Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Eseje i artykuły naukowe » „Rozmawianie milczeniem”. Cyprian Norwid w epoce paskiewiczowskiej

„Rozmawianie milczeniem”. Cyprian Norwid w epoce paskiewiczowskiej

Jacek Bartyzel

Ostatni z naszych wielkich poetów doby romantyzmu – zwany niekiedy „czwartym wieszczem” – Cyprian Norwid był zarazem jedynym z nich, który całe dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Królestwie Polskim, również po powstaniu listopadowym i klęsce w wojnie polsko-rosyjskiej 1831 roku, a zatem pod rządami, w charakterze namiestnika, generała marszałka polnego Iwana Paskiewicza (1782-1856), notabene nagrodzonego za zwycięstwo nad Polakami dziedzicznym tytułem kniazia (księcia) warszawskiego. Norwid urodził się 24 września 1821 roku w dworze rodzinnym w Laskowie-Głuchach, jako trzecie dziecko Jana i Ludwiki Norwidów. Na chrzcie św. (1 października) otrzymał cztery imiona: Cyprian (po ojcu chrzestnym, Cyprianie Szukiewiczu), Ksawery (po Ksawerym Dybowskim, ojczymie matki), Gerard (imię, „które przyniósł na świat”) i Walenty.

Przyszedł na świat w Mazowszu we wsi dziedzicznej zwanej Laskowo, o mil parę od Warszawy, czasu kiedy w Grecji umierał Noël Byron, i z tych dwóch spółczesnych zdarzeń nie wie dotąd, które jest smętniejszym?!

Wziął na chrzcie imię Cypriana, zaś imię Kamil nadał mu kardynał Franzoni w Rzymie, przy akcie konfirmacji1.

Ojciec Cypriana, Jan Norwid (1784-1835), pochodzący ze Żmudzi, czterokrotnie żonaty, był urzędnikiem sądowym, następnie plenipotentem majątkowym Masy Radziwiłłowskiej w Księstwie Warszawskim, od tego czasu zamieszkałym na Podlasiu. Od 1825 roku był (za protekcją Ksawerego ks. Druckiego-Lubeckiego) urzędnikiem w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, a od 1827 – w Komisji Spraw Wewnętrznych, jako komisarz obwodu mariampolskiego. W jego biografii stałą nicią przewija się wątek masoński. Już w 1811 roku jest odnotowany jako członek czynny loży Świątynia Izis na Wschodzie Warszawy, w 1819 został członkiem czynnym III stopnia loży Orzeł Biały na Wschodzie Petersburga, w 1820 był członkiem honorowym loży Szkoła Sokratesa w Wilnie i loży Pochodnia Północna w Mińsku. W chwili oficjalnej kasaty lóż wolnomularskich przez cara Aleksandra I (1821) występuje jako Kawaler Różanego Krzyża, co w hierarchii masońskiej odpowiada VII stopniowi wtajemniczenia. Matka Cypriana, Ludwika ze Zdzieborskich (1798-1825), będąca trzecią żoną Jana, osierociła wcześnie dzieci, umierając 11 kwietnia 1825 roku, zapewne w gorączce popołogowej.

Norwidowie to rodzina szlachecka herbu Topór, osiadła na Żmudzi, wokół miasta Telsze założonego w XIV wieku. W jego pobliżu znajduje się ich gniazdo rodowe – wieś Norwidy, znana już od końca XVI wieku, a w jej sąsiedztwie położone są również Norwidyszki i szereg innych wsi o tych samych lub podobnych nazwach. Najstarszy znany protoplasta rodu, imieniem Maciej, żył w końcu XVI wieku, jest to zatem familia stara, lecz niepełniąca żadnych urzędów, toteż nieznana XVII-wiecznym herbarzom2. Potwierdzenie szlachectwa, wraz z „wywodem familii starożytnego rodu urodzonych Norwidów” do siedmiu pokoleń wstecz (czyli do Macieja), uzyskał Jan Norwid w 1811 roku (12 czerwca) od komisji gubernialnej mińskiej3. Norwid znał dobrze i ów wywód, i tradycję rodzinną z przekazu ustnego od ojca, „rozczytywał się w odpowiedniej literaturze, przykładał dużą wagę do swojej genealogii”4, wszelako „mylnie dopatrując się w swoim nazwisku elementów normandzkich i wyraźnie fantazjując na temat przywilejów przysługujących Toporczykom, do których grona Norwidowie weszli najwcześniej w XV w., gdy rycerstwo polskie zaczęło przyjmować do swoich herbów bojarów litewskich, i którzy byli dla Norwidów jedynie rodem heraldycznym, nie zaś gniazdowym”5. Wiedział wprawdzie, że w rodzie nie było żadnych dostojników, ale jednocześnie twierdził, że ród miał tytuł książęcy; był również dumny z powinowactwa z Sobieskimi oraz z kawalerstwa maltańskiego. W swojej autobiografii Cyprian Norwid pisał:

Norwidy, a pierwotnie Norwithy, na Litwie i na Żmudzi Norwity, w wymawianiu mazowieckim przez d stwardniałe, datują od wycieczek normandzkich na brzegach mórz północnych.

Unia dała im w głównej linii rodu herb Topór, mający jeszcze przed uchwałą koszycką przywilej książęcia (dux), koronę książąt i purpurę (czego jednak nie używa się).

Żadnego wielkiego dostojnika w rodzie Norwidów nie było – zwykła amarantowa szlachta – i tylko dwa słowa o nich Kronikarze mówią: „służyli rycersko”, tudzież: „starożytni” – toteż najstarszy herb polski dano im przez starożytność dla podobieństwa jego znaku do znaku Norwith-ów, to jest: Młota-Odyna.

Do dziś jest osada „Norwidy” w mariampolskiem, niegdyś własność ojca C. Norwida; jest też w tym rodzie i Kawalerstwo Maltańskie.

Dziadem matki C. Norwida jest ten Józef Janina Sobieski, który (wylegitymowany przez Sejm Rzeczy-pospolitej, jako z linii kolateralnej Sobieskich pochodzący) był, osiemnaście lat mając, wodzem naczelnym kwarcianego wojska Radziwiłłowskiego i bronił Nieświeża. Magni nominis umbra6.

W epistolarnym wierszu z 1848 roku – Z listu (Do Włodzimierza Łubieńskiego) – Norwid nazywa siebie też „synem Grymhildy”7, który to tajemniczy wątek rozwija ponad dwadzieścia lat później w liście napisanym około 1 stycznia 1869 roku do Leonarda Niedźwiedzkiego: „nie jestem Słowianinem, jeno przez matkę moją i ziemie noszące nazwisko moje (Norwidowie pochodzą z Normandów)”8, co powtarza w napisanym w czerwcu 1876 roku liście do Marii Sadowskiej: „Matka moja z rodu lackiego, a ród ojca normandzko-litewski, więc ani słowiański nawet”9. Jak wielkie miało to dla poety znaczenie, dowodzą inne ślady korespondencyjne, w których niejako zbiera on wszystkie – tak autentyczne, jak i wyimaginowane – wątki rodowodowe. W liście do Konstancji Górskiej, pisanym z Paryża latem 1881 roku, oznajmia z nieskrywaną dumą, niepozbawioną jednak autoironii znamiennej dla jego stylu życia i stylu literackiego:

Toporczykowie nie tylko są szlachtą Rzeczypospolitej, ale są najstarszym w narodzie polskim herbem – dlatego mieli osobne księgi (…). Nie używają dziś tego, ale wolno im jest, jeszcze przed Uchwałą Koszycką, mieć płaszcz purpurowy i książęcą godność – przy tym odziewać się od stóp do głowy w amarant i w chwilach wielkiego niebezpieczeństwa być w pierwszej linii na placu boju. Niechże Łaskawa Pani raczy uważać, z kim Pani mówi, lubo do niej nigdy cały ubrany czerwono nie przyszedłem10.

Z kolei we wcześniejszym (pisanym 26 lutego 1875 roku z Passy) liście do Władysława Chodźkiewicza zaznacza: „Kiedy pisano mnie: «prince», protestowałem, albowiem ani matka moja i jej dziadowie nie używali tytułu książąt (…), ani familia ojca mego (jeszcze przed uchwałą koszycką prawo Toporczyków książęce mająca) – ale to nigdy używane nie było”11.

