Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Eseje i artykuły naukowe » Teoretyk narodowej ortopraksji

Teoretyk narodowej ortopraksji

Jacek Bartyzel

Ideowo-polityczna orientacja Wiesława Chrzanowskiego związana była niezmiennie, od pierwszych świadomych wyborów życiowych, a także poniekąd „genetycznie”, z tradycją narodowo-demokratyczną, zwaną potocznie endecką. Nawet ludzie zdecydowanie niechętni i tej tradycji w ogóle, i samemu Profesorowi, przyznają, że był on jej najpoważniejszym – obok Wojciecha Wasiutyńskiego na emigracji – i najbardziej twórczym kontynuatorem w okresie powojennym. Interesujące byłoby więc, w pierwszym rzędzie, dowiedzieć się, co go w myśli Narodowej Demokracji frapowało; po wtóre zaś – co do tego dorobku wniósł oryginalnego sam?

Dlaczego endecja? To przede wszystkim kwestia roli odegranej przez ten obóz w dziele uformowania nowoczesnego, wszechstanowego narodu, zdolnego dzięki temu do podjęcia skutecznej nareszcie, po tylu nieroztropnych i wyniszczających zrywach, walki o odzyskanie utraconej w XVIII wieku państwowości; walki niemożliwej do wygrania przez naród składający się w swojej „pełnowymiarowej” postaci tylko z wierzchołka ziemiańsko-inteligenckiej elity przywódczej, nieznajdującej poparcia i zrozumienia dla swych dążeń w narodowo nieuświadomionym etnosie. Unarodowienie szerokich, w pierwszym rzędzie chłopskich, rzesz tego etnosu, i takie pomnożenie jego siły, które od zadań defensywnych – ocalenia przed pochłonięciem przez etnos cudzy, dysponujący państwowym aparatem ujarzmiania – pozwoliło przejść do zadań ofensywnych, stanowi największą zasługę tego ruchu, czyniącą z niego coś więcej niż tylko zwykłą partię polityczną czy (z drugiej strony) szkołę myślenia, bo organizację większości w owym czasie twórczych sił narodu, tym bardziej efektywną, że niesformalizowaną w żadną sztucznie unifikującą, mechaniczną strukturę. Siłą tego ruchu był właśnie taki pluralizm form działania, który odwzorowywał wszystkie strony życia funkcjonującego w normalnych warunkach organizmu narodowego, przy jednoczesnym „monizmie” celu i jednej woli poruszającej wszystkimi członkami tego organizmu – nie siłą nakazu (niemożliwego przecież do wyegzekwowania, nawet gdyby tego chciano), lecz dorozumianego współodczuwania tego celu. Ta metoda pracy politycznej i społecznej, polegająca na równoległym do (z konieczności elitarnych, tj. kadrowych) struktur ściśle politycznych budowaniu masowych stowarzyszeń gospodarczych, oświatowych, młodzieżowych, sportowych etc., poprzez które odbywała się transmisja myśli politycznej do rzesz społeczeństwa, nie zdezaktualizowała się ani na jotę. Przekonanie o tym wyjaśnia nam, dlaczego ów pierwszy (dziś trochę zapomniany) okres dziejów Obozu Narodowego fascynował Chrzanowskiego najbardziej, albowiem wtedy właśnie, na przełomie wieków XIX/XX, ten model działania został wypracowany i skutecznie sprawdzony.

Wskazanie z kolei na jednocześnie narodowy i ludowy (narodowy w sensie celów i świadomości, a ludowy w znaczeniu zasięgu i metody pracy społeczno-wychowawczej) charakter wczesnej endecji wyjaśnia nam sens demokratyzmu i jej samej, i Chrzanowskiego. Demokracja narodowa to nie aprioryczna teza ideologii „ludowładztwa”, lecz społeczna i psychiczna rzeczywistość narodu będącego (a ściślej: stającego się) wszechstanowym i ponadklasowym jednocześnie zespołem obywateli mających świadomość swojej przynależności do narodowej wspólnoty, czujących się w pierwszym rzędzie Polakami, a nie chłopami, robotnikami, ziemianami czy fabrykantami, posiadających wreszcie poczucie obowiązków wynikających z przynależności do tej – moralnie obligującej – całości wyższego rzędu. A takie rozumienie demokracji – bardzo odległe i od egoizmu jednostkowego (subiektywnie definiowanych praw człowieka) demokracji liberalnej, i od co najmniej potencjalnie totalitarnego egoizmu klasowego demokracji socjalnej, może i powinno być kojarzone raczej z grecką politeją lub z rzymską res publica, czyli z formami ustrojów mieszanych, chroniących dobro wspólne, a nie partykularne dobro ludu; miał z pewnością Chrzanowski rację, podkreślając, że takie rozumienie demokracji zaistniało we współczesnej polskiej myśli politycznej nie gdzie indziej, jak w i dzięki Narodowej Demokracji.

