Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Miscellanea » Trinakria. Dziennik podróży po Królestwie Sycylii

22 czerwca 2026
Sycylia, nazwana też przez Greków Trinakrią, czyli wyspą trójkątną, to królestwo o jakże długiej i chwalebnej historii, splecionej z dynastiami Hauteville’ów, Hohenstaufów, Trastámarów, Habsburgów i Burbonów, od ponad 160 lat jest upokarzana butą piemonckiego najeźdźcy i okupanta. Czy to w metropolii, jak Palermo, czy w miasteczku, jak Monreale, wszędzie główne ulice i place noszą imiona Wiktora Emanuela II, na gmachach znajdują się tablice upamiętniające najazd bandyty w czerwonej koszuli, Giuseppe Garibaldiego, widziałem nawet ulicę Camillo Cavoura. To tak, jakby w Polsce pryncypialne ulice nosiły imiona carycy Katarzyny albo gen. Aleksandra Suworowa.
Architektura i mozaiki katedry w Monreale, z Chrystusem Pantokratorem na czele, są tak nieziemsko piękne, tak mistyczne, tak tremendalne i fascynujące zarazem, tak podnoszące duszę do Boga, że przepych, iluzjonizm i setki barokowych aniołów-bobasków w jezuickim kościele w Palermo (Chiesa del Gesù, zwanym też Casa Professa) są tylko popisem ludzkiej inwencji i sztukmistrzostwa. A katedra metropolitalna w Palermo zachwyca z zewnątrz monumentalną sylwetą, ale we wnętrzu ma się wrażenie pustki z powodu zimnego klasycyzmu. Zniszczono tam w XVIII wieku coś oryginalnego, czyli mozaiki normańskie, żeby zastąpić je czymś, co można znaleźć wszędzie, czyli iluzjonistycznym malarstwem. Trudno jednak nie wzruszyć się, stojąc przed grobowcami królów Sycylii: Rogera II, królowej Konstancji oraz – zarazem świętych cesarzy rzymskich z dynastii Hohenstaufów – Henryka VI i Fryderyka II Rogera.
23 czerwca 2026
Po dwóch wiekach od zaniknięcia w ikonografii łacińskiej motywu manus Dei/Dextera Domini, koronującej cesarza lub króla, pojawia się on na Sycylii i to już z pełną postacią, a nie tylko wychylającą się z nieba dłonią, Chrystusa koronującego króla Wilhelma II Dobrego (katedra w Monreale) i Rogera II (Palermo, normański kościół La Martorana), czyli w czystym stylu bizantyńskim. I nic dziwnego, bo w La Martorana jest również postać fundatora, admirała królewskiego Jerzego z Antiochii, w typowo bizantyńskiej pozycji proskynesis wobec Matki Boskiej.
Erice to średniowieczne miasteczko i zamek zbudowane na szczycie góry. 400 mieszkańców, 13 kościołów (część w ruinie) i tylko 1 ksiądz, który odprawia w nich msze na zmianę. Najciekawsza jest Katedra Królewska (Real Duomo), wzniesiona przez Fryderyka III Aragońskiego: z jednej strony surowy patos bryły, z drugiej wyjątkowo misterne i delikatne żebrowanie łuków krzyżowych w sklepieniu. Trzeba też koniecznie wdrapać się na stojącą obok katedry Wieżę Króla Fryderyka II. Generalnie Erice przypomina mi Èze w Prowansji, ale nie ma takiego uroku, być może dlatego, że w Èze wszystkie domy są ukwiecone.
Marsala wyróżnia się na tle włoskich miast czystością i schludnością ulic. Barokowa fasada katedry (Chiesa Madre) pw. św. Tomasza z Canterbury robi wrażenie, wnętrze mniej. Niestety miasto obfajdane upamiętnianiem Garibaldiego, w tym jedna z dwóch pięknych klasycystycznych bram, nazwana jego imieniem, bo kondotier rewolucji nią wszedł do miasta, choć wybudowano ją na polecenie Karola II Hiszpańskiego, u jej szczytu widnieje orzeł Habsburgów, a niżej jest inskrypcja związana z Ferdynandem IV Burbonem.
