Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Miscellanea » Notatki z Facebooka (VI)

Notatki z Facebooka (VI)

Jacek Bartyzel

Anno Domini 2012

styczeń — marzec

Noworoczne znaki czasu

1 stycznia 2012

Jakiś to znak naszego czasu: dostałem życzenia noworoczne od jednego z wypromowanych przeze mnie doktorów. Informuje mnie też, że pracuje jako stróż na nocnej zmianie za 5,5 PLN brutto za godzinę. Przypuszczam, że musiał ukryć swoje wykształcenie, aby dostać tę pracę, bo ma za wysokie kwalifikacje. Wiem, że po obronie złożył aplikacje do wszystkich uczelni niepublicznych, jakie w Polsce są, a z jednej tylko w ogóle raczono mu odpowiedzieć. Ja wiem, że niż demograficzny, że większość z tych uczelni to wyższe szkoły drutowania garnków czy czegoś podobnego i że większość z nich padnie, ale to jednak pokazuje naszą kondycję społeczną w nie mniejszym stopniu niż tzw. umowy śmieciowe.

***

Coś mi się zdaje, że jeśli wuj Sam i ciotka Clintonowa spełnią swoje pogróżki wobec Iranu i Węgier, to będziemy mieli nie tylko Rok Przestępny, ale i Rok Przestępczy.

***

Przesłanie na Nowy Rok, o „końcu pewnego świata”, które zdaje się kierować ku nam z końca XIX wieku prowokator wszystkich bien-pensants – także „dobrze-myślących” katolików, konserwatystów i innych pasibrzuchów, Édouard Drumont: „Tym, co uderza szczególnie, według mnie, we wszystkich przejawach życia społecznego, jest bezsiła dotychczasowej organizacji społeczeństwa wobec tych nowych potęg: potęgi Pieniądza, potęgi Liczby i potęgi drukowanych haseł. Nigdy dotąd problemy nie były tak wielkie, ludzie zaś tak mali” (Ce qui frappe surtout, selon moi, dans toutes ces manifestations de la vie sociale, c’est l’impuissance de l’organisation d’autrefois devant les puissances nouvelles: puissance de l’Argent, puissance du Nombre, puissance de l’idée imprimée. Jamais les questions ne furent plus grandes et jamais les hommes ne furent plus petits).

Puentylistycznie

2 stycznia 2012

Karlistowski hidalgo i pisarz Jesús Evaristo Casariego (1913-1990) na progu swej posiadłości w Barcellinie umieścił taką oto inskrypcję: se prohibe la entrada a curas vestidos de herejes y a mujeres vestidas de machos („zakazuje się wstępu księżom ubranym jak heretycy i kobietom ubranym jak samce”).

***

Otwieram Xymence drzwi na taras, bo się domaga, a ona staje w drzwiach i nie może się zdecydować: wyjść czy nie wyjść, ja zniecierpliwiony mówię, Xymena, zdecyduj się: albo – albo, a ona na to, że Kierkegaarda nie czytała.

Jeśli ktoś pomyśli, że oszalałem, to wyjaśniam, że tylko tak mi się spontanicznie układa w głowie hipotetyczny dalszy ciąg dialogu. Ale już nie bredzę dalej, bo czas na pociąg do Torunia.

„Purytanie”

3 stycznia 2012

W przypisie od redakcji do elektronicznej edycji Nowoczesnego Księcia Gramsciego (Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej na UW, Warszawa 2006, przyp. 87) tak scharakteryzowano Action Française: „wyuzdany nacjonalizm, integralny katolicyzm, monarchia dziedziczna, antyparlamentaryzm”.

„Wyuzdany”! Tego jeszcze (o nacjonalizmie) nie słyszałem. I kto by pomyślał, że młodzi marksiści mogą być tacy „purytańscy” i uważać wyuzdanie za słowo nadające się na obelgę. W takim razie ci przynajmniej chyba do Ruchu Palikota się nie zapiszą? Ani nie wezmą udziału w akcji promocyjnej: „Nie pójdę z tobą do łóżka, jak nie będziesz czytał książek” (Gramsciego zwłaszcza).

Stoimy na granicy

4 stycznia 2012

W tak dramatycznej chwili, kiedy demokratyczne hieny najwyraźniej szykują się, aby zdusić Węgry, powinien zabrzmieć donośnie głos prawowitego, z Bożej łaski Apostolskiego Króla Węgier Karola V: wara, plutokratyczna hołoto, od mojego dziedzictwa i od mojego ludu!

Niepewność

5 stycznia 2012

Co właściwie sądzić o Ricku Santorumie? „Nasz-li” on czy nie „nasz”? Bo z jednej strony, w sferze aksjologicznej, wygląda na porządnego katolickiego konserwatystę i pod tym względem jest nareszcie alternatywa dla sekciarza Romneya, ale z drugiej, w polityce zagranicznej, „buszysta”, który też może sprokurować armageddon do spółki z neokoniami i „chrześcijańskimi syjonistami”.

W gąszczu i w szponach

6 stycznia 2012

Jako że sygnalizowano mi, iż moja książka W gąszczu liberalizmów jest już nie do zdobycia, postanowiłem to sprawdzić i faktycznie, w księgarniach internetowych wszędzie piszą, że produkt niedostępny. Ale przy okazji rzecz zabawna: w jednej z nich znalazłem taką informację: frazy podobne do „w gąszczu liberalizmów” – „w szponach nałogu”. I słusznie!

Sedno sprawy

7 stycznia 2012

Już półtora wieku temu, po zawarciu przez reżim masońsko-liberalny Juareza haniebnego traktatu z USA (tzw. Traktat McLane-Ocampo z 14 XII 1859), dającego jankesom wieczyste prawo wolnocłowego tranzytu z terytorium Meksyku i ochrony tego szlaku przez wojska amerykańskie, ks. Francisco Javier Miranda zauważył proroczo, że stoi za tym coś więcej niż tylko dążenie do faktycznej aneksjonizacji państw hispanoamerykańskich, bo również roszczenie tego państwa do bycia predestynowanym do tego, aby „demokratyzować cały świat” (democratizar el mundo entero).

Zawód

9 stycznia 2012

Bandyci z Antify opublikowali listę faszystów. Z rozczarowaniem stwierdzam, że mnie tam nie ma. Ponad 30 lat ciężkiej pracy na status faszysty i nikt człowieka nie doceni. Ot, życie.

Samokrytyka

10 stycznia 2012

Uczciwie muszę przyznać, że na Radach Wydziału często głosuję jak typowy demokrata: nie wiedząc czego właściwie dotyczy sprawa i jakie mogą być skutki podjętych decyzji. Ale że ta maszynka działa od lat co miesiąc, to wywołuje tyleż odruch mechaniczny niemal, co zobojętnienie.

Uszczęśliwiacze

11 stycznia 2012

Smakowity cytat z von Kuehnelt-Leddihna na temat jankeskiej manii uszczęśliwiania innych demokracją:

„Aby uszczęśliwić ludzi (na własne podobieństwo), trzeba jednak czasem wywrzeć na nich trochę, a okazjonalnie nawet sporo, presji. W lutym 1914 roku pan Wilson pomyślał, że Meksykanie byliby znacznie szczęśliwsi, gdyby pod względem politycznym naśladowali Stany Zjednoczone, które z kolei naśladowały Francję. Zmartwiło to sir Edwarda Greya, brytyjskiego ministra spraw zagranicznych. Między nim a amerykańskim ambasadorem Walterem Hinesem Page’em wywiązał się ciekawy dialog. Tematem była meksykańska niechęć wobec przyjęcia pełnej demokracji, którą Stany Zjednoczone, jakkolwiek by patrzeć, promowały w Meksyku, jeszcze zanim wsparły Benedykta Juareza, mordercę cesarza Maksymiliana. Wymiana zdań biegła następująco:

Grey: Załóżmy, że zainterweniujecie, co potem?

Page: Zmusimy ich, by głosowali i postępowali zgodnie z podjętymi decyzjami.

Grey: Ale załóżmy, że nie będą tak postępować?

Page: Pojedziemy tam znowu i każemy im głosować jeszcze raz.

Grey: I tak przez 200 lat?

Page: Tak. Stany Zjednoczone wciąż będą tu za 200 lat i nadal będą suszyć im głowę, aż nauczą się głosować i rządzić”.

A całość można przeczytać tu: http://www.legitymizm.org/monarchia-a-wojna#odeslanie_74.

***

Co łączy Donalda Tuska z Benito Mussolinim?

Jeden i drugi wziął ślub kościelny ze sporym „opóźnieniem” i z podobnych powodów: pierwszy przed wyborami, drugi przed zawarciem traktatów laterańskich.

Ale żeby nie było, że się czepiam Don Alda, to przynajmniej nie pisał w młodości pornopowieścideł w rodzaju Kochanka kardynała.

Sztuka interpretacji

12 stycznia 2012

Podobno Iran jest największym zagrożeniem dla demokratycznego świata. Jak to przeczytałem, od razu poczułem do niego sympatię; mam nadzieję, że się nie zawiodę, i że to prawda.

Ma się rozumieć, że wolałabym, aby takim zagrożeniem byli potomkowie szuanów, cristeros czy eneszetu, ale, psiakrew, nie są.

***

Prawo Olbratowskiego

Polubiłem stronę p. Olbratowskiego już za samo sformułowane przez niego prawo: „nieodzywanie się na zebraniu znacznie skraca czas zebrania”.

Tradycjonalizm a konserwatyzm

13 stycznia 2012

Różnica pomiędzy Tradycją a konserwatyzmem, według karlistów katalońskich:

1º Tradycja jest zasadą, konserwatyzm postawą.

2º Tradycja jest stała, konserwatyzm ewolucyjny.

3º Tradycja jest opatrznościowa, konserwatyzm historycystyczny.

4º Tradycja jest katolicka, konserwatyzm liberalny.