Lata szkolne

26 czerwca 1830 roku Cyprian prawdopodobnie bierze udział wraz z ojcem i rodziną w uroczystości przeniesienia serca króla Jana III Sobieskiego do nowej kaplicy w kościele przy klasztorze kapucynów przy ul. Miodowej w Warszawie. Po wybuchu powstania, zapewne w grudniu, rodzina Jana Norwida opuszcza Mariampol i zamieszkuje na stałe w Warszawie, gdzie spędza cały okres powstania i wojny. We wrześniu 1831 roku Cyprian i jego starszy brat Ludwik (1818-1881) zostają przyjęci do klasy drugiej Gimnazjum Praktyczno-Pedagogicznego na Lesznie. W październiku – a więc już po zdobyciu Warszawy przez Rosjan – Jan Norwid, „powołany przez prawe władze”, obejmuje stanowisko komisarza obwodowego w Mariampolu; według urzędowej opinii „sprawuje swą czynność ze szczególnym oddaniem, co objawia się zarówno sprawniejszym w stosunku do innych obwodów egzekwowaniem podatków, jak i szczególniejszymi osiągnięciami wykazanymi przy chwytaniu bandytów, włóczęgów oraz uchylających się od służby wojskowej”12. W lipcu 1832 roku obaj synowie Jana uzyskali promocję do klasy trzeciej, ale zmuszeni zostali przerwać naukę szkolną na cały rok z powodu zamknięcia szkoły z rozkazu władz. Tak wspominał to traumatyczne doświadczenie uczeń starszej klasy, Adam Karwowski:

Miał właśnie w klasie szóstej lekcją profesor Szwajnic13, gdy wszedł urzędnik z rozkazem, abyśmy się rozeszli. W czasie czytania carskiego ukazu płynęły duże łzy po twarzy zacnego profesora. Gdy urzędnik rzecz swoją skończył, a nikt z nas pomimo kilkakrotnego wezwania nie ruszył się z miejsca, wtedy brutalny Moskal pochwycił jednego za ramię i wypchnął za drzwi. Widząc to drudzy, powoli zaczęli wychodzić z przekleństwem na ustach. Cała młodzież szkolna wysypała się na dziedziniec, obstawiony ułanami, i wśród głośnego płaczu żegnała się z profesorami i ze szkołą, z której ją niemiłosiernie wyganiano. Bolesny to był widok. Na próżno upominał policjant, aby się każdy spokojnie udał do domu: młodzież nie chciała się rozejść dobrowolnie. Dopiero gdy ułani szablą i rękojeścią bić nas zaczęli, nie pozostało nam nic innego, jak opuścić z żalem tak nam drogie miejsce14.

W marcu 1833 roku Jan Norwid, starający się o przeniesienie do Warszawy, otrzymuje posadę kasjera Dyrekcji Generalnej Poczt. We wrześniu tegoż roku Ludwik i Cyprian rozpoczynają ponownie naukę, w trzeciej klasie Wojewódzkiego Gimnazjum Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu, którego rektorem był słynny leksykograf Samuel Bogumił Linde (1771-1847). Obaj, jak wszyscy uczniowie, muszą asystować publicznej chłoście (a być może sami byli jej poddani) na dziedzińcu szkolnym tych uczniów, którzy 26 listopada wymknęli się na miejsce publicznej egzekucji Artura Zawiszy (1809-1833) oraz partyzantów z jego oddziału, zbierając tam na pamiątkę drzazgi z jego szubienicy oraz grudki ziemi splamionej krwią rozstrzelanych. W kwietniu 1834 roku, z powodu objęcia przez ojca stanowiska komisarza obwodu stanisławowskiego i jego przeniesienia się do Mińska, synowie zostają odebrani ze szkoły bez świadectwa ukończenia klasy trzeciej i bez promocji. Dopiero na jesieni, umieszczeni przez ojca (który ciężko zachorował) na pensji prowadzonej przez guwernera Ferdynanda Sahlinga, wracają do klasy trzeciej w Gimnazjum na Lesznie; ich kolegą jest m.in. najwybitniejszy później, choć za życia niedoceniany, przedstawiciel polskiego parnasizmu – Felicjan Faleński (1825-1910). Cyprian „nie bardzo świetnie się uczył (…), za to talent już objawiał niepośledni (…), ćwiczenia jego bywały zwykle podziwem nauczycieli i uciechą całej klasy”15.

W lipcu 1835 roku ojciec, po otrzymaniu zezwolenia na kurację zagraniczną, zostaje w Warszawie wyśledzony przez jednego z wierzycieli i osadzony w więzieniu za długi. Nasila to jego chorobę i 25 lipca Jan Norwid umiera w gmachu więziennym na Lesznie. Po jego zgonie konstytuuje się familijna rada opiekuńcza nad dziećmi; głównym opiekunem zostaje (ojczym matki) Ksawery Dybowski, pobocznym Jan Sobieski, cioteczny dziad Norwidów. Chłopcy otrzymują promocję do klasy czwartej (Cyprian ma na świadectwie celujący z polskiego i rysunków, mierny z religii, łaciny i rosyjskiego, a z pozostałych przedmiotów dostateczny). W 1836 roku obaj kontynuują naukę, ale idzie im źle: Cyprian sprawuje się „niespokojnie, nieuważnie”, wpisują go do księgi nagan, a raz obaj bracia otrzymują rózgi. W lipcu Cyprian uzyskuje promocję do klasy piątej (stopień celujący z historii i geografii, mierny z geometrii, dostateczny z pozostałych przedmiotów). Podczas wakacji w Głuchach poznaje Dziady Adama Mickiewicza, będące dlań „potężną, jedyną nutą myśli i uczuć”. Po stwierdzeniu przez Komisję Rządową Spraw Wewnętrznych, że przeciwko zmarłemu Janowi Norwidowi „nie istnieją zarzuty polityczne”, 29 czerwca 1837 roku Komisja Emerytalna przyznaje Norwidom pensję emerytalną. Cyprian, który wówczas często chorował, nie otrzymuje promocji do klasy szóstej. Na piątej klasie gimnazjum kończy się zatem jego formalne wykształcenie. Zapisuje się natomiast do szkoły malarskiej prowadzonej przy Krakowskim Przedmieściu przez klasycystę Aleksandra Kokulara (1793-1846), rysunku zaś uczył się u grafika (mającego reputację ekscentryka, a nawet człowieka obłąkanego16) Jana Klemensa Minasowicza (1797-1854).

W marcu 1838 roku zostaje aresztowany rewolucyjny poeta i działacz17 Gustaw Ehrenberg (1818-1895), działacz warszawskiego „zboru” Stowarzyszenia Ludu Polskiego, którego Cyprian Norwid znał osobiście, uważając go za „wieszcza” i „wajdelotę”, co sterował „przyrodzonym narodowego ognia zniczem”, natomiast w nocy z 9 na 10 czerwca zostają aresztowani kolejni działacze tej organizacji (zwanej potocznie Świętokrzyżcami), pośród których byli również starsi koledzy Norwida z gimnazjum na Lesznie. W czerwcu 1839 roku obaj bracia (Ludwik i Cyprian), „budzeni przez kolegów”, wychodzą przez kilka kolejnych nocy na miasto, „aby choć obecnością (…) zasłać pożegnanie” skazanym i przewożonym w kibitkach z Cytadeli, przez most z Bednarskiej, na Pragę, a stamtąd na Sybir.

Narodziny poety

W lutym 1840 roku następuje debiut poetycki Cypriana Norwida – wiersz Mój ostatni sonet, opublikowany (anonimowo) w „Piśmiennictwie Krajowym” Hipolita Skimborowicza (1815-1880). Tylko do końca tego roku opublikuje on dziesięć wierszy oraz jedno opowiadanie prozą Łaskawy opiekun, czyli Bartłomiej Alfonsem. Żaden z tych utworów nie był podpisany pełnym imieniem i nazwiskiem, lecz przeważnie kryptonimem C.N., ale czytająca publiczność rychło stała się poinformowana o tożsamości autora. Przyjmuje się powszechnie, że są to w większości utwory szyfrowane, pod różnymi maskami i kostiumami przedstawiające realistyczny (i przygnębiający) obraz „Nocy Paskiewiczowskiej”. W wierszu Noc podtekst ten był tak wyraźny, że redakcja („Przeglądu Warszawskiego”) asekurowała się opatrzeniem go dopiskiem, iż „mocne obrazy” poety zostały wywołane jego smutnym nastrojem „po stracie drogich mu osób”. Naturalną konsekwencją debiutu prasowego jest nawiązanie kontaktów z czynnymi naówczas literatami z różnych środowisk, jak: pochodzący z tatarskiej rodziny książęcej Amurat Tuhan Baranowski (†1867), który pod wpływem Norwida nawrócił się na katolicyzm, prozaik Edmund Chojecki (1822-1899), poeta Antoni Czajkowski18 (1816-1873), estetyk Aleksander Tyszyński (1811-1880). Nawiązuje też luźniejsze stosunki z członkami tzw. Cyganerii Warszawskiej (Seweryn Filleborn i inni) i na jesieni odwiedza słynną gospodę Między Parkanami koło Góry Gnojowej, gdzie wykonuje szereg karykatur i pisze wiersz Do piszących. W tym okresie zawiera też prawdopodobnie bliższą znajomość z Karolem Levittoux (1820-1841) z Łukowa, studentem Kursów Prawnych oraz organizatorem i przywódcą młodzieżowego konspiracyjnego Związku Patriotycznego, do którego wciągnął głównie gimnazjalistów z Łukowa oraz z warszawskiego Gimnazjum na Lesznie. Ponieważ wypłata przyznanej jeszcze w 1837 roku pensji emerytalnej po ojcu z jakichś względów przeciągała się, Norwid złożył podanie o przyjęcie go do pracy w Heroldii Królestwa Polskiego.

Do Wysokiej Heroldii Królestwa Polskiego

Posiadając dosyć usposobienia w rysunkach i powodowany chęcią poświęcenia prac moich usłudze Rządowej, upraszam Wysokiej Heroldii o przyjęcie mię na aplikanta do Wydziału Technicznego.