Tłumaczy to także szczególny podziw Chrzanowskiego dla myśli i dokonań najstarszego z „Ojców Założycieli” endecji, i demokraty par excellence, czyli Jana Ludwika Popławskiego. Już jednak „kult” Dmowskiego, tak powszechny u narodowców, budził w Chrzanowskim pewne zastrzeżenia. Nie chodzi przy tym o zastrzeżenia natury zasadniczej, ideowej, ale o styl uprawiania polityki, nazbyt – zdaniem Chrzanowskiego – „gabinetowy” i lekceważący nastroje społeczne, także pośród członków własnego stronnictwa, którym narzucał trudne do „przełknięcia” wolty taktyczne, bez dostatecznie cierpliwego wytłumaczenia ich pożytku i nieodzowności. Tu, jak się zdaje, Chrzanowski podzielał pogląd Mariana Seydy, iż Dmowski miał z reguły merytoryczną rację, ale w obcowaniu z ludźmi był nazbyt „szorstki”, co w konsekwencji przynosiło straty (personalne) ruchowi narodowemu. Czy tego rodzaju kryterium oceny sposobu uprawiania polityki jest zasadne, to rzecz wysoce dyskusyjna (jestem zdania, że mąż stanu obowiązany jest zdawać rachunek przed potomnością raczej aniżeli przed współpracownikami i podwładnymi), ale samo postawienie problemu odsłania ważny rys osobowości Chrzanowskiego: jego odwagę cywilną i krytycyzm intelektualny, który czynił zeń od pierwszych niemal właściwie kroków w środowisku sui generis „rewizjonistę” ruchu narodowego. Lecz co było przedmiotem tej/tych rewizji, i przeciw czemu/komu one się zwracały?

Sprawa jest skomplikowana, jako że „rewizjonizm” Chrzanowskiego i jego kolegów z konspiracyjnej (pod okupacją niemiecką) Młodzieży Wielkiej Polski szedł niejako w poprzek głównego, jeszcze przedwojennego, podziału w łonie Stronnictwa Narodowego na (niewyzbytych do końca pierwiastków demoliberalnych w myśleniu i działaniu) „starych”, zwanych także „grupą profesorską”, oraz „młodych”, którzy swoje poglądy formowali pod wpływem prądów autorytarnych, a najradykalniejsi z nich dokonali rozłamu, tworząc Obóz Narodowo-Radykalny, którego jeden z odłamów (RNR – „Falanga” Bolesława Piaseckiego) zmierzał wyraźnie ku totalizmowi. Nie wchodząc w szczegóły, trzeba przypomnieć, że to dwie zasadnicze kwestie powodowały wspomnianą polaryzację w szeroko rozumianym Obozie Narodowym: światopoglądowa i ustrojowa (tak polityczna, jak społeczno-gospodarcza). „Starzy”, choć nienaganni w formach szacunku okazywanego religii katolickiej i duchowieństwu, byli często pokryci jeszcze dość grubym pokostem pozytywizmu i religijnego indyferentyzmu; „młodzi” byli świadomymi, a nieraz i „awangardowymi” uczestnikami prawdziwego renesansu katolickiego lat 30. oraz przekonanymi zwolennikami (re)katolicyzacji państwa, w tym ustroju społeczno-gospodarczego na zasadach katolickiego korporacjonizmu, zalecanego w encyklice Quadragesimo anno papieża Piusa XI. „Starzy”, pomimo nowej sytuacji (tj. funkcjonowania od 1926 roku w państwie autorytarnym, ale rządzonym przez „sanacyjnych” antagonistów obozu narodowego), mentalnie tkwili jeszcze w liberalnym systemie demokracji parlamentarnej i leseferystycznego „państwa-minimum”; „młodzi” odrzucali ten system, przeciwstawiając mu koncepcję ustroju narodowego, rządzonego przez narodową elitę i o charakterze autorytarnym.

