Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Miscellanea » Z mojego archiwum: Intelektualiści Vichy

Kiedy 10 lipca 1940 roku obradujące w Vichy Zgromadzenie Narodowe przekazało ostatniemu premierowi III Republiki Francuskiej, marszałkowi Francji Phillippe’owi Pétainowi (1856–1951) pełnię władzy ustrojodawczej, prawica francuska uzyskała ostatnią, jak dotąd, szansę przeprowadzenia konserwatywnej Kontrrewolucji, restaurowania moralnych i instytucjonalnych fundamentów ładu społecznego i politycznego. Była to zaiste, jak napisał pod wrażeniem chwili Charles Maurras (1868–1952), „boska niespodzianka”; po siedemdziesięciu latach, momentami tylko przerywanej rządami gabinetów centroprawicowych, systematycznej i zawziętej walki z Kościołem, armią i całą tradycją narodową, laicko-masońska Republika neojakobinów, doprowadziwszy kraj do klęski, sama pośpiesznie zrzucała na tych, których przez lata gnębiła, ciężar odpowiedzialności za los Francji – a przy okazji odium przyszłej niesławy za konieczność kolaboracji z wrogiem zewnętrznym. Niestety bowiem klęska Republiki była zarazem klęską i upokorzeniem całej Francji. Ironia tragiczna losu jest jednak w tym, że ci, którzy zawinili, którzy dla realizacji swych utopijnych celów i dla zachowania monopolu władzy dla „republiki koleżków” w fartuszkach, osłabiali Francję przez walkę z religią, propagandę pacyfistyczną i utrzymywanie demokratyczno-parlamentarnego chaosu ustrojowego, uniknęli kary, także tej najgorszej, którą jest wyrok historii; co więcej, kiedy wrócili, gdy kto inny wygrał za nich wojnę, osądzili (dosłownie i symbolicznie) tych, którzy wzięli na siebie zadanie ocalenia narodu francuskiego przed eksterminacją, czyli – jak wówczas mówiono, nie bez racji – „polonizacją”. Cóż, historię – jak wiadomo – piszą zwycięzcy, a ludzie Vichy przegrali.
Wszelako jeden fałsz niech przynajmniej zostanie odkłamany – i to właśnie jest zadaniem niniejszego szkicu – o lewicowości i „antyfaszyzmie” francuskiej elity intelektualnej tej epoki. Jej przygniatającą większość bowiem odnajdujemy u boku Marszałka albo… w gronie paryskich „ultrasów kolaboracji”, czyli autentycznych faszystów, dla których współpraca z III Rzeszą była wyborem ideowym i dla których ludzie Vichy byli po prostu reakcjonistami. A po stronie Pétaina byli nie tylko intelektualiści, lecz niemal cała Francja: Kościół, elity tradycyjne, drobne mieszczaństwo, chłopi. Akcja zaś gen. de Gaulle’a wydawała się wtedy czystym szaleństwem, aktem nieobliczalnego romantyzmu politycznego. Zresztą logika sojuszu z tzw. wielkimi demokracjami anglosaskimi była taka, że Generał – wywodzący się przecież z tej samej, co ludzie Vichy, Francji „białej”, monarchistycznej i katolickiej, musiał po Wyzwoleniu chcąc nie chcąc patronować restaurowaniu ustroju, którym w duszy gardził.
W otoczeniu Pétaina znaleźli się przede wszystkim intelektualiści ze szkoły „nacjonalizmu integralnego” (czyli dopełnionego przez rojalizm) Charles’a Maurrasa (nawiasem mówiąc, sam Mistrz nie angażował się bezpośrednio, nie korzystał z subwencji rządowych przy wydawaniu – przeniesionego do Lyonu – dziennika „L’Action Française”, a z Marszałkiem spotkał się ledwie trzy czy cztery razy). Bardzo blisko Pétaina był natomiast przez cały okres wojny jeden z najwybitniejszych intelektualistów Akcji Francuskiej – Henri Massis (1886–1970). Był członkiem Rady Narodowej Państwa Francuskiego, napisał też wiele przemówień programowych Szefa Państwa. Ale nie tylko maurrasiści wspierali Pétaina. Warto pamiętać, że dziękczynną Odę do Marszałka Pétaina napisał „największy poeta chrześcijański po Dantem” – Paul Claudel (1868–1955), który dopiero po wkroczeniu przez Niemców do strefy okupowanej (1942) przeniósł swoje sentymenty na osobę de Gaulle’a. Nawet pisarze tak dalecy od prawicy, jak André Gide czy Jean Giono, opowiadali się długo za Pétainem. Listę nazwisk intelektualistów wspierających Państwo Francuskie można by długo rozwijać; tu wszelako skoncentrujemy się wyłącznie na tych, którzy byli najbliżej Marszałka i którzy najoryginalniej oddziałali na kształt i ducha instytucji État Français.
