Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Post scriptum do komentarza w sprawie pochówku Pary Prezydenckiej

Post scriptum do komentarza w sprawie pochówku Pary Prezydenckiej

Jacek Bartyzel

Decyzja zapadła: oznajmił ją gospodarz Katedry Wawelskiej, Jego Eminencja ks. abp Stanisław kardynał Dziwisz – Para Prezydencka jednak spocznie na Wawelu. Z ust tego hierarchy Kościoła padło także potwierdzenie wcześniejszej, nieoficjalnej, informacji, iż decyzję w sprawie wyboru miejsca pochówku pozostawiono Rodzinie Zmarłych, co wielu uważało dotąd za potwarz i wymysł wrogów śp. Prezydenta.

Sprzeciwiać się decyzjom już niepodobna. Trzeba jednak, zamykając sprawę powiedzieć otwarcie: to gruby błąd, który w pierwszej kolejności zemści się na inicjatorach tego pomysłu. Dziś, w obliczu ogromu tragedii, podlece musieli umilknąć albo nawet udawać żałobę; jutro będą mogli – mając za usprawiedliwienie tę przesadę – odzyskać rezon i wrócić do „mowy nienawiści”.

Lecz fatalne skutki będą bardziej dalekosiężne i dotyczące całej wspólnoty polskiego losu. Po raz kolejny bowiem, i jeszcze bardziej jaskrawo, złamano zasadę ponadpartykularnego charakteru religijno-politycznego sanktuarium Królestwa Polskiego. Zerwanie tej tamy może w dalszej kolejności skutkować tym, że każda partia będzie chciała odtąd umieścić „swojego” prezydenta pośród królów. Już na horyzoncie widnieje prawdopodobieństwo pochówku tam kiedyś Lecha Wałęsy, a kto wie – może ktoś, i to zapewne w bliższej przyszłości, zgłosi nawet pomysł pochowania na Wawelu „prezydenta” Wojciecha Jaruzelskiego?

Tym, co widać w tej chwili jak na dłoni jest skażona w samej swojej istocie natura reżimu republikańsko-demokratycznego, w którym nikt i nigdy nie może być personifikacją całości. Republikańscy politycy mogą być najlepszymi ludźmi, gorącymi patriotami, najdzielniejszymi wodzami i najgenialniejszymi mężami stanu, ale zawsze będą tylko przywódcami tej części społeczeństwa, która się z nimi utożsamia, zawsze też będą napotykać sprzeciw innej jego części. Nigdy nie będą mogli reprezentować, w ścisłym tego słowa znaczeniu, Polski. To nieusuwalna wada strukturalna porządku takiego corpus politicum, które nie ma Głowy, nie ma swojego „pana przyrodzonego”. Jeśli zaś nie ma Królestwa, to roztropność nakazywałaby zawrzeć wrota podziemi katedry na Wawelu, aby naród mógł obcować tam duchowo z tymi, którzy z samej swojej natury tylko łączą, nigdy nie dzielą.

I jeszcze jedna kwestia, którą koniecznie należy podnieść. Nigdy dotąd, „zrównując” z królami narodowych bohaterów, których religijna ortodoksja była przecież w każdym wypadku wątpliwa (deista Kościuszko, formalny apostata Piłsudski, wolnomularze Poniatowski i Sikorski), nie posunięto się do tego, aby grzebać wraz z nimi ich małżonki. Dotąd są tam pochowane jedynie małżonki monarchów ukoronowane na królowe Polski. Odtąd pośród nich, przede wszystkim zaś obok patronki naszego Królestwa, św. Jadwigi Andegaweńskiej, z Bożej łaski króla Polski, będzie spoczywać śp. prezydentowa Maria Kaczyńska, która publicznie przeczyła nauce moralnej Kościoła. Ból z powodu Jej strasznej, nagłej i niespodziewanej śmierci jak najbardziej skłania do modlitwy za Nią w intencji ocalenia Jej duszy przed potępieniem; nie usprawiedliwia natomiast takiego wieńczenia rodzącego się już, i skwapliwie podchwyconego przez media, swoistego kultu „humanitarnej świętej”.

Niepodobna również i w tym kontekście nie postawić pytania o rolę kościelnych strażników depozytu wiary, którzy najwidoczniej nie mają odwagi powiedzieć nie lekceważeniu ortodoksji katolickiej i zamknąć drzwi Świątyni Pańskiej przed faktycznym składaniem w niej hołdu jakiejś synkretycznej religii, złożonej z pierwiastków rozwodnionego, sentymentalnego chrześcijaństwa, patriotyzmu i świeckiego humanitaryzmu. Biskupi, którzy przez wieki zasiadali w wysokich krzesłach Senatu Królestwa Polskiego, zdają się dziś zapominać, że było to Regnum Orthodoxum.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.