Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Miscellanea » Kilka myśli o księżnej Elżbiecie Windsor

Kilka myśli o księżnej Elżbiecie Windsor

Jacek Bartyzel

Niewątpliwie symboliczne wydarzenie, jakim było odejście osoby, która, choć nieprawowicie1, personifikowała jako ostatnia w dzisiejszym świecie dawny styl monarchii, jak w soczewce pokazało dwa nieprzystające do siebie rozumienia monarchizmu.

Pierwszy, który można nazwać „królewizmem”, a sprowadzający się do estetycznego powabu, majestatu, ceremonialności, form elegancji, dający wręcz pole do marzeń iście dziecięcych, „niewinnych”, ze świata baśni o królewiczach i księżniczkach w złotych karocach i gubiących pantofelki, albo przeciwnie – „winnych”, czyli chciwych wiedzy o romansach, skandalach, pikantnych szczegółach erotycznych, zdradach i rozpaczy, dostarczanych przez brukowe media. Ten typ monarchizmu kontentuje się też w zupełności ową ceremonialno-symboliczną rolą monarchów i nie ma żadnego przełożenia na wizję dobrego ustroju.

Monarchiści drugiego typu oczywiście też kochają piękno monarchii i jej symbolikę, ale nie ograniczają się do niej. Monarchia ma dla nich sens i pełnię tylko wtedy, kiedy jest: po pierwsze, realna, jako rzeczywista „władza jednego”, który prowadzi wszystkich do wspólnego celu; po drugie, prawowita, czyli zgodna z prawem fundamentalnym, które wyklucza, a przynajmniej maksymalnie ogranicza w sukcesji czynnik czyjejkolwiek (również samego monarchy) arbitralnej woli; po trzecie i najważniejsze, uznająca za źródło swojej władzy Króla Królów i respektująca prawo Boże jako normę prawodawstwa i rządzenia – krótko mówiąc, monarchia katolicka.

Kiedy Elżbieta Windsor rozpoczynała panowanie, społeczeństwo brytyjskie było jeszcze zasadniczo chrześcijańskie, choć oczywiście w lwiej części protestanckie. 70 lat później stało się jednym z najbardziej zateizowanych w Europie i na świecie. W latach pięćdziesiątych XX wieku homoseksualizm, aborcja i eutanazja były karalne; dziś aborcja i „małżeństwa” jednopłciowe są prawem, a eutanazja wprawdzie formalnie zakazana, ale łatwo i bezkarnie dostępna; sądy mogą ją wręcz nakazać.

Nie twierdzę oczywiście, że parlamentarna monarchini, która „panowała, ale nie rządziła”, była za to wszystko bezpośrednio odpowiedzialna. Rzecz jasna, przede wszystkim jest to rezultat bezosobowych procesów sekularyzacyjnych i ogólnego „gnicia” demoliberalnego Zachodu. Ale też nic nie wiadomo, aby próbowała, będąc również głową fałszywego „Kościoła”, chociażby powstrzymać swoją władzą dyskrecjonalną to prawodawstwo.

Miłosierdzie Boże jest niezmierzone, więc możemy modlić się o zbawienie jej duszy. Niech odpoczywa w pokoju.


1 W pewnym sensie nie jest to jej wina osobista, lecz jakby grzech dziedziczony: urodziła się w dynastii, która od dawna korzysta z owoców uzurpacji i tkwi w herezji protestanckiej. Rozumiem, że była wychowywana w poczuciu, że musi podjąć ten obowiązek, jako sukcesorka w linii uzurpatorskiej, i z pewnością sama głęboko w to wierzyła.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2022 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.