Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Restauracja „lewą drogą”?

Restauracja „lewą drogą”?

Jacek Bartyzel

Daleki — jak okoliczności na to wskazują — od słomianego ognia i nieprzerwany wzrost poparcia społeczeństwa bułgarskiego dla partyjnej koalicji „Narodowy Ruch Symeon II”, ustabilizowany jeszcze przezwyciężeniem formalnych przeszkód piętrzonych celowo przez zaniepokojony establishment postkomunistyczno-demokratyczny, każe z uwagą przyjrzeć się sytuacji w tym, co tu ukrywać, peryferyjnym i raczej obcym naszej psychice zbiorowej kraju. Nie w porę byłby tu jednak mocno przedwczesny entuzjazm, po którym zwykle następuje tylko bolesny katzenjamer rozczarowania. Już nie raz pogłoski tego rodzaju tak właśnie się kończyły: wspomnijmy choćby przegrane referendum w Brazylii, czy żenujące perypetie monarchizmu w Rumunii, gdzie życie polityczne rozgrywa się w najlepsze gdzieś pomiędzy jeszcze obrzydliwszymi odpowiednikami towarzysza Millera et cons. i uzbrojonymi w łomy plebejskimi bandami tamtejszych Lepperów. W najlepszym razie przecież ruch cara Symeona może wygrać wybory parlamentarne, do restytucji zaś jego władzy monarszej droga może być jeszcze bardzo długa… i w ogóle zagubić się gdzieś w bagiennym mule demokracji.

Dla integralnego, tradycyjnego monarchisty sprawa jest jeszcze bardziej złożona i nie kończy się na kwestiach pragmatycznych. Czy droga do tronu może w ogóle prowadzić przez demokratyczne wybory, a zatem już w samym punkcie wyjścia uzależniać sprawę królewską i samego Suwerena od zasady wprost i na każdym punkcie przeciwnej zasadzie rojalistycznej? Czy można, choćby milcząco, przez niedomówienie bądź celowe „zapomnienie”, pogodzić nadprzyrodzone pochodzenie władzy królewskiej Dei Gratia z jej faktycznym uzyskaniem populi gratia, którego stałości przecież nigdy nie można być pewnym? Czy wreszcie — w tym, konkretnym przypadku — królowi wypada tworzyć wokół siebie partię, a więc ex definitione „część”, podczas gdy z samej istoty rzeczy winien on być zwornikiem „całości”?

Te, i podobne im, cisnące się pytania, są właściwie nierozstrzygalne. Ale też zważmy, w jak szczególnej sytuacji — na gruzach wszystkiego, co było sensem idei królewskiej, idei autorytetu w ogóle — są dziś ludzie „partii porządku”. Upadły też wszystkie dotychczasowe wyobrażenia monarchistów o tym, jak królowi można by przywrócić władzę: nie wróci, po wygranej z najeźdźcą wojnie, żaden Ferdynand „Upragniony”. Ostatnim, narzuconym przez Maurrasa, mitem rojalistów był — dokonujący autorytarnego puczu i ścielący drogę monarsze „generał Monk” — ale to już także przeszłość: ze świecą szukać, i na Wschodzie i na Zachodzie, takich „pobożnych generałów”. Jeżeli prawie nikt już nie rozumie nawet, czym jest prawdziwy legitymizm, niezależny od „legitymizmu” urny wyborczej, to czy mamy prawo wybrzydzać na partyjny trick bułgarskiego cara de iure? Może uda mu się, jako premierowi czy prezydentowi, przywrócić chociażby jaki taki, prowizoryczny porządek w swoim kraju? Bo, przyznajmy, w czasach totalnego nieładu ład prowizoryczny staje się niewyobrażalnym wręcz szczęściem.

Zważmy jeszcze i to: po jednej stronie — tam, gdzie buduje się Wieżę Babel „multikulturalizmu”, przepustka do eutanazji, „małżeństwa” sodomitów i kary sądowe dla prawdziwie niezależnych intelektualistów (ostatni przypadek Guillaume Faye'a, skazanego na więzienie w zawieszeniu i wysoką grzywnę za „szerzenie nienawiści rasowej” w książce o Kolonizacji Europy); po drugiej stronie — mimo wszystko, mimo spustoszenia nihilizmem bolszewizmu, tysiące ludzi po prostu kochających swojego króla. Jakiś czas temu, fetowany i nagradzany, ówczesny korespondent TVP w Moskwie, ze starannie wystudiowanym wyrazem pogardy i obrzydzenia na twarzy informował, że „tu”, w tej barbarzyńskiej krainie, wierzy się jeszcze, że władza pochodzi od Boga; sprytnie przy tym skojarzył tę wiarę z nieprzezwyciężonym dziedzictwem komunizmu. No, to lepiej, żeby ta „ciemna masa” nie „wyzwoliła się” z tego „przesądu”. Bo jego utrzymywanie się to właśnie promyk nadziei.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.