlachcie i „pańskiemu klerykalizmowi”, a „ludoman”, stawiający „nade wszystko interesy ludu” i opierający się na „jego poczuciu plemienności, na samorodnych, swojskich podstawach naszego bytu” (Nieporozumienie, „Głos” 24/1887); w nieco tylko mniejszym natężeniu dotyczy to jednak również Zygmunta Balickiego (1858-1916) i Romana Dmowskiego (1864-1939) w pierwszej fazie rozwoju ich koncepcji narodu. Wprawdzie już 1901 Dmowski odcinał się od ideologii „praw człowieka” i podkreślał, w bardzo zawiłym wywodzie, że „rdzeniem naszego programu jest nacjonalizm”, ale zaraz dodawał, jako rzekomą oczywistość, że nie może on być inny, jak demokratyczny, aczkolwiek ma on „niewiele wspólnego z całym szeregiem różnych demokratyzmów” (W naszym obozie. Listy do przyjaciół politycznych, „Przegląd Wszechpolski” 1901, cyt. za: Narodowa Demokracja. Antologia myśli politycznej „Przeglądu Wszechpolskiego” (1895-1905), opr. B. Toruńczyk, Londyn 1983, 23). Jednak przełom w myśleniu Dmowskiego w kierunku nacjonalizmu „nienacjonalitarnego” rozpoczął się dopiero po podróży do Japonii, czego dowodem było uznanie w Podstawach polityki polskiej, że „naród jest wytworem bytu państwowego” oraz przekroczenie, obecnego jeszcze w Myślach nowoczesnego Polaka, indywidualistycznego, woluntarystycznego i racjonalistycznego pojmowania więzi narodowej na rzecz tezy, iż „jednostka, zrośnięta przez pokolenia ze swym narodem, w pewnej szerokiej sferze czynów nie ma wolnej woli, ale musi być posłuszna woli zbiorowej narodu, wszystkich jego pokoleń, wyrażającej się w odziedziczonych instynktach” („Przegląd Wszechpolski” 1905, cyt. za: tamże, 224, 225) — co jest tezą identyczną z „pewnym determinizmem” Barresa. Kresem tej ewolucji była jednak dopiero tzw. katolicko-narodowa faza w myśli Dmowskiego, zainaugurowana pracą Kościół, Naród i Państwo (1927), a jej owocem — w pełni już tradycjonalistyczny nacjonalizm tzw. młodej endecji w latach 30. Zarówno etniczne rozumienie narodu, jak i demokratyczna zasada „suwerenności narodu”, zostały odrzucone dopiero przez takich teoretyków „młodoendeckiego” nacjonalizmu polskiego, jak sympatyk karlizmu i salazaryzmu — Jędrzej Giertych (1903-1992), „imperialista idei” — Stanisław Piasecki (1900-1941), piszący o Wielkim Narodzie (1941) Adam Doboszyński (1904-1949), czy zwolennik monarchii i tradycji Świętego Cesarstwa — Karol Stefan Frycz (1910-1942), podczas gdy „starzy endecy”, jak Stanisław Grabski (1871-1949), Marian Seyda (1879-1967), czy Wacław Komarnicki (1891-1954), pozostali na pozycjach demokratycznych, więc nacjonalitarnych.

Paradoksalnie zatem, kierunkiem analogicznym do nacjonalizmu Action Française czy Acción Espanola nie był w Polsce ruch narodowo-demokratyczny, lecz monarchistyczny konserwatyzm S. Mackiewicza (Cata), neokonserwatywny imperializm „Myśli Mocarstwowej” i „Buntu Młodych” (Adolf Bocheński), a w pewnym stopniu także, mimo lewicowego rodowodu, obóz piłsudczykowski („państwowy”); w symbolicznym uproszczeniu można powiedzieć, że „nacjonalistyczna” była w Polsce „idea jagiellońska”, a „nacjonalitarna” — „idea piastowska”. Nie znaczy to jednak, że tę drugą należy przypisywać całej endecji: np. Dmowski na konferencji w Wersalu bronił granic optymalnego bezpieczeństwa, a nie etnicznych, ale już S. Grabski podczas rokowań pokojowych w Rydze odstępował (zaskoczonym tym) bolszewikom tę samą Mińszczyznę, o którą w Wersalu walczył Dmowski, po to, żeby Polska nie miała „nadmiaru” ludności etnicznie niepolskiej.

Na przypomnienie zasługuje natomiast, jedyna prawdopodobnie w Polsce, poważna polemika z koncepcją Johanneta, która podjął pisarz, bliski naonczas ruchowi narodowemu, choć wkrótce oddalony od niego w stronę chadecji i „socjalizmu chrześcijańskiego” — Karol Ludwik Koniński (1891-1943). Broniąc „zasady narodowościowej” wywodził on, iż sprzyjała ona w XIX w. „sprawie polskiej”, dając podstawę do wysuwania kwestii restytucji państwowości polskiej, podczas gdy zasada legitymistyczna, przyjęta przez Kongres Wiedeński, drogę do niepodległości Polski zamykała; przypominał nawet incydent, jak to hiszpańscy karliści, rezydujący w Lyonie, cieszyli się z upadku powstania listopadowego i drwili z polskich emigrantów, co wywołało gniew „nacjonalitarnych” robotników, którzy w odwecie spalili karlistom drukarnię. W konkluzji, Koniński przestrzegał polskich narodowców przed wzorowaniem się na nacjonalizmie „romańskim” i wzywał: „zostańmy więc zasadniczo przy idei demokratyczno-narodowej, wzgardliwie przez nacjonalistę francuskiego ochrzczonej 'nacjonalitaryzm'” (Dialektyka nacjonalizmu, „Przegląd Współczesny” 94/1930, 277).