Warszawa, dnia 23 października / 5 listopada 1840

Cyprian Norwid19.

Heroldia była instytucją rządową zajmującą się rozpoznawaniem i zatwierdzaniem dowodów szlachectwa. Jej prezesem był wówczas Aleksander hr. Colonna-Walewski (1778-1845), a jednym z jej trzech radców – Michał Sobieski (1779-1847), b. pułkownik wojsk polskich, rodzony brat macierzystej babki Norwida. Do pracy (bezpłatnej) Norwid przystąpił już 7 listopada 1840 roku, a oficjalną nominację otrzymał 15 grudnia.

Na początku 1841 roku Norwid nawiązuje bliższe stosunki z redakcją założonego właśnie miesięcznika „Biblioteka Warszawska”, reprezentującego kierunek konserwatywny, oraz z salonem literackim szambelana cesarskiego Wacława i Magdaleny (Niny) Łuszczewskich – rodziców sławnej później poetessy Jadwigi Łuszczewskiej (1834-1903), znanej pod literackim pseudonimem Deotyma (z gr. Bogobojna). Oznacza to zatem wejście młodego poety w krąg towarzysko-intelektualnej śmietanki ówczesnej Warszawy, o postawach i poglądach zachowawczych, patriotycznych, ale dalekich od wszelkiego spiskowania, co kontrastuje z rewolucyjno-anarchistycznym środowiskiem, z którym miał dotychczas kontakty. Wśród postaci ze świata literackiego i filozoficznego, z którymi zawiera znajomość, a często i przyjaźń, znajdują się: pierwsza polska kobieta uprawiająca filozofię, gorliwa katoliczka i antyheglistka – Eleonora Ziemięcka (1819-1869), podróżnik i literat Władysław Wężyk (1816-1848), przybyły z Kaukazu pułkownik wojsk rosyjskich Albert (Wojciech) Szeliga hr. Potocki (1801-1848 lub 1853), który najpierw parodiował Norwida, lecz potem się z nim zaprzyjaźnił, humorysta August Wilkoński (1805-1852), a przede wszystkim, już opromieniony sławą wybitnego filozofa, August hr. Cieszkowski (1814-1894), z którym Norwid prowadził długie rozmowy w Hotelu Gerlacha. Ówczesny portret Norwida – wystylizowanego na dandysa – odmalował z detalami po latach jego rówieśnik, dziennikarz i pisarz Wacław Szymanowski:

Był to człowiek młody, fizjonomii ujmującej, pozoru zimnego i flegmatycznego, niezwykle umysłowo i towarzysko wykształcony. Bliżsi jego przyjaciele nazywali go «Anglikiem», literaci nadwiślańscy [cyganie], pomiędzy których czasem zachodził, dawali mu nazwę «Wykwintnisia», a kobiety tytułowały go «Poetą», i zdaje mi się, że kobiety miały rację, bo chociaż nikt go obdartym ani zabrudzonym nie widział, chociaż włosy miał zawsze starannie wyczesane, chociaż wedle potrzeby ubierał frak i cienką a czystą bieliznę i – o zgrozo! – dopuszczał się tego nie do darowania zbytku, iż nos chustką wycierał, to jednak pod stebnowanymi zakładkami jego koszuli z irlandzkiego płótna biło poetyczne serce. Natura nader hojnie go obdarzyła, bo do wszystkiego miał zdolność, a nawet niepomierną zdolność. Mówił bardzo niewiele i rzadko kiedy rozgadał się na dobre, ale gdy to już miało miejsce, to warto go było słuchać. Zdania, z którymi się odzywał, opierały się zawsze na gruntownej posadzie szczerego przekonania i rozumnego poglądu. (…) Mając wielką łatwość do języków, kilkoma z nich wyrażał się płynnie i znał je z gruntu; encyklopedyczne jego wykształcenie czyniło rozmowę jego bardzo zajmującą (…). Oprócz talentu poezji miał jeszcze talent malarstwa20.

Krąg wielbicieli, których Norwid zyskuje na salonach, budzi niechęć i zawiść dotychczasowych znajomych – „twarze zżółkły z zawiści, poglądając za nimi”21. Głównym przeciwnikiem Norwida – z przyczyn już wyraźnie ideowych – staje się intelektualny i polityczny zarazem przywódca radykałów, „czerwony kasztelanic” Edward Dembowski (1822-1846). Uznaje on wprawdzie talent poety, nawet „zachwyca dźwiękiem miłym, strojnym”, ale zarazem konstatuje, iż „w tym krótkiego działania zakresie miał czas zupełnie upaść, dzisiejsze jego poezje są wsteczne, pierwsze miały zaród postępu”22. Werdykt jest druzgocący: „Norwid stał się salonowcem – już po nim niczego spodziewać się nie można”23.

Artystyczną, intelektualną, a w konsekwencji i polityczną suwerenność Norwida, zakorzenionego mocno w tradycji literatury staropolskiej, akcentuje Albert Potocki w liście do Kajetana i Andrzeja Edwarda Koźmianów, dołączonym do posłanego im fragmentu świeżo napisanego przez Cypriana dramatu Dobrzy ludzie.

…cały oddany dawnym autorom, Kochanowskiego i Opalińskiego na pamięć umie. Cieszkowski (…) rokuje bardzo wiele z niego. (…) chce, ażeby koniecznie jechał do Niemiec, ale ja się boję, ażeby on tak daleko nie zabrnął w świat abstrakcyjny, że już z niego na ziemię nie wróci. (…) Norwid – cichy, ponury i milczący – nie ściąga na siebie oczów, i wtedy go dopiero ujrzą, kiedy urósłszy w olbrzyma, zgniecie, jak Byron, jednym stąpieniem wijące się mu koło nóg robactwo i gady24.

Norwid rzeczywiście nosi się już w tym czasie z zamiarem opuszczenia Królestwa, czego dowodzi podanie złożone do jego przełożonych w miejscu pracy.

Do Wysokiej Heroldii Królestwa Polskiego

Gdy przeciwnie zamiarom moim nie tylko stan zdrowia, ale i interesa familijne wymagają, ażebym na czas długi oddalił się z Warszawy, upraszam przeto Wysokiej Heroldii o wydanie mi uwolnienia od obowiązków na czas nieograniczony.

Warszawa, dnia 14 kwietnia / 26 kwietnia 1841 r.

Cyprian Norwid25.

„Interesa familijne” to zgon (23 IV 1841) Ksawerego Dybowskiego – oficjalnego opiekuna Norwida, oraz sprawy spadkowe po matce poety Ludwice26. Ale zarówno one, jak i stan zdrowia, stanowią tylko pretekst do zamiaru wydostania się z Królestwa z obawy przed wplątaniem go do śledztwa przeciwko właśnie aresztowanemu (po donosie nauczyciela łukowskiego) Karolowi Levittoux – „którego znał doskonale” – i kilkunastu jego współpracownikom, w tym grupie warszawskiej z gimnazjum na Lesznie. Kiedy w lipcu Levittoux popełni w celi, w obawie przed wydaniem towarzyszy na torturach, wyjątkowo makabryczne w sposobie samobójstwo27, Norwid ciężko przeżyje tę tragedię. Zwolnienie z obowiązków służbowych otrzymał dopiero 11 czerwca, z adnotacją, że „gorliwie obowiązki pełnił i wiele okazał zdolności”28.

Rekomendacja od Potockiego zbliżyła Norwida bezpośrednio do patriarchy polskiego klasycyzmu i najbardziej nieprzejednanego wroga romantyków, czyli Kajetana Koźmiana (1771-1856), co stanowi kolejny dowód nieulegania przez młodego poetę fobiom pokoleniowym i koteriom literackim. Na początku maja 1841 roku Potocki donosi mu o reakcji Koźmiana na wiersz Wspomnienie wioski: „Stary Koźmian, z którym często za Ciebie walczyłem, jak przeczytał to, co o wsi napisałeś, porwał się nagle i krzyknął z zapałem: «Czemuż mnie tego pierwej nie czytałeś? Napisz mu, że ma we mnie przyjaciela, a młodzi nie powinni gardzić przyjaźnią starców»”29. Koźmian zaprasza Norwida, Wężyka i Chojeckiego do swojego dworu w Piotrowicach (na Lubelszczyźnie). Konsekwencją tego zaproszenia jest powzięcie przez dwu pierwszych zamiaru krajoznawczej („romantyczno-próżniacko-naukowej” według Potockiego) podróży po Królestwie, którą w sierpniu rozpoczynają właśnie od Ziemi Lubelskiej. Koźmian przyjmuje życzliwie, wręcz wylewnie, „zacnego młodzieńca Norwida, którego tu wszyscy (…) pokochaliśmy”, i ofiarowuje „młodemu i znakomitych Nadziej Wieszczowi C. Norwidowi – na pamiątkę bytności Jego w Piotrowicach”30 autograf swojego wiersza Dzwon Zygmuntowski oraz dedykuje mu w rękopisie jedną pieśń pisanego wówczas poematu Stefan Czarniecki31. Norwid rewanżuje się wierszem Odpowiedź. Dalsza podróż Norwida i Wężyka wiedzie przez Czarnolas i Zwoleń, Sandomierz, Łysą Górę, Sieradzkie, Wieluńskie i Częstochowę, skąd wracają do Warszawy.