24 czerwca 2026
Chcesz poznać i odczuć ducha greckiej architektury sakralnej? Nie jedź do Grecji, tylko na Sycylię, do Agrigento, a właściwie do Akragas, do nieco mylnie zwanej Doliny Świątyń. Tam zobaczysz wzór kanonu w najlepiej zachowanej ze wszystkich na świecie świątyń greckich, nazwanej znów prawem kaduka przez archeologów Świątynią Zgody; drugą najlepiej zachowaną świątynię Hery; osiem kolumn ze świątyni Heraklesa; szczątki gigantycznej świątyni Zeusa, z nietypową, bo nieparzystą liczbą kolumn (7), której dach był podtrzymywany przez osiem gigantycznych telemonów (atlantów), z których jeden się zachował i jest obecnie w muzeum; jeszcze mniejsze szczątki świątyni Dioskurów. Wszystko to w najczystszym stylu doryckim, który moim zdaniem jest tym dla świata greckiego, czym styl romański dla średniowiecza. Lecz pamiętajmy to, o czym pisał Gottfried Benn, że „styl dorycki w polityce” to zimne okrucieństwo, zwłaszcza wojenne, tych samych ludzi, którzy budowali te arcydzieła, i bardzo wymowny tego przykład znajdujemy właśnie w Akragas, którego pierwszy tyran – Falaris – rozpoczął budowę świątyni Zeusa, a jednocześnie wymyślił wyjątkowo okrutne narzędzie tortur w postaci byka z brązu, w którego wnętrzu umieszczano skazańca, a następnie podgrzewano byka od spodu.
„Świątynię Zgody” w 597 roku zamieniono na bazylikę chrześcijańską pw. św. św. Piotra i Pawła i była nią aż do 1743 roku. Po tym kult wygaszono i przywrócono jej pierwotny charakter. Zastanawiam się, czy to tylko entuzjazm dla greckiej sztuki, czy jednak również dyskretny wyraz szacunku dla pierwotnej teofanii?
A rzymska willa Casale, ponoć imperatora Maksymiana, w Piazza Armerina, to, owszem, obowiązkowy punkt programu zwiedzania Sycylii ze względu na słynne mozaiki. Kunszt ich wykonania jest godny podziwu, lecz szczerze mówiąc, mnie one nie poruszają ze względu na ich zakres tematyczny, tak bardzo związany z życiem codziennym, choć wyraża to materializm mentalny Rzymian.
25 czerwca 2026
Filozof polityki nie powinien jechać do Syrakuz, pomny losu Platona, ale cóż, po drodze mi było, więc pojechałem, tym bardziej że nie było już tam żadnego tyrana do wychowania, wyjąwszy oczywiście tyrana kolektywnego, czyli ludu, ale tego nie da się nauczyć rządzenia. Źródło Aretuzy, owszem, urokliwe, teatr grecki mniej, nie dlatego, że mało z niego pozostało, bo to potrafię sobie uzupełnić, ale że postawiono jakieś czarne bloki w charakterze tła i zbudowano podest dla współczesnych inscenizacji, co rozumiem, lecz podłogę orchestry wyścielono jakąś czerwoną wykładziną, jak w hotelu lub banku.
Bardzo sympatyczne wrażenia natomiast sprawia miasteczko Noto, bardzo jednorodne w stylu tzw. baroku sycylijskiego, zbudowane na nowo po trzęsieniu ziemi pod koniec XVII wieku. Co najmniej pięć kościołów ze wspaniałe usytuowaną katedrą pw. św. Mikołaja na czele, do której wchodzi się po majestatycznych schodach, oraz pałace szlachty sycylijskiej. Krzywiłem się wcześniej na przerost sztukaterii w barokowym Chiesa del Gesù w Palermo, lecz barok kościołów w Noto, Syrakuzach i prawdopodobnie innych miastach tego regionu, jak Ragusa czy Modica, których nie widziałem, jest mniej, że tak powiem, „wypindrzony”, bardziej surowy i przez to dostojny.