Gdyby na powyższą siatkę przeciwieństw nałożyć utarty i wygodny schemat „walki pokoleń”, to należałoby się spodziewać, że „najmłodsi”, tj. wojenna generacja Chrzanowskiego (Tadeusz Łabędzki, Janusz Orczykowski, Andrzej Kozanecki i inni), przeciwstawiając się przedwojennym „młodym”, wrócą na pozycje „starych” sprzed I wojny światowej. Na pozór i po części tak się stało. Chrzanowski i jego koledzy buntowali się przeciwko autorytarnym pierwiastkom w doktrynie i w stylu działania „młodych”, nie akceptując na przykład obyczaju powitania wyciągniętą ręką (saluto Romano) albo „katechizmowego” sposobu przedstawiania założeń programowych ruchu w materiałach szkoleniowych. Pod tym względem od autorytaryzmu „młodych” powracali rzeczywiście do swobodniejszego w obejściu i bardziej „cywilnego” demokratyzmu „starych”. A jednak nie oznaczało to odejścia od dokonanej już nieodwołalnie w pokoleniu „młodych” katolicyzacji nacjonalizmu. Spirytualistyczna atmosfera, którą oddychało i to (wojenne) pokolenie, czyniła wręcz niewyobrażalnym nie tylko powrót do pozytywistycznego indyferentyzmu, ale choćby nawet do „chłodnego” rozpatrywania zagadnień religijnych i kościelnych li tylko z funkcjonalno-narodowego punktu widzenia. Podobnie nie do pomyślenia byłby dla nich prosty nawrót do liberalizmu ekonomicznego „starych”.

Biorąc pod uwagę wszystkie wspomniane wyżej aspekty, można powiedzieć, że „rewizjonizm” Chrzanowskiego oznaczał pozytywnie wypracowanie trzeciej – po demokratyczno-narodowo-liberalnej i po katolicko-autorytarnej – formuły polskiego nacjonalizmu: katolicko-narodowo-demokratycznej. W formule tej obowiązki narodowe wynikają z obowiązków religijnych, w przeciwieństwie do pierwszej, w której obrona religii i Kościoła jest funkcją interesu narodowego. Z drugą formułą łączy ją uznanie Boga za najwyższą wartość pozaziemską (więc prymarną w ogóle), a narodu za najwyższą wartość doczesną, różni natomiast dopuszczenie możliwości pogodzenia katolicyzmu z demokracją polityczną. W tym zakresie oznacza to zbliżenie się do chrześcijańskiej demokracji (chadecji), z tą intencją, że polityka katolicka może być uprawiana skutecznie w ramach instytucji i reguł ustroju demokratyczno-parlamentarnego. Jest to formuła z pewnością bardzo problematyczna, a dzieje chadecji u władzy (zwłaszcza we Włoszech i w RFN) udowodniły, iż stało się coś dokładnie odwrotnego: to nie chadecy schrystianizowali demokrację, lecz demokracja zlaicyzowała chadecję. Niemniej należy pamiętać, że podjęta przez Chrzanowskiego i jego kolegów z Chrześcijańskiego Związku Młodzieży „Odnowa” (afiliowanego do chadeckiego Stronnictwa Pracy) próba zbudowania syntezy narodowo-demokratyczno-chrześcijańskiej była w swoim czasie (tj. po 1945 roku) najbardziej dobitną manifestacją nie czego innego, jak właśnie katolickiego „maksymalizmu”, który – w przeciwieństwie do wycofującej się od razu na pozycje religijno-kulturalnego „minimalizmu” grupy Stommy/Turowicza, czyli „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”) – nie wyrzeka się małodusznie prezentowania i obrony integralnej wizji ideowej, nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach.