6 grudnia 1841 roku Norwid przesyła Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu (1812-1887), do redagowanego przezeń w Wilnie „Athenaeum”, wiersz Burza, informując w załączonym liście, iż wiersz ów „dla okolicznościowych przyczyn nie znalazł miejsca w naszych pismach”. Juliusz W. Gomulicki interpretuje ów wiersz jako epitafium dla Levittoux, przedstawionego jako anonimowy „młodzieniec”, walczący bohatersko z wrogimi żywiołami i śmiało dążący ku „przeczystej cnocie” – co wydaje się odczytaniem trafnym, ale doszukuje się również, chyba wyłącznie na tak wątłej podstawie, jak użycie słowa „posąg” (którym będzie pamięć o czynach młodzieńca), gniewnej aluzji do odsłonięcia (29 XI 1841) na Placu Saskim, z polecenia cara/króla Mikołaja I, żelaznego obelisku poświęconego Polakom poległym „za wierność swemu Monarsze”, czyli generałom zabitym przez powstańców w Noc Listopadową32. Ten drugi trop wydaje się wszelako wątpliwy, gdyż – jak zauważa Zofia Trojanowicz – Norwid już 6 grudnia wiedział, że jego wiersza nie da się opublikować w prasie warszawskiej, a zatem napisał go raczej jeszcze przed odsłonięciem pomnika, zapewne w lecie tego roku, po śmierci Levittoux, o czym świadczy data pod tekstem Burzy wpisanym do albumu Tyszyńskiego: „1841-go lata w Warszawie”33. Kraszewski zresztą wiersza też nie wydrukował, zapewne z tych samych (cenzuralnych) powodów.

Pomimo tych incydentalnych problemów poetycki prestiż Norwida sięga zenitu – w gruncie rzeczy w całej jego drodze rozwoju artystycznego! – w ostatnich miesiącach jego pobytu w Warszawie i w ogóle w Królestwie Polskim. Po ogłoszeniu w marcu 1842 roku wiersza Pióro w „Pamiętniku Literackim” jego redaktor Karol Witte (1814-1878) wygłasza entuzjastyczną apologię jego poezji34. W tym samym zapewne miesiącu Norwid podejmuje starania o zezwolenie na wyjazd za granicę w celu „wydoskonalenia się w sztuce rzeźbiarskiej”35 i pisze programowy wiersz Pożegnanie. Na przełomie kwietnia i maja redakcja „Biblioteki Warszawskiej” wydaje ucztę pożegnalną na cześć poety. Potocki czyta okolicznościowy wiersz Do Cypriana Norwida wyjeżdżającego za granicę, Antoni Czajkowski zaś wiersz Do Norwida. 14 maja otrzymuje paszport wydany z ważnością na trzy lata. Serdeczność okazują mu także dotychczasowi antagoniści z Cyganerii. Pośród żegnających go 9 maja na stacji ekspedycji pocztowej, mieszczącej się przy ówczesnej ulicy Nowosenatorskiej, zebrała się spora gromadka poetów – cyganów, na czele z Sewerynem Fillebornem, który krzyczy do siedzącego już w powozie pocztowym poety: „No, Cyprianie, bądź zdrów! Podaj mi hieroglif!”36. Norwid wyjeżdża razem z Wężykiem do Wolnego Miasta Kraków via Minoga pod Ojcowem, gdzie majątek posiadał stryj Władysława, poeta i dramaturg Franciszek Wężyk (1785-1862). W końcu maja i pierwszej połowie czerwca zwiedzają Kraków oraz wizytują tamtejsze znakomitości epoki: filozofa i historyka literatury Michała Wiszniewskiego (1794-1865), poetę Edmunda Wasilewskiego (1814-1846) oraz malarzy Wojciecha Stattlera (1800-1875) i Jana Nepomucena Głowackiego (1802-1847). W czerwcu Norwid już sam zwiedza Wieliczkę i wyjeżdża nad Morskie Oko w Tatrach, a następnie udaje się koleją żelazną przez Wrocław do Drezna. Do Polski nie wróci już nigdy.

Norwid a „młoda piśmienność warszawska”

Profil ideowy (i estetyczny w pewnym stopniu też) Cypriana Norwida uwyraźnia się na tle jego pokoleniowego środowiska, zwanego powszechnie Cyganerią Warszawską. Jej trzon, przypomnijmy, stanowią redaktorzy wychodzącego (nieregularnie) od marca 1841 do lutego 1842 roku czasopisma „Nadwiślanin”: Seweryn Filleborn (1815-1850), Seweryn Zenon Sierpiński (1815-1843), Józef Bohdan Dziekoński (1816-1855), Roman Zmorski (1822-1867) i filozof Jan Majorkiewicz (1820-1847), luźniej zaś związani byli z tą grupą także Teofil Lenartowicz (1822-1893), Włodzimierz Wolski (1824-1882), Aleksander Niewiarowski (1824-1892), Wacław Szymanowski (1821-1886), Józef Bogdan Wagner (1815-1882), Tadeusz i Karol Brodowscy oraz starszy od nich komediopisarz Stanisław Bogusławski (1804-1870). Tylko Lenartowicz i Zmorski jako lirycy oraz Dziekoński jako twórca polskiej powieści grozy zdobyli sobie trwalsze miejsce na polskim Parnasie (dwaj ostatni zresztą należą do nurtu tzw. czarnej romantyki), acz trzeba zauważyć, że prawie wszyscy z trzonu grupy zakończyli życie bardzo młodo, umierając zazwyczaj na gruźlicę. Należy zaznaczyć wszelako, że nazwa „Cyganeria Warszawska” została im nadana wtórnie, przez historyków literatury w drugiej połowie XIX wieku – oni sami nazywali siebie po prostu „młodymi” lub „zapaleńcami”, natomiast ich ideologiczny patron Dembowski dał im miano „młodej piśmienności warszawskiej”37.

Stosunki Norwida z tą grupą znamionowała ambiwalencja, dostrzegalna na każdym polu: obyczajowym, politycznym i estetycznym. Jest też znamienne, że nie opublikował na łamach „Nadwiślanina” żadnego ze swoich utworów, szukając od początku miejsca dla siebie w periodykach reprezentujących umiarkowany nurt opinii publicznych, czy wprost – jak „Biblioteka Warszawska” – zachowawczy. Analogiczną ambiwalencją cechował się także stosunek grupy do niego. Kiedy Norwid odwiedził razu pewnego redakcję „Nadwiślanina”, Filleborn „tonem nadętym i z przesadzoną deklamacją”38 odczytał mu wiersz Karola Brodowskiego Młodzieniec na cmentarzu, będący parodią jego maniery pisarskiej, co zresztą Norwid wysłuchał z całkowitym spokojem. Wprawdzie, i to w niedługim czasie, reprezentanci grupy Filleborn i Sierpiński zaczęli się wypowiadać z uznaniem o jego próbach poetyckich, ale świadomość odmienności postaw pozostała do końca po obu stronach. „Między Norwidem a cyganerią stosunki układały się szczęśliwie, bo symetrycznie, wzajemnie: trochę niechęci, trochę obojętności i lekceważenia”39.

Prawdziwie i programowo „cygański” styl bycia grupy – ostentacyjna hałaśliwość i błazenada oraz niechlujność w ubiorze (lub przeciwnie: zakładanie w niestosownych sytuacjach fraka, po to, aby ośmieszyć „salonowość”) – raził Norwida, który, jak wspominał Niewiarowski, „mający już, jakby we krwi, gust wykwintny”, protestował widocznie „potężnym milczeniem” „przeciwko zbyt jaskrawym szaleństwom, jakich towarzysze jego i bracia po piórze dopuszczali się wówczas często (…). Rzadziej też coraz podzielał ich zabawy jaskrawe”40. Również Szymanowski, dystansując się po latach od własnego środowiska użyciem formy trzecioosobowej, zauważał w nekrologu Norwida:

Zarzucali oni Norwidowi brak poczucia koleżeńskiego, wyrażającego się w oryginalnych nieraz objawach cyganerii literackiej (…). Norwid unikał tych wszystkich hałaśliwych manifestacji, stawających oporem zwykłemu przebiegowi życia społecznego; miał wstręt do knajpowania i w potrzebie głośno go objawiał; ubierał się starannie, zachowywał przyzwoicie, twierdząc głośno, że choć poeci mogą być czasem zaniedbani w ubraniu i gburowaci w obejściu, to jednak nie każdy zaniedbany i gburowaty jest już przez to samo poetą. Nazywano go też arystokratą i książątkiem, ale nie śmiano mu odmówić talentu, który zbyt jawnie się uwydatniał41.