26 czerwca 2026
Kiedy szedłem dziś na Etnę, zdało mi się, że widzę, hen przed sobą, Empedoklesa, jak zmierza ku szczytowi, aby rzucić się w główny krater, by zyskać nieśmiertelność i stać się równym bogom. Pragnąłem go dogonić i przekonać, by tego nie czynił, bo przecież duszę i tak ma nieśmiertelną, a bogom żaden śmiertelnik nie może być równy. Niestety, na wysokości 2906 metrów zeszły mgły i straciłem go z oczu. I nie wiem, czy zrealizował swój szaleńczy zamiar, więc proszę, zapytajcie o to w moim imieniu Diogenesa Laertiosa.
I Taormina! Kolejne urocze miasteczko zbudowane na skale. Teatr bardziej już rzymski niż grecki, bo z dokładnie podzieloną na pół przestrzenią sceny i widowni, ale malownicze ruiny frons scenae z kilkoma kolumnami robią miłe wrażenie i pobudzają wyobraźnię. Główne corso miasteczka (niestety imienia kolejnego uzurpatora – Humberta I) bardzo eleganckie, ze sklepami najlepszych marek, często w gotyckich jeszcze pałacach, zakończone katedrą pw. św. Mikołaja w tym ni to romańskim, ni to gotyckim, ale surowym stylu, który bardzo lubię, i z piękną panoramą na zatokę.
27 czerwca 2026
O, nieszczęśliwa Mesyno, tak ciężko doświadczona przez nieprzyjazny los: nie dość, że przez trzęsienie ziemi, które 28 grudnia 1908 roku, o godz. 5.21 odebrało życie 84 tysiącom mieszkańców, w większości zapewne jeszcze śpiącym, to, ledwo odbudowana po raz pierwszy, zniszczona ponownie przez bombardowanie z powietrza przez anglosaskich aliantów! A jednak odrodziłaś się znowu, odbudowałaś po raz drugi swoją katedrę i nadal niezachwianie wierzysz w opiekę swojej patronki, Madonny od Listu (Madonna della Lettera), napisanego przez nią do tutejszej gminy, owiniętego kosmykiem jej włosów i zawierającego słowa: Vos et ipsam civitatem benedicimus.
Cudny jest na dzwonnicy katedralnej największy na świecie i najbardziej kompleksowy zegar mechaniczny, skonstruowany przemyślnie przez braci Ungerer ze Strasburga. Ma on różne postaci zwierzęce i ludzkie, z których każda coś symbolizuje albo reprezentuje: lwa (niby lud sycylijski powstały przeciw Karolowi Andegaweńskiemu), koguta (symbol przebudzenia duchowego), dwie niewiasty, bohaterki Nieszporów Sycylijskich, Śmierć grożącą kosą dziecku, żołnierzowi, dorosłemu i starcowi, rydwan z końmi, symbolizujący upływ tygodni, a na szczycie znajduje się Madonna od Listu przekazująca go mieszkańcom Mesyny oraz cztery sceny ewangeliczne: Boże Narodzenie, Pokłon Trzech Króli, Zmartwychwstanie oraz Zesłanie Ducha Świętego.
Rodak jeden, co bawił tu łońskiego roku w samo południe, opowiadał, że kiedy wyskoczył lew, machając ogonem i trzykrotnie strasznie rycząc, ziomek ów strachem okrutnym zdjęty, padł jak nieżywy na plac i ocuciło go dopiero trzykrotne pianie koguta machającego skrzydłami. Jażem, będąc tam o brzasku, widział jedynie ową kostuchę groźną, która przesuwa się ze swoimi ofiarami co kwadrans.