Wywodom Konińskiego można wszelako przeciwstawić argument, iż „sprawie polskiej” szkodziła nie zasada legitymistyczna, tylko właśnie odstępstwa od jej zastosowania; Romanowowie, Hohenzollernowie i Habsburgowie nie byli prawowitymi władcami Polski, a sam fakt likwidacji, istniejącego od wieków państwa polskiego, nie miał precedensu prawno-politycznego w przedrewolucyjnej Europie. Z kolei fakt, że polskie ruchy niepodległościowe przez cały okres porozbiorowy rzeczywiście szukały sojuszników w nacjonalitarnym „obozie demokracji europejskiej”, żadnego pozytywnego rezultatu nie przyniósł: Polska odrodziła się dzięki temu, że państwa zaborcze znalazły się po przeciwnych stronach konfliktu w wojnie światowej oraz dzięki wykorzystaniu tej koniunktury przez samorzutne działania polityczne i militarne Polaków po obu stronach konfliktu. Zastrzeżenia Konińskiego poniekąd uprzedził sam Johannet, przestrzegając proroczo, że jeśli odradzająca się Polska będzie opierała swoją „rację bytu” na „zasadzie narodowościowej”, to ta natychmiast zostanie obrócona przeciwko niej przez jej własne mniejszości etniczne oraz przez sąsiadów, toteż stoi przed nią zadanie zbudowania wieloetnicznego mocarstwa w naturalnych granicach: „Polska jest albo imperium, albo niczym (La Pologne est un empire ou rien)” (dz. cyt., 402).


4. Współczesność. Pojęcie n. nie znalazło oddźwięku poza zainteresowanymi tą dystynkcją reprezentantami nacjonalizmu, nad czym należałoby ubolewać, ponieważ dobrze desygnuje ono kardynalne różnice pomiędzy dwiema przeciwstawnymi doktrynami oraz odpowiadającymi im zjawiskami społecznymi. Rozróżnienia tego zdaje się brakować także współcześnie, czego skutkiem jest nagminne nadużywanie pojęcia „nacjonalizm” i jego moralne pogrążanie, wskutek nieustannego obciążania go odpowiedzialnością za wszystko zło (jak „czystki etniczne” w b. Jugosławii, rzezie międzyplemienne w Rwandzie, terroryzm separatystów baskijskich czy korsykańskich, zamachy bombowe islamistów i hinduistów w Kaszmirze, konflikt izraelsko-palestyński) dziejące się w świecie z powodu stosowania „zasady narodowościowej” i „prawa do samostanowienia” każdej grupy etnicznej, jaka uzna za stosowne i korzystne określić się jako „naród” — czyli rzeczy przez nacjonalizm sensu stricto kategorycznie potępianych. Brak nazwy na określenie tych zjawisk we współczesnym języku politycznym prowadzi nawet do tak absurdalnych pseudoteoretyzacji, jak wymyślanie „nacjonalizmu pokomunistycznego” lub postrzeganie w nacjonalizmie „najwyższego stadium komunizmu”.

Należy też zauważyć, że ciągłe mnożenie „niepodległych” państw (których liczba w ciągu ostatniego stulecia wzrosła od około dwóch dziesiątków do około dwóch setek), nieraz zupełnie miniaturowych, więc groteskowych, jak również ciągle wydłużająca się lista separatyzmów, zgłaszających roszczenia do samoistności politycznej, sprzyjają w istocie niszczeniu realnej niezawisłości historycznych narodów państwowych i globalizmowi zmierzającemu do ustanowienia faktycznie unitarnego państwa światowego, nawet gdyby miało ono pozostawić państwom nominalnym symbole suwerenności. Dopóki „ideologią panującą” zarówno wewnątrz państw, jak i w międzynarodowym ius gentium, pozostaną demokratyczne doktryny „suwerenności narodu” i „zasady narodowościowej”, żadne państwo nie będzie miało teoretycznie przekonywującego argumentu, aby oddalić żądanie „samostanowienia” np. grupy określającej się jako „narodowość górnośląska”; natomiast faktyczna obrona interesu narodowego przez państwa do tego jeszcze zdolne (jak Francja czy Niemcy), będzie skrywana pod grubą warstwą makijażu demoliberalnej i humanitarnej „poprawności politycznej”.

É. Ollivier, L'Empire libérale. I. Du principe des nationalités, Paris 1895; R. Johannet, Le principe des nationalités, Paris 1918, 1923[2]; K.L. Koniński, Dialektyka nacjonalizmu (Uwagi o książce René Johanneta), „Przegląd Współczesny”, t. XXXII, luty 1930, nr 94, s. 253-286; K. Stojanowski, „Niemiecka masa” — założenia doktryny rasowej nordycznej a niemieckiej, Toruń 1935; L. Halban, Mistyczne podstawy narodowego socjalizmu, Lublin 1946; Ch. Maurras, Votre bel aujourd'hui, Paris 1953; J. Ploncard d'Assac, Doctrines du nationalisme, Chiré-en-Montreuil 1959, 1978[3]; G.L. Mosse, Kryzys ideologii niemieckiej. Rodowód intelektualny Trzeciej Rzeszy [1964], Warszawa 1972; E.J. Hobsbawm, Nations and Nationalism since 1780. Programme, Myth, Reality, Cambridge 1994; N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczne źródła faszyzmu, „Fronda” 1998, nr 15/16; N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczna geneza nacjonalizmu. Intelektualne korzenie ruchu narodowo-demokratycznego, Warszawa 2001.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.