Tomasz Łubieński trafnie podkreśla, że przyjaźń pomiędzy „cyganami” a Norwidem byłaby możliwa tylko wtedy, gdyby Norwid poczuwał się do „fatalnej” wspólnoty pokoleniowej, tymczasem on „czuł się niezależny również od nich. Tym bardziej, że naprawdę nie bawiło go «knajpowanie», fraternizacja ze staromiejskim plebsem, prowokacyjne niechlujstwo w stroju”42. Podkreślając przenikliwość Norwida, który dostrzegł, że towarzystwo cyganeryjne rozgrzeszało się z obowiązku artystycznej oryginalności okolicznościami politycznymi, Łubieński zdaje się jednak wręcz, przy zastosowaniu szantażu emocjonalnego, ganić poetę za pominięcie sposobu, „jaki znalazła cyganeria, aby się uwiarygodnić. Otóż bywała wypłacalna: własnym losem płaciła za swoją retorykę i swoje pozy. Najczęściej przez chorobę i śmierć, konspirację i więzienie, albo ucieczkę z kraju”43. Nie bez prezentystycznych aluzji (esej Łubieńskiego pisany był przecież w latach „wojny polsko-jaruzelskiej”) biograf Norwida domaga się poważnego potraktowania racji jego konkurentów z cyganerii i sam czyni to z takim przejęciem, że w konkluzji dochodzi właściwie do odmalowania obrazu snoba, salonowca, egotysty i nieomal „kolaboranta” i syna „reżimowca”.

Ich ostentacyjna bieda, patos pomieszany ze straceńczym humorem, zatracanie się w alkoholizmie i rozpuście to w paskiewiczowskiej Warszawie coś więcej niż klasyczne gesty niezadowolonych ze świata młodych poetów. Oznaczają bowiem wcale wyraźnie i politycznie, że tam i wówczas nie warto było, może nawet nie wypadało, spokojnie bytować, udawać, że nic się nie zdarzyło.

(…)

I dlatego, niezależnie od zgorszenia prawomyślnych czy przynajmniej rozsądnych poddanych, autorami brewerii interesowała się policja. (…) Krzykliwi oberwańcy nieprzypadkowo bowiem obrażali poczucie ładu i porządku. Otóż ci oryginałowie czytali i przepisywali wywrotową poezję emigracyjną, a niektórzy konspirowali czynnie. Inaczej mówiąc, gdyby patrol spotkał nocą pana Norwida w jego irlandzkiej koszuli i niechlujnego kudłacza, zająłby się bliżej tym ostatnim. Bo pierwszy z nich, choćby nawet to i owo kołatało mu się po głowie czy wychodziło spod pióra, wygląda przynajmniej jak człowiek z towarzystwa, a więc być może wolno mu więcej, korzysta z jakiejś wyższej protekcji, która do pewnego stopnia, jakiego raczej nie przekracza podoficerskie rozeznanie, potrafi go osłonić. Podczas gdy temu drugiemu na niczym nie zależy, czyli wszystkiego się można po nim spodziewać.

(…)

Norwid był inny, Norwidowi nie zależało w Warszawie, żeby wszystko działo się naprawdę. On również potrafił zgromić salonową pustkę, pogardzić złotem, użalić się nad dolą artysty w niedobrym świecie, zatęsknić do wolnych przestworów, wiejskie świeżości przedłożyć nad zepsute i bezduszne miasto. Ale właśnie w miejskich salonach bywał błyskotliwie. Zapewne zależało to do zawodu artysty zbuntowanego umiarkowanie [podkr. moje – J.B.], a w ogóle w upolicyjnionej Warszawie dobrze było mieć wpływowe znajomości. Zapewne pociągały go te miejsca tak różne od niewesołego podbitego miasta, miejsca rozjarzone kinkietami, gdzie pachnie dobry tytoń i dźwięczy cienka porcelana. Był w końcu sierotą po urzędniku państwowym, był kształcony razem z braćmi na koszt imperium.

(…)

…odpowiadał mu salonowy model życia warszawskiego, jako przejściowy, nietrwały, który wolno traktować sztucznie, z dystansem. Ten zaś dystans dawała między innymi owa koszula z irlandzkiego płótna, wdziewana niezależnie od tego, czy kogoś tego dnia pobito, aresztowano, skazano na Sybir, czy imię Polski znów zostało znieważone w Petersburgu.

(…)

Lekkie rozluźnienie paszportowe sprzężone z dociskiem policyjnym sprawiło, że po kilku latach w Warszawie zostały tylko niedobitki pokolenia. Ale Norwid wyjechał wcześniej, wygodnie, bo niezobowiązująco z paszportowego punktu widzenia, z prawem powrotu, niby człowiek wolny. Zapewne drażnił wyjazd Norwida poetów cyganerii, podobnie jak drażniła ich irlandzka koszula, drażniłby i powrót44.

Określenie „artysta zbuntowany umiarkowanie” zawiera w sobie niewątpliwy odcień złośliwości, niemniej wydaje się trafnie charakteryzować postawę i poglądy Norwida. Nie ma żadnych dowodów na to, aby sam konspirował, acz niewątpliwie znał niektórych konspiratorów (na czele z Levittoux) i dawał wyraz (wspomnianym już wyżej) aktom moralnej solidarności z aresztowanymi i skazańcami, a samobójstwo Levittoux było dlań wstrząsającym doznaniem45. Norwida wszelako musiał odpychać od spiskowców również polityczno-społeczny radykalizm, wypaczający patriotyzm w duchu par excellence rewolucyjnym (republikańsko-demokratycznym) i – czym zajmiemy się oddzielnie – programowo bezbożnym. Spiskujący literaci, którzy przystąpili do Stowarzyszenia Ludu Polskiego (od 1837 roku – Powszechnej Konfederacji Narodu Polskiego), jeszcze zanim tam trafili, chełpili się (mimo zazwyczaj szlacheckiego pochodzenia) swoim nastawieniem antyszlacheckim i proplebejskim, a zafascynowani postacią Jana Kilińskiego, przezwali siebie zrazu „Szewcami” – „depcąc pergaminowe szlachectwo”46, jak z dumą podkreślał Karol Baliński (1817-1864). Norwid natomiast, niezależnie od surowej często krytyki współczesnego mu ziemiaństwa i arystokracji, był jednak bez wątpienia dumny ze starożytności swojego rodu i klejnot szlachecki traktował poważnie.

Napięcie pomiędzy poszukującym własnej drogi artystycznej Norwidem a radykalnymi zapaleńcami z „młodej piśmienności warszawskiej” widoczne jest również w odmiennym pojmowaniu celu i zadań sztuki poetyckiej oraz – zalążkowo oczywiście – w poetyce zrealizowanej w wierszach. Bez wątpienia Norwid poeta przelewa na papier te same, co oni, odczucia i uczucia wyrażające przygnębienie „nocą”, która zaległa Królestwo w dobie paskiewiczowskiej, ale czyni to inaczej. Motywy sygnalizujące martyrologię narodową, a zarazem marzenia o wyzwoleniu narodu, występują w jego wczesnej liryce co krok. W najstarszym z zachowanych jego wierszy – sonecie Samotność – pojawia się figura niewolnika, dla którego „wszystko jest katuszą”, lecz który „ciężkie siłą więzy kruszy / I zgasłe życie w sercu na nowo poczuje”47. W wierszu Skowronek poeta nakazuje spojrzeć „na nieszczęsnych ludzi, / Których boleść ku ziemi nachyla i ciśnie, / Których krwawe sny straszą, a cierpienie budzi”48. W Dumaniu (II) gani „niewczesne pustoty” weselących się, śmiejących i puszczających w „skoczne tany”, ewokując kontrastowy obraz bezbrzeżnego cierpienia:

A tam ostatnią czkawką skrzypiące gardziele,
I łzy, i boleść widzieć; tu miluchne ręce,
Splątane w słodki węzeł, w liturgiczne szczęście,
A tam nie widzieć nawet ani jednej ręki,
Która by niosła pomoc rozbolałej męce;
I tylko hieroglify niemych cierpień… pięście49.

Solidarne współcierpienie poety z narodem nie oznacza jednak zgody Norwida na czysto utylitarne traktowanie literatury, czego domagali się właśnie radykałowie z „Nadwiślanina”, ganiący „Bibliotekę Warszawską” (z którą współpracował Norwid) za brak „użytkowej strony”, i z wydawanego przez Dembowskiego „Przeglądu Naukowego”, deklarującego swoje zamiary „ku pożytkowi i usłudze ogółu”, jako iż „wartość pisma dążenie stanowczo oznacza”50. Tak z powodów artystycznych, jak ideowych, odstręczała go pospolita agitacyjność literatury, widoczna na każdym kroku w deklaracjach zapaleńców. Norwid, jak słusznie zauważa Zofia Trojanowicz, „chciał porozumieć się z czytelnikiem myślą, nie zaś krzykiem”51. W jego liryce pojawiają się nieustannie motywy subtelnie stonowanej „milczącej mowy” (Noc) czy „potężnego milczenia” (Sieroty), podobne do oksymoronu „rozmawiania milczeniem” jego przyjaciela Antoniego Czajkowskiego52. Dostrzegając tę cechę, „weteran” Cyganerii Aleksander Niewiarowski w swoim wspomnieniu pośmiertnym o Norwidzie starał się uczynić z niej nie swoistość, lecz wspólny mianownik pokolenia, wynikający z okoliczności zewnętrznych (politycznych), chociaż przyznawał Norwidowi większy kunszt w tym zakresie.

Ci, co pamiętają epokę, w której Norwid pisać zaczynał, pomną zapewne i to także, iż wówczas żaden pisarz, szczególniej zaś poeta, nie mógł wyrażać się ani jasno, ani silnie. Trzeba było na każdą prawie myśl podnosić się, na każde szlachetne i wyższe uczucie wyszukiwać formy, czyli wyrażeń takich, które by te myśli i uczucia przysłaniały delikatnie.

