Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Raszewski: Aborcja a moralna kondycja państwa – komentarz do inicjatywy Ruchu Palikota

Aborcja a moralna kondycja państwa – komentarz do inicjatywy Ruchu Palikota

Adam Raszewski

Na konferencji prasowej, która odbyła się 16 stycznia 2012 roku, Wanda Nowicka – wicemarszałek Sejmu i Janusz Palikot  przewodniczący klubu parlamentarnego Ruch Palikota, poinformowali o złożeniu projektu ustawy liberalizującej przepisy antyaborcyjne1. Kolejna próba złamania Boskich nakazów i prawa naturalnego, zwłaszcza w sytuacji braku pewności jej refutacji przez rządzący obóz, wymaga przypomnienia zasad konstytutywnych dla sił Tradycji i zasugerowania postawy godnej człowieka Prawicy.

Konsekwentna obrona przez Kościół życia jako daru ofiarowanego człowiekowi przez Stwórcę i wsparcie hierarchów dla wszelkich inicjatyw zmierzających do prawnego zabezpieczenia egzystencji nienarodzonych jest faktem powszechnie znanym i wielokroć powtarzanym przy okazji debat pojawiających się wraz z kolejnymi inicjatywami zmierzającymi do zaostrzenia lub zliberalizowania Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Kościół zarówno w nauczaniu tradycyjnym, jak i – co trzeba uczciwie przyznać – posoborowym konsekwentnie opowiada się przeciwko legalizacji aborcji i uczynieniu z dzieciobójstwa kwestii podlegającej indywidualnej decyzji kobiety. Głos Kościoła katolickiego winien stanowić moralną busolę dla polityków określających samych siebie jako katolickich, jakkolwiek wielu z przedstawicieli tzw. centroprawicy (vide: poseł Gowin, który w sejmowym głosowaniu nie wsparł inicjatywy zmierzającej do całkowitego zakazu aborcji) częstokroć zdaje się zapominać o obowiązkach wynikających z odwoływania się do Dekalogu lub po prostu udawać, iż w danej chwili nie było możliwe zastosowanie się do wskazań hierarchów (postawa większości posłów Prawa i Sprawiedliwości w momencie inicjatywy Marka Jurka i jego próby konstytucyjnego zakazu aborcji). Tak oto oportunizm i niechęć do narażania się liderowi ugrupowania (zwłaszcza w sytuacji, gdy podczas głosowania obowiązuje partyjna dyscyplina. Ujmując to w formie dygresji, należy stwierdzić, iż skupione w partiach współczesne życie polityczne promuje postawę kolektywizmu, bezimiennego, bezkształtnego tłumu zajmującego poselskie ławy, w których nie liczy się świadomy, motywowany światopoglądowymi inspiracjami wybór danego polityka, ale wola partii i owo parlamentarne Klub jest wszystkim, poseł – choć teoretycznie obdarzony wolnym mandatem – niczym. Moralność i przyzwoitość w demoliberalnym przybytku nieprawości na Wiejskiej nie obowiązują) bierze górę nad etycznymi zobowiązaniami. Wszystko w partii, nic poza partią, nic przeciw partii.

Aborcja, oprócz tego, iż stanowi grzech ciężko obrażający Boga, kładzie się również cieniem na moralnej kondycji państwa – rozumianego jako dobro wspólne i przedmiot troski ogółu obywateli. Czyniąc prawomocnym eksterminację najsłabszych, poddaje w wątpliwość obiektywne zasady etyki, które winny obowiązywać w charakterze publicznego fundamentu zbiorowości ludzkiej. Państwo, które legalizuje dzieciobójstwo, daje świadectwo, iż samo ufundowane jest na wątpliwym i możliwym do podważenia systemie normatywnym, a pryncypia mają charakter względny, uzależniony od woli poddanej apoteozie większości. Krytyczny, a w najlepszym razie neutralny stosunek do demokratycznych polityków, wydaje się dla człowieka Prawicy oczywistością per se (jako do emanacji władzy z woli ludu i bluźnierczej suwerenności demosu). Dobrze znamy ich dietetyczną orientację, podatność na preferencje wyborczej gawiedzi, szumnie zwanej opinią publiczną, traktowaną współcześnie jak wyrocznia dla parlamentarnych społeczności. Po nich nie sposób spodziewać się wierności Prawdzie, odwagi w obronie tego, co prawe, szlachetne i zacne; po prostu zbyt często dawali – poza nielicznymi wyjątkami – dowód swego tchórzostwa i koniunkturalizmu, by tym razem ufać ich zapewnieniom o konieczności cnotliwego podążania przez życie.