Na pierwszym miejscu trzeba tu postawić Raphäela Aliberta (1887–1963), albowiem ów prawnik i publicysta, też monarchista bliski Action Française i nauczyciel księcia Henryka Orleańskiego, już przed wojną kierował „trustem mózgów” stawiającym sobie za cel doprowadzenie do powołania Pétaina na urząd szefa państwa, i to nie jako „zwykłego” prezydenta Republiki, lecz charyzmatycznego „męża opatrznościowego”. W czerwcu 1940 roku Alibert znalazł się u boku Pétaina jako szef jego gabinetu, ale najdonioślejsza rola przypadła mu nazajutrz po abdykacji Trzeciej Republiki. Mianowany 11 lipca 1940 roku ministrem sprawiedliwości, Alibert zredagował tegoż dnia trzy Akty Konstytucyjne, którymi instaurował nową formę ustrojową – autorytarne Państwo Francuskie (État Français). Akt Konstytucyjny nr 1 nadawał marszałkowi Pétainowi godność Szefa Państwa; akt nr 2 obdarzał Szefa Państwa pełnią władzy wykonawczej (wraz z tytułem Szefa Rządu) oraz powierzał mu wykonywanie władzy ustawodawczej do czasu utworzenia nowych zgromadzeń przedstawicielskich; akt nr 3 zawieszał działalność dotychczasowego Senatu i Izby Deputowanych.
Opracowane przez Aliberta Akty Konstytucyjne zapoczątkowały od strony prawnej to, co w aspekcie ideowym zyskało rychło nazwę Rewolucji Narodowej. Wbrew powierzchownym opiniom nie miała ona nic wspólnego z rewolucjonizmem typu faszystowskiego (a tym bardziej narodowosocjalistycznego), lecz wyrastała z dziedzictwa kontrrewolucyjnej prawicy francuskiej: z tradycjonalizmu de Maistre’a i de Bonalda, korporacjonizmu Le Playa, La Tour du Pina i de Muna, rojalizmu narodowego Maurrasa, nacjonalizmu Barrèsa, wreszcie z mistyki politycznej walczącego chrystianizmu Péguy i Psichariego. Faszyzm bowiem (co dotyczy także faszystów francuskich, takich jak Drieu La Rochelle czy Brasillach), nawet jeśli przejawiał tego samego, co prawica narodowa, ducha antydemokratyzmu, był programowo „nowoczesny” i odcinał się od „reakcji”; pétainizm był równie programowo tradycjonalistyczny, wpatrzony w gobelin dziejów „słodkiej Francji”, w dziedzictwo Chlodwiga, Ludwika Świętego i Joanny d’Arc. Dlatego vichystowskie Państwo Francuskie było nie tylko w nazwie, ale i z ducha swoich instytucji całkowitym zaprzeczeniem demokratyczno-centralistycznego, jakobińskiego i laicko-masońskiego reżimu Trzeciej Republiki. Zniesione zostały utworzone przez rewolucjonistów, „geometryzujące” terytorium departamenty, a przywrócone (choć oczywiście na krótko i raczej w teorii) historyczne prowincje. Źródłem wszelkiej władzy stała się delegacja autorytarnego Szefa Państwa, zamiast abstrakcyjnej „woli ludu”. Jakobińską, krwawą triadę „Wolność – Równość – Braterstwo” zastąpioną formułą „Praca – Rodzina – Ojczyzna” [Travail – Famille – Patrie]. Reprezentację partyjno-indywidualistyczną, będącą za III Republiki przykrywką faktycznej władzy lóż masońskich, zastąpiła korporacyjna reprezentacja zawodów. Wychowaniu szkolnemu przywrócono charakter religijny. Podstawową komórką społeczeństwa, podlegającą ochronie rządu, stała się rodzina, a rozwody zostały utrudnione. Masoneria została zdelegalizowana. Rzecz jasna, ze względu na epizodyczność État Français (formalnie cztery lata, a w warunkach suwerenności ledwie dwa, i to zaledwie na 1/3 terytorium metropolii) skutki tej kontrrewolucji politycznej i moralnej były znikome; pozostał właściwie tylko jej ideowy testament.