Taki mistycyzm formy stał się nawet jakby modnym wówczas; kazał on czytelnikom domyślać się tego nawet, czego wcale nie było… (…).

I inni poeci z tej epoki: Lenartowicz, Wolski, Zmorski i Ant[oni] Czajkowski, używali tej formy także, choć jej nie wyrobili tak kunsztownie jak Norwid. Forma ta była następstwem miejscowych warunków ówczesnych…53.

Jednakowoż takie sprowadzenie „mistycyzmu formy” do prostej przypadłości wynikającej z czujności cenzury, zmuszającej poetów do posługiwania się „mową ezopową”, jest nie do obrony. Przeczy temu cała późniejsza i dojrzała twórczość Norwida, w której estetyka i filozofia milczenia, obejmująca także stosowanie oksymoronów jako środka wyrazu – zalążkowo widoczna już w udramatyzowanej fantazji Wieczór w pustkach z okresu warszawskiego – jest uprawiana świadomie i konsekwentnie, a przecież Norwid emigrant nie musiał już baczyć na ołówek cenzora. „Pisanie wprost” politycznych „prop-agitek” było dla niego po prostu nieinteresujące, bo zbyt prostackie, a cenzura w tym wypadku – by przywołać znany bon mot Ernsta Jüngera – pozwoliła mu uszlachetnić styl.

Bardzo wyraźna różnica pomiędzy spiskującymi radykałami, takimi jak Ehrenberg czy Zmorski, a Norwidem rysuje się także w ich podejściu do ludu, zwłaszcza wiejskiego. Dla pierwszych lud to potencjalna siła rewolucyjna, którą można będzie się posłużyć nie tylko w powstaniu przeciwko „rządowi najezdniczemu”, ale również przeciwko polskim „panom”, co szczególnie widoczne jest w sławnym wierszu Ehrenberga, który „awansował” do śpiewnika pieśni rewolucyjnych Szlachta w roku 1831 („Gdy naród do boju wystąpił z orężem…”). U Zmorskiego lud jest wprawdzie, z jednej strony, „cichy”, „rzewny” i „śpiewny”, ale z drugiej – „Biada, na jego kto mu stanie drodze!”54. U Norwida brak najmniejszych nawet sugestii tego rodzaju. Miłuje on i ceni lud za „promieniste czoło” (Pismo), pogodę „którać na czole świeci” (Do wieśniaczki), za harmonijne współistnienie z naturą („Ty z domowym ptakiem / I z kwiatem, co na szybach gęste liście wspiera, / Zawsze masz coś pomówić” – ibidem), za codzienne wykonywanie obowiązków stanu („gmin, co jedną ręką szuka dla nas chleba” – Pismo), a przede wszystkim za religijność. W wierszu Do wieśniaczki poeta zwraca się do niej z taką inwokacją: „Witaj, nadobne dziewczę! co w niedzielny ranek / Długie pacierze mawiasz – cicha, jak baranek / Na chorągwi kościelnej”55. Lud postrzegany przez Norwida to nie potencjalni buntownicy, lecz „bogobojna czeladka” (Pismo):

Ci prostaczkowie, w świątyń bałwochwalczych progu
Nie zgięci, nie pokłuci cyrklem głupiej sztuki,
Na garści ziemi żyją, ale żyją w Bogu!56

Wiara w osobowego, chrześcijańskiego Boga, manifestowana przez Norwida wielokrotnie i żarliwie, stanowi kolejny element rozbieżności pomiędzy nim a rówieśnikami z cyganerii, marzącymi o zemście na wrogu, „z Bogiem lub choćby mimo Boga”. Zwracając się wprost Do piszących, upomina ich: „I bez niecnoty blasku – nasze czucia wieszcze / Pieśnią Bogarodzicy chrzcijmy”57, a w Dumaniu (I) i upomina, i wzywa:

Można otrzeć łzy gorzkie!… ależ, w Imię Boga!
(…)
Dalej więc, przyjaciele! Dalej do mogiły,
Z pieśnią wzniosłą, co z serca sama się wylewa!
Idźmy, cierpmy, dopokąd nam wystarczą siły,
Idźmy i stawmy czoło szalonej zawiei;
A każdy niechaj głosem duszy swojej śpiewa
Pieśń o Miłości, Wierze i Nadziei58.

Chrześcijańska filozofia czynu

Oś sporu Norwida z jego zrewolucjonizowanymi rówieśnikami przenikliwie rozpoznał, na podstawie długich rozmów z nim toczonych w Rzymie, Zygmunt hr. Krasiński (1812-1859), myląc się jedynie co do wpływu doktryny Towiańskiego na „młodą piśmienność warszawską”59. Z opowieści Norwida w relacji Krasińskiego wyłania się przygnębiający obraz „straconego pokolenia” desperados mierzących siły na zamiary i pokładających nadzieje jedynie w środkach prowadzących inną drogą niż obcy despotyzm do „myśli zaprzecznej” wobec kanonu wartości tradycji narodowej i uniwersalno-chrześcijańskiej.

Innych wielu powariowało, – całe się im Towiańszczyzny marzyły, – wołali «Legio sum», stając przed sędziami i duchów, które widzieli na oczy obłąkane, legie pchali przeciw sędziom swym, żałośnie krzycząc, – a inni ze śmiechem, – a inni śpiewając hymny triumfu! – Lecz i tu ta sama mieszanina dobrego i złego, co we wszystkim, za dni rozpacznych naszych, – bo brak wiary w miłość Bożą. – Zdanie się tylko na siły tytanie ducha ludzkiego, – tylko na Fatum przyszłości, – tylko na siły szalone i katastroficzne. – Gwałtu ideał stający do walki z najokropniejszą gwałtu rzeczywistością! – I tak poginęło całe pokolenie, ledwo że wstąpione w życie. – Taką wiosnę miały ich dusze, – marzyć tylko o krwi. – Taką wiosnę ich ciała, – rozpływać się tylko we własnej lub uczuć ją stygnącą pod lodem kajdan! Ach! to okropnym!60

Można się oczywiście zastanawiać, czy Krasiński nie dokładał do relacji Norwida ocen pochodnych od jego własnych, od dawna zdecydowanie kontrrewolucyjnych, przekonań, wszelako zgodzić się wypada ze spostrzeżeniem Zofii Trojanowicz, że „Krasiński, relacjonując Delfinie Potockiej opowieść Norwida, nie nazbyt wiele musiał dodać od siebie. Osąd dążeń i sytuacji pokolenia, znany z listu Krasińskiego, jest w wielu punktach zbliżony do przeświadczeń, które znalazły wyraz w warszawskiej twórczości Norwida”61. Krasiński przecież ani nie zacierał w tej relacji śladów niewątpliwego podziwu Norwida dla odwagi młodych spiskowców i głębokiego współczucia ich dramatycznym losom, ani sam nie był daleki od tych uczuć. Jednakowoż – ambiwalentnie – nieodłączna od tego emocjonalnego zaangażowania jest zarówno krytyczna ocena rewolucyjnych metod, jak i przede wszystkim nagana braku wiary w Bożą miłość. To zaś jest głębokim przeświadczeniem obu poetów.

W warszawskiej twórczości Norwida zarysowuje się już w pierwokształcie kategoria czynu, w który winna zostać przetransponowana aktywność człowieka, a zwłaszcza zapał znamienny dla młodości. Jednak – jak zauważa Trojanowicz62 – kategorię tę Norwid znów pojmuje inaczej niż jego zrewolucjonizowani rówieśnicy. „Czyn” to dla niego nie rewolucyjna propaganda i spiskowanie, lecz odpowiedź na egzystencjalne pytanie „jak należy żyć?”, która jest i winna być wszechstronna. Czynem tedy jest i w sposób przemyślany uprawiana twórczość artystyczna (Do piszących, Dumanie II, Adam Krafft), i poświęcenie oraz odwaga „wśród żywiołów bitwy” (Burza), i codzienna praca domowa (Do wieśniaczki). Nawet jednak i czyn bohaterski jest wyraźnie przeciwstawiony „wściekłym obrazom” zanarchizowanej „młodej piśmienności warszawskiej”, widocznym na przykładach w poezjach Karola Balińskiego (Do piewcy) czy Romana Zmorskiego (Ognia!, Anioł-niszczyciel).