5º Tradycja jest kontrrewolucyjna, konserwatyzm rewolucyjny.

6º Tradycja jest hiszpańska, konserwatyzm jest cudzoziemski.

A całość tu: http://elmatinercarli.blogspot.com/2010/01/tradicionalismo-o-conservadurismo-i.html.

***

Inicjatywa ustawodawcza

Jako zwolennik dostosowywania prawa do rzeczywistości proponuję wnieść ustawę o związku partnerskim Ruchu Palikota z SLD. W piekle, oczywiście.

Przyczyna i skutek

14 stycznia 2012

Słyszę, jak jakiś żabojad wykrzykuje po obniżeniu ratingu Francji, że to w interesie Stanów Zjednoczonych, i że to nasza nowa Bastylia, którą musimy zburzyć.

Gdybyście, durnie, nie burzyli tamtej Bastylii, słuchając złowrogich rad przebiegłego grubasa Franklina, to by Francja nadal była wielkim i dumnym królestwem, a nie podnóżkiem Jankesów, jak my wszyscy zresztą.

Matanza de León

15 stycznia 2012

Informacja troszeczkę spóźniona, ale nie do końca, bo będzie miała dalszy ciąg. 2 I 2012 w stolicy meksykańskiego stanu Guanajuato, León, na centralnym placu odsłonięty został mural upamiętniający dokonaną tam 66 lat temu (2 I 1946) „rzeż w León” (matanza de León); byli cristeros i synarchiści, zrzeszeni w Związku Obywatelskim Leonu, wyszli wtedy na plac, aby zaprotestować przeciwko fałszerstwu w wyborach lokalnych na korzyść reżimowej Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej. Wezwane przez gubernatora wojsko, uzbrojone w najnowocześniejsze wówczas karabiny maszynowe Thompson, otworzyło ogień, zabijając ponad 50 (w tym kobiety i dzieci), a raniąc ponad 500 osób; 80 procent ofiar było zastrzelonych w plecy. 23 marca papież Benedykt XVI ma dokonać poświecenia tego muralu i odprawić tam mszę.

***

Uniwersytet, Franco i wino

O „filozofie reakcji” Jesusie Guisie y Azevedo, zwanym też maurrasito mexicano, założycielu i kierowniku pierwszej w Meksyku Katedry Filozofii Tomistycznej (zresztą po roku zamkniętej przez rząd socjalistyczny), opisywanym jako gadatliwy i ekspresyjnie gestykulujący olbrzym z brodą, powiadano, że mógł mówić bez końca o trzech zwłaszcza rzeczach: o wielkości katolickiego uniwersytetu w belgijskim Lowanium (gdzie studiował i doktoryzował się), o generale Franco jako obrońcy cywilizacji katolickiej i o rozmaitych gatunkach wina, o czym napisał też książkę Pochwała wina.

Obawiam się, że gdyby Guisa żył dzisiaj, to co najmniej tak samo jak ostatecznym rezultatem frankizmu byłby rozczarowany stanem „katolickiego” już tylko w cudzysłowie (z tego, co mi wiadomo) uniwersytetu w Lowanium. Jedyne pocieszenie, że jeszcze gdzieniegdzie wino zachowuje swoją jakość i smak.

Oto jest głowa zdrajcy

16 stycznia 2012

Manuel Fraga Iribarne, jeden z tych, którzy rozmontowali ostatnie autorytarne państwo katolickie, „konserwatysta”, którego chwalił „sam” Adam Michnik. Ale w imię miłosierdzia chrześcijańskiego, prośmy, aby mu Pan Bóg wybaczył: zmarł wczoraj.

Fraga Iribarne

Podziękowania

17 stycznia 2012

Z głębi serca dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe, jakie otrzymałem. Proszę zarazem o wybaczenie, że nie odpowiedziałem wszystkim oddzielnie, tak jak by należało, i jak chciałbym, bo było ich oszałamiająco wiele. Łącznie zatem, ale myśląc o każdym z osobna, składam podziękowania: osobom duchownym i świeckim, pięknym Paniom i dżentelmenom, starym druhom i młodzieży, Rodakom w kraju i za granicą oraz kompatriotom idei z Hiszpanii, Italii, Argentyny, Rosji, a nawet Filipin. Dziękuję za wszystkie piękne upominki modlitewne, poetyckie i muzyczne. Radością, ale i niejakim zakłopotaniem napawają mnie wszelkie czytelnicze oczekiwania pod moim adresem (skoro wiadomo, że im człowiek starszy, tym mniej twórczy, a po prawdzie i głupszy – wbrew „konserwatywnym” przesądom), niemniej będę starał się czynić w tym względzie co w mojej mocy. Nade wszystko cieszy mnie tak oczywisty w świetle treści składanych życzeń fakt, że ta forma znajomości, choć tak nowoczesna i na pozór „chłodna”, zdaje się być „upojemniona” na prawdziwą comunión duchową. A zatem: Bóg zapłać wszystkim i za wszystko!

Prawdy ponadczasowe (I)

18 stycznia 2012

Od czasu do czasu należy przypominać prawdy podstawowe i niewzruszone, zwłaszcza że znajomych na fb przybywa, więc dla jednych może to być tajemny znak braterstwa, dla innych przeciwnie – ostrzeżenie przed tym, gdzie się lekkomyślnie pakują.

Taką prawdę z prostotą i jasnością, na które stać tylko naprawdę wielkich pisarzy, w przedmowie do Komedii ludzkiej wyraził Balzac: J’écris à la lueur de deux Vérités éternelles: la Religion, la Monarchie, deux nécessités que les événements contemporains proclament, et vers lesquelles tout écrivain de bon sens doit essayer de ramener notre pays („Piszę przy świetle dwu wiecznych Prawd: Religii i Monarchii, dwóch konieczności, które ogłaszają wydarzenia współczesne, i ku którym wszyscy pisarze dobrej woli próbują skierować nasz kraj”).

Rzecz jasna, nie religii jakiejkolwiek, lecz tylko świętej wiary katolickiej, i nie monarchii jakiejkolwiek, tylko też katolickiej i tradycyjnej. To są moje „wartości nienegocjowalne”.

***

Symetryczne błędy

Ilekroć czytam lub słucham dyskusji na tematy ekonomiczne (także tutaj), to uderza mnie niedostrzeganie przez zażarcie spierających się oponentów, obrzucających się nawzajem obelgami „ty socjalisto” lub „ty liberale”, że są zazwyczaj po uszy zanurzeni w tym samym sosie, dokładnie tak jak półnagie lub nawet całkiem nagie panie, uprawiające zapasy w kisielu. Carl Schmitt miał świętą rację, mówiąc, że kapitalista z Wall Street i bolszewik nienawidzą się wzajemnie, ale myślą tak samo. Weźmy samo pojęcie „ekonomii politycznej”, wymyślone przez liberałów, a przejęte przez socjalistów, które dla klasycznego Greka byłoby absurdem, gdyby je usłyszał. Wszakże oikonomia dotyczy oikos, czyli gospodarstwa domowego, a to nie ma nic wspólnego z życiem polis, czyli politycznym. Znaczyłoby to zatem mniej więcej tyle co „polityczna nauka o tym, co niepolityczne”. Tymczasem jedni i drudzy (liberałowie i socjaliści) są całkowicie zgodni co do tego, że ekonomia musi być w centrum (jeśli nie wypełniać całkiem) polityki, tym samym zaś dialektycznie „znoszą” ich dyferencję. Cała różnica w tym, że zabierają się do tego odmienną metodą. Liberałowie, nienawidzący polityki, jako w ich przekonaniu domeny tego, co groźne, nieokiełznane i irracjonalne, chcą ją zdepolityzować, zastępując ją przez ekonomię i etykę (dokładniej, jak głosił Croce, przez wolną grę sił rynkowych w tym, co materialne, i wolną grę koncepcji etyczności w tym, co duchowe). Polityk, będący już nim tylko z nazwy, bo w istocie jedynie administrator sfery publicznej oraz egzekutor bezosobowego prawa („rządy prawa”), winien z taką bojaźnią i drżeniem wsłuchiwać się w to, jak „reagują rynki” już na samo zajęcie przezeń urzędu, jednocześnie zaś na głos wyrażającej „etyczność” (prawoczłowieczyzmu etc.) „opinii publicznej” (czytaj: opublikowanej), jak książę chrześcijański wsłuchujący się w możliwe oznaki nałożenia nań ekskomuniki przez papieża. Socjaliści natomiast, postrzegający dokładnie tę samą irracjonalność, nieokiełznanie i grozę w swobodnym życiu ekonomicznym podmiotów niepolitycznych (bo nie tylko jednostek, ale rodzin, gmin, grup zawodowych, wszelkich zatem naturalnych ciał społecznych), chcą „odekonomizować” ekonomię, zastępując ją woluntaryzmem niepohamowanej niczym woli politycznej. Tu i tam występuje przy tym dokładnie ta sama retoryka „ujarzmiania natury” (jako przeciwieństwa jej „kultywowania”), tylko w pierwszym wypadku ujarzmiana ma być „zepsuta” natura homo politicus, w drugim zaś raczej natura stworzona a uprawiana przez kogokolwiek „na własną rękę”, czyli niewłaściwie, bo „nieracjonalnie”. Tak czy inaczej, którąkolwiek drogą idzie świat (a od dawna idzie albo pierwszą, albo drugą, albo – najczęściej – jakąś kombinacją obu), to są to tylko, jak pisał Szafarewicz, dwie drogi ku tej samej przepaści.

Sen

19 stycznia 2012

Miałem sen: świat znacznie się uprościł, dzieląc się na miłośników haiku i wielbicieli Hayka.

***

Dwie fraszki o labusiach

Taka mi wpadła w ręce fraszka o księdzu liberalnym tradycjonalisty z Reino de Valencia, Antonia Aparisi y Guijarro (1815-1872):

Ksiądz liberalny, z brewiarzem w dłoni,
Wchodzi do piekła wzbudzając ciekawość.
Nie dziw się ludu suwerenny!
Że tam nieszczęsne to stworzenie:
Zbyt dużo liberała lub w nadmiarze księdza.