Cefalù w całości nieco rozczarowuje, nie ma tyle uroku co Taormina, choć widok na morze piękny. Tu przynajmniej główna ulica miasta nosi imię prawdziwego króla – corso Ruggero. Ciemne moce z pobliskiej Thelemy piekłoszczyka Alesteira Crowleya szczęśliwie nas się nie imały, bośmy pod boskimi auspicjami podróżowali. A kolejna normańska katedra, wybudowana jako dziękczynienie za ocalenie z burzy morskiej przez króla Rogera II, z kolejnym Chrystusem Pantokratorem, to wspaniałe zakończenie tour po trójkątnej wyspie, utwierdzające w przekonaniu, że sztuka bizantyńsko-normańska to najlepsze dziedzictwo Sycylii; na drugim miejscu pozostałości świątyń i teatrów antycznych, a podium zamyka sycylijski barok.
Jak już wspominałem, w każdej miejscowości na Sycylii jest jakaś via, corso lub piazza Garibaldiego, masona nienawidzącego Kościoła i nazywającego papieża „wampirem z Watykanu”. A jednocześnie przy każdej z tych ulic czy placów jest jakiś kościół. Czy Sycylijczycy nie dostrzegają w tym dysharmonii? A może po prostu taka jest „polityka historyczna” i edukacyjna państwa włoskiego, że nie znają prawdziwego oblicza tego łotra? Któż pamięta, nie zawahał się on odegrać nawet komedii pobożności, aby zneutralizować opór sycylijskich katolików. Po opanowaniu militarnym wyspy i ogłoszeniu się dyktatorem przyjął przynależną królom Sycylii od czasów normańskich godność legata apostolskiego [sic!]. Ubrany w czerwoną koszulę wziął udział we mszy pontyfikalnej w katedrze w Palermo, trzymając w ręku „miecz dobyty podczas czytania Ewangelii, aby poświadczyć swą godność obrońcy Kościoła” (cyt. za: A. Scirocco, Garibaldi: citoyen du monde, Paris 2005, s. 356). W tym czasie szykował się już do marszu na Neapol i na papieski Rzym i tylko wyraźny zakaz Cavoura powstrzymał go od przekroczenia granicy Państwa Kościelnego.
28 czerwca 2026
Ze smutkiem stwierdzam, że podczas pobytu na Sycylii nie znalazłem żadnego śladu pamięci czy choćby sentymentu za Królestwem Obojga Sycylii, wyjąwszy inskrypcje na bramach czy łukach fundowanych przez jego królów. Królestwem – przypomnę – które przed końcem jego istnienia było najbardziej uprzemysłowionym i najzamożniejszym z państw włoskich; którego wartość kapitału znajdującego się w obiegu (443 mln lirów) stanowiła 2/3 kapitałów w całych Włoszech, a jego mieszkańcy nie musieli w poszukiwaniu chleba emigrować do obu Ameryk, jak to się stało zjawiskiem masowym po nieszczęsnym „zjednoczeniu”, czyli podboju i rabunkowej okupacji przez Piemont. Sycylia, anektowana przez Królestwo Sardynii, przekształcone w Królestwo Włoch, zamiast urzeczywistnienia marzeń o autonomii administracyjnej, posiadanej za czasów królów hiszpańskich, stała się obiektem brutalnych prześladowań. Trzykrotnie (sierpień 1862, sierpień 1863, wrzesień 1866) wprowadzano stan oblężenia. Generał Giuseppe Govone otrzymał nadzwyczajne pełnomocnictwa do zduszenia oporu przeciwko przymusowemu poborowi do wojska, którego Sycylia nigdy wcześniej nie znała. Okrążano wsie i miasteczka, przeszukiwano domy, niektóre palono, aresztowano nawet kobiety i dzieci. Zabito 2500 „buntowników”, a dalsze tysiące przetrzymywano w więzieniach bez aktu oskarżenia. Taki był koniec Królestwa Sycylii.