Fundator zrębów ustroju Vichy, Alibert, już w 1942 został usunięty pod naciskiem Niemców za to, iż odegrał kluczową rolę w próbie pozbawienia władzy wysługującego się Niemcom Pierre’a Lavala; nie przeszkodziło to „czyścicielom” po Wyzwoleniu skazać go (zaocznie, gdyż schronił się w Belgii) na śmierć w 1947 roku. Szczęśliwie został w 1959 roku objęty amnestią.
Dzieło Aliberta kontynuowali autorzy konstytucji Państwa Francuskiego, która jednak, mimo jej urzędowego ogłoszenia w styczniu 1944 roku, nigdy nie weszła w życie. Największy wkład w jej opracowanie wniósł Joseph Barthélemy (1874–1945), będący już od 1914 roku kierownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego na Sorbonie i w Wolnej Szkole Nauk Politycznych, a od 1932 roku – redaktorem naczelnym dziennika „Le Temps”. Barthélemy ewoluował od poglądów liberalnych do autorytarnych (pozostając zawsze zwolennikiem liberalizmu gospodarczego), co przejawiło się w wielu pracach podważających doktrynę i praktykę demokracji, takich jak: Démocratie et politique étrangère [„Demokracja i polityka zagraniczna”, 1918], Le problème de la competénce dans la démocratie [„Problem kompetencji w demokracji”, 1919], La crise de la démocratie contemporaine [„Kryzys demokracji współczesnej”, 1931]. Do polityki czynnej wszedł także już przed wojną, współzakładając (w 1919 roku) Republikańską Partię na rzecz Reorganizacji Narodowej [Parti républicaine de réorganisation nationale], z której ramienia piastował mandat deputowanego. Głośna była jego druzgocąca krytyka demagogicznych reform socjalnych Rządu Ludowego w 1936 roku, gdzie wykazał ich rewolucyjny rodowód, obcość francuskiej tradycji wolnościowej, kopiowanie wzorów sowieckich, prowokowanie nieładu społecznego i przemocy jako nieuchronnego następstwa rozkręcenia spirali roszczeń.
W rządzie Vichy Barthélemy był najdłużej urzędującym (od stycznia 1941 do marca 1943) ministrem sprawiedliwości. Jego szczególnym wkładem w projekt Konstytucji było usytuowanie w porządku ustrojowym Najwyższego Trybunału Sprawiedliwości o bardzo rozległych kompetencjach, zbliżonych do amerykańskiego Sądu Najwyższego, na czele z prawem do odrzucania ustaw i aktów wykonawczych z powodu ich niezgodności z Ustawą Zasadniczą. Barthélemy szedł nawet dalej niż Ojcowie-Założyciele Unii Amerykańskiej, gdy połączył w jednym organie kompetencje Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Stanu (prawo sądzenia ministrów) i Komisji Wyborczej. Wszystko to (a także przyznanie praw wyborczych kobietom, których przed wojną we Francji domagała się właśnie prawica!) było spełnieniem jego z dawien dawna głoszonych koncepcji: już za czasów III Republiki Barthélemy nawoływał do utworzenia ciała sądowniczego, badającego zgodność ustaw z konstytucją. Konstytucja, głosił, musi być czymś więcej niż tylko kodeksem procedury. Warto podkreślić, że chociaż Barthélemy’ego można śmiało zaliczyć do grona teoretyków „nomokracji”, nie był on jednak – co nader rzadkie w jego epoce – jurystą fetyszyzującym abstrakcyjne prawo, i dostrzegał egzystencjalną powagę oraz autonomię polityki. Głosił tedy, iż prawo jest tworzone dla państwa, a nie państwo dla prawa, i jeśli zaistnieją okoliczności zmuszające do wyboru między państwem a prawem, prawo musi być poświęcone na ołtarzu racji stanu. Nie był więc z pewnością prawniczym pozytywistą.