A to, inspirowana powyższą, wersja ks. Leonarda Castellani (1899-1981):

KSIĘŻA POSTĘPOWI

Ksiądz liberalny, z brewiarzem w dłoni,
Wstąpił do piekieł drobnymi kroczkami.
Tak się wydarzyło, i nie jest to bajka…
Nie dziw się, czytelniku, tej nadzwyczajności,
Bo jest to zaiste dziwaczna figura:
Zbyt dużo liberała, lub za dużo na księdza…
- Gdzież więc szczątki księży liberalnych?
- Znajdują się w limbie głupców.

***

Re-ligare i re-legere

W bardzo interesującym wykładzie ks. Jenkinsa zwróciłbym uwagę przede wszystkim na ten fragment, który klarownie wykłada nieodzowność religii publicznej, wynikającą z samej jej wspólnotowej natury, toteż absurdem, niemożliwym nawet do zrealizowania, jest jej „prywatyzacja”; można dodać, że ową „jakąś” religią, jaką wyznaje współczesne „świeckie” państwo demoliberalne, jest religia „prawoczłowieczyzmu” – a niestety ów „kult człowieka”, którym chlubił się Paweł VI w przytaczanym przez prelegenta fragmencie, wcale nie jest od niego odległy:

„Samo słowo «religia» oznacza wiązanie (re-ligare) poddanych zasadą moralną, albo odczytywanie na nowo (re-legere) zwyczajów ludu. Przyjęte przez państwo prawa i zwyczaje tworzą w istocie religię państwową. Dlatego kłamstwem jest twierdzenie, że państwo może obyć się bez religii. Jakąś na pewno wyznaje, nawet jeśli nie jest ona zbyt spójna, a nawet wewnętrznie sprzeczna, jej wyznawanie jest jednak konieczne dla samej istoty rządów. Prawa i zwyczaje, jakie państwo to sankcjonuje i promuje, są z definicji wyrazem jego wierzeń.

Jeśli przyjrzymy się historii rodzaju ludzkiego, nie sposób w niej spotkać zjawiska takiego jak państwo bez religii. Każde plemię i lud, od początków świata po dzień dzisiejszy, wyraża swe wspólne wierzenia w prawach, jakimi się rządzi. Zmiana religii często doprowadza do zmiany konstytucji, jak to widzimy w przypadku reformacji protestanckiej, nigdy jednak w historii ludzkości nie spotykamy czegoś takiego jak państwo obojętne religijnie – ponieważ obojętność taka jest całkowitą antytezą samej cywilizacji i kultury. To właśnie religia ludu kształtuje jego kulturę, stąd twierdzenie, że państwo nie powinno wyznawać żadnej religii, równoznaczne jest z twierdzeniem, że jego obywatele nie powinni mieć kultury ani wierzeń. Dlatego przyjęcie owej zasady Dignitatis humanae oznaczałoby nie tylko śmierć kultury zachodniej, ale wszelkiej kultury”.

Całość wykładu tutaj: http://www.bibula.com/?p=50229.

***

Dwa w jednym

Na Kubie jest już właściwie „ideał”: socjalizm brzucha z socjalizmem podbrzusza. Pewnie Fidel niedługo dostanie Medal Wolności, a Michnik przeprowadzi z nim entuzjastyczny wywiad na temat kubańskiej drogi od dyktatury do demokracji. Tylko co oni zrobią z tym homofobem „Che” Guevarą? Przeprowadzą „deguevaryzację”? W każdym razie producenci t-shirtów z podobizną tego bandyty, noszonych przez miliony idiotów na świecie, są chyba w czarnej rozpaczy.

http://wyborcza.pl/1,75248,10991612,Castro_odpuszcza_lesbijkom_i_gejom.html

Królowie Bałkanów

20 stycznia 2012

Smutny to widok: czterech „bezrobotnych” królów. Przed laty to przynajmniej jakiś anarchista spróbowałby wykorzystać okazję i zrobić na nich zamach, a teraz to można liczyć najwyżej na jakąś reporterkę z Vanity Fair czy innego kolorowego magazynu, wypytującą o upodobania kulinarne lub inne głupoty.

The Kings of the Balkans: His Majesty Tsar Simeon II of the Bulgarians, His Royal Highness Crown Prince Alexander II of Serbia, His Majesty King Michael I of the Romanians, and His Majesty King Constantine II of the Hellenes

The Kings of the Balkans: His Majesty Tsar Simeon II of the Bulgarians, His Royal Highness Crown Prince Alexander II of Serbia, His Majesty King Michael I of the Romanians, and His Majesty King Constantine II of the Hellenes

Syzyfowe prace

21 stycznia 2012

Co roku ten sam, prawie beznadziejny, wysiłek wybijania ze studenckich głów niezachwianego przeświadczenia (skąd ono się bierze?) o tym, że „chrześcijańska demokracja” to synonim nauki społecznej Kościoła oraz dążenie do konfesjonalizacji państwa, kiedy przecież zawsze i wszędzie było dokładnie odwrotnie: chadecja to nieustanna zdrada nauczania magisterialnego i zdrada ideału Społecznego Królestwa Chrystusa. Dla chadeków nie ma też większego wroga jak „średniowieczny integryzm”. Typowy chadek, jak Frei w Chile, ściele drogę socjalkomunistom niczym Kiereński bolszewikom, a potem co najwyżej użala się, że go oszukali. Czyż zresztą banda Tuska nie należy do chadeckiej grupy w parlamencie europejskim?

***

Dziś mija 219 lat od chwili, gdy świętokradcza dłoń skrwawiła namaszczoną olejem krzyżma ze Świętej Ampułki głowę arcychrześcijańskiego króla Francji i Nawarry, Ludwika XVI Męczennika.

Brawo, Pośle Dziedziczak!

26 stycznia 2012

Jeden z nielicznych przyzwoitych i rozumnych parlamentarzystów, a do tego, jak widać, potrafi dać błyskawiczną, celną i dowcipną ripostę chamstwu.

Anna Grodzka: „(…) Pan Tadeusz Rydzyk…”.

Jan Dziedziczak: „Protestuję – ksiądz Tadeusz Rydzyk”.

Anna Grodzka: „W języku polskim wyrażenie pan nie jest obraźliwe”.

Jan Dziedziczak: „Ma Pan rację”.

***

Ze studiów nad palikotyzmem

Casus kariery politycznej błazna Palikota winien być też okazją do namysłu nad tym, kiedy, gdzie i w jakich warunkach można pajacowaniem wdrapać się na szczyt życia publicznego. Aby to jednak miało walor poprawnej identyfikacji zjawiska, należy, jak sądzę, oddzielić je od następujących przypadków, z którymi łatwo je pomylić:

a) ewidentnego opętania szatańskiego;

b) jakiejkolwiek z chorób psychicznych (dlatego także nie wchodzi tu w grę konstatacja Tocqueville’a o szczególnej roli odgrywanej w demokracji przez wariatów, ponieważ zaznacza on wyraźnie, że chodzi o wariatów w dosłownym sensie);

c) wynikającej z usposobienia skłonności – ale w granicach przyzwoitości – do „facecjonizmu” (legendarna postać „hrabiego Wojtka” Dzieduszyckiego, nie tego kapusia, broń Boże, tylko jego dziadka, z Jezupola) albo pewnej ekscentryczności (choćby Johna Randolpha z Roanoke, przychodzącego na posiedzenia Kongresu ze sforą psów myśliwskich, ażeby okazać dystans, z jakim arystokrata winien traktować instytucje demokratyczne);

d) „stańczykowskiego” szyderstwa z politycznego nierozumu, mającego zresztą uniwersalnie bogatą tradycję „mądrego błazeństwa”, jako krzywego zwierciadła, w którym i władcy, i ludy mogą ujrzeć swoje brzydkie rysy, doznać katharsis i dokonać rachunku sumienia. Odwołując się do rozróżnienia emplois w hiszpańskim teatrze Siglo de Oro, trzeba wyeliminować tu „błaznów” w typie gracioso, a zostawić jedynie głupkowatego, bezczelnego i prymitywnego bobo.

Jeśli tak oczyścimy badawcze przedpole, to kto nam pozostaje? Ile przykładów podobnych do Palikota możemy znaleźć w historii ogólnej i naszej? Z odleglejszych epok trudno mi coś wydobyć, zapewne choćby dlatego, że w świecie naturalnie hierarchicznym bobo raczej nie miał wiele szans na wdrapanie się wyżej; prędzej oczywiście znajdziemy władcę obłąkanego czy owładniętego przez hybris. Nasuwa mi się jedynie mitologiczny przykład homeryckiego Tersytesa, co uwidacznia nawet znaczenie jego imienia: można go więc uznać za archetyp politycznego błazna. Czy zaś np. historyczny demagog Kleon również „pajacował”, mamy trochę za mało danych.

W bliższych nam, a tym bardziej współczesnych, czasach jest już na pewno dużo łatwiej, acz też nietrudno o pomyłkę. Hitler, chociażby, zachowywał się często jak pajac, ale to przecież niewątpliwy opętaniec. Komuniści to nie tylko opętańcy, ale na ogół bywali śmiertelnie poważni, więc nie ma nawet pozornego podobieństwa. „Cesarz” Bokassa i „marszałek polny” Amin to błazny krwiożercze, więc też można je zaklasyfikować do pierwszej albo drugiej kategorii. Demokraci z kolei wszyscy muszą błaznować na tym elementarnym poziomie, którego wymaga demokracja, ściskając tysiące dłoni, śląc uśmiechy i podnosić dziesiątki dzieci w górę, więc to się za bardzo rozmywa. Wyrazistymi kandydatami są Mussolini i Berlusconi, niemniej u pierwszego zachowania, gesty, miny pajacowate były jednak do pewnego stopnia plebejską oprawą czegoś intencjonalnie poważnego; poza tym co do obu trzeba uwzględnić kulturowe, włoskie „standardy (nie)powagi” – bądź co bądź to kraj commedia dell’arte i opera buffo. Zapatero z kolei bym wykluczył, bo błazeńską miał tylko gębę (Jasia Fasoli), a wszystko inne w nim było zawziętą nienawiścią i mściwością serio. U Jelcyna trzeba uwzględnić skutki choroby alkoholowej; prędzej już Żyrynowski pasuje.