Na wypracowanie przez Norwida koncepcji czynu, która stanowiłaby alternatywę dla tych burzycielskich, demonicznych obrazów, bez wątpienia ważny wpływ miały idee filozoficzne Augusta Cieszkowskiego, które młody Norwid poznał (jak już wspomniano) w osobistym kontakcie z filozofem, jak również poprzez lekturę nie tylko jego dzieł już do 1842 roku opublikowanych (Prolegomena zur Historiosophie, Rzecz o filozofii jońskiej jako wstęp do historii filozofii, Gott und Palingenesie), ale i pozostających w manuskrypcie, a udostępnionych mu przez Cieszkowskiego63. Osnową filozofii historii Cieszkowskiego było przeświadczenie o poznawalności „boskiego planu Opatrzności” i możliwości współdziałania ludzi i narodów z tym planem, wyklucza to wszelako ignorujące zamysły Boże i pozbawione wiary w miłość Bożą „zdanie się tylko na siły tytanie ducha ludzkiego” – jak pisał Krasiński, czy „stawianie czoła szalonej zawiei” – jak pisał Norwid (Dumanie I). „Nie rozumiemy już – wykładał w Ojcze nasz Cieszkowski – przez ów Czyn żadnej rewolucji, czy to politycznej, czy socjalnej, – bo wszelka rewolucja, póki jest dopiero rewolucją, jest tylko wypadkiem ujemnym, zaprzecznym, – nie jest jeszcze stanowczym, ale dopiero znoszącym Czynem, – nie jest jeszcze twierdzącą Akcją, ale dopiero Reakcją”64. Nie każde zatem działanie jest Czynem, a jedynie takie, które przyspiesza nadejście Królestwa Bożego na ziemi; które – jak napisze Norwid parę lat później (w liście do Lenartowicza z sierpnia 1850 roku) – jest z-wolone, co znaczy, że „trzeba być z-wolonym z myślą Przedwiecznego pierw, aby być wy-z-wolonym z przeciw-myśli Bożej – z niewoli (…), to jest Polski – dziś z-wolającej się z wolą Bożą, niezadługo z-wolonej, a następnie i wy-z-wolonej – myśl”65.

Zdaniem Trojanowicz Norwid jeszcze przed poznaniem Cieszkowskiego „niejako samorzutnie zmierzał w kierunku Ojcze nasz66 (czego ślady dostrzega ona w wierszach Marzenie i zwłaszcza Sieroty z postacią „dziwnego człowieka” spoglądającego ku niebu i mówiącego, że „nie ma bynajmniej sieroctwa”, w czym jest uderzające podobieństwo do Cieszkowskiego idei „ojcostwa Boga”), wskutek osobistego kontaktu zaakceptował zaś koncepcję filozofa: „Popularyzował ją w swojej poezji, realizował czyn tak pojęty własną twórczością. Większość jego ówczesnych dążeń – w sferze argumentacyjnej – od moralności i religii wychodzi, do nich się sprowadza. Ale ich aspekt polityczny, szczególnie na tle nastrojów rewolucyjnych i powstańczych środowiska warszawskiego, jest bardzo widoczny. Norwid, tak jak Cieszkowski, występując przeciw propagandzie rewolucyjnej, nie zrezygnował przecież z niepodległości Polski, tylko poszukiwał dla jej odzyskania środków «moralnych»”67. Oryginalne przemyślenia w tym duchu Norwid przedstawił dopiero w następnym etapie swojego rozwoju intelektualnego oraz twórczości poetyckiej, zwłaszcza w kontrrewolucyjnej „monologii” dramatycznej Zwolon oraz w poematach: Wigilia, Jeszcze słowo, Pieśni społecznej cztery stron, Niewola (Trzy pytania) i Epos nasza, powstałych już na kanwie traumatycznych doświadczeń rewolucji europejskiej 1848 i 1849 roku.

***

Spróbujmy na koniec uporządkować czynniki wewnętrzne (duchowe) i okoliczności zewnętrzne, których splot uformował młodego Cypriana Norwida. Do pierwszych zaliczyć należy, po pierwsze, bardzo wcześnie dojrzałe powołanie do bycia artystą – zarówno w dziedzinie poezji, jak sztuk plastycznych – i konsekwentne podporządkowanie życia temu celowi. Artystą bynajmniej nieuchylającym się od powinności wobec wspólnoty – przeciwnie: przeświadczonym, że artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej68, jak ogłosi to później w Promethidionie – ale właśnie dlatego, że przypada mu rola poniekąd kierownicza („organizatorska”), nie może on podążać niewolniczo za głosem opinii i spełniać funkcji agitacyjno-usługowych wobec jakiegoś stronnictwa czy koterii. Dalej jest to zakorzenienie w całej polskiej tradycji literackiej, nie tylko w twórczości bezpośrednich poprzedników, czyli romantyków na czele z Mickiewiczem, ale w całym bogactwie literatury staropolskiej na czele z Janem Kochanowskim, co pozwoliło mu stanąć ponad anachronicznym już sporem klasyków z romantykami, z romantycznymi „wielkoludami” zaś nawiązać twórczy i po części polemiczny dialog, zamiast stać się jednym z wielu epigonów, jak jego rówieśnicy. Niezwykle ważna jest także stała i mocna, rozwijająca się od pierwotnych uczuć do coraz głębszego zrozumienia i bez żadnych faz kryzysu, a także bez powszednich u romantyków – zarówno tych wielkich, jak i małych – zbłądzeń doktrynalnych, ortodoksyjna religijność. Jej naturalną konsekwencją będzie w przyszłości zawsze donośny głos poety w obronie Kościoła i papiestwa w tak nieprzyjaznym im wieku liberalizmu i rewolucji, co również i w środowisku emigracyjnym nie będzie bynajmniej normą. Na ostatek trzeba tu przypomnieć akcentowaną już absorpcję religijnej filozofii dziejów Augusta Cieszkowskiego.

Jeśli chodzi o czynniki zewnętrzne, przez które rozumiemy te istniejące niezależnie od „historii duszy” poety i stanowiące determinanty rodzinne, środowiskowe i polityczne, to oczywiście na pierwszym miejscu trzeba postawić dojrzewanie w epoce „nocy paskiewiczowskiej”, z poczuciem klęski i doznawanych upokorzeń narodowej dumy, w traumie represji spadających na przyjaciół lub choćby znajomych, wytwarzających fizyczny grunt dla rodzenia się negatywnych uczuć buntu, pragnienia zemsty i odwetu. Ten stan psychiczny był wspólny dla całego pokolenia rówieśników, częstokroć kolegów ze szkolnej ławki, nie mniej często zaangażowanych w konspirację. Na ten stan rzeczy nakładają się jednak, i w dużej mierze przecinają z nim, inne okoliczności. Przede wszystkim środowisko rodzinne i tradycja domowa, co też posiada dwa niejako różne oblicza. Z jednej strony jest to „starożytna” tradycja szlachecka, „herbowa”, stymulująca poczucie wartości własnej oraz dziedziczenia chwały przeszłości (zwłaszcza przez powinowactwo z królem – bohaterem Janem III Sobieskim); ma to także konsekwencje w postaci podjęcia pracy w Heroldii Królestwa Polskiego, jak w łatwości i naturalności znalezienia się na arystokratycznych salonach, siłą rzeczy społecznie i politycznie zachowawczych. Z drugiej strony jest to mocno dwuznaczna biografia ojca poety, Jana Norwida, którego aktywność zawodowa wykraczała chyba poza dopuszczalne z patriotycznego punktu widzenia standardy urzędniczej lojalności69.

Jeżeli teraz skontaminujemy ze sobą elementy z obu szeregów, czyli wewnętrzne i zewnętrzne, to możemy dojść do konkluzji, że jakość i wcześnie osiągnięta dojrzałość pierwszych czynników pozwoliły Norwidowi wyłamać się z autodestrukcyjnego, zaklętego kręgu „patriotyzmu szalonego”, spalającego się w spiskach skazanych na przegraną i wypaczanego duchowo przez jednostronnie negatywne emocje oraz ideologie rewolucyjne i niechrześcijańskie. Czynniki te pozwoliły mu zestroić patriotyzm z „myślą Bożą w dziejach”, podporządkować go naczelnej zasadzie Bożej miłości i przez to „upozytywnić” przekuwanie słowa w czyn, przywracające także cierpiącemu narodowi radość istnienia, tak jak pisał o tym w programowym wierszu Dumanie (II):

Nie z płonącą chorągwią, nie z wściekłym obrazem,
Lecz z czynem, z wielkim czynem, jak z oszczepem w dłoni
Lub z palmą, iść, nie ufać ni trwodze, ni słowu,
Nie starać się, by wawrzyn załechtał po skroni,
Lecz pragnąć, by cierpiący rozśmieli się znowu70.

Pierwodruk w: Królestwo Polskie w okresie namiestnictwa Iwana Paskiewicza (1832-1856). System polityczny, prawo i Statut Organiczny z 26 lutego 1832 r., red. L. Mażewski, Wyd. von Boroviecky, Radzymin 2015, ss. 61-80.


1 Cyprian Kamil Norwid (de), [Autobiografia artystyczna], [w:] C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 6, Proza. Część pierwsza, PIW, Warszawa 1971, s. 556.

2 Zob. J.W. Gomulicki, Kalendarz biograficzny Cypriana Norwida. 1784-1821-1883-1905, [w:] C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 11, Aneksy, PIW, Warszawa 1976, s. 11.

3 Tekst wywodu w: ibidem, ss. 12-15.

4 Ibidem, s. 15.

5 Ibidem.

6 Cyprian Kamil Norwid (de), [Autobiografia…], s. 560.

7 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 1, Wiersze. Część pierwsza, PIW, Warszawa 1971, s. 99.