Nie należy bowiem zapominać, że te rozstrzygnięcia ideowe nie dokonywały się w abstrakcyjnej sferze „czystej doktryny”, ale w konkretnych warunkach narodowej i indywidualnej egzystencji, oraz przez ludzi, którzy nie zapisywali, ot tak, po prostu, dla intelektualnego ćwiczenia, kolejnych rozdziałów podręcznika historii idei politycznych, tylko starali się znaleźć wyjście dla narodu z sytuacji – jak wszystkie znaki wówczas wskazywały – bez wyjścia. Jak ocalić tożsamość, duszę narodu poddanego presji ideologicznego a uzbrojonego nihilizmu, jeżeli mający wszelkie znamiona trwałości układ sił nie daje żadnej nadziei zmiany w przewidywalnym horyzoncie czasowym: dopiero w świetle tego dylematu można rozpatrywać sensownie również formułowane wówczas tezy doktrynalne. (Notabene, Chrzanowski doskonale uwypuklał tę podstawową, tak dla psychiki indywidualnej, jak zbiorowej, różnicę horyzontu czasowego, która kreuje bohaterów w sytuacji skrajnie opresyjnej, ale w warunkach przewidywalności, na przykład „do końca wojny”, a zeszmaca także dawnych bohaterów, gdy niepodobna oznaczyć tego „końca”.). Dopiero rozpatrując te dylematy, możemy uświadomić sobie rolę Chrzanowskiego jako – że się tak wyrazimy – teoretyka narodowej ortopraksji, uwypuklając tym sformułowaniem konkretno-egzystencjalny, a nie abstrakcyjno-doktrynalny wymiar jego koncepcji działania gwoli ocalenia narodu przed staniem się „narodem socjalistycznym”. Wydaje się to tym potrzebniejsze, że Chrzanowski nazbyt skromnie bagatelizował swój osobisty wkład w owo dzieło, wskazując na prymasa Wyszyńskiego, jako na zgoła jedynego autora tej strategii przetrwania. Nic nie ubędzie jednak monumentalnej zaiste wielkości Prymasa Tysiąclecia przez oddanie sprawiedliwości w uznaniu zasług innych strategów, w tym właśnie Wiesława Chrzanowskiego.

Na czym zatem polegał ów osobisty wkład Chrzanowskiego w dzieło obrony czynnej przed komunistyczno-sowiecką opresją? Otóż na rozwinięciu i akomodacji do nowych – nieporównanie trudniejszych niż zabory czy „klasyczna” okupacja – warunków modelu polityki narodowej, posiadającej walor zarazem największej efektywności i najmniejszych dla zbiorowości kosztów. Wartość tego modelu, nazywanego właśnie polityką obrony czynnej, odsłania się także w konfrontacji z dwoma modelami alternatywnymi, też wypróbowanymi w przeszłości (pod zaborami), a zastosowanymi na nowo, w stosunku do komunistów z nadania Moskwy, czyli z insurekcyjnym modelem falowania rewolucyjnego z jednej strony, a ugodowym modelem oddziaływania odgórnego z drugiej strony. Pierwszy, występujący zresztą w dwu odmianach: „klasycznie” insurekcyjnej i „nowocześnie” rewolucyjnej, związanej z kadrowymi organizacjami lewicy socjalistycznej, opiera się w tym drugim, bardziej aktualnym, wariancie na taktyce agitacji prowadzonej przez kadrę ideologów i bojowców, którzy nie licząc się z „kosztami ludzkimi”, dążą par force do wzniecenia wielkiego społecznego wybuchu, rozsadzającego struktury władzy. Drugi model koszty takie bierze z kolei aż nazbyt przesadnie pod uwagę, a nie posiadając głębszego zakotwiczenia w ogóle społeczeństwa (i obawiając się w dużej mierze jego dążeń), stawia wyłącznie na elity, zarówno własne, jak i wroga (państwa zaborczego niegdyś, a w PRL – lokalnych funkcjonariuszy reżimu ideokratycznego z zagraniczną centralą), sądząc, iż drogą racjonalnej perswazji, uwzględniając też żywotne interesy ludzi władzy, zdoła uzyskać od nich znaczące koncesje dla społeczeństwa, zapewniając przy tym o swoich, zwykle przesadzonych, możliwościach łagodzenia napięć społecznych.