A u nas? Zapewne każdy myśli tu już o „cesarzu Walensie”; jest jednak pewna istotna różnica, bo Bolensa to naturszczyk, autentyczny Król Mięsopust, któremu ironiczny Weltgeist kazał odegrać rolę historyczną, natomiast błazeństwo Palikota jest niewątpliwie wystudiowane, z premedytacją zamierzone, tylko chamstwo jest u niego autentyczne.

Kto zatem? Zapraszam do wspólnego poszukiwania w celu identyfikacji politycznych pajaców w „stanie czystym”, a może nawet dojdziemy, przysługując się nauce, do Ogólnej Teorii Politycznego Błazeństwa.

Endectwo

27 stycznia 2012

Ten tekst p. Motasa, który tu wklejam to jest właśnie to czego w endectwie pewnego typu (nie w nacjonalizmie czy w obozie narodowym, lecz właśnie w endectwie – skundlonym, zwasalizowanym mentalnie i ideowo, speerelizowanym i z jednostronną fobią antygermańską) po prostu nienawidzę. I w nosie mam „chwałę” naszego udziału w „koalicji antyhitlerowskiej”. W tej wojnie nie było „dobrej strony”: ani Sowdepia, ani Hitlerland, ani anglosaski demoliberalizm nie mogły być sojusznikiem naturaliter. To, że w niej musieliśmy wziąć udział, to nasza tragedia, a nie powód do samooszukiwania się, że byliśmy po właściwej stronie. Byliśmy mierzwą historii, niczym więcej. Trzeba być też zupełnie ślepym, żeby nie wiedzieć, że mitologia „zwycięstwa nad faszyzmem” (która nie jest polską, lecz sowiecką „pamięcią historyczną”) jest tym, co umożliwia od tego czasu wdeptywanie w błoto wszystkiego, co jest jakimkolwiek śladem Tradycji, i to nie tylko przedkomunistycznej, lecz przeddemoliberalnej. Każdy normalny człowiek powinien życzyć sobie, żeby ten mit założycielski świata powojennego sczezł do cna i jak najprędzej, a durne endectwo chce go konserwować, bo to rzekomo ma nam pomóc układać stosunki z Rosją.

A poza tym autor powinien chyba wziąć elementarny kurs z historii, skoro twierdzi, że ZSRR był w koalicji antyhitlerowskiej od pierwszego dnia wojny. No chyba że dla niego „nasza wojna” to Wielka Wojna Ojczyźniana, bo i to można podejrzewać.

http://www.konserwatyzm.pl/artykul/3560/pis-u-walka-z-pomnikami-i-polska-pamiecia-historyczna

***

In memoriam

Zmarł dzisiaj Jacek Kwieciński. Świeć Panie nad jego duszą, bo przyzwoity był człowiek i dobry Polak, chociaż kompletnie się nie zgadzaliśmy ze sobą, a już jego filoamerykanizm i filoneokonserwatyzm zupełnie mnie odrzucały. Rozmawiałem z nim dłużej tylko raz, wiele lat temu, i zeszło na to, co piszę w „Arcanach” (chyba nawet jeszcze w „Arce”). On mówi tak: „podoba mi się to, co Pan pisze o Miłoszu, ale po co Pan tak walczy z demokracją? Myśli Pan, że to kropla, która wydrąży w końcu skałę? Przecież to nierealistyczne!”. Najzabawniejsze, że mówił to publicysta sztandarowy dla nurtu uważanego za kontynuację politycznego romantyzmu.

Orwell w Ameryce (ongiś) Romańskiej

29 stycznia 2012

Warto wiedzieć, jak w wielu krajach pozmieniano ostatnimi laty nazwy obchodzonego tradycyjnie w dzień odkrycia Ameryki (12 października) święta narodowego, zwanego Día de la Raza Española albo Día de la Hispanidad. I tak, w Wenezueli towarzysza Chaveza jest to Dzień Oporu Tubylczego; w Peru – Dzień Ludów Rdzennych i Dialogu Międzykulturowego; w Argentynie – Dzień Poszanowania Różnorodności Kulturalnej; w Boliwii – Dzień Dekolonizacji oraz Dzień Wyzwolenia, Tożsamości i Międzykulturowości; w Ekwadorze też Dzień Międzykulturowości.

***

Pacholęciem będąc, miałem przez pewien czas problem ze zrozumieniem hasła ruchu ludowego: Żywią y Bronią. Żywia, myślałem, pewnie jakaś słowiańska boginka, ale czemu ta nieznana bliżej Bronia była dla nich taka ważna?

Z królewskiej karty żałobnej

30 stycznia 2012

23. rocznica tragicznej śmierci (w wypadku na nartach) JKW Alfonsa Jakuba Marcelina Emanuela Wiktora Marii Burbońskiego, księcia Burgundii, Kadyksu i Andegawenii, od 20 III 1975 roku króla z prawa Francji i Nawarry, Alfonsa II – i już 370. rocznica zbrodniczej egzekucji Karola I Stuarta, króla Anglii, Szkocji i Irlandii. Choć król Karol do końca pozostał formalnym schizmatykiem, to i tak zdążył wiele uczynić dla częściowej choćby rekatolicyzacji Church of England i właśnie za to przede wszystkim zginął; można więc powiedzieć, że umarł jako męczennik, i że gdyby panował dłużej i gdyby nie zwyciężyła rewolucja purytańska, która do głębi sprotestantyzowała ów kraj, mógłby on powrócić do prawdziwego Kościoła i do Christianitas pod przewodem swoich władców – potwierdza to konwersja jego synów.

Ideał wychowawczy młodego synarchisty meksykańskiego

2 lutego 2012

„Młody synarchista jest odważny i wesoły; nie pozwoli się zastraszyć niczym ani przez nikogo; młody synarchista nie boi się śmierci, bo wie, że umiera się wtedy, kiedy Bóg tego chce, i że urodził się dla walki, więc zmierza ku niej z entuzjazmem. Młody synarchista jest chrześcijaninem i patriotą, wierzy w Boga, kocha Boga, pokłada nadzieję w Bogu; jego wiara jest niewzruszona przez najmniejsze wątpliwości co do zasad mocno przyswojonych; po Bogu kocha swoją ojczyznę, kocha Meksyk, nie dla jego chwały, nie z powodu jego naturalnego piękna, ale po prostu i zwyczajnie dlatego, że jest on jego ojczyzną” (1956 r.).

***

2 II 962 – 2 II 2012

Dziś 1050. rocznica Renovatio Imperii Romanorum. Odtąd jeszcze przez kilka wieków (a formalnie nawet do 1806 roku) nad Christianitas świeciła znowu jutrzenka Sacrum Imperium, jako inkarnacji politycznego Logosu, ziemskiego analogonu Drugiej Osoby Trójcy Świętej.

Poniżej cesarz Otton II (lub Otton III) na majestacie i koronowany (bądź błogosławiony) przez Prawicę Pańską (Dextera Domini, Manus Dei) i podtrzymywany pokornie przez Ziemię (Tellus), w tzw. Ewangeliarzu Liuthara. W drugim rzędzie pod nim – m.in. patrycjusz Cesarstwa, pierwszy król Polski Bolesław Chrobry. Ledwie tylko zjawiliśmy się w historii, staliśmy się jedną z czterech wyróżnionych stron Świętego Cesarstwa.

Ewangeliarz Liuthara

***

Jajakosadysta

Już drugi dzień z rzędu staję się mimowolnym oprawcą psychicznym nieszczęsnych istot wijących się pod pytaniami: a co właściwie oznaczają skróty: „nazizm” (tu, po 6-7 minutach udaje się zwykle rozwikłać, nie bez pomocy, pierwszy człon, drugiego już nigdy), „diamat” czy „histmat” (tu kompletnie nic)? I oczywiście wiem doskonale, co sobie myślą, kiedy żyły wychodzą im na czołach: „czego właściwie ten sadysta ode mnie chce, i po co mi to wiedzieć. Przecież przydać mi się może na przykład tylko wiedza o tym, jak rozdzielać fundusze strukturalne z UE”.

Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści

3 lutego 2012

Chyba trzeba zacząć lubić p. Steinbach. Nic w tym zresztą nadzwyczajnego, bo przecież powiedziała oczywistą oczywistość, natomiast ciekawe jest to, co wypsnęło się temu filutowi z „GW” (tak demaskować niemieckich towarzyszy pracujących na froncie ideologicznym – Michnik powinien mu za to obciąć pensję): „w Niemczech panuje konsensus, że partia Hitlera i jej narodowo-socjalistyczna ideologia miała prawicowy, a nie lewicowy charakter”. Konsensus czy zamordyzm bandy lewicowo-liberalnych terrorystów, na których wezwanie nawet prof. Winkler musi pleść tak piramidalną bzdurę, że to „prawdopodobnie najbardziej prawicowa partia, jaka kiedykolwiek powstała”. Ciekawa jest też informacja o inicjatywie fundacji Adenauera „walki z prawicą”: patron byłby pewnie zachwycony.

http://wyborcza.pl/1,75248,11081131,Steinbach_oburzyla_Niemcow_cwierkaniem.html

***

Przestrzegałbym przed pochopnym stawianiem zarzutu autorom przedwczorajszego manifestu monarchistycznego w Portugalii, że chcą wzorować się na – istotnie pożałowania godnej – aktualnej monarchii w Hiszpanii. Jest w tym manifeście kilka rzeczy niepokojących tradycjonalistę, ale akurat nawet aluzji do Hiszpanii w nim nie ma. To zapewne „twórcza inwencja” redaktorów PAP, za którymi poszły różne gazety. Zresztą każdy może sobie sprawdzić sam:

http://sol.sapo.pt/inicio/Politica/Interior.aspx?content_id=40356

Nokautowanie chadecji

4 lutego 2012

Dwie definicje chadecji autorstwa meksykańskich tradycjonalistów:

— Federico Müggemburg, działacz antykomunistycznego MURO (jawnej „fasady” uniwersyteckiej w Puebli podziemnej organizacji katolickiej El Yunque [„Kowadło”]): „Niejednorodna mieszanka, w której doktrynie społecznej zostały pogmatwane: myśl Kościoła podług własnych i, co więcej, swobodnych oraz zniekształcających interpretacji; wydumane zasady Rewolucji Francuskiej – bardzo niedoskonale ochrzczone i źle skrywane; posmak zdradzający zakażenie się dialektyką marksistowską i, w ogólności, fragmentaryczne odpadki wszystkich filozofii nowoczesnych” (La Cruz ¿Un ariete subversivo?, Ser, México 1970, s. 29).

