Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Sobiepan Geremek

Sobiepan Geremek

Jacek Bartyzel

Podręczniki historii dawnej Polski odnotowują ku przestrodze potomnych niechlubną postać Samuela Łaszcza – bezkarnego szlachcica warchoła, który swoją pogardę dla obowiązującego w Rzeczypospolitej prawa okazywał podbijając delię ciążącymi nań wyrokami sądowymi. Dzisiaj tę samą pogardę dla prawa i to samo chełpliwe poczucie bezkarności demonstruje idol lewicowych salonów, europoseł prof. Bronisław Geremek. Wprawdzie „drogi Bronisław” genetycznie wywodzi się ze „szlachty jerozolimskiej”, a sytuacyjnie z „nowej szlachty” – właścicieli Trzeciej Rzeczypospolitej Ludowej, lecz, jak widać, postanowił dowieść, a raczej przypomnieć, że buta Aszkenazyjczyków nic a nic nie ustępuje bucie Sarmatów.

Wydawać by się mogło, że to wykalkulowane błazeństwo „moralnego protestu” przeciwko „poniewieraniu obywatelskiej godności” jest tylko kolejną bombą rzuconą w państwo polskie przez śmiertelnie przerażoną partię antylustracyjną. Jednakowoż, ze względu na sprawowaną funkcję oraz miraż „moralnego autorytetu” sprawcy tej błazenady, sprawa jest jeszcze poważniejsza. Sobiepaństwo Geremka wpisuje się bowiem w jeszcze gorsze od rokoszu domowego dziedzictwo szukania pomocy u obcych przeciwko własnemu krajowi; w przeklęty ciąg zdrady stanu z powodu faktycznych czy urojonych krzywd doznanych od rodzimej władzy – od Radziejowskiego po Targowiczan. Ze względu na jego biografię casus Geremka najbardziej przypomina przypadek Jana Amosa Komeńskiego – też intelektualisty przesławnego. Nienawiść do katolicyzmu kazała temu czeskiemu heretykowi, przygarniętemu wspaniałomyślnie przez tolerancyjną Rzeczypospolitą, odwdzięczyć się montowaniem międzynarodowego spisku przeciwko Polsce i sprowadzeniem szwedzkiego „potopu”. Nienawiść do obecnego „faszystowskiego” rządu każe „ocalonemu przed holocaustem” przez polską i katolicką rodzinę szukać wsparcia w wojnie wypowiedzianej temu rządowi u brukselskiego Lewiatana.

Dziś właśnie okazało się, jaki to „kruczek prawny” wynalazł Sobiepan Geremek, ażeby bez konsekwencji demonstracyjnie odmówić poddania się legalnemu prawu. Jego „Karolusem Gustawusem”, jego możnym protektorem, za którego parawanem może bezpiecznie – jak mniema – „grać na nosie” rządowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej jest Parlament Europejski. I rzeczywiście: wszyscy mogliśmy zobaczyć jak cała Euro – Bolszewia stanęła murem w obronie „prześladowanego”, urządzając przy tym sabat jak w Cyrku Aleksandrowa. Nieoceniony był zwłaszcza socjalistyczny Parteigenosse Martin Schulz, od dawna znany z niecierpliwego przebierania nogami w oczekiwaniu chwili, kiedy będzie mógł w końcu, w odrestaurowanej siedzibie Euro – Gestapo w Alei Szucha, wybijać żelaznym łomem „nietolerancję” z głów, kręgosłupów i śledzion wstrętnych Polaczków.

Na szczególne wyróżnienie w jazgocie wszystkich tych – większych i mniejszych – nomen omen, Moscovicich, zasługuje również weteran ultralewactwa Daniel Cohn-Bendit, który gardłując przeciwko „stalinowskim lub faszystowskim” metodom polskiego rządu, złożył wzruszającą deklarację o tym, jak to „przez całe życie wspólnie zwalczaliśmy stalinizm z panem Geremkiem”. Takie androny to „ryży Daniel” może opowiadać wykształciuchom z Dzielnicy Łacińskiej, sorbonosłom wyedukowanym, tak jak on, na Zdradzonej rewolucji towarzysza Lejby Dawidowicza i Czerwonej książeczce towarzysza Mao. Tutaj jednak nie wszyscy jeszcze cierpią na amnezję, i wciąż są tacy, co pamiętają, że przez cały okres stalinizmu towarzysz Geremek był lektorem Komitetu Uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, i to wyjątkowo gorliwym. Onegdaj nawet nieboszczykowi Kuroniowi wymsknęło się wspomnienie, że przed tym czerwonym hunwejbinem drżeli ze strachu najbardziej wypróbowani.

Awantura wzniecona w imię prywaty przez Sobiepana Geremka będzie teraz papierkiem lakmusowym dla autorytetu państwa polskiego; jej wynik da nam odpowiedź na pytanie czy zachowaliśmy jeszcze chociaż cień suwerenności państwowej. W świetle prawa – i polskiego, i unijnego aktu z 1976 r., stwierdzającego utratę mandatu europosła, jeśli stanowi o tym wyraźny przepis w ustawodawstwie państwa członkowskiego – rzecz jest oczywista: gdy tylko Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi oficjalnie wygaśnięcie mandatu wskutek niedopełnienia obowiązku lustracyjnego, a Marszałek Sejmu powiadomi o tym przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, natychmiastowym skutkiem winna być utrata sprawowanej funkcji. Gdyby jednak Sobiepan chciał wierzgać przeciw ościeniowi dalej, rząd polski winien mu cofnąć paszport dyplomatyczny; gdyby zaś uchylał się przed przyjęciem tego do wiadomości Parlament Europejski, to władze polskie muszą odpowiedzieć bojkotem relacji z instytucjami unijnymi na wszystkich szczeblach. Jeżeli zaś miałyby się ugiąć pod dyktatem Euro – Komuny, to już lepiej od razu zaprosić Herr Schulza do objęcia rządów w Warszawie. A członkowie „faszystowskiego rządu polskiego” niech od razu sami zgłoszą się na rampę KL Auschwitz. Oczywiście uprzednio przemalowując napis na bramie na: „tolerancja czyni wolność”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.