W warunkach PRL-u pierwszy model w jego tradycyjnej (powstańczej) postaci od początku – w obliczu aż nazbyt jasnej beznadziejności położenia po Powstaniu Warszawskim i Jałcie – właściwie wygasał wraz z likwidowaniem niepodległościowego podziemia, które zresztą było raczej wymuszoną okolicznościami samoobroną i nigdy nie stawiało sobie za cel wywołanie ogólnonarodowego, antysowieckiego powstania. Wariant rewolucyjny tego modelu pojawił się natomiast dopiero pod koniec epoki peerelowskiej, w stanie wojennym, kiedy to zrozumiałą psychologicznie radykalizację nastrojów rozbudzonej narodowo, i zaraz potem tak dotkliwie zawiedzionej, ogromnej części społeczeństwa zrzeszonej w ruchu „Solidarności”, próbowała wykorzystać do swoich, de facto antynarodowych (bo wpisanych w strategię międzynarodowej, a już wtedy antysowieckiej, lewicy) celów, grupa działaczy b. KOR-u. W historii PRL-u znacznie trwalszy był jednak nurt działalności naśladowców drugiego modelu (tj. oddziaływania odgórnego), począwszy od PAX-u Bolesława Piaseckiego, poprzez „neopozytywistów” z „Tygodnika Powszechnego” i Koła Poselskiego ZNAK, a skończywszy na Klubie Myśli Politycznej „Dziekania” pod egidą prof. Stanisława Stommy. Na przekór wyolbrzymianym zwykle różnicom pomiędzy „kolaboracjonizmem” PAX-u a (rzekomą) „niezłomnością” ZNAK-u, były one w gruncie rzeczy drugorzędne (zresztą stopień uwikłania we współpracę z reżimem ludzi Piaseckiego czy grupy Turowicza, który bądź co bądź też „ozdabiał” swoją osobą prezydium Frontu Jedności Narodu, stanowił w dużej mierze efekt okoliczności czasu działania i sytuacji, w jakiej środowiska te się znajdowały, a nie jakichś apriorycznych założeń). Tym, co wspólne i najważniejsze, był właśnie „elitarno-gabinetowy” sposób uprawiania polityki, kulminujący w „Dziekanii”, która – jak trafnie spostrzegał Chrzanowski – „tworzyła atmosferę dla Okrągłego Stołu”.

Czym był natomiast ów trzeci, alternatywny, model obrony czynnej w realiach komunizmu, i dlaczego mógł on lepiej od pozostałych służyć rzeczywistym interesom narodu? Pierwszy zarys odpowiedzi na to pytanie Chrzanowski dał już w 1955 roku, przesyłając (kanałami konspiracyjnymi oczywiście) do Londynu swoje Uwagi w związku z uchwałami I Zjazdu Centralnego Stronnictwa Narodowego. Postawił tam – obok fundamentalnej tezy ideowej, iż ruch narodowy musi swoją koncepcję programową tworzyć na bazie światopoglądu katolickiego nie tylko dlatego, że katolicyzm jest religią większości narodu, ale zasadniczo dlatego, że jest on po prostu Prawdą – tezę „ortopraktyczną” o konieczności pobudzania szerokiego ruchu ideowo-wychowawczego, w formie spontanicznej, zdecentralizowanej i pozbawionej widomych ram organizacyjnych, co, z jednej strony, miało chronić go przed rozbiciem przez aparat bezpieczeństwa, z drugiej zaś – dać możność głębszego oddziaływania na postawy społeczeństwa i impregnowania go na zarazki ideologicznego nihilizmu oraz sowieckiego „stylu życia”.

Rozwinięta i wzbogacona o doświadczenia trzydziestoletniej praktyki postać tego programu, realizowanego w różnych formach (popaździernikowy klub dyskusyjny „Start”, Zespół Informacyjny przy Prymasie Polski, działalność edukacyjno-odczytowa w odradzającym się ruchu narodowym i po parafiach oraz duszpasterstwach akademickich), zaprezentowana w 1982 roku na łamach polonijnych „Znaków Czasu”, uwzględniała nowe zjawiska: zmianę świadomości społecznej wskutek powstania jawnej opozycji i masowego ruchu „Solidarności”, wyczerpywanie się i rozkład ideologiczny systemu oraz wysoki już – pomimo mocnego uderzenia władzy siłami policyjno-wojskowymi – poziom oddolnej samoorganizacji narodu. Dlatego model obrony czynnej powinien być maksymalnie pluralistyczny i „giętki”, a odrzucając jedynie dwa niebezpieczne ekstrema: konfrontację siłową i abdykację z aspiracji wolnościowych, winien wykorzystywać wszystkie istniejące środki nacisku na reżim i budować wszystkie możliwe formy organizowania się społeczeństwa, nie zaniedbując jednak przy tym, na rzecz akcji doraźnych, długofalowej pracy formacyjnej, prowadzonej niezmiennie na bazie katolicyzmu i myśli narodowej. Ta narodowa samoorganizacja miała dawać – i dawała – podstawy do tego, aby w sposób długofalowy, a nie tylko doraźnego wykorzystywania napięć społecznych, przesuwać granicę tego, co narzucone z zewnątrz, na rzecz tego, co jest polskim życiem publicznym.

Pierwodruk w: Wiesław Chrzanowski. Historia – polityka – idee, red. R. Kostro, R. Kuraszkiewicz, M. Wysocki, Muzeum Historii Polski, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2012, s. 183-192.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.