— Manuel Magaña Contreras, dziennikarz, sedewakantysta: „Ruch międzynarodowy, będący systemem penetracji nakreślonej w technikach rewolucji pokojowej [Edouarda] Bernsteina, aby wpływać sposobami, które nie mogą być zdecydowanie odparte. Jest zatem infiltracją marksistowsko-leninowską, przedsiębraną na gruncie polityczno-wyborczym. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, iżby «Demokracja Chrześcijańska», założona w jakimś kraju, zdecydowała się podporządkować jego wewnętrznym potrzebom; jej wzrok jest utkwiony w Rewolucję Światową” (Poder Laico, Foro Político, México 1970, s. 69).

***

Alergia

Po czterech dniach sado-maso, czyli egzaminowania, rozpoznałem u siebie przypadek ciężkiej alergii: na słowo „stres”.

I dorzucę coś szalenie seksistowskiego: mogę jeszcze pogodzić się z tym, że stresują się wiotkie mołodycie, ale mierzi mnie, kiedy młodzi mężczyźni pojękują, że są zestresowani. 20-letni mężczyzna powinien mieć duszę wojownika i na egzamin iść jak do szturmu. Zuchwałość przystoi efebom.

„John Stuart Mill, czyli odrażająca jasność”

5 lutego 2012

Za te słowa wybaczam Nietzschemu wiele z jego „niegrzeczności” pod adresem chrześcijaństwa. Mało kogo tak nie cierpię w świecie ducha, jak tego – pfu! – demoliberała o myśli tak subtelnej jak kij od szczotki. Nawet Bentham, właśnie dlatego, że radykalniejszy w utylitaryzmie, jest przynajmniej zabawny z tym swoim „kałkułem przyjemności”, a z Milla choćby pośmiać się trudno, bo czytać go, to jakby się tran piło, zagryzając chlebem z solą.

Nekrologi paralelne

Nekrolog Brasillacha mógłby wyglądać tak: „POETA, FASZYSTA, PEDERASTA. ZGINĄŁ MŁODO, ZABITY PRZEZ ANTYFASZYSTÓW”. Gdyby nie to drugie, w „G….e Wyborczym” łkano by nad jego losem i opiewano jego geniusz i subtelną wrażliwość. A w mojej idealnej „Gazecie Literackiej”, gdzie brano by pod uwagę tylko piękno, a nie miałyby znaczenia kryteria partyjne z epoki europejskiej wojny domowej, jego nekrolog mógłby znaleźć się obok nekrologu F. Garcii Lorki: „POETA, ANTYFASZYSTA, PEDERASTA. ZGINĄŁ MŁODO, ZABITY PRZEZ FASZYSTÓW”.

Zapomniana tradycja świeckiego państwa prawa

11 lutego 2012

Ciekaw jestem, czy dzisiejsi orędownicy „prywatyzacji religii”, indyferentnego „świeckiego państwa” (i „demokratycznego państwa prawa urzeczywistniającego sprawiedliwość społeczną”) zdają sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy są zwolennikami maksymy XVI-wiecznego biskupa krakowskiego Andrzeja Zebrzydowskiego: „a wierz sobie i w kozła, byleś dziesięcinę płacił”.

***

Inkulturacja

Najstarszy, założony 6 I 1536 roku, z inicjatywy wicekróla Nowej Hiszpanii Antonia de Mendozy oraz biskupa Juana de Zummaragi, uniwersytet w Nowym Świecie (Real Colegio de Santa Cruz de Tlatelolco).

 uniwersytet

W okolicach Harvardu studiowano zapewne wówczas jeszcze tylko sztukę zdejmowania skalpów.

I warto jeszcze pamiętać, że: uczelnię założono na miejscu, gdzie wcześniej była szkoła aztecka dla młodych arystokratów; do kolegium przyjmowano proporcjonalnie Hiszpanów i młodzież indiańską – też proporcjonalnie, po 2, 3 z każdego ludu; prócz typowego dla uczelni europejskich programu studiów specjalny nacisk był położony na opracowanie gramatyki języków tubylczych oraz wykorzystanie osiągnięć indiańskiej medycyny i farmakologii. Wszystko to jest dowodem właściwie pojętej inkulturacji, zasady zachowywania ciągłości, na ile to możliwe, i w tym, co wartościowe, rzec można wreszcie – stosowania w praktyce maksymy, iż łaska nie niszczy natury, tylko ją podnosi.

***

Kierdel konserwatystów

Pan Paweł Burdzy zachwyca się zgromadzeniem 10 tysięcy amerykańskich konserwatystów.

Hospody, pomyłuj! 10 tysięcy – na domiar „gadających” – konserwatystów w jednym miejscu. Pewnikiem jeszcze jakieś rezolucje uchwalą; niech zgadnę – na pewno coś oryginalnego, na przykład „obniżyć podatki i zbombardować Iran”.

Nawet gdyby to nie byli konserwatyści hamburgerowo-demokratyczni, to i tak bym od takiego stada uciekał na oślep, szukając rozpaczliwie jakiejś chatki pustelnika.

„Zespół świeckiego państwa”

15 lutego 2012

Ta osoba – mówiąc możliwie jak najgrzeczniej i najściślej – zwąca się Anną Grodzką, tworzy „zespół” pod auspicjami Belzebuba.

Właściwie to dobrze, że po „wegetarianach” (z Platformy) przychodzą „kanibale” (z Ruchu Palikota), bo najwyższy czas, żeby skończyło się to bagno mdłej i tolerancjonistycznej koegzystencji. Tam, gdzie jest nacisk, rodzi się opór, i przychodzi czas definitywnego rozstrzygnięcia. Niech już przyjdzie nareszcie ten straszny dzień, w którym staną naprzeciwko siebie „falangi katolickie” i „falangi socjalistyczne”, i albo oni nas, albo my ich zetrzemy w proch i pył.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11144399,Grodzka_tworzy_w_Sejmie_zespol_swieckiego_panstwa_.html

***

Zawsze aktualna maksyma, którą winniśmy przypominać prawdziwemu mężowi stanu, dbałemu o swój lud i o porządek, którego niestety wciąż nie mamy, i na którego z utęsknieniem czekamy: „lepiej połamać kości kilku posłom, niż być zmuszonym wyprowadzać na ulice karabiny maszynowe” (płk Walery Sławek).

Inwersyjnie

16 lutego 2012

Jakoś mi się dzień zaczął „inwersyjnie”: najpierw próbowałem umyć zęby kremem do golenia, a potem namydlić twarz pastą do zębów.

***

Z testu z historii doktryn politycznych: „Konserwatyzm miał różne nurty i odłamy jak: kontrkonserwatyzm, neokonserwatyzm czy konserwatynizm”.

O ile dobrze rozumiem autora, ten ostatni nurt to kontaminacja konserwatyzmu z kretynizmem.

Bez przebaczenia

19 lutego 2012

W Na probostwie w Wyszkowie Żeromski pisał o renegatach z Komitetu Białostockiego, że nie powinno być dla nich nawet piędzi ziemi polskiej na grób. To samo trzeba powtórzyć dziś Palikotowi. I przywrócić karę banicji – w Grecji bardziej hańbiącą niż śmierć.

Palikot: Polacy muszą się wyrzec swojej polskości

***

200 lat temu urodził się Zygmunt hr. Krasiński: najbardziej konserwatywny z romantyków i najbardziej romantyczny z konserwatystów.

Tout le monde

20 lutego 2012

Jeden z najwytworniejszych publicystów „GW”, Seweryn Blumsztajn (o którym Michnik powiedział kiedyś, że naprawdę nazywa się Kowalski, bo czy ktoś kiedyś widział głupiego Żyda), tak komentuje sobotni marsz w obronie serbskiego Kosowa: „Krzyczeli przeciwko całemu światu: USA, Izraelowi, Tuskowi, Palikotowi, komunie, demokracji, pedałom”.

Bardzo mi się podoba taka enumeracja tout le monde. Brakuje tylko jednego uściślenia: że to jest cały „świat” w tym znaczeniu tego słowa, które w Piśmie św. występuje zwłaszcza u św. Jana (J 1,10; 15, 18n; 17,9; 1 J 2, 15-17) i u św. Jakuba (Jk 4,4) – krótko mówiąc, ten, który we złem leży.

***

Privatim

A jednak okazało się, że mam złamane żebro. Nie piszę, żeby się tym chwalić, ale żeby wspomnieć, jaką anabazę po przychodniach i szpitalach musiałem odbyć, żeby ostatecznie dostać zwykłe środki przeciwbólowe i dowiedzieć się, że goić się będzie około dwóch tygodni, wysłuchując przy tym od kolejnych lekarzy pouczeń pod adresem innych lekarzy, co powinni wiedzieć i czego czynić nie powinni. I tak, gdyby nie to, że zdalnie sterował mnie lekarz pierwszego kontaktu, który jest akurat moim licealnym kolegą, to pewnie nie skończyłoby się na tych marnych pięciu godzinach.