Aresztowany po Wyzwoleniu Barthélemy zmarł w więzieniu śledczym, przed wytoczeniem mu procesu przed sądem specjalnym.
Wybitny wkład do tekstu konstytucji wniósł również ceniony historyk (zajmujący się głównie wiekiem XVI i wojnami religijnymi tego okresu) Lucien Romier (1885–1944). Przed wojną Romier był m.in. redaktorem naczelnym konserwatywnego dziennika „Le Figaro” w latach 1925–1927. Jako głęboko wierzący katolik cieszył się zaufaniem i poparciem Episkopatu Francji. Opublikował kilka ważnych książek, m.in. proroczą dziś Qui sera le Maître : Europe ou Amérique? [„Kto będzie mistrzem: Europa czy Ameryka?”, 1927] oraz L’homme nouveau : esquisse des conséquences du progrès [„Nowy człowiek. Zarys konsekwencji postępu”, 1929]. Jako minister stanu w rządzie Vichy w latach 1941–1943 był Romier powiernikiem Marszałka w misjach tak trudnych i delikatnych, jak próba usunięcia Lavala oraz cichego porozumienia z de Gaulle’em (obie, niestety, jak wiadomo, spełzły na niczym).
Ideowy wkład Romiera w kształt konstytucji dotyczył tak zasadniczych kwestii, jak: koncepcja nadrzędności i suwerenności głowy państwa jako arbitra zwierzchnich interesów kraju, dźwigającego brzemię przeznaczeń narodu (niemal dosłownie przejęta przez konstytucję gaullistowską); rozróżnienie trzech funkcji (zamiast trzech „władz”) rządowych; pluralno-rodzinne głosowanie do Izby Deputowanych; elitarność Senatu złożonego z wirylistów, nominatów Szefa Państwa, przedstawicieli korporacji stanowo-zawodowych i zgromadzeń prowincjonalnych.
Jednakże ani Romier, ani Barthélemy, pomimo ich niezaprzeczalnie wysokiej pozycji w rządzie Vichy, nie byli najbliższymi współpracownikami Marszałka. Był nim natomiast autor większości jego przemówień i artykułów w latach 1940–1942, a także osobisty przyjaciel – historyk filozofii i krytyk literacki René Gillouin (1881–1971), zdecydowany wróg ideologii 1789 roku, demokratycznej i republikańskiej. Jego znajomość, a rychło przyjaźń z Pétainem sięga roku 1937, kiedy to założył wraz z gen. Maxime’em Weygandem, pisarzem Abelem Bonnardem oraz historykiem Bernardem Fayem ponadpartyjne Zgromadzenie Narodowe na rzecz Rekonstrukcji Francji [Rassemblement national pour la réconstruction de la France], które miało jednoczyć prawicę rojalistyczną z narodowo-republikańską. Nie był to debiut Gillouina w świecie polityki. Wcześniej był „nieortodoksyjnym” maurrasistą, bliskim Action Française, a jako jeden z nielicznych w tym gronie protestantów (przypomnijmy, że Maurras zaliczył hugenotów do „czterech skonfederowanych stanów wrogów Francji”) należał do Koła [Cercle] im. Fustela de Coulanges i Stowarzyszenia im. Sully’ego, skupiających rojalistów konfesji kalwińskiej. Był przekonany, że autentyczny kalwinizm francuski był konserwatywny i antyegalitarny, zmierzając raczej ku temu, co nazywał arystodemokracją, dopiero później uległ deprawacji pod wpływem egalitarnego, optymistycznego russoizmu. Gillouin współpracował regularnie z „Revue des Deux-Mondes”, „Mercure de France”, „Nouvelle Revue Française” i „Le Figaro”, wykładając jednocześnie na Sorbonie, a później pracując jako urzędnik prefektury departamentu Sekwany. Opublikował m.in. Le destin de l’Occident [„Przeznaczenie Zachodu”, 1929]. W 1936 roku został członkiem komitetu wykonawczego Centrum Studiów nad Problemami Człowieka, założonego przez słynnego chirurga i biologa Alexisa Carrela.