8 Idem, Pisma wszystkie, t. 9, Listy 1862-1872, PIW, Warszawa 1971, s. 385.

9 Idem, Pisma wszystkie, t. 10, Listy 1873-1883, PIW, Warszawa 1971, s. 74, nota.

10 Ibidem, s. 156.

11 Ibidem, s. 37.

12 J.W. Gomulicki, op. cit., s. 30.

13 Historyk, filolog i romanista Jan Szwajnic (1796-1867).

14 [A. Karwowski], Wspomnienia podchorążego z roku 1831. Skreślił z pamięci syn [S. Karwowski], Tow. im. S. Staszica we Lwowie, Lwów 1891, s. 49.

15 J.W. Gomulicki, op. cit., s. 31.

16 Opowiadano o nim, że wykradł z cmentarza głowę swojej zmarłej platonicznej miłości, zabalsamował ją i nie rozstawał się z nią, nawet przemycając słój z makabryczną „relikwią” w podróżach zagranicznych; kolekcjonował też stare bułki oraz klepsydry).

17 Skądinąd syn naturalny Aleksandra I.

18 Po latach Norwid dedykuje mu jeden ze swoich najpiękniejszych wierszy – Fortepian Szopena.

19 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 8, Listy 1829-1861, PIW, Warszawa 1971, ss. 7-8.

20 W. Szymanowski, Literaci warszawscy, „Dziennik Warszawski” 1855, nr 250, cyt. za: W. Szymanowski, A. Niewiarowski, Wspomnienia o Cyganerii warszawskiej, zebrał i oprac. J.W. Gomulicki, Czytelnik, Warszawa 1964, ss. 182-183, 529-532.

21 Tj. Cyprianem i jego bratem Ludwikiem – cyt. za: J.W. Gomulicki, Kalendarz biograficzny…, s. 36.

22 E. Dembowski, Młoda piśmienność warszawska, „Tygodnik Literacki” (Poznań), 5 VIII 1843, cyt. za: Idem, Pisma, PWN, Warszawa 1955, t. 3, s. 287.

23 Ibidem, ss. 291-292.

24 A. Szeliga Potocki, List z 25 marca 1841, „Pamiętnik Teatralny” 1961, z. 2, ss. 202-203.

25 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 8, s. 8.

26 Po śmierci Dybowskiego nowym opiekunem głównym wciąż nieletnich w świetle prawa Norwidów został Jan Sobieski. Dopiero po zakończeniu postępowania spadkowego po Ludwice Norwidowej trzech braci Norwidów oraz ich siostra Paulina zostali uznani prawnymi właścicielami majątku Laskowo-Głuchy.

27 Tak opisywał je później sam Norwid Zygmuntowi Krasińskiemu: „…kląkł na łóżku z twardych desek powrozami słomianymi okręconych – pod one deseczki świecę postawił; wolno zapaliły się powrozy kręcone ze słomy. Jak wieczność długo musiały się rozżarzać, nim zaczęły śmierć zadawać. Kilka godzin ujść musiało nim to łóżko – w stos się przeobraziło i to raczej węglem niż płomieni. Znaleziono go na kolanach z piersią i twarzą zwęgloną, bez życia wpół opadłym…” – Z. Krasiński, Listy do Delfiny Potockiej 1846–1849, PTPN, Poznań 1938, s. 524.

28 Cyt. za: J.W. Gomulicki, op. cit., s. 39.

29 Cyt. za: ibidem, s. 38.

30 Cyt. za: ibidem, s. 40.

31 Należy wszakże zaznaczyć, że ta pochlebna opinia Koźmiana o poezji Norwida nie przetrwała próby czasu. W Pamiętnikach umieszcza go pośród innych „literackich zbrodniarzy” (czyli romantyków). Oto przykłady jego skrajnie nieprzychylnych wypowiedzi o Norwidzie: „Nas wyrzekł się rozum pod godłem: «Norwidzie, wiek twój idzie». Żaki i głupki niedowarzone piszą, bazgrzą, dają zuchwale nauki starszym i oświeceńszym, a wrzaskiem i uszczypliwymi krytykami zrażają do pisania prawych uczonych i rozsądnych, którzy się w polemikę z dzieciakami wdawać nie chcą” – K. Koźmian, Pamiętniki, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk 1972, t. II, s. 112; „«Orle Norwidzie na skrzeczącą żabkę»; gdyby był na koniec doczekał po wpływie emigracji rewolucyjnej na literaturę edycji paryskiej Prometidionu – szczytu najwyższego głupstwa, jakby od obłąkanego w szpitalu szalonych skreślonego, a przecież w wypisach, w dziennikach umieszczonego” – ibidem, t. III, s. 428.

32 Zob. J.W. Gomulicki, op. cit., s. 41.

33 Zob. Z. Trojanowicz, Rzecz o młodości Norwida, Wyd. Poznańskie, Poznań 1968, s. 205, przyp. 20.

34 Zob. „Pamiętnik Literacki” 1842, nr 12.

35 Cyt. za: J.W. Gomulicki, op. cit., s. 41.

36 Cyt. za: ibidem, s. 42.

37 Podstawowymi opracowaniami dotyczącymi grupy pozostają wciąż: S. Kawyn, Cyganeria warszawska. Z dziejów obyczajowości literackiej, Wyd. Kasy im. Mianowskiego, Warszawa 1938 oraz wstęp tegoż do antologii Cyganeria Warszawska, Ossolineum, Wrocław 1967.

38 Cyt. za: J.W. Gomulicki, op. cit., s. 38.

39 T. Łubieński, Norwid wraca do Paryża, Wyd. Literackie, Kraków 1989, s. 14.

40 A. Niewiarowski, Cyganeria warszawska. Wspomnienia, [w:] W. Szymanowski, A. Niewiarowski, op. cit., s. 296.

41 W. Szymanowski, Cyprian Norwid, „Tygodnik Ilustrowany” 1883, nr 23.

42 T. Łubieński, op. cit., s. 9.

43 Ibidem, s. 12.

44 Ibidem, ss. 10-14.

45 Dowodzi tego (ale również dystansu do poglądów rewolucjonistów) ponad wszelką wątpliwość cytowany tu już fragmentarycznie list Krasińskiego do Delfiny Potockiej: „Norwid mi opowiadał wczoraj rozmaite szczegóły z życia warszawskiego, – uwięzienia, sądy, kajdany, wywozy na Sybir, niesłychane odwagi i męczeństwa, – a wszystko w ciemnocie odbywane, – wszystko przez instynkt czegoś, – przez zmysł polski, – ale niepewny tej drogi i aż do komunizmu zachodzący, by znaleźć światełko zbawienia. – Okropnie słuchać. (…) Wyobraź sobie, od kiedy wyszedł ze szkół, od lat sześciu, nie więcej, narachował imię po imieniu 200-stu współuczniów, prawie wszystkich, z którymi znał się i uczył, wywiezionych na Sybir, pomarłych w Cytadeli lub na drodze, albo dojechałych i jęczących tam. – 200-stu jeden człowiek porachował – i to prawie dzieci!!! Niech Ci staną włosy na głowie! [dalej następuje opis samobójstwa Levittoux] – Z. Krasiński, op. cit., s. 524.

46 K. Baliński, Pisma, J.K. Żupański, Poznań 1849, s. X-XI.

47 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 1, s. 3.

48 Ibidem, s. 15.

49 Ibidem, ss. 41-42.

50 E. Dembowski, op. cit., s. 291.

51 Z. Trojanowicz, op. cit., s. 105.

52 A. Czajkowski, Wspomnienie z podróży do Morskiego Oka, [w:] Idem, Niektóre poezje, Druk. Banku Polskiego, Warszawa 1841, s. 14.

53 A. Półkozic [Niewiarowski], Cyprian Norwid, „Kłosy” 1886, nr 1116.

54 R. Zmorski, Nad Wisłą, [w:] Idem, Poezje, Brockhaus, Lipsk 1866, s. 126.

55 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 1, s. 44.

56 Ibidem, s. 36.

57 Ibidem, s. 28.

58 Ibidem, s. 18.

59 Przeoczając zaś wpływ „lewicy heglowskiej” zapośredniczony od Dembowskiego.

60  Z. Krasiński, op. cit., s. 524.

61 Z. Trojanowicz, op. cit., s. 73.

62 Zob. ibidem, ss. 108-109.

63 Dotyczy to przede wszystkim tego tomu Ojcze nasz, który Cieszkowski napisał około roku 1838, a który ukazał się drukiem dopiero pośmiertnie, w roku 1899, jako tom drugi. Nie jest jednak całkiem pewne, czy Norwid poznał ten tekst.

64 [A. Cieszkowski], Ojcze-Nasz, t. 1 (Wstęp), Druk. i Litogr. Maulde i Renou, Paryż 1848, s. 275.

65 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 8, s. 101.

66 Z. Trojanowicz, op. cit., s. 111.

67 Ibidem, s. 115.

68 Dosłownie: „Narodowy artysta organizuje wyobraźnię, jak na przykład polityk narodowy organizuje siły stanu” (Promethidion. Epilog).

69 Zakładamy tu (bo brak jakichkolwiek ku temu przesłanek), że Cyprian Norwid nie miał pojęcia o innej ciemnej stronie życia ojca, czyli jego aktywności masońskiej, co – jako dla katolika – musiałoby być dla niego nie lada konfuzją.

70 C. Norwid, Pisma wszystkie, t. 1, s. 43.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2009 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.