Dios, Patria, Zar

21 lutego 2012

Brzmi nawet nieźle, ale jest jeden problem: w tym wypadku pomiędzy Patria a Zar nie da się wstawić żadnych fueros, bo ich tam nie znajdziemy. Prof. Łagowski (z którym nieczęsto się zgadzam, choć zawsze z uwagą go słucham), miał rację zauważając, że problemem Rosji nie był brak demokracji, tylko arystokracji i „ciał pośredniczących”.

za Boga, Ojczyznę i Cara

¡Por Dios, por la Patria y el Zar! http://rusimperia.info/

Legalizm a legitymizm

22 lutego 2012

Zawsze sam to mówiłem: „Autorytet legalny jest oszukańczym podobieństwem autorytetu legitymistycznego” (Nicolás Gómez Dávila, De iure, w przekładzie Krzysztofa Urbanka).

***

Perfidny Albion

Jeśli prześledzi się historię Imperium Brytyjskiego, to Anglików, à mon avis, można podziwiać w pewien sposób za mistrzostwo w godzeniu dwu dokładnie przeciwstawnych rzeczy: niebywale „makiawelskiego” cynizmu w prowadzeniu polityki zagranicznej i jednocześnie umiejętności stwarzania wrażenia, że są w niej dżentelmenami wyznaczającymi wysokie standardy etyczności oraz ich obrońcami przeciwko wszystkim „złym chłopcom”: Hiszpanom i Portugalczykom, Francuzom, Niemcom, Rosjanom, Chińczykom etc. – aż po Argentyńczyków w konflikcie o Malwiny.

Jankesi oczywiście ich w tym naśladują, tyle tylko, że robią to w nieporównanie bardziej prostacki sposób.

Zbrodnia niesłychana

23 lutego 2012

Jeden z naszych kotów (ten największy i najbardziej romansowy – Plamcio) ukradł z garnka na piecu i zeżarł całą nogę od kury w rosole.

I co zrobić z tym łotrem, drodzy Fejsbukowicze – urzeźnić, jak mówił mój syn, gdy był dzieckiem, czy jakąś inną torturę wymyślić?

Dziwna wstrzemięźliwość

24 lutego 2012

Wszyscy ci nieubłagani krytycy urojonych (zazwyczaj) win Kościoła (albo tego, co „winą” jest tylko z ich sekularystycznego punktu widzenia) dziwnie jakoś zachowują milczenie i wyrozumiałość wtedy, kiedy słusznie należałoby hierarchom „stanąć do oczu”, aby napiętnować rzeczy naprawdę straszne. Myślę tu na przykład o tym haniebnym liście gratulacyjnym, który Paweł VI wysłał do ludobójcy wszechczasów Mao Zedonga, i to w 1966 roku, kiedy apogeum osiągnęła „rewolucja kulturalna”, zapewniając go o „słusznym szacunku, jakim darzy go cały świat”.

***

Znów proponują, żeby coś zmienić w profilu. Ani mi się śni! Jak można tak molestować konserwatystów. Zresztą „oś czasu” to ja już dawno przeszedłem.

I ty (nazisto) zostaniesz liberałem

26 lutego 2012

W demoliberalnym świecie nawet naziole kończą jako liberałowie (chyba że ich wcześniej zabiją). Postacią, którą w tej chwili mam na myśli, jest Jorge González von Marées (1900-1962), założyciel w 1932 roku i przywódca, wzorowanego ściśle na NSDAP, Movimiento Nacional Socialista en Chile, a po nieudanym puczu w 1938 roku i delegalizacji – La Vanguardia Popular Socialista (która w 1945 zawarła koalicję wyborczą z Partią Komunistyczną), który ostatecznie wylądował w Partii Liberalnej i nawet został jej sekretarzem generalnym.

Aaa, zapomniałbym: chilijscy naziści, prócz zwykłych dla narodowych socjalistów postulatów, walczyli również o prawa wyborcze dla kobiet.

Komu to służy?

28 lutego 2012

Nieoceniony red. Blumsztajn pyta: „komu to służy” (zapalanie świeczek ofiarom stalinizmu)?

Jakże to, to nie nauczyli małego Sewka w ZMS i u „Walterowców” w Czerwonym Harcerstwie? Pogrobowcom burżuazyjno-obszarniczej Jaśniepańskiej Polski, lokajom Watykanu i zachodnioniemieckim odwetowcom to służy!

http://wyborcza.pl/1,86116,11247167,Zostawcie_tych_zolnierzy.html

***

Prawdy ponadczasowe (II)

Gelazjańska nauka o Dwóch Mieczach, oddzielnych, lecz złączonych nierozerwalnymi więzami subtelnej współzależności (cesarz jako pierwszy syn Kościoła, papież jako pierwszy kapłan Imperium), wyrażona w ikonografii Świętego Cesarstwa: po prawej princeps sanctorum (papież), ziemskie odbicie Boga Ojca, po lewej princeps terrarum (cesarz), ziemskie odbicie Syna Bożego, obaj w łączności z Duchem Świętym, symbolizowanym przez gołębia, widocznego nad prawym uchem papieża i na końcu berła cesarza.

Henryk IV Grzegorz VII

Kiedy przychodzą po Terlikowskiego…

29 lutego 2012

Jegomość utrzymujący, że jest kobietą („Anną Grodzką”), z tej racji, że, primo, samookaleczył się, secundo, że „tak się czuje”, wytacza proces dr. Terlikowskiemu z Frondy za to, że ten nie chce uznać tego jego widzimisię. Nie muszę tłumaczyć, jak wiele różni mnie z dr. Terlikowskim i z obecną Frondą, ale w tej sprawie obowiązuje pełna i bezwarunkowa solidarność, bo tu chodzi o tę, jedną z ostatnich już, linii oporu przed libertyńskim neototalitaryzmem, jaką jest możność bronienia intersubiektywnej prawdy przed bezczelnym absurdem. Sądzę, że w tej chwili dobrą reakcją byłoby publiczne wystąpienie reprezentatywnej grupy osób, które oświadczyłyby, że zajmują to samo stanowisko w kwestii tożsamości płciowej „Anny Grodzkiej” co red. Terlikowski, niech zatem powód i im wytacza podobny proces.

***

Przyjdź Republiko Twoja?

Jeśli ktoś ma wątpliwości, dlaczego św. Pius X potępił Sillon, to niech zwróci uwagę na ten deliryczny bełkot Marca Sangniera o Bogu – republikaninie i o „demokracji życia boskiego”, w której człowiek staje się „dodatkowym członkiem” Trójcy Świętej (czyli wtedy już chyba Czwórcy – jak u Junga?): Si l’homme est incapable de démocratiser la divinité, Dieu le peut. Le christianisme n’est précisément pas autre chose que la démocratie de la vie divine, de la vie éternelle comme dit l’Évangile. Par lui, la souveraineté de Dieu est véritablement mise en participation. Dieu qui aurait pu nous traiter en monarque, a préféré nous proposer l’idéal républicain jusque dans nos rapports avec Lui, il nous a, en effet, envoyé son Fils pour nous convier à nous solidariser avec sa seconde personne à devenir ainsi un membre adjoint de sa Trinité. Par leur assimilation à la seconde personne de la Trinité les hommes pénètrent dans la société des trois personnes divines et participent à leur majestueuse égalité (cyt. za: J.-A. Boucher, Saint Pie X, Maurras et le sens de l’histoire à propos du centenaire de Marc Sangnier, « Cahiers Charles Maurras », 1973).

Tłumaczenie: „O ile człowiek nie jest zdolny do zdemokratyzowania boskości, Bóg może to czynić. Chrześcijaństwo jest właśnie niczym innym, jak demokracją życia Boskiego, życia wiecznego, jak mówi Ewangelia. Dzięki niemu suwerenność Boga przekazana jest prawdziwie do współuczestnictwa. Bóg, który mógłby traktować nas jak monarcha, wolał nam zaproponować ideał republikański, aż do naszych z Nim stosunków; posłał nam swego Syna, aby zaprosić nas do zespolenia się z Jego drugą Osobą, i stania się tak dodatkowym członkiem Trójcy Świętej. Przez asymilację z drugą Osobą w Trójcy ludzie przenikają do społeczności trzech Boskich Osób i uczestniczą w ich majestatycznej równości”.

Prawdy ponadczasowe (III)

1 marca 2012

„Kiedy między królewską a kapłańską władzą panuje harmonia, świat jest dobrze rządzony, a Kościół kwitnie i owoce wydaje, kiedy zaś w rozterce zostają, nie tylko drobne sprawy nie wzmagają się, ale i wielkie sromotnie upadają” (Cum Regnum et Sacerdotium inter se conveniunt, bene regitur mundus, floret et fructificat Ecclesia. Cum vero inter se discordant, non tantum parvae res non crescunt, sed etiam magnae res miserabiliter dilabuntur) – Św. bp Iwon z Chartres CRSA (ok. 1040-1116), Epis. 238 (al. 5.) ad Marcellinum, cap. II, n. 15: PL 162, 246.

***

Sewje-Mleczarz

Przeczytałem sobie wyimki z zeznań Seweryna Blumsztajna. Pierwszy wniosek, jaki mi się nasunął w związku z tą lekturą, jest ten, że byłoby lepiej dla nas wszystkich, gdyby – zgodnie z tradycją rodzinną – zamiast dziennikarstwem zajął się mleczarstwem, czy w ogóle gastronomią, albo przemysłem gumowym. Gumofilce mogłyby być foremniejsze niż jego publicystyka.