Gillouin to czołowy ideolog Państwa Francuskiego, wypowiadający ideowe pryncypia narodowej prawicy. Nowe państwo – pisał – jest narodowe, autorytarne, hierarchiczne i społeczne. Jako autorytarne jest równocześnie przeciw zasadzie równości. Odrzucenie wolności jako zasady dotyczy oczywiście jej demoliberalnego, anarchicznego i rewolucyjnego wykrzywienia, a nie wolności jako Bożego daru skierowanego ku czynieniu dobra.
Związek Gillouina z Państwem Francuskim został jednak dramatycznie przerwany okupacją strefy dotąd wolnej przez Niemców w 1942 roku. Uważany przez okupantów (zresztą słusznie) za inspiratora wszystkich „sabotaży” względem Hitlera i zagrożony aresztowaniem, schronił się w Szwajcarii. Fakt ten pozwolił mu także bez większych nękań działać po wojnie. Nie objęła go épuration (czystka) i założył Republikańską Partię Wolności [Parti républicain de la liberté]; nie odniosła ona jednak sukcesu i rychło się rozpadła. Wówczas Gillouin porzucił politykę czynną i wrócił do metapolitycznej pracy u boku dawnych maurrasowskich przyjaciół na łamach „Aspects de la France” i „La Nation Française”. Prócz studiów powojennych, takich jak: Aristarchie : ou recherche d’un gouvernement [„Arystarchia, czyli poszukiwanie rządu”, 1946], Trois études politique [„Trzy studia polityczne”, 1951], wymienić należy także bezcenne źródłowo wspomnienia J’étais l’ami du maréchal Pétain [„Byłem przyjacielem marszałka Pétaina”, 1966].
Trzema kolejnymi ministrami edukacji w Państwie Francuskim byli: filozof katolicki (znawca i edytor Pascala, który odtworzył plan jego Myśli) Jacques Chevalier (1882–1962); historyk starożytności Jérôme Carcopino (1881–1970) oraz eseista i poeta Abel Bonnard (1883–1968). Szefem komórki antymasońskiej był nacjonalistyczny dziennikarz i eseista Henry Coston (1910–2001).
Na koniec wspomnijmy o wyjątkowo oryginalnym myślicielu, który wprawdzie nie pełnił w Państwie Francuskim wysokich funkcji rządowych (aczkolwiek działał w ruchu korporacyjnym oraz współredagował z Louisem Salleronem „Idées. Revue de la Révolution nationale”), ze szczególną głębią i subtelnością wyrażał ducha tradycjonalistycznego przełomu tego czasu. To autentyczny „chłopski filozof”, samouk z Owernii, który stał się poliglotą i zgłębił filozofię, teologią, mistykę katolicką, literaturę oraz wiele nauk szczegółowych, mieszkając całe życie (oprócz podróży po świecie z wykładami, a przyjmowali go papieże i kardynałowie, królowie i arystokraci, cała elita intelektualna świata) w rodzinnej wiosce Ardèche, dzieląc czas między pracę w swojej winnicy, lekturę i pisanie – Gustave Thibon (1903–2001). Już przed wojną pisywał do „Revue universelle” Massisa i Jacquesa Bainville’a i był bardzo wysoko ceniony, zarówno przez Maurrasa, jak i przez „zawodowych” filozofów katolickich, Gabriela Marcela (który nazwał go „Pascalem XX wieku”) i Jacquesa Maritaina. W okresie Vichy powstały jego pierwsze ważne książki: La voile et le masque [„Welon i maska”, 1941], Destin de l’homme [„Los człowieka”, 1941], Diagnozy. Esej o fizjologii społecznej [Diagnostics. Essai de physiologie sociale, 1942, przekład polski: Dębogóra 2021], L’échelle de Jacob [„Drabina Jakubowa”, 1942] i Retour au réel [„Powrót do rzeczywistości”, 1943]. Po wojnie niezmiennie związany z antysystemową, katolicko-narodową i monarchistyczną opozycją, współpracował z „La France Catholique”, „La Nation Française” Pierre’a Boutanga, „Études Carmelitaines” oraz z jedynym francuskim dziennikiem tradycjonalistyczno-katolickim „Présent” Jeana Madirana. Największymi przewodnikami byli mu (prócz Biblii, rzecz jasna) św. Tomasz z Akwinu w teologii i filozofii, a św. Jan od Krzyża w mistyce. Sam najbardziej przejmujące karty poświęcił często autorom stojącym albo w progu (jak Maurras czy Simone Weil) Kościoła, albo zupełnie z dala od niego, lecz w specyficzny sposób – jak Nietzsche, którego postrzegał (Nietzsche, ou le déclin de l’esprit, 1948) podobnie jak Nicolás Gómez Dávila, czyli jako Szawła, który doznał obłędu na drodze do Damaszku. Do końca pozostał wierny starej Mszy i tradycyjnemu katechizmowi, wspierając dzieło abp. Marcela Lefebvre’a.