Ale relatywistyczne podejście do kwestii obrony życia poczętego infekuje nie tylko dusze politycznych decydentów. Zatruwa także przestrzeń publiczną, co być może z perspektywy aksjologicznej jest nawet groźniejsze dla zachowania fundamentów etycznych publicznych struktur (obecnych 460 posłów wszakże kiedyś przeminie, a naród jako wspólnota historyczna trwać będzie z balastem nieprawych doświadczeń) i w znacznie większym stopniu narusza aksjologiczną równowagę. Państwo, które samoistnie pozbawia się odniesień do Dekalogu i uniwersalnych wartości wynikających z prawa naturalnego, skazane jest na cywilizacyjny zastój i stopniową utratę tożsamości. Jak wszakże egzekwować np. zakaz kradzieży, gdy pozwala się na pozbawianie życia w zgodzie z literą prawa?

III Rzeczpospolita cierpi na chorobę relatywizmu (która rozpoczęła się już w momencie porozumień Okrągłego Stołu, późniejszej zbiorowej amnezji względem zbrodni komunistów i polityki historycznej zmierzającej do wybielenia okresu PRL) i dominacji etyki sytuacyjnej. W coraz mniejszym stopniu moralne standardy wyznacza Kościół, co wynika z postępujących procesów laicyzacyjnych i kulturowych wpływów ze strony Unii Europejskiej, z natury – jako racjonalistyczny produkt oświeceniowy i konglomerat pierwiastków zbliżonych do sofistów, nihilistów i Nowej Lewicy – wrogiej budowaniu tożsamości narodu na Prawdzie katolickiej. Ale wciąż, mimo infiltracji charakteru państwa polskiego przez królujące na Zachodzie (będącym w coraz mniejszym stopniu kategorią cywilizacyjno-kulturową, a coraz bardziej już tylko geograficzną) trendy obyczajowe, Polacy pozostają dość tradycyjnie nastawionym narodem, stosunkowo odpornym na zagrożenia nowoczesności i światopoglądowego liberalizmu. Dla znacznej części naszych rodaków głos Kościoła wciąż utożsamiany jest z autorytetem, a pojęcie grzechu nie wydaje się oderwanym od rzeczywistości anachronizmem. Mimo postępującej rewolucji kulturowej zdrowa tkanka społeczna nadal broni się przed zagrożeniami modernité.

Społecznego panowania Chrystusa Króla i doczesnego porządku normatywnego opartego na Dekalogu nie sposób zbudować drogą demokratycznych procedur. Konstrukcja ta mogłaby być ustanowiona jedynie wolą autorytarnego i katolickiego suwerena, którego nie krepowałyby w politycznych decyzjach preferencje wyborców i magiczny głos sondaży. Od demokratycznego i nihilistycznego (nie)porządku nie wybawią nas decydenci z Wiejskiej, ale Rewolucji można i trzeba dać odpór już na rubieżach, by ochronić resztki cywilizacji. W sytuacji, gdy toczy się śmiertelny bój o przetrwanie resztek świata Tradycji, niezbędna wydaje się walka bezkompromisowa, toczona aż do zwycięstwa i z pełną świadomością zagrożenia ze strony przeciwnika. Z siłami postępu niemożliwy jest kompromis, można jedynie zwyciężyć albo polec z honorem, by nie doczekać zagłady Miasta. To, czy ruszymy na bój z hydrą Rewolucji, zdeterminuje aksjologiczną przyszłość narodu polskiego.


1 Za: http://www.ruchpalikota.org.pl/wiadomosci/projekt-ustawy-o-swiadomym-rodzicielstwie [17 I 2012].

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.