***

Cykliści jednak na prawicy

Z książki dra Jarosława Tomasiewicza, której maszynopis teraz czytam, dowiedziałem się, że „ultraprawicowo-narodowa” (jak napisano w raporcie policyjnym) organizacja Straż Ładu i Porządku w Wielkopolsce, działająca w latach 20., rekrutowała się z hallerczyków, dowborczyków i Klubu Cyklistów. Słynny a jadowity dowcip Słonimskiego o tym, że wszystkiemu winni są Żydzi, masoni i cykliści, leży więc w gruzach. Cykliści są poza podejrzeniem.

Mea (nostra) culpa

3 marca 2012

Fejsbuk, niestety, zdaje się być chytrym wynalazkiem Złego, aby utrudnić, jeśli nie umożliwić, zadośćuczynienie prośbie, którą św. Tomasz z Akwinu zawarł w modlitwie wyrytej ponoć na jego grobie: „Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek”. Ta modlitwa jest dłuższa, ale to wystarczy.

Marna pociecha, że dotyczy to nie tylko mnie.

„Mieszane uczucia”

5 marca 2012

Tiepier ja – jak rozpoczynał swoją kwestię na scenie podchmielony Jaracz (a może chciał pokazać, że i on umie „grać z dystansem”?) – bo o mnie piszą. Po przyjeździe do Torunia zastałem na półce egzemplarz książki Z dziejów prasy konserwatywnej. Twórcy i dzieła, a w niej obszerny artykuł prof. Tomasza Sikorskiego z Uniwersytetu Szczecińskiego pt. Konserwatywne inspiracje w publicystyce Jacka Bartyzela na łamach „Bratniaka” i „Polityki Polskiej” (1977-1989) (UMCS, Lublin 2012, s. 205-224).

Bardzo to miłe i pochlebia mojej próżności, a szczególnie wdzięczny jestem autorowi za umieszczenie w charakterze motta mojej ulubionej frazy z Teognisa. Z drugiej strony, ilekroć czytam to, co piszą o mnie młodsi uczeni koledzy, zadaję sobie pytanie: azali ja jeszcze żyję?

Monarchia przeciw plutokracji

6 marca 2012

Od hiszpańskich karlistów:

D. Juan Carlos = ukoronowana republika, europeistyczna, skorumpowana, despotyczna i antychrześcijańska.

D. Sixto Enrique = monarchia tradycyjna, katolicka, ludowa i społeczna.

contra

***

Rosyjski bonapartyzm

W Rosji Putinowska policja tłucze nacboli Limonowa, a „GW” broni ich jako demokratów i ukrywa jak może, że to naziole. Kompletny obłęd z tą demokracją: w imię dogmatu cyfrokracji gotowi są wspierać choćby komunistę Ziuganowa czy wariata Żyrynowskiego. To ja już wolę Putina: z każdego punktu widzenia możliwe najmniejsze zło. To po prostu uwspółcześniony rosyjski bonapartyzm, coś pośredniego między rewolucją a reakcją, a przypominam, że dopóki Bonaparte nie sięgnął świętokradczo po koronę, legitymiści, jak Chateaubriand i Bonald, też go popierali.

Subcomandante Czaruś Czegewaruś

7 marca 2012

Ten Czaruś M. zgrywa od lat takiego mięczaka, zmęczonego liberała itp., a okazuje się, że to jednak chwat nad chwatami. Rzekłbym: terrorystuś. Może by mu jego sponsorzy z Krytyki Politycznej kupili jakiś karabinek z plastiku na wodę, to by się chłopczyk (wyrośnięty, co prawda) troszkę pobawił i w końcu uspokoił.

http://www.rybinski.eu/2012/03/publiczny-donos-do-prokuratury-krytyka-polityczna-nawoluje-do-morderstwa/

***

Niewinność

Maltretuję nieszczęsnych studentów żądaniem wyjaśnienia sensu spiżowego prawa historii o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępów w budowie socjalizmu. I konstatuję ze zdumieniem, że wszystkie wyjaśnienia są podawane jakby przez ludzi, których nie dotknął jeszcze grzech pierworodny i którzy nie spożyli owocu z drzewa wiadomości złego i dobrego. Zwłaszcza złego.

Nieszczęście zbliża

8 marca 2012

Jarosław Gowin powiedział kiedyś (pytany o to, czy jest konserwatystą), że w porównaniu ze mną i z prof. Legutko jest „zgniłym liberałem”. W gruncie rzeczy to prawda, niemniej teraz współczuję mu szczerze i serdecznie. Mało co tak zbliża ludzi jak wspólnota wstydu.

Szok

9 marca 2012

Szokuje mnie to, że żadna z kobiet „obdarowywanych” wczoraj przez chama z Biłgoraja nie strzeliła mu po prostu w pysk. Jeśli odrzucić, a chciałbym, hipotezę, że bezwstyd stał się już normą, pozostaje wytłumaczenie, że były to starannie dobrane statystki. Takie „niewiasty patiomkinowskie”, że się tak wyrażę.

***

Publiczna chłosta tych wiedźm zdaje mi się karą i tak umiarkowaną.

Feministki przebrały się za biskupów. W stroju duchownego paradowała córka Stefana Bratkowskiego, K

Kardynalna brednia

10 marca 2012

Czy jest jakiś Nobel w dziedzinie kretynizmu? Jeśli tak, to ja głosuję za przyznaniem go Jego Eminencji kardynałowi Ennio Antonelli, który na ekumaniackim „zjeździe gnieźnieńskim” skojarzył w swej homilii legitymizm z „prawami kobiet do zdrowia reprodukcyjnego, antykoncepcji, rozwodów i «małżeństw» homoseksualistów”:

http://www.archidiecezja.pl/aktualnosci/archiwum/2010/marzec_2010/zakonczyl_sie_viii_zjazd_gnieznienski.html

Ze skarbczyka złotych myśli tolerancjonistów

13 marca 2012

Onegdaj w gazetce nowojorskich sodomitów „Outweek” napisano o Pacie Buchananie tak: „Trudno oprzeć się chęci złapania tego człowieka za gardło i duszenia go tak mocno, jak się da, aby móc patrzeć w jego szpetną i odrażającą twarz, i obserwować, jak jego gałki oczne pękają i wypływają z oczodołów. Lub może ktoś wolałby nadepnąć na jego twarz i wyciskać jego mózg tak długo, aż zgniły szlam wypłynie na chodnik”.

Baza i…

14 marca 2012

Pewnie Panna Masza zaraz mnie skarci za niegodne prześmiewki z zestresowanych studentów, ale trudno, to tak zabawne, że godne uwiecznienia: „co jest dopełnieniem BAZY w marksowskiej koncepcji rozwoju społecznego?” ~ „GŁOWICA!”.

***

Prawdziwego mistrza rozpoznaje się po zaskakującej puencie. Oto przykład (z Wieczorów petersburskich de Maistre’a): „Zasługiwał na to stanowisko ze wszech miar, A JEDNAK je otrzymał”.

Dialog nieimaginacyjny

15 marca 2012

— Czy może Pani powiedzieć z jakimi państwami na Bliskim Wschodzie Izrael pozostaje w stanie wrogości?

— …

— Może łatwiej będzie Pani określić to poprzez kryteria etniczne albo religijne?

— …

— Czy w ogóle interesują Panią wydarzenia i procesy zachodzące we współczesnej polityce światowej?

— (skrzywienie ust) Nie bardzo.

— To po co właściwie studiuje Pani stosunki międzynarodowe?

— (wzruszenie ramionami) Tak wyszło.

***

Obywatel Kaliban

Słusznie, tak trzymać towarzysze! Nie tylko Dante, ale i Szekspir (Kupiec wenecki), Krasiński (Chór Przechrztów), w ogóle cała klasyka, po co nam te reakcyjne, rasistowskie, szowinistyczne świnie? Rządy obywatela Kalibana to w końcu logiczne, najwyższe, ostatnie stadium demokracji.

Włoscy “naukowcy”: wyrzucić Boską Komedię ze szkół, bo propaguje rasizm, antysemityzm…

Ernesto Che Guevara i Jean-Paul Sartre

16 marca 2012

Wiadomo, kawiorowa lewica. Ale moim zdaniem, choć jeden wart drugiego, to jeszcze więcej zła niż „Che” wyrządził ten zezowaty kurdupel z Les Deux Magots, bo pierwszy zabijał tylko ciała, a drugi umysły.

zbrodniarze

***

Oriamendi

175 lat temu książę Sebastian Gabriel de Burbon-Braganza (1811-1875), infant Hiszpanii i Portugalii oraz generał armii karlistowskiej, odniósł wielkie zwycięstwo w bitwie nad rzeką Ebro pod Oriamendi (k. San Sebastian) nad armią izabelicką, której główny trzon stanowił Brytyjski Korpus Pomocniczy pod dowództwem sir George’a de Lacy Evansa. Okolica zwana jest odtąd „cmentarzem Anglików”, których poległo tam od 1000 do 1500. Dzięki temu zwycięstwu powstał karlistowski hymn Oriamendi.

Wspomnienie tej wiktorii to dzień otuchy, przypominający, że armia katolicka i królewska może pokonać zbrojnie liberałów i masonów. Chwała bohaterom, przeciwnikom zresztą też, bo bili się dzielnie.

Tartuffe zrzuca maskę

18 marca 2012

I bardzo dobrze: obłudnik odsłania prawdziwą twarz zawziętego libertyna. A co ważniejsze, chyba właśnie wyrzucono do rupieciarni zbędny już „kościół łagiewnicki”. Raz jeszcze okazuje się, że każdy wymyślony przez człowieka „kościół”, prędzej czy później, ale zawsze w końcu okazuje się „zdechłym psem” – że posłużę się barwnym językiem ks. Sardy.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,PO-bez-rekolekcji-Skupmy-sie-na-reformach-nie-na-modlitwach,wid,14341581,wiadomosc.html?ticaid=1e1ce&_ticrsn=5

To, co najważniejsze

19 marca 2012

Abbé Rauzan napisał (w kwietniu 1814 roku, kiedy zaczynała się Restauracja i Ludwik XVIII proklamował Kartę): Toute constitution est un régicide. I miał rację. Dodałbym, że jest ona królobójstwem nie tylko na osobie, lecz i na Koronie, czyli także na konstytucji naturalnej regnum.