W ujęciu Thibona tradycjonalistyczna odnowa życia narodowego nie sprowadzała się jednak do działań politycznych, lecz powinna mieć mocną, metafizyczną podbudowę w realizmie ontologicznym. Odtrutką na antymetafizyczny nominalizm (który zatruwał świadomość europejską od schyłku średniowiecza) i na demoliberalne „rządy słów” może być tylko „powrót do rzeczywistości” [retour au réel]. W wymiarze materialno-społecznym powrót ów jest tożsamy z „powrotem do ziemi”, z którą zetknięcie przywraca osobowości okaleczonej przez technikę i technokratyzm jej twardy, mocny fundament – jak mitologicznemu Anteuszowi.
Thibon przenicowywał również demokratyczny mit „suwerenności ludu”. Demokracja – powtarzał znający naprawdę „prostych ludzi”, bo wyrosły wśród nich i będący psychicznie jednym z nich, Thibon – to nic innego, jak sztuka przeszkadzania zwykłym ludziom w zajmowaniu się tym, co ich rzeczywiście dotyczy, a jednocześnie zmuszania ich do decydowania o tym, o czym nie chcą w ogóle słyszeć1. Skutek tej perwersji jest taki, że „prawa” ludu są fikcyjne, za to jego alienacja – rzeczywista [droits fictifs et aliénation réelle]. Inne następstwo demokratycznej iluzji to desakralizacja i zniszczenie wszystkich tabu, czyli tego, co normalnemu człowiekowi potrzebne jest najbardziej. W miejsce prawdziwej (objawionej) religii wprowadza się bałwochwalczy kult człowieka, a język – najważniejszy środek komunikacji – zostaje znieprawiony; nie świadczy on już o rzeczywistości, lecz staje się jej substytutem. Stąd nieuchronność totalitaryzmu w reżimie demokratycznym, i wcale nie wymaga on stosowania terroru fizycznego: wystarczy „umasowić” społeczeństwo i przeobrazić je w izolowany tłum konsumentów.
Im bardziej rozległe i widoczne były postępy społeczeństwa konsumpcyjnego, tym bardziej narastał też pesymizm starego mędrca – co różniło go od „restauracyjnego” optymizmu Maurrasa. Thibon twierdził, że totalność aktualnego triumfu techniki i technokratyzmu nad osobą ludzką nie ma analogii w żadnym doświadczeniu historycznym, nie liczył więc na rychłą zmianę tego stanu rzeczy i na powrót tradycyjnych wartości. Atoli skala dekadencji nie usprawiedliwia braku reakcji (wszakże, jak mawiał Maurras, vivre c’est réagir); trzeba więc uparcie tworzyć, wbrew wszystkim przeciwnościom, małe duchowe wspólnoty, odbudowywać tradycyjne rodziny, wspólnoty sąsiedzkie i lokalne, umacniać i oczyszczać z modernistycznego nalotu wiarę katolicką, a przede wszystkim emanować wszędzie chrześcijańską miłością bliźniego. To jedyna droga – i warunek – restauracji społeczeństwa organicznego [société organique], a także tego, co może przyjść dopiero na samym końcu procesu wydobywania się z mroków nowoczesności: powrotu króla – zwornika takiego społeczeństwa.
Tekst napisany ok. 1996 roku, niepublikowany.
1 Entretien avec Gustave Thibon, „Réaction” 1991, nr 2, s. 53.