Lecz jeśli smutne okoliczności zmuszają jednak do spisania i promulgowania konstytucji, to nieprzekraczalna granica kompromisu jest następująca: karta winna mieć na początku artykuł: „Osoba króla jest święta i nietykalna”.

Cała reszta to szczegóły techniczne.

Między-narodówka wrogów Austrii

21 marca 2012

Co łączyło ludzi skądinąd tak różnych jak: neojakobiński nacjonalitarysta Clemenceau, socjalliberalny imperialista Lloyd George, prezbiteriańsko-demokratyczny misjonista Wilson, narodowy liberał Orlando, rasistowski narodowy socjalista Adolf Hitler, demoliberalny narodowy socjalista Masaryk i narodowy demokrata Dmowski? ~ Otóż nienawiść do Monarchii Austro-Węgierskiej („austriackiej rudery”, jak pisał ten ostatni), ostatniej depozytariuszki uniwersalistycznej, katolickiej i „feudalnej” z ducha tradycji Świętego Cesarstwa, ułomnej oczywiście, jak wszystko, co ziemskie, ale jednak przechowującej ten święty depozyt średniowiecza w mrocznych wiekach demokracji. A w konsekwencji także – godzenie się, tak czy inaczej, na wpychanie okrojonej, kadłubowo-etnicznej Austrii do ponurej Walhalli wszechniemczyzny – protestanckiej, sprusaczonej, sformalizowanej na modłę Kanta i zetatyzowanej na modłę Hegla; w volkistowskie brednie i panteistyczny pseudomistycyzm, karmiący się nienawiścią do Rzymu; krótko mówiąc, na nie tylko terytorialno-polityczny, ale i duchowy Anschluss.

Żal

23 marca 2012

Co to jest „marzenie ściętej głowy”? ~ że w 1989 roku znalazłby się jakiś autorytet religijny, filozoficzny oraz polityczny w świecie (nominalnie przynajmniej) chrześcijańskim, który by wystosował do M. Gorbaczowa list o podobnej treści, z taką podbudową filozoficzno-teologiczną, próbujący uzmysłowić adresatowi, że jedynym prawdziwym i kompletnym wyjściem z komunizmu jest odrodzenie religii i filozofii bytu oraz uczynienie z nich – a nie z demokracji i praw człowieka – fundamentu polityki; jak subtelnie jest także wskazana tu więź (i jej charakter), jaka winna panować między roztropnymi rządzącymi a mędrcami.

Celowo usuwam zarówno odniesienia zdradzające religię nadawcy, jak i akcenty antyokcydentalistyczne, aby mój żal i zarzut, że nie było nikogo takiego w świecie chrześcijańskim, miał oczywiste uzasadnienie; oni w najlepszym wypadku potrafili jedynie powiedzieć: „Panie Gorbaczow, zburz Pan ten mur”:

Trzeba zdać sobie sprawę, jaka jest w istocie prawda. Sprawy gospodarcze, problem własności i wolności nie stanowią głównej przyczyny trudności Związku Radzieckiego. Trudności te zostały spowodowane bezkompromisowym ateizmem, który obecnie spycha, bądź zepchnie, również kraje Zachodu w ślepy zaułek przyziemności. Ową podstawową trudność spowodował wojujący ateizm, daremna walka przeciw Bogu, nauce o początku istnienia i stworzenia.

(…)

Obecnie wszyscy widzą jasno, iż nadszedł czas, gdy komunizmu trzeba będzie szukać jedynie w muzeach politycznej historii świata. Marksizm nie jest zdolny zaspokoić żadnej z istotnych potrzeb człowieka. Marksizm jest doktryną materialistyczną, materializm zaś nie jest w stanie wywieść ludzkości z kryzysu braku zaufania do wartości moralnych. Kryzys ten stanowi globalną, podstawową bolączkę społeczeństw Wschodu i Zachodu.

(…)

Mam ogromną nadzieję, iż uzna Pan za punkt honoru podjęcie działalności oczyszczania własnego kraju z resztek przegniłych naleciałości siedemdziesięciu lat wypaczeń komunistycznych i wymazania komunizmu raz na zawsze z historii świata.

(…)

Materialistyczny światopogląd uważa za kryterium poznania wrażenia zmysłowe i to, co nie jest poznawalne zmysłowo usuwa poza zakres nauki. Bytem istniejącym realnie jest tu materia i co niematerialne, nie ma bytu realnego. Świat tajemny, niedostępny poznaniu rozumowemu, taki jak istnienie Boga Najwyższego, objawienie, misja prorocza, zmartwychwstanie, jest z założenia uznawany przez materialistów za mit. Natomiast kryterium poznania światopoglądu religijnego jest niezależne od postrzegania zmysłowego i poznania rozumowego. To, co rozumowe, należy do nauki, jakkolwiek nie jest postrzegalne zmysłowo, albowiem istnienie nie zależy od tajemnicy i świadectwa. Niematerialne może istnieć. Tak jak byt materialny ma odniesienia do abstrakcji, tak też poznanie zmysłowe opiera się na poznaniu rozumowym.

(…)

Człowiek ze swej przyrodzonej natury nieprzeparcie dąży do doskonałości, a wie Pan o tym doskonale, iż chce on być absolutną, nieograniczoną siłą świata, że stroni od sił niepełnych, od mocy niedoskonałej. Gdyby świat był podporządkowany człowiekowi, a powiedziano by, iż istnieje jeszcze jakiś świat inny, to, kierując się przyrodzoną naturą, człowiek będzie dążył do podporządkowania sobie także tamtego świata. Choćby człowiek posiadał nawet najrozleglejszy zasób wiedzy, gdy powie mu się, że istnieją także inne nauki, to z przyrodzonej sobie natury zechce i owe inne nauki poznać i zgłębić. Musi zatem istnieć moc absolutna i absolutna wiedza, by człowiek ku nim dążył.

I chociaż sobie tego nie uświadamiamy, właśnie Bóg Najwyższy jest tym obiektem, ku któremu dążymy. Człowiek dąży do prawdy absolutnej, aby pogrążyć się w Bogu. Pragnienie życia wiecznego tkwi w naturze każdej istoty ludzkiej i ono właśnie jest znakiem istnienia świata wiecznego, do którego śmierć nie ma przystępu.

Gdyby Wasza Ekscelencja zechciał zgłębić te zagadnienia, mógłby Pan polecić uczonym specjalizującym się w tej dziedzinie, by poza pracami filozofów Zachodu zgłębili także pisma (…) filozofów perypatetyków (…). Wówczas bowiem będzie jasne, iż prawo przyczyny i skutku, jakąkolwiek metodą by się je badało, opiera się na tym właśnie, że jest poznawalne rozumowo, nie zaś postrzegane zmysłowo. Poznanie ogółu sensów i ogółu praw zasadza się właśnie na takim dowodzeniu. Jest to poznanie rozumowe, a nie zmysłowe. Niechaj uczeni spożytkują zarazem pisma (…) na temat filozofii (…) kontynuującej myśl platońską, by wyjaśnić Waszej Ekscelencji, iż wszelaki byt materialny chłonie światło, które jest wolne od materii. Poznanie intuicyjne człowieka nie ma w swej istocie związku z postrzeganiem zmysłowym. Proszę skłonić wielkich uczonych w Pana kraju, aby zwrócili się ku mądrości najwyższej Boga Najwyższego (…), która jest błogosławieństwem dla serc płomiennie miłujących Boga teraz i w Dniu Zmartwychwstania, wówczas objawi się, że Nauka Prawdy rzeczywiście istnieje, albowiem tak jak niematerialne jest wolne od materii, tak i wszelaka myśl jest niematerialna i nigdy materia nią nie owładnie.

Nie chciałbym dłużej Pana trudzić, wspomnę zatem jeszcze tylko o księgach mistyków (…). Gdyby Pan zechciał zapoznać się z [ich] rozprawami (…), proszę skierować do (…) kilku doskonałych specjalistów w zakresie tej problematyki. Po kilku latach, pokładając nadzieję w Bogu, zgłębią wszystkie najsubtelniejsze etapy religijnego poznania (…).

Teraz mogę już ujawnić nadawcę listu, którego ślady pracowicie wyżej zacierałem: to ajatollah Chomeini.

***

„Co Bóg złączył, żaden parlament nie może rozłączyć” (lord Camden).

Propozycja dla konserwatystów

24 marca 2012

Dwudziestą rocznicę śmierci F.A. von Hayeka – myśliciela mi obcego, ale którego szanuję za uczciwe przyznanie i wyjaśnienie, dlaczego nie jest konserwatystą (a niestety większość jego admiratorów na prawicy chyba nigdy tego postscriptum do Konstytucji wolności albo nie przeczytała, albo udaje, że nie przeczytała, albo przeczytała, ale nic nie zrozumiała) – proponuję uczcić rozpisaniem konkursu na esej pt. Dlaczego nie jestem Starym Wigiem?

Troska o człowieka pracy

30 marca 2012

Gangsterzy w służbie meksykańskich narkokarteli zajmujący się tzw. gotowaniem, czyli rozpuszczaniem swoich ofiar w kwasie, otrzymują od mafii dodatkowe wynagrodzenie za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia. Welfare state ma, jak widać, ogromną siłę przyciągania, a przy okazji raz jeszcze potwierdza się słuszność Augustyńskiej definicji państwa, że tylko sprawiedliwość pozwala odróżnić je od jakiejkolwiek bandy zbójeckiej, posiadającej – gdy dobrze zorganizowana – wszelkie inne znamiona societas perfecta